Ela_and_Krzys Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 A my dzis mielismy dzien pelen wrazen. Po tym jak wrocilismy z Gwyddaniem do domu po zastrzyku wyruszylismy z powrotem do Krakowa na zakupy. Pojechalismy troche boczna droga i ... znalezlismy na srodku jezdni placzaca kociatko. Wydawalo nam sie za ma przetracona lapke - niewiele myslac zapakowalismy przemoczona kupke zabloconego nieszczescia do auta i ... znow do lecznicy. Malenstwo okazalo sie byc bardzo wyziebione, lapka wygladala niepewnie a w Krakvecie nie dzialal akurat dzis rentgen. Wiec kolejna lecznica a miedzyczasie kombinowalismy gdzie mozna malenstwo przetrzymac przez jakis czas - z uwagi na zupelny brak odpornosci naszego kociola (zapalenie pluc z ktorym walczymy od trzech tygodni, slabe limfocyty i leukocyty i podejrzenie FIV...) u nas w domu to na razie niemozliwe. W drugiej lecznicy malenstwo bylo mniej roztrzesione troche i doktor stwierdzil ze jego zdaniem lapki sa cale, i RTG nie trzeba. W miedzyczasie kochane dziewczyny z fundacji Amicus (mar.gajko - dziekujemy!)znalazly maluchowi tymczasowy domek. Dziekujemy tez ogromnie kiwi, Tweety i Frotce za pomoc. Zawiezlismy brzdaca. Najprawdopodobniej jest to dziewczynka, ok. 2,5-3 miesieczna. Bura, o slicznym pyszczku, wyglada jak cetkowana. Na razie jest na obserwacji - jesli zostala potracona przez samochod to obrazenia wewnetrzne moga dopiero sie ujawnic. Domek tymczasowy b. doswiadczony, zajmie sie kotecka profesjonalnie. Umie sobie radzic i z dzikuskami i zastrzyki dawac jesli trzeba. Jutro odwiedzimy malenka, zawieziemy jakas karme, jesli trzeba zawieziemy do doktora. Dziewczynka czeka na imie no i szuka domu - postaramy sie zrobic jakies zdjecia... Jest cudna! Jutro jak beda zdjecia zalozymy jej watek. Quote
masienka Posted November 25, 2007 Posted November 25, 2007 Takie nieszczescia zawsze sciagaja do dobrych ludzi... miala bidulka nosa :) wyczula, ze z Wami nie zginie Quote
JoSi Posted November 26, 2007 Posted November 26, 2007 masienka napisał(a):Takie nieszczescia zawsze sciagaja do dobrych ludzi... miala bidulka nosa :) wyczula, ze z Wami nie zginie Takie nieszczęścia trafiają do ludzi którzy widzą , chcą widzieć i w dodatku działać. Moja połamana Franeczka przez godzinę płakała na ruchliwym chodniku pod nosem pani z budki gazetowej. Nikt nie zauważył? Quote
Ela_and_Krzys Posted November 27, 2007 Posted November 27, 2007 Znaleziona przez nas koteczka - Lucky - ma się coraz lepiej. Zdjęcia zrobimy jutro i wtedy założymy jej własny wątek. Malutka jest przecudna. Jest takim "zwyczajnym" szarym pręguskiem, ale ma przecudowną minkę i jest niesamowicie kontaktowa. Cały czas siedziała Krzysiowi na ramionach (jak papuga!) i ocierała się o jego szyję i głowę, traktorząc przy tym niesamowicie. Przesłodka kicia. Ciągle głodna, zmiata wszystko co się da. Zrobiła już siusiu do kuwetki, wygląda na zdrową! Naprawdę ładniusia i kochana - mam nadzieję, ze domek sie znajdzie szybko... Jakbysie wiedzieli o kims kto szuka malutkiej przytulanki... bede wdzieczna za info. Quote
AniaB Posted December 1, 2007 Posted December 1, 2007 elu - ja cały czas przetrzymuje Wasz Fuksiowy kołnierz:oops: Czy jest jakaś mozliwosć zebym Ci go oddała? CZy Ty pracujesz nadal na Krupniczej? Ja moze dałabym go gdzieś na portiernie u Ciebie tylko potzrebowałabym dokładny adres.. (niestety do krakowa przyjeżdzam późno - ok. 18.00)... Quote
Ela_and_Krzys Posted December 1, 2007 Posted December 1, 2007 Ania, zatrzymaj go, może jakiejś psiej bidzie po zabiegu się przyda? Ty i tak jesteś bardziej na bieżąco z takimi nieszczęściami niż my. Fuksiastemu - miejmy nadzieję - się już nie przyda. To jest teraz najzdrowszy czworonóg w naszych chorowitym stadku! :) Jedyny bez rodowodu :) Quote
AniaB Posted December 2, 2007 Posted December 2, 2007 elu - w takim razie przekaze go AdzeG - bo ja na razie woze kołnierz od pół roku w bagazniku..:oops: A w hoteliku pewnie predzej znajdzie zastosowanie.. Natomiast lojalnie uprzedzam, ze jak go przekaze to strace z nim pewnie kontakt i mozecie go juz nie odzyskac..;) To jak? :lol: Quote
zdrojka Posted December 4, 2007 Posted December 4, 2007 A jak się ma pociecha? Jakieś fotki może... :p Quote
Ela_and_Krzys Posted December 8, 2007 Posted December 8, 2007 Która? :) Fuksik ma się świetnie. Bimuś - jak to dziadziunio. A kotek - dalej choruje... Quote
JoSi Posted December 8, 2007 Posted December 8, 2007 Ela_and_Krzys napisał(a):Która? :) Fuksik ma się świetnie. Bimuś - jak to dziadziunio. A kotek - dalej choruje... Co z kotkiem? Kiedy będzie kastrowany? Filip już lada moment, 23 grudnia kończy rok a zapalenie dziąseł trwa, zmiana maści na taką z odrobiną sterydów. Quote
Ela_and_Krzys Posted December 9, 2007 Posted December 9, 2007 JoSi, kotek będzie kastrowany jak tylko jego stan zdrowia na to pozwoli. Na razie ciągle ma jakieś infekcje (zapalenie płuc sie strasznie ślimaczy), ma b. kiepską odporność (mało limfocytów i leukocytów), gorączkuje i wymiotuje. Wymaz z krtani niczego ciekawego nie pokazał. Dostaje leki przeciwwirusowe... No i czekamy.... Quote
zdrojka Posted December 12, 2007 Posted December 12, 2007 O pociechy pytałam ogólnie :p A jak z tymi płócami? Lepiej, mam nadzieję... Quote
JoSi Posted December 12, 2007 Posted December 12, 2007 Ela_and_Krzys napisał(a):JoSi, kotek będzie kastrowany jak tylko jego stan zdrowia na to pozwoli. Na razie ciągle ma jakieś infekcje (zapalenie płuc sie strasznie ślimaczy), ma b. kiepską odporność (mało limfocytów i leukocytów), gorączkuje i wymiotuje. Wymaz z krtani niczego ciekawego nie pokazał. Dostaje leki przeciwwirusowe... No i czekamy.... Z kastracją u rej rasy nie trzeba się spieszyć, późno dojrzewają. Jak z wynikami badań? Quote
Ela_and_Krzys Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 Witamy wszystkich, którzy wciąż nas czasem odwiedzają. Trochę nas nie było - znów azjatyckie wojaże :) - no a po powrocie wir pracy i zajęć domowych (w tym psich) zupełnie nas pochłonął. Stadko nasze ma się generalnie OK. Fuksik - po 3.5 tygodniowym pobycie u ani_w w Zabrzu przeszedł nieziemską metamorfozę. Grzeczny, wyciszony :) A wszystko to za sprawą 1) tego że Ania z nim pracowała 2) Meggi - czyli małego diabełka w goldeniej skórze - która molestowała Fuksa od rana do nocy, za łapę, za ogon, za co się da (Meggunia ma niewyczerpane bateryjki). Na porannych spacerach bardzo poprawiło się przywołanie. Nawet pościg za sarną czy zającem jest przerywany po którymś tam zawołaniu :) Bimuś - miał 16 urodzinki w styczniu. Niestety robi się coraz bardziej słabiutki i bezradny. Skórę dalej leczymy sterydami. Gorsze jest to że cierpi na zwyrodnienia kręgosłupa i coraz poważniejszy zanik mięśni w tylnych łapkach. Są dni, że nie wstaje. W inne trzeba go stawiać na łapkach i zaczyna wtedy chodzić. Coraz bardziej autystyczny jest. Głuchy zupełnie, zaćma też coraz większa. Schody już zupełnie nie są dla niego, więc chyba zostanie już w Michałowicach z nami. Jeździmy na zastrzyki (witaminki, cocarboxylaza, nivalin), spróbujemy jeszcze HMB, masujemy łapki. Nie znacie przypadkiem jakiegoś psiego fizykoterapeuty / masażysty w przyzwoitej odległości od Krakowa? Jak przestanie chodzić, to będzie już katastrofa, nie możemy do tego dopuścić. Kocio - chyba troszkę lepiej. Odkarmiony przez rodziców, u których spędzał błogo czas podczas naszego wyjazdu, rozpieszczony nieprzyzwoicie :) Świeża cielęcinka albo wołowinka z ręki, żadnej suchej bo przecież nie lubi :) Nie wymiotuje, w końcu przytył. Morfologia jeszcze nie idealna, ale na immunostymulatorach się stopniowo poprawia. Co więcej dojrzał nam chłopak (nie ładnie pachnie z kuwety, nie ładnie), uprawia nocne śpiewy, coraz bardziej zadziorny jest i ma niemiłosiernie przetłuszczający się ogonek. Jak tylko nasz doktor wróci z urlopu chyba będzie odjajczanie :) No i tyle nowości. A Kambodża piękna, ale zupełnie dziewicza. Quote
Ania_w Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 Tak wiec nie pozostaje Wam nic innego jak.. przejąć kliker i codziennie pare minutek z nim popracowac:) Bardzo madry jest z niego chlopak:loveu: Dodatkowo, na co czwarty weekend pozycze Wam Megulinde i po takim weekendzie Fuksiastemu przejdzie ochota na jakiekolwiek pogonie za sarnami, kurami czy wchodzenie w srodku nocy na sam srodek prawie:) zamarznietego stawu.. Kliker+Megan działaja cuda:))) A co do Bima. Kurcze, ze tez wczeniej o tym nie pomyslalam. Znam cudowna kobiete ktora zajmuje sie zwierzeca rehabilitacja. Kilka razy bylam u niej z goldenka Aria potracona przez samochod i na moich oczach zachodziła poprawa. Problem tylko, ze p. Halinka przyjmuje w Katowicach ale cos wymyslimy. Quote
Ela_and_Krzys Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 Ania, Katowice nie sa przeciez tak daleko. Zwlaszcza jesli przyjmuje w weekendy :) No i zawsze mozna potem wpasc do Zabrza ;) Może spróbujemy? Fuksio naprawdę jest grzeczniejszy. Wszyscy to zauważają! Normalnie nie wiem co my bysmy bez Ciebie robili! Quote
Ania_w Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 bez przesady!:oops: na kiedy Was umowic? moge od razu zadzwonic do P. Halinki, naprawde kobieta - anioł! Quote
Ela_and_Krzys Posted February 7, 2008 Posted February 7, 2008 jakoś w weekend - porozmawiam z Krzysiek i dam znać! OGROMNE DZIĘKI :loveu: :loveu::loveu: Quote
Ela_and_Krzys Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 Bimuś za TM (')(')(') Miał 16 lat i prawie miesiąc. Odszedł od nas we śnie. Mam nadzieję że nie cierpiał... Quote
Neris Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 Dożył pięknego wieku i odszedł kochany... Śpij dobrze maleńki. [*] Quote
Camara Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 Tak mi przykro - ważne, że zawsze był kochany Bimek ['] Quote
masienka Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 trzymajcie sie cieplutko... [*] [*] [*] Quote
Ela_and_Krzys Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 Bardzo Wam wszystkim dziękuję. Z jednej strony powoli się na to przygotowywaliśmy. Z drugiej - nigdy nie można się na to przygotować. Mialam nadzieje ze fizjoterapia da dobre efekty (pani polecona przez Anie_w jest naprawde swietna)... Dzis bylismy umowieni na kolejny zabieg... Bardzo mi go brakuje (to mój pierwszy pies, 16 lat to w końcu ponad pół mojego życia). Ale tak jest mu lepiej i sam o tym zadecydował. Dziękuję mu za to, że to nie ja musiałam za niego podjąć tą decyzję. Że odszedł zanim od ciągłego leczenia padła mu wątroba i nerki. Do samego końca sprawny. Powoli nas z tym oswajał, był coraz bardziej nieobecny, coraz bardziej wycofany, z nami jedynie ciałem a nie duchem. Ale był, a teraz nie ma go wcale. Miski, tabletki, sweterki, smycz ... a Bimusia nie ma z nami. Zostal pochowany na zwierzecym cmentarzu (Teczowy Most) na Dolnym Slasku. W Krakowie niestety nie ma psich cmentarzy... Quote
Camara Posted February 16, 2008 Posted February 16, 2008 bo na śmierć chyba nie można się przygotować... niby wiemy, że jest nieuchronna... ale trudno sie pożegnać :-( Trzymajcie sie cieplutko! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.