Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
shnooreck

Psy ze schroniska

Recommended Posts

Witam,

Niedługo do mojego domu trafi psiak ze schroniska. Szukałam informacji na necie, ale w gruncie rzeczy niewiele znalazłam...Po tym jak zwierzak znajduje dom, temat się urywa. A to jest właśnie to, co interesuje potencjalnych właścicieli - i tych już na wzięcie schroniskowej bidy, i tych co się wahają (może jednak pseudohodowla?:oops2:).  Bardzo proszę o odpowiedzi osoby, które mają zwierzę ze schronu o odpowiedzi na kilka pytań:

- jak pies/kot zachowywał się w schronisku? Był przyjazny, wycofany, przestraszony, agresywny...?

-w jakim wieku było zwierzę?

-czy zwierzę miało traumę, złe przeżycia?

-jak zachowywało się w domu?

-ile zajął proces adaptacji? Podobno zajmuje 4-6 tygodni, czy to się potwierdza w praktyce?

-czy pies po okresie adaptacji zachowywał się inaczej?

-jakie i czy w ogóle pojawiły sie problemy (gonienie rowerów/kotów, agresja, ochrona zasobów...)

-czy odnalazł sie w poschroniskowym świecie? Można psa zabrać na plażę, do tramwaju, boi sie hałasu?

-czy są jakieś problemy, których nie udało się przepracować?

-można coś pozytywnego :)

 

Może uda sie obalić kilka mitów (stary pies nie nauczy się nowych sztuczek....) i oswoić temat adopcji -wielkiej niewiadomej. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Od kilku lat pomagamy psiakom ze schronisk bez wolontariatu.Zabieramy do hoteliku a następnie szukamy im domu.Jedynie widzimy tylko zdjęcie i informacji o psie mamy zero.Wszystkie psy bez wyjątku po pobycie w hoteliku w domu stałym zachowują się super.Mamy kontakt z DS-ami a także są przesyłane zdjęcia i filmiki.Wszystkie psiaki bardzo szybko odnajdują się w hotelu i następnie w DS.

W schronisku z wolontariatem można troszeczkę więcej uzyskać informacji na temat psa jakie jest jego zachowanie,natomiast bez wolontariatu jest zero informacji.Idzie się do schronu i wybiera się wg.swojej oceny jaki ma kontakt z człowiekiem itp.

Też byłam kilka lat domem tymczasowym dla psiaków.Wszystkie psiaki były cudowne,nie miałam problemów i wszystkie znalazły DS i wszyscy adoptujący byli zadowoleni.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Żeby nie być gołosłownym- moje adopcje. Co prawda tylko kocie, ale jakieś doświadczenie w tym jest.

Rudy-dorosły kot z adopcji z domu tymczasowego- pewny siebie egoista, od razu w domu czul się jak książę na włościach. Nie było z nim więzi, w końcu po kilku próbach udało mu się uciec. Jedyne zwierzę w moim życiu, z którym nie mogłam (mimo usilnych prób :( ) kompletnie załapać kontaktu. Rada: nie brać zwierzaka bo jest ładny. Bo jest potrzebujący. Bo ktoś go musi oddać. Bo nikt inny go nie weźmie. To jest po adopcji moje zwierzę i mój problem. Mam co brałam. Musi byc chemia między człowiekiem a zwierzęciem, inaczej jest ...przykro. Bo zwierzę jest nie po to, żeby tylko było. Człowiek dla zwierzaka też musi być czymś więcej niż tylko wydawaczem pełnej michy.

Lucyna- dwulatka wzięta ze schronu w dużym mieście, milutka koteczka, którą zabrała choroba. Nigdy żadnych problemów. Taka jaka była w klatce- taka była w domu. Przytul mnie człowieku i kochaj.

Edziu- podobno czteroletni, wzięty z tego samego schroniska po śmierci Lucysi. Wydany ze schroniska jako dorosły, niewykastrowany (nie wiadomo dlaczego? w końcu trochę czasu tam spędził) kocur. Cichy i bardzo spokojny. Reagował pozytywnie na głaskanie i śledził człowieka, był zainteresowany jego obecnością, ale to wszystko co można było wtedy o nim powiedzieć.Niczym sie nie wyróżniał. Gdyby nie pomoc pracownika nigdy z takiej ilości zwierząt nie wyłuskałabym mojego najlepszego przyjaciela. Bardzo się stresował podróżą do domu, kilka dni spędził w szafie. Później okazało się, ze to prawdziwy skarb, pięknie się otworzył. Trzeba mu było usunąć wszystkie zęby - zaawansowane zapalenie dziąseł. Nikt tego nie zauważył, nawet podczas zabiegu kastracji, na który go przywiozłam po adopcji (weterynarz nawet nie przyjrzał sie zwierzakowi...dopiero moja kuzynka- studentka zwróciła uwage na zaczerwienienie).   Przeżył przeprowadzkę na wieś, gdzie było wiecej zwierząt- tam przesiedział  6 tygodni w szafie wychodząc do kuwety i na jedzenie. Pierwsze wyjście na zewnątrz - po roku. Teraz dobrze sie zaaklimatyzował, choć to taki typ, który zawsze w zwierzęcej hierarchii ląduje na samym dole. Ale wie, ze u pańci jest na samej górze :)

Oprócz tych trafiały do nas znajdy- jako kociaki. Dwa dość przecietne, jeden niezbyt człowiekolubny. Jedna koteczka-powypadkowa- z miłości do mnie nabawiła sie lęku separacyjnego, nie można było jej  zostawić samej w domu bo strasznie cierpiała.  A kot tyle przeżył bólu w życiu i tak był spragniony obecności człowieka, ze trzymany przeze mnie na rekach nie zauważał, że mu robią zastrzyk....Ineczka była zwierzęciem idealnym- kochała jak pies, chodziła krok w krok, a wymagała tyle spacerów i tresury co kot, czyli nic :) 

Wnioski: dorosły zwierzak wspaniale dogada sie z człowiekiem. Więcej- wiadomo jaki ma charakter, czasem z słodkiego malucha wyrasta przecietne zwierzę. Przekonałam sie też, że pomimo tego, że zwierzęta nie do końca może wiedzą co to wdzięczność, ale te uratowane, zabrane ze złych warunków- wszyskie były (i są, w przypadku Edzia) wspaniałymi towarzyszami. Warto adoptować! Ale musi być to coś, co karze zabrać właśnie tego zwierzaka. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciąg dalszy- znaleziska (nie adopcje) mojej mamy. Prawie wykopaliska archeologiczne :P  Adusia (poczatkowo- Dreda, potem Dredusia) jeden wielki kłąb skołtunionej sierści. Wiek- nieokreślony, ale na pewno nie młody- była w jednej ze swych ostatnich możliwych cieczek, a później- w kolejnej (której to już???) ciąży. Ponure, pozbawione miłości życie. Pełne rzucanych kamieni, głodu i odbieranych szczeniąt. Podczas łapanki ugryzła człowieka. W domu bała sie o szczeniaki- ugryzła mojego ojca. Kuliła sie pod kaloryferem gdy ktoś wyciągnął do niej rękę. Pozytywy? Ależ proszę bardzo, jest ich mnóstwo! Nigdy, ani razu nie załatwiła sie w domu. Po oswojeniu stała sie cichym cieniem naszego jamnika od którego pilnie i szybko nauczyła się pożądanych zachowań. Nigdy nie uciekła na spacerze, pomimo chodzenia bez smyczy, znosiła cierpliwie wszelkie zabiegi pielęgnacyjne (typ sznaucera- psi fryzjer konieczny). Wdzięczny, kochany, cichutki piesek. Druga staruszka u kresu życia  - bezzębna paskuda. znaleziona przy ruchliwej szosie. Na pewno wcześniej miała dom. Po 1,5 roku przebywania w naszym domu NIE UMIEM W DALSZYM CIĄGU w razie nieobecności mojej mamy wyprowadzic jej na spacer- ogromny problem :( Gryzie wszystko (włącznie z właścicielka)-to dla niej taki sygnał ostrzegawczy "nie rób, nie dotykaj, zostaw" i histeryzuje. Ale- zdecydowanie żyje tylko dzięki (i dla) mojej mamy. Żyje jej miłościa i ciepłem, bo jedzeniem to już średnio. Mama ją toleruje a twierdzi, że nawet lubi :) Ale wychować sie nie da- jest za stara na przekupstwo smakołykami (prawie nic nie je), zabawa- dawno ją przestała interesować, uwaga przewodnika- ona i tak jak nie gryzie to śpi (lub sika na podłogę). Wszystkie metody zawodzą. Niereformowalna. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

jak pies/kot zachowywał się w schronisku? Był przyjazny, wycofany, przestraszony, agresywny...?

W schronisku był bardzo cichy. Dzięki temu go wybraliśmy, bo nie chcieliśmy w domu "szczekuna". Podobno wykazywał objawy agresji przeniesionej - tzn ze stresy podgryzał po palcach. Faktycznie tak było, ale po kilku dniach od adopcji całkiem ustąpiło.

-w jakim wieku było zwierzę?

6 lat około

-czy zwierzę miało traumę, złe przeżycia?

Nie wiadomo, ale nie wyglądał na zabiedzonego. Błąkał się po ulicach.

-jak zachowywało się w domu?

W domu szybko okazało się, że pies jest chory - cierpi na padaczkę. W schronisku nie zauważono tego niestety. Nie był leczony wówczas.

-ile zajął proces adaptacji? Podobno zajmuje 4-6 tygodni, czy to się potwierdza w praktyce?

Dużo więcej. Do mieszkania przywykł szybko już po kilku dniach ale z nami zżył się dużo później, myślę że proces trwał około 3 miesiące, tak pi razy drzwi.

-czy pies po okresie adaptacji zachowywał się inaczej?

Miał nowe nawyki np gdy pracowałam zawsze kładł się pod moimi nogami.

-jakie i czy w ogóle pojawiły sie problemy (gonienie rowerów/kotów, agresja, ochrona zasobów...)

Behawioralnie? Żadne. Pies ideał. Gdyby nie choroba, która całkiem zmieniła wszystko.

-czy odnalazł sie w poschroniskowym świecie? Można psa zabrać na plażę, do tramwaju, boi sie hałasu?

O ile nie ma aury przedpadaczkowej, można z nim wszędzie podróżować. Lubi jazdę samochodem.

-czy są jakieś problemy, których nie udało się przepracować?

Tak - padaczka. Nadal nie mamy skutecznych leków. Źle, że przy adopcji nie wiedziałam o tej chorobie. To było ważne, bo mam dzieci, a pies bywa agresywny podczas aury.

-można coś pozytywnego :)

Mam cudownego kochanego przyjaciela. Idealnie dobrany do naszej rodziny, jego charakter, nawyki, temperament - pasuje ja ulał do nas. Martwi nas tylko choroba, ciągle tułam się po weterynarzach, ciągle próbuje go leczyć... Na razie ze słabymi rezultatami.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Joanienka dziekuję bardzo za odpowiedz! Rozumiem co znaczy zabrać chore zwierzę...nasz problem rozwiązał się po operacji w klinice 

 Anula mam pytanie jako do doświadczonej osoby :) Jak ktoś wie- niech pomoże. Pies wybrany przeze mnie jest z małego, nowego (dobre warunki) schroniska z wolontariatem. Raczej nie spotkała go nigdy krzywda- pracownicy o wiele bardziej zaangażowani niż ci z wielkiego molocha, z którego brałam koty. Spędził tam całe swoje trzyletnie życie. Bardzo przyjacielski i otwarty. Podczas spaceru ładnie załapał komendy "biegniemy" i "stój"=mądry i nastawiony na pracę z człowiekiem. Psio i kotolubny.  Przekupny :) zaczął łapać o co chodzi w grzeczniejszym chodzeniu na smyczy w zamian za kiełbaskę.

Aaaaleeee ekscytacja na przejeżdżający samochód- ogromna, pogoniłby na pewno, gdyby był bez smyczy. Zapach (i tylko zapach- padok był za krzakami, nic sie tam specjalnego nie działo, ot konie stały)- konia w pobliżu- wielki strach. Widać ogromne braki w socjalizacji, wszystko co nowe=straszne. A nowe po adopcji będzie absolutnie wszystko- jazda autem, dom, zostawania samemu (juz teraz nie chce mnie puscić po spacerze- kładzie sie przy nogach i nie odmawia zaprowadzenia do boksu przez pracownika. to jest z jednej strony rozczulające, ale z drugiej- lęk separacyjny -juz przerabiałam, nie polecam-mam jak w banku). Zna tylko schron i nieużytki dookoła.

I tu dochodzimy do sedna. Mam doświadczenie ze zwierzętami. Jako dwunastolatka wychowałam, nie najlepiej (mam się wtrącała i rujnowała wiele moich inicjatyw: nie karmić przy stole, nie brać do łóżka) jamnika. Miałam do czynienia ze zwierzakami po przejściach, ale albo to były koty, albo uczestniczyłam w tym jako kibic z daleka (studia- nie mieszkałam w domu rodzinnym). Czy dam radę wziąć tego psa i ewentualnie jeszcze jednego? Jak ten wyżej opisany rokuje? Chcę uratować jeszcze jakąś suczkę w jego wieku lub nieco starszą. W miarę podobną charakterologicznie. Mam warunki na dwa psy i ogromne chęci. Ale muszę je wziąć albo od razu dwa, albo tylko jednego- zwyczajnie drugi raz taka akcja nie przejdzie. Mąż po dłuugich namowach i zabiegach zgodził się na psa, wzięty z zaskoczenia może jakoś przeboleje dwie sztuki, pewnie nawet polubi jak go znam :) . Jednak nie pomoże- brak doświadczenia i checi. On jest zatwardziałym kociarzem. Pies ma być mój, moja radość i moje obowiązki. Boję sie naprawdę bardzo- że sobie nie poradze z parka i zostanę z dwoma niewychowanymi psami i mężem mówiącym "a nie mówiłem"? Jednak dwie uratowane istoty to dwa razy więcej niż jedna...a jest tam miła sunia siedmioletnia- jeszcze w dobrym wieku do adopcji, ale już niedługo pewnie bez szans wśród młodzieży :(

Share this post


Link to post
Share on other sites

Taki długi post, a ucielo no!

 

Joanienka dziekuję bardzo za odpowiedz! Rozumiem co znaczy zabrać chore zwierzę...nasz problem rozwiązał się po operacji w klinice + czyli jednorazowy zabieg. Ale studencka kieszen bolalo ....i nie chcialam juz tam wiecej brac zwierzaka, stracilam zaufanie. Pozdrowienia dla Waszego przyjaciela!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Może nie mam takiego doświadczenia jak osoby tworzące dt ale odradzałabym adopcję dwóch psów jednocześnie gdy jeden z nich może być problematyczny. Raz, że kłopot dla ciebie, możesz nie dać rady. Dwa, że nieraz pies potrzebuje większej uwagi i dzielenie tej uwagi na dwa może nie wyjść na dobre dla żadnego z tych psów. Mój rokował dobrze, a "w praniu" wyszło, że nie może mieszkać z drugim psem, musi być jedynakiem, a dbanie o jego zdrowie i pielęgnację zajmuje dwa razy tyle czasu co przy innym (zdrowym) psie.

A jak w tym schronisku są trzymane psy? Może drugi pies, który był z nim w tym samym boksie? To byłaby chyba bezpieczna opcja i dla ciebie i dla piesków, które byłby już ze sobą zżyte.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Moj juz wybrany pies jest bardzo socjalny i zyje dobrze z wszystkimi, wiec w nagrode dostaje do boksu najwieksze psie cholery. Juz sie pytalam o jego aktualna kolezanke, pracownik odradzal, nie mozna sobie z nia dac rady. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

może nie wyjść na dobre dla żadnego z tych psów

 

tego sie wlasnie boje...i chce i boje sie. Dla mnie to tak, oczywiscie, lepiej jeden. Odchowac, zobaczyc jak sobie z tym poradze, potem powiekszyc stado. Tak by bylo najlepiej i najrozsadniej....tylko to malo realne ...moze jak bardziej doswiadczeni ludzie mnie przekonaja ze tak sie nie da moje sumienie da mi spokoj. 

Share this post


Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, shnooreck napisał:

Bardzo przyjacielski i otwarty. Podczas spaceru ładnie załapał komendy "biegniemy" i "stój"=mądry i nastawiony na pracę z człowiekiem. Psio i kotolubny.  Przekupny :) zaczął łapać o co chodzi w grzeczniejszym chodzeniu na smyczy w zamian za kiełbaskę.

 

Aaaaleeee ekscytacja na przejeżdżający samochód- ogromna, pogoniłby na pewno, gdyby był bez smyczy. Zapach (i tylko zapach- padok był za krzakami, nic sie tam specjalnego nie działo, ot konie stały)- konia w pobliżu- wielki strach. Widać ogromne braki w socjalizacji, wszystko co nowe=straszne. A nowe po adopcji będzie absolutnie wszystko- jazda autem, dom, zostawania samemu (juz teraz nie chce mnie puscić po spacerze- kładzie sie przy nogach i nie odmawia zaprowadzenia do boksu przez pracownika. to jest z jednej strony rozczulające, ale z drugiej- lęk separacyjny -juz przerabiałam, nie polecam-mam jak w banku). Zna tylko schron i nieużytki dookoła.

Jakbym czytała o swoim psie. Wprawdzie nie był ze schroniska. Jest z dobrej hodowli, wybrany, w domu rodzicielskim spokojny. Ale...

U nas (mieszkam w bloku) na początku wszystkiego się bał. Szczekał/piszczał na powietrze, rowerzystów, biegające dzieci, chodzących ludzi psy nie psy. Masakra. Minęło 7 miesięcy jest lepiej dzięki ludziom którzy mnie odpowiednio nakierowali i nauczyli jak unormować takiego strachulca.

To co Ci mogę doradzić to nie nastawiaj się jaki będzie. Może się okazać, że przy Tobie będzie czuł się bezpiecznie i będzie inny.

Ale.... jeśli Twój mąż uważa że pies to nie jego bajka... i będzie "wysyłał" nawet nieświadomie obojętne lub jakieś negatywne emocje-pies będzie to czuł. Musisz go naprawdę przekonać, bo jeśli okaże się że z psem są ogromne problemy. Będzie ciężko, nie będziesz mieć wsparcia. A słuchanie "a nie mówiłem" byłoby wtedy dołujące.

Podsumowując

1. Przekonałabym męża bardziej,

2. porozglądała się na wszelki wypadek nad dobrą szkołą i bardzo dobrym behawiorystą ( w przypadku problemów lepiej nie wybierać takich osób pochopnie)

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

uxmal dziekuje za odpowiedz :helo:

w tym leku nie bylo, na szczescie, agresji. Na samochod byly podskoki i pobudzenie. Na konie tzw moon eye i podkulony ogon. I tak, szukal wsparcia we mnie, jest to dobra plaszczyzna do wspolpracy. 

Maz to dobry czlowiek, toleruje znoszenie do chalupy kolejnych zwierzecych nieszczesc. Pozniej jak  wszystko jest ok, a dotad bylo, juz je pozna i ma za co lubic, to lubi. Nawet pomaga przy nich. Takze o pozniejsza, zgodna egzystencje jestem spokojna. Ale jesli bedzie to jeden wielki problem to nie poczuje sympatii do zwierzaka i klops. Tej drugiej mamy suczki bardzo nie lubi i pewnie mialby lepsze nastawienie gdyby nie ona. 

Behawiorysta jesli bedzie konieczny to oczywiscie zostanie zatrudniony.  Pan Jacek Galuszka jest moim guru, nawet nie mam az tak daleko

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kocham tego piesa!

Wlasnie wrocilam z drugiej wizyty w schronie. Byl to dzien wyprowadzania psow przez wolontariuszy. Mialam tym razem okazje popatrzec jak zachowuje sie podczas mijania innych spacerowiczow. Duzo samochodow jezdzilo. Wszystko wspolnie ogarnelismy na srebrny medal z dyplomem z wyroznieniem. Wystarczylo sobie odejsc gdzies na bok i poczekac chwile, czasem trzeba bylo odwrocic jego uwage, pogadac, dac smakolyk. Nauka nie ciagniecia na smyczy z wynikiem 95 % spaceru grzecznie. Jestem zachwycona. A jeden z wolontariuszy okreslil go jako ***ten ciagnik***, no ale nie ze mna te numery. Tym razem otworzyl sie na mnie calkowicie, byl 2 razy bardziej absorbujacy niz ostatnio. Nie dalabym rady z jeszcze jednym. Ale zeby sumienie nie bolalo, trafi do nas kocurek, kolega dla Edzia. Same chlopy i ja. I dobrze.

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 godziny temu, shnooreck napisał:

Kocham tego piesa!

Wlasnie wrocilam z drugiej wizyty w schronie. Byl to dzien wyprowadzania psow przez wolontariuszy. Mialam tym razem okazje popatrzec jak zachowuje sie podczas mijania innych spacerowiczow. Duzo samochodow jezdzilo. Wszystko wspolnie ogarnelismy na srebrny medal z dyplomem z wyroznieniem. Wystarczylo sobie odejsc gdzies na bok i poczekac chwile, czasem trzeba bylo odwrocic jego uwage, pogadac, dac smakolyk. Nauka nie ciagniecia na smyczy z wynikiem 95 % spaceru grzecznie. Jestem zachwycona. A jeden z wolontariuszy okreslil go jako ***ten ciagnik***, no ale nie ze mna te numery. Tym razem otworzyl sie na mnie calkowicie, byl 2 razy bardziej absorbujacy niz ostatnio. Nie dalabym rady z jeszcze jednym. Ale zeby sumienie nie bolalo, trafi do nas kocurek, kolega dla Edzia. Same chlopy i ja. I dobrze.

To jak będzie już u Was to pokaż tego przystojniaka.:)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

Announcements

×