leonarda Posted April 9, 2010 Posted April 9, 2010 Ja na razie nie chcę tego komentować... Napiszę tu dopiero o jakichś konkretach. Generalnie - ciężko. Quote
maciaszek Posted April 9, 2010 Posted April 9, 2010 No to czekamy cierpliwie na wieści i trzymamy kciuki za rozwiązanie sprawy jak najlepsze dla Czarka. Quote
leonarda Posted April 10, 2010 Posted April 10, 2010 W tej chwili sytuacja wygląda tak: po moim oficjalnym sprawozdaniu, w przyszłym tygodniu będzie wizyta Pani Kierowniczki schroniska (dzwoniła do właścicielki i podała jej konkretne warunki i termin) i Amikat. Jeśli warunki będą lepsze - Czarek zostaje. Jeśli nie - zostaje odebrany. Czy lepsze warunki (tzn. wystarczające, zgodnie z przepisami itp.) będą rzeczywiście, jak by się chciało? No, to już jakby na razie poza naszymi możliwościami (prawnymi). Nic na to nie można poradzić. W każdym razie teraz. No, zobaczmy, jak to będzie wyglądało. Dam znać. Quote
DG32 Posted April 11, 2010 Posted April 11, 2010 Wizyta najprawdopodobniej będzie we wtorek............ Quote
soboz4 Posted April 14, 2010 Posted April 14, 2010 Czy była wizyta u Czarka? Miała być we wtorek? Quote
leonarda Posted April 15, 2010 Posted April 15, 2010 Od razu bym tu napisała, gdyby cokolwiek było wiadomo. Wizyta miała być we wtorek lub piątek. Miałam obiecane natychmiastowe info o tym, jak wypadła. Na razie nic, więc przypuszczam, że wizyty jeszcze nie było. Przypomnę smsem o jutrzejszym terminie. Prawdę mówiąc, obawiam się, że kobieta może wziąć psa na trochę do domu i w ten sposób bez kosztów wykręcić się sianem. A potem odstawić go z powrotem. Albo zrobić byle co, ale zgodne z ustawą - i też Czarek jest w.... Mam nadzieję, że jutro będę wiedzieć coś konkretnego. Quote
leonarda Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 Wpisuję się na wątek, żeby nie wyglądało, że biedny Czarek został zapomniany. Nie został. Niestety, wciąż nie ma konkretnych informacji. Tyle, co wiadomo - wizyty jeszcze nie było. Podobno w tym tygodniu... Mam na razie raczej związane ręce w związku z tym oczekiwaniem..:( A Czarka na pulpicie - patrzy na mnie z tego swojego łańcucha i będzie patrzał, póki jego sytuacja zdecydowanie się nie zmieni. Co otworzę komputer, to mam jego proszące oczy. To chyba katowanie siebie, ale nie ze skłonności do umartwień. To po to, żeby sobie nie wmówić, że może jakoś się "samo ułoży". ............................. - tu jest to, co naprawdę mam chęć napisać, a co każdy łatwo sobie dośpiewa..........:( Quote
__Lara Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 soboz4 napisał(a):współczuję zarówno Tobie jak i psu! Ja też.... to musi być straszne, nie wyobrażam sobie zastać Kiry na łańcuchu... chyba by mi serce pękło....:glaszcze: Quote
leonarda Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 No, właśnie.. A do tego pełna bezradność - mam wrażenie, że tak naprawdę mało kogo to obchodzi. W sensie, że nie czuję żadnego oparcia ani w schronisku (bez obrazy, wiem, ile tam jest psów i że planowana jest wizyta) ani - co może bardziej przykre - w fundacji. Szczerze: to czuję, jakby były psy "te bardziej" i "te mniej" - Czarek to zdecydowanie ten mniej...:( Może na samym początku, to jeszcze..ale teraz nikt się nim nie obchodzi (najbardziej to jeszcze liczę na info od p. Ani). Najwygodniej byłoby zapomnieć, że on w ogóle był pod naszą opieką i uznać, że na pewno jest dobrze. Czekam do piątku, wieczorem sama pojadę zobaczyć, co się dzieje. Choć nie jestem tam mile widziana. Pójdę ze "szpiegiem". Chciałabym zobaczyć pozytywne zmiany i wcale ich nie wykluczam. Ale muszę wiedzieć na pewno. Potem pomyślę, co dalej. Staram się nie być niesprawiedliwa wobec nikogo, stąd moje rzadkie wpisy i takie lakoniczne. I nie jest ważne, że ja jestem sytuacją rozgoryczona. Ważne jest, że pomagamy psom. A Czarek to nie pies???? Quote
zapka Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 No ja też tu zaglądam w oczekiwaniu na wiadomości z wizyty u Czarka, strasznie długo to trwa. A sprawa jednak pilna. Quote
__Lara Posted April 21, 2010 Posted April 21, 2010 zapka napisał(a):No ja też tu zaglądam w oczekiwaniu na wiadomości z wizyty u Czarka, strasznie długo to trwa. A sprawa jednak pilna. Też mi się tak wydaje, a w poście leonardy przebija rozgoryczenie... tak nie powinno być... w końcu te psy są niejako "nasze", to dodatkowo boli, zwłaszcza, gdy nic nie można zrobić... Quote
soboz4 Posted April 22, 2010 Posted April 22, 2010 Gdyby tu można było zastosować "Weźmy sprawę w swoje ręce"! A Czarek już przeżył metamorfozę, było widać w ostatnim dniu pobytu w schronisku jak bardzo się zmienił i jaki był karny, na ostatnim filmie Czarka było widać jak reaguje na każde polecenie Izy! Quote
Rybka_39 Posted April 22, 2010 Author Posted April 22, 2010 Ej no, zaczyna mnie to wkurzać, kiedy ma być ta wizyta? Quote
xszilax Posted April 22, 2010 Posted April 22, 2010 no chyba muszę coś wyjaśnić nasza wizyta miała nastąpić w wtorek ale nie wyszło po pierwsze kontrola z urzędu po drugie jestem chora ta wizyta na pewno dojdzie do skutku ale nam jest trudno określić termin kiedy obie z szefową będziemy w stanie tam się wyrwać . ALE NA PEWNO CZARKA NIE ZAPOMNIAŁYŚMY Quote
leonarda Posted April 22, 2010 Posted April 22, 2010 [FONT=Times New Roman]Ja też życzę zdrowia i..p. Aniu, proszę broń Boże nie brać moich tekstów do siebie. Ja jestem pani wdzięczna za pomoc, za "kontaktowość", za adresy, zresztą rozmawiałyśmy w sobotę i stąd tylko w ogóle wiem o tej wizycie. Mnie chodzi o coś innego: schronisko nie robi wizyt poadopcyjnych, to myśmy miały je robić - wolontariuszki. Przynajmniej tak zrozumiałam od samego początku. Tylko co z tego - mamy niby psy pod opieką, uczymy je, ogłaszamy itd. No i super. Tylko nikt się nie zastanowił, po co właściwie te wizyty. To znaczy, jakie podejmujemy działania, jeśli sytuacja psa okaże się naprawdę dramatyczna. Ja działałam na ślepo. I dalej to robię. Powiadomiłam fundację i schronisko. Amikat interweniowała telefonicznie u właścicieli i w schronisku. Zostałam poproszona o relację - napisałam, wysłałam zdjęcia. P. kierowniczka interweniowała telefonicznie u właścicielki. A ja też miałam od niej niejeden telefon i rozmawiałam z nią nieraz (po tel. ze schroniska to się skończyło). Wiem, że nie chce gadać z nikim z fundacji. Nie mam pojęcia, czy my, ja możemy coś jeszcze legalnie zrobić. Umowa jest ze schroniskiem, nie z nami. Ja nie chcę, żeby ktoś był zmuszony biegać za sprawami Czarka. Sama bym chętnie biegała. Ale dokąd? Wiem, że to pierwsza taka sytuacja. Tylko ona pokazuje właśnie naszą bezradność, nieprzygotowanie, niewiedzę. Brak jakiegokolwiek planu. Mam wrażenie, że kiedy próbuję coś zrobić, choćby tylko zapytać, co dalej - zawracam tylko głowę wszystkim i czuję się jak głupi natręt, który ciągle ma pretensje, zabiera czas, czegoś chce i w ogóle po co się wtrąca. To właśnie dlatego mam Czarka na pulpicie - dodaje mi odwagi, żeby się jednak odzywać, że coś nie tak, coś nie działa. Nie ma kiedy i jak o tym porozmawiać, coś zaplanować, postanowić. Parę dziewczyn się dopytuje, a Pani jest jedynym aktualnie DOSTĘPNYM i chcącym w ogóle zabierać głos w sprawie Czarka kompetentnym człowiekiem. I, jak to zwykle niesprawiedliwie bywa, to właśnie Pani czyta, że Czarek zapomniany i bierze to do siebie. Ja wiem, ile macie roboty i wiem, że nie jest waszym zadaniem sprawdzanie psów. I tak się cieszę, że ma być ta wizyta, bo równie dobrze schronisko mogłoby w ogóle się sprawą nie przejąć. [/FONT] [FONT=Times New Roman]Tylko to się strasznie ciągnie. Być może w tym czasie można było (np. ja mogłam?) podjąć konkretne działania, gdyby tylko sprawę przemyśleć i skoordynować i komunikować się nawzajem. Może jestem niecierpliwa, ale to już miesiąc minął od zabrania psa. Wiem, że Amikat ma na głowie wszystko i jeszcze trochę - już nawet do niej przestałam dzwonić w tej sprawie. Ale dlaczego nie mamy nikogo innego, kto wiedziałby, jak można działać? I które działania nie spowodują konfliktów między wolontariuszami, fundacją i schroniskiem? Wszystko wydaje mi się jakieś niedopowiedziane, niedograne. A problemy zwykle pojawiają się właśnie w trudnych sytuacjach - wtedy widać, co nie działa, jak powinno. [/FONT] [FONT=Times New Roman]W tej chwili ja w ogóle bym się bała zrobić kolejną wizytę poadopcyjną - bo co potem? Nawet jak pojadę w piątek, to się zamierzam ukrywać, bo jak mnie ktoś zobaczy, to pewnie byłyby telefony do schroniska z pretensjami - i znowu namieszam, aż w końcu się szefostwo wkurzy i nas wykurzy:) To tak mi się napisało samo - niby, że żart na zakończenie...[/FONT] [FONT=Times New Roman]Nie wiem, czy napisałam jasno. Chodziło mi głównie o to, żeby p. Ania wiedziała, że jest POZA moimi pretensjami. Jakbym jakieś miała, to napiszę wprost:) I wydaje mi się, że ten wątek mógłby posłużyć za przykład do rozmowy, czego nam brakuje w działaniach i co można z tym zrobić. Ale to już nie na wątku Czarka.[/FONT] [FONT=Times New Roman] [/FONT] [FONT=Times New Roman]Mam nadzieję, że w piątek będę mogła napisać coś dobrego o jego domu.... bardzo bym chciała.[/FONT] Quote
maciaszek Posted April 22, 2010 Posted April 22, 2010 Leonardo, trafnie i słusznie napisałaś. To ważny temat i na pewno trzeba go przedyskutować, przemyśleć jakie i kto ma podejmować działania w takich sytuacjach (oby było ich jak najmniej!). Quote
xszilax Posted April 23, 2010 Posted April 23, 2010 Leonardo wcale nie mam pretensji o to że została ta sprawa poruszona , to nie chodzi o to czy ktoś się poczuje obrażony czy nie ja już pisałam wam że sprawdzanie domów psiakom musi być ustalone z moją szefową a Amikat to ona jest waszą szefową i to tylko te dwie osoby mogą o tym decydować nikt więcej . Quote
leonarda Posted April 23, 2010 Posted April 23, 2010 To wiem. Nie wiem, co potem... Dzisiaj wieczorem napiszę, co widziałam. Może nic nie uda mi się zobaczyć.. z tym też się liczę. Tak czy tak - dam znać. Quote
leonarda Posted April 23, 2010 Posted April 23, 2010 Po konsultacjach z mądrymi ludźmi (patrz m.in. Rybka:) przesunęłam "wizytę" na jutrzejszy wczesny poranek. Dzisiaj przy ładnej pogodzie mogą tam być właściciele, a chyba nie ma sensu się z nimi spotykać. Tuż po świcie będzie chyba lepsza pora. Tak czy tak - najpóźniej jutro info o tym, co się dzieje. Quote
leonarda Posted April 24, 2010 Posted April 24, 2010 Już wróciłam z "wyprawy". Nie jestem załamana, to już coś. Szkło na działce uprzątnięte. Ale... Czarek wyglądał na nas, zaszczekał parę razy, bardzo chciał, by ktoś do niego poszedł. Niestety, jest dalej wewnątrz "domku" uwiązany na łańcuchu..:( Zdjęcia wrzucę po południu. Quote
Rybka_39 Posted April 24, 2010 Author Posted April 24, 2010 W schronisku przynajmniej nie miał syfu pod nogami i mi:angryy: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.