carolinascotties Posted December 23, 2006 Posted December 23, 2006 Koszulku dobranoc dziewczynko .... Quote
zaba14 Posted December 24, 2006 Posted December 24, 2006 ja podnosze sunie! :loveu: Wszyscy zasiadają dziś przy stole, kazdy zapomni o tych bidach :-( Quote
Diegula Posted December 24, 2006 Posted December 24, 2006 Koszi w ten Świąteczny wieczór zycze ci nowego wspaniałego-kochanego domku na który niewątpliwie zasługujesz! Oby te Swięta były ostatnie jakie spędzasz bez swojego pana Quote
Pianka Posted December 25, 2006 Posted December 25, 2006 Nazywam się Koszi.... Przebywam teraz w schronisku w Rudzie Śląskiej. Moje życie ciągle ulega zmianie. Człowiek wciąż zawodzi. Proszę przeczytaj moją historie i pomóż mi, a ja na pewno ci się odwdzięczę. Dwa lata temu urodziłam się w ciepłym miejscu. Było dużo miłości. Gdy ja i moje rodzeństwo podrośliśmy zaczęli przychodzić obcy ludzie, zabierali po jednym piesku, aż w końcu zostałam ja sama. Moi właściciele czekali aż ktoś się zjawi i mnie w końcu zabierze. Niestety gdy skończyłam 6 miesięcy, znudziło im się czekanie. Wyrzucili mnie. Nie rozumiałam ich decyzji...tak bardzo się do nich przywiązałam.... Na dworze było tak zimno...naszczęście szybko znaleźli się ludzie, którym zrobiło się żal malutkiej, biednej kuleczki samej na dworze. Jednak pani, która mnie wzięła miała już pieska i małe mieszkanie. Trafiłam do jej sąsiadki. Nie było mi źle, spałam w łóżku, pani dużo mnie przytulała. Cieszyłam się z każdego jej powrotu, z każdego wspólnego spaceru, z każdej okazanej mi czułości. Później jednak zaczęły się kłopoty...przeżyłam u swojej pani ponad rok. Nigdy nie zapomnę tych wspaniałych chwil spędzonych z nią. Gdy tylko dostałam pierwszą cieczke, pani mnie nie upilnowała....zaszłam w ciąże. Właściwie to się cieszyłam...cieszyłam się, ze będę miała kim się opiekować...niestety....gdy tylko urodziłam, pani zabrała moje maleństwa i je utopiła. Przeżyłam prawdziwy wstrząs...dlaczego ona to zrobiła? Tak bardzo ich potrzebowałam. Ale pogodziłam się z decyzją mojej pani, w końcu bardzo jej ufałam. Ktoś namówił moja panią do mojej sterylizacji. Pani była niechętna, ale pod przymusem sąsiadów wysterylizowała mnie. Pani zaczęła poświęcać mi coraz mniej czasu, nigdy mnie nie zaszczepiła, co stało się przyczyną kolejnych problemów. Zachorowałam... Moje ciało z każdym dniem słabło. Starałam się pokazać pani, że wszystko mnie boli, ze jest mi źle. Ale ona stwierdziła, że jestem zdrowa. I zamiast przeznaczyć pieniądze na moje leczenie, kupiła sobie alkohol. Przyszedł dzień w którym nie potrafiłam już wstać o własnych siłach. Zostałam na początku lipca 2006roku wyniesiona na kocu przez sąsiadów pani. Tak bardzo się wtedy bałam, przeczuwałam, że dzieje się coś złego. Ludzie zabrali mnie do weterynarza, który jednoznacznie stwierdził: nerwowa odmiana nosówki. Potem zabrano mnie w dziwne miejsce, gdzie panuje smutek, żal, tęsknota, śmierć. To było schronisko. Jednak ludzie tutaj okazali się wspaniali. Rozpoczęła się walka o moje życie. Miałam nadzieje, że jak tylko dojdę do siebie to wrócę do mojej pani, która tak kocham... Długo walczyłam, weterynarz schroniskowy dawał mi tylko 5% szansy na przeżycie, jednak ja się nie poddawałam i dzielnie walczyłam. Czułam się coraz lepiej, ale ciągle słaniałam się na nogach. Pamiętam jak raz przyszła odwiedzić mnie moja własna pani. Ta się ucieszyłam gdy ją zobaczyłam. Chciałam wyjść z tej klatki i ją przytulić, ale ona poszła sobie. Chciałam za nią biegnąć, piszczałam, wołałam ja, bez skutku. To był ostatni raz kiedy ją widziałam. Kiedy cały czas ściągało mnie na prawą stronę i nie było widać poprawy zabrano mnie do kliniki. Weterynarz zmienił leki, po których śladu po chorobie nie było żadnego. Zaczęłam wychodzić na spacerki, które sprawiały mi dużo radości. Bo przecież ciągle siedziałam w klatce. Tak bardzo brakowało mi nie raz obecności człowieka..... Długo czekałam na to, aż w końcu ktoś mnie pokocha....Moja historia ukazała się w gazecie. Po paru dniach zainteresowała się mną pewna pani. To była moja wielka szansa. Pojechałam do niej pociągiem w październiku 2006 roku, trochę się denerwowałam, ale cieszyłam się, ze w końcu będę miała prawdziwy dom. Jak bardzo się wtedy myliłam... Było mi tam dobrze, wieczne ganianie po ogrodzie z psami, miska zawsze pełna, wiele miłości. Nie znałam podstawowych zasad w domu, bo wcześniejsza właścicielka mi ich nie przekazała. Wiele się tutaj nauczyłam. Zrozumiałam między innymi, ze w domku załatwiać swoich potrzeb nie wolno. Ciągle nie rozumiem dlaczego moje życie się tam skończyło...Po 2 miesiącach poszłam z panią na spacer. To był bardzo dziwny spacer. Poszliśmy w głośne miejsce jakim jest dworzec, pani oddała mnie komuś. Dlaczego? Czy każdy człowiek najpierw kocha a potem wyrzuca jak zepsutą zabawkę? Znów trafiłam do schroniska, gdzie szary mur skrywa za sobą rzędy boksów, ciasnych, zimnych i dusznych... Przez dziurę w daszku kapią krople wody ...zimno, smutno, ponuro. Zapytasz: czy to więzienie? Odpowiem tak... Więzienie dla tych niechcianych, codziennie porzucanych. Codziennie śnie o takim prawdziwym domku, który kiedyś był, o porannych pieszczotach, o własnej pani, która przecież kiedyś mówiła, że kocha, o wspólnych spacerach do lasu ... Proszę Cię pomóż mi. Obiecuje, że teraz już będę mocniej się starać, żeby nie zawieść.... Quote
zaba14 Posted December 25, 2006 Posted December 25, 2006 :placz: :placz: :placz: :placz: Pianka ślicznie napisane! :placz: :placz: :placz: :placz: Quote
eria Posted December 25, 2006 Posted December 25, 2006 pięknie to napisałaś Pianka!!! Ten właśnie tekst powinien znaleźć się w PP lub MP !!!!!!! Quote
Pianka Posted December 25, 2006 Posted December 25, 2006 "eria" napisał(a):pięknie to napisałaś Pianka!!! Ten właśnie tekst powinien znaleźć się w PP lub MP !!!!!!! No to do dzieła. Justyna załatwiaj tą gazete:cool3: Quote
Monia70 Posted December 25, 2006 Posted December 25, 2006 Koszeńko, mam nadzieję, że to ostatnie święta bez rodziny........ Quote
Diegula Posted December 26, 2006 Posted December 26, 2006 Ja też mam taką nadzieję!Hopaj na pierwszą stronkę słodka Quote
anka11 Posted December 26, 2006 Posted December 26, 2006 eh..... nikt nie chce Koszenki? :-(:-( Quote
Diegula Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Przywitaj dzień na pierwszej stronie! Quote
Pianka Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Justyna możesz mi powiedziec gdzie jest Koszi? przeszukałam wszystkie boksy i jej nie ma. Jedynie gdzie jedze moze byc to izolatka i duży plac. No więc gdzie jest?:cool3: Aha wyślij mi na maila ten plakat Koszi, prosze... Quote
olifka Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 A do mnie jeszcze nic nie doszło :(:(:( Quote
Pianka Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Ja myśle, ze to przez święta. Bo do nikogo nic nie doszło. Listonosz ma za dużo roboty:evil_lol: Dlatego ja prosze o plakat na maila;) Quote
Justyna_wolontariat Posted December 27, 2006 Author Posted December 27, 2006 A koszi to tak róznie wszędzie biega wszedzie jej pełno biega po duzym placu, po małym wszedzie gdzie ja jestem, ona sie tak domnie przywiazała ze pracownicy nie potrafią przejsć przez bramkę zaraz pod nogami im ucieka i juz jest w biurze gdzie mnie szuka lub stoi pod bramą, dlatego dla jej bezpieczenstwa jak wychodizłam dzis zapiełam ja na łańcuch klatki pełnie dzis przyszło 9 psów:placz: musze pomyśleć gdzie ją umieścić jest kochana ale tak szalona jak mnie widzi ze dzis bym dwa razy na ziemi leżała przez ta diablice:evil_lol: Quote
Mysia_ Posted December 27, 2006 Posted December 27, 2006 Kochana Koszi :loveu: U nas narazie spokój z przyjmowaniem psiaków (dzisiaj tylko dwa), mam nadzieje, że tak pozostanie :roll: Quote
eria Posted December 28, 2006 Posted December 28, 2006 ona jest taka szczęśliwa jak może biegać, aż promieniuje :loveu: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.