Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Wieści z domku tymczasowego: troszkę zaczyna mnie niepokoić jedna koszałka. Już drugi dzień jak wsadzę ją do klatki po wybieganiu się jest osowiała. Po za tym funkcjonuje normalnie. Druga buszuje po klatce a ta siada w jednym miejscu ,robi się w kulkę i ma przymknięte oczka (są razem) :-(

  • Replies 174
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

A na wybiegu jest aktywna? Inne parametry życiowe - jedzenie, koo, sioo? Zwłaszcza to ostatnie - czy nie siusia jakoś na gęsto, ciemno lub mętnie? Rozumiem, że wybieg kończy się nie ich dobrowolnym powrotem, a zaganianiem lub łapaniem? Kosze robią się "na kulkę" do drzemki. Potrafią też w różny sposób manifestować swoje niezadowolenie - moja starsza rzuca miską albo zrzuca drabinkę. A jeśli wybieg kończy się złapaniem i wsadzeniem do klatki to jest się o co obrazić. Moja młodsza nie lubi być łapana i brana na ręce. Raz kiedy ją przytrzymałam, dłużej w celu obejrzenia kontuzjowanej nogi, zemdlała. Autentycznie - posadziłam ją na półce a ona jak flaczek przewróciła się na bok.
Jeśli nie ma innych zmian zachowania (np nie jest osowiała ciągle, nie śpi więcej niż zwykle, nie stroszy sierść też ciągle), nie zmienia się jedzenie i wydalanie, sierść nie sprawia wrażenia brudnej lub mokrej to myślę, że nie ma powodu do obaw. Po prostu obserwuj.

Ogłoszenia na e-zwierzak, cafeanimal, przygarnijzwierzaka.pl. No i oczywiście dalej na DeguSerwis Na razie, będzie więcej.

Posted

Inne parametry są bez zmian ,czyli poprostu to jest rodzaj odpoczynku po łazienkowych wycieczkach:pPocieszyłaś mnie.Niewiem ile mają lat i poprostu zaczynałam myśleć ,że to może poprostu koszatniczka zaczyna być wiekowa a więc i słabsza.Oprócz tego niewiem co wcześniej dostawały do jedzenia i czy to nie cukrzyca.(przy takim podejściu kobiety to nigdy nic nie wiadomo:angryy:) Nie do końca chcą wracać same ,trzeba je przechytrzyć ale nie na siłę:cool3: i delikatnie jak wejdą na rękę to szybko do klatki.:diabloti: Jak wracają po wybiegu do klatki to są wtedy złe. Gryzą wtedy szczebelki .Szczególnie jedna. Najbardziej jednak dziwi mnie ,że tylko tam gdzie jet wejście a nie byle gdzie:crazyeye:

Posted

O tak, znamy to ...:cool3: Furiatki:cool3:
A co do podejrzenia cukrzycy - część ludzi z DS kupuje gdzieś w hurtowni wet. paski do badania moczu - można kupić takie na cukier. Kosza do transporterka jak naleje to w tą kroplę pasek i mniej więcej wiadomo jaki jest stan zacukrzenia organizmu.
Inny wskaźnik to mocz - gęsty, ciemny jakby czerwonawy. To znak, że nerki już nie są w stanie oczyszczać krwi z cukrów. Ale czerwone siusie (z tym, że przezroczyste) są po burakach, gałązkach jabłoni i orzecha włoskiego.
No i oczy - zaćma - szczególnie widoczna kiedy w ciemnym pomieszczeniu poświeci się latarką na oczko.
Ale przy odpowiedniej diecie kosze z cukrzycą mogą żyć jeszcze długo.
Podawaj im do jedzenia pokrzywę - może być nawet taka z rozerwanej torebeczki z herbatki, możesz też co jakiś czas dać parę listków białej lub zielonej herbaty.

Posted

Dziewczyny ,jest mi strasznie przykro i płaczę jak dziecko :placz::placz:jedna z koszatniczek nie żyje :-((ta spokojniejsza która już mi jadła z ręki)jak przyszłam do domu od rodziców to leżała nieżywa w klatce:placz: Starałam się im dać to co potrzebują:-( To dla zrehabilitowania się ,to może pozwolicie ,żeby ta druga u mnie już została na stałe :sad:Zrobię wszystko, żeby jej było u mnie dobrze:-(

Posted

anial napisał(a):
Dziewczyny ,jest mi strasznie przykro i płaczę jak dziecko :placz::placz:jedna z koszatniczek nie żyje :-((ta spokojniejsza która już mi jadła z ręki)jak przyszłam do domu od rodziców to leżała nieżywa w klatce:placz: Starałam się im dać to co potrzebują:-( To dla zrehabilitowania się ,to może pozwolicie ,żeby ta druga u mnie już została na stałe :sad:Zrobię wszystko, żeby jej było u mnie dobrze:-(



o cholewcia :-( co sie mogło stac? chora moze byla? kurcze no :placz:

Posted

anial napisał(a):
Dziewczyny ,jest mi strasznie przykro i płaczę jak dziecko :placz::placz:jedna z koszatniczek nie żyje :-((ta spokojniejsza która już mi jadła z ręki)jak przyszłam do domu od rodziców to leżała nieżywa w klatce:placz: Starałam się im dać to co potrzebują:-( To dla zrehabilitowania się ,to może pozwolicie ,żeby ta druga u mnie już została na stałe :sad:Zrobię wszystko, żeby jej było u mnie dobrze:-(




:placz::placz::placz:

Posted

Z drugą jest wszystko dobrze .Halbina ja naprawdę o nie dbałam, o tą też zadbam, chyba ,że uznacie ,że nie nadaję się na jej opiekuna to odwiozę ją w każde miejsce gdzie powiecie. Dawałam specjalne jedzenie i pilnowałam żeby nie było tam cukru, puszczałam żeby pobiegały i dawałam piasek do kąpieli. Nie wiem co jeszcze można by dać tej co została . Ciągle jak sobie o niej wspomnę to mi się chce płakać. Jest troszkę wystraszona ale ona cały czas była lękliwa. Może dobrze by było jak by miała towarzystwo ? Jak na razie postaram się jej poświęcać jak najwięcej czasu. Ale masz rację ,powinnam ją oddać komuś kto się na nich lepiej zna i da jej lepsze warunki Ja je bardzo polubiłam ale jak będzie dla tej jednej domek to ją tam zawiozę. Do tego czasu obiecuję, że będę dbała o nią najlepiej jak potrafię.

Posted

Nie obwiniaj się tak strasznie. Jeśli koszatniczki są podobne do świnek morskich, a to też zwierzątka-ofiary, pewnie ukrywają objawy choroby do ostatniej chwili. U świnek, niestety, takie nagłe zgony nie są rzadkością. Może ta kosia była już od dawna chora?
Ta druga teraz pewnie będzie tęskniła do towarzystwa, może będzie się bardziej garnąć do ciebie i łatwiej się oswoi? Docelowo powinna mieć jednak drugą, albo więcej, koleżanek.

Posted

ania a ty pisałas ze je puszczasz w łazience moze zjadła coś jakiś proszek lub cos takiego?
Uwazam ze jestes dobrym opiekunem nie wszystko da sie przewidziec
szkoda :-( ale czasu sie niecofnie.
Ta dziewczyna od ktorej je zabralam wogole o nie nie dbala nie puszczala ich i wogole dawala im tylko jedzenie i picie nic wiecej-zero opieki

Posted

W łazience starałam się wszystko zabezpieczać, nic nie zostawiać co mogło by trafić w ich ząbki.Miałam kiedyś chomiki i wiem jakie mają ostre ząbki i wszystkiego muszą próbować. Pod tym względem koszyki są do nich podobne.A może koszyczka miała już swoje lata ? niewiem w jakim była wieku:-( Może poprostu przyszedł jej czas? Czytałam ,że żyją koło 5 lat a nie wiem ile była u tej kobiety? Niestety to nic nie zmieni, obiecuję tylko to ,że zajmę się niom jak najlepiej potrafię.Jak bym miała wziąć drugą to jaką dziewczynkę? Czy każdą zaakceptuje?

Posted

[LEFT]Wiele mogło być przyczyn, a najwięcej takich na które nie ma się wpływu. Kosze bardzo często mają choroby genetyczne i wiele z nich nie dożywa 3 roku. Nie obwiniaj się - na pewno od Ciebie otrzymały taką opiekę jaką powinny mieć. Ale wcześnie...i właśnie to "wcześniej" prawdopodobnie było przyczyną.
Jak patrzyłam na zdjęcia koszy wydawało mi się, że jedna jest "dziwna" grubiutka, jakby smutna - bo była ona? Przyszedł jej czas - przecież nikt nie wie na pewno w jakim są wieku, czy rodzice byli rodzeństwem itd.. A gdyby się czymś podtruła to nie chciałaby jeść, byłyby bardzo konkretne objawy - wiedziałabyś od razu. To musiala być choroba tocząca ją od dawna, ot tak po cichutku, nawet nie ujawniając się za bardzo.
Ta, która została zaakceptuje drugą mlodziutką samiczkę. Nie powinno byc problemu o ile połączysz je stopniowo. Jutro prześlę poradniczek - albo zajrzyj na koszatnoczka.org - do art. o łaczeniu
Trzymaj się:glaszcze:.
[/LEFT]

Posted

Odeszła ta co się kiedyś martwiłam ,że jest na moje oko troszkę zaspokojna jak na takie zwierzątko i w porównaniu do tej drugiej .Kiedyś leżała jak martwa ale jak wsadziłam rękę to szybko się podniosła i na mnie nakrzyczała. Ale normalnie jadła, miała momenty, że gryzła szczebelki jak opętana szczególnie po powrocie z wybiegu. Ale w porównaniu do tej drugiej częściej siedziała w jednym miejscu i dumała. Ale miała też momenty ,że chciała zjeść mi koty więc one zaczęły się trzymać od klatki z dala i zdziwione patrzeć na mnie i pytać czemu ta mysz chce je zjeść. Ta co została już się uspokoiła ale nadal jest nieufna ,będzie trzeba nad nią popracować ,żeby się do mnie przekonała. Wczoraj w nocy mimo ,że była w osobnym pomieszczeniu i miała spokój to piszczała i biegała po klatce jak by ją coś goniło ,robiła wrażenie bardzo przestraszonej. dziś już jest lepiej .Wczoraj wieczorem sprawdzała czy moje palce nadają się do jedzenia bo czuła na nich zapach karmy. Myślę ,że się dogadamy i ją do siebie przekonam. Może to troszkę potrwa –miesiąc ,dwa ale powinnyśmy się dogadać.

Posted

Mysia czuje się dobrze ,wczoraj na dobranoc było bieganko i kąpiel w piaseczku:p Wcale nie chciała wracać do domku:roll: Już zaczyna brać z ręki jedzenie(czasami pomyli z palcem) ale robimy postępy.Zaczyna mi ustawiać koty ,zaraz obrywają jak który podejdzie do klatki. :evil_lol: Dlatego siadają z boku i się jej przyglądają.Zastanawiam się jak jej umilić czas,taka jest troszkę smutna jak wraca do domku :-( Może dało by się znaleźć jej jakąś przyjaciółkę :-(albo wykastrowanego kolegę?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...