Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.9k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dzięki wam. Zaraz sobie przejżę wątki....
Oby Gromisiowi też się udało!!! Pamiętam swoje próby przekonywania go.... Nawet najlepsza kiełbasa nie skutkowała. Przesiadywanie i mówienie w boxie też... Zero wogóle reakcji. Tylko panika w oczach i bez ruch.. Choć wiem, że i tak mało czasu mu poświęciłam.

Posted

Mnie bardzo bolało, że widziałam, że chętnie chce to zjeść tylko tak panicznie się boi.... Jak wychodziłam oczywiście wszystko wciągnął.
Trzymam kciuki za dalsze postępy. Psiak jakoś jest bliski, chciała bym tu za kilka tygodniu przeczytać o wielkiej zmianie ;)

Posted

Gromiś odwieziony...
Biedak wczoraj poszedł spać o suchym pysku, więc żeby nie głodować spożył własną qoopę na śniadanie, którą po "głupim jasiu" zwrócił :-?
Rano był bardzo żywy - obszczekał samochód z pieczywem, który co drugi dzień do nas przyjeżdża, a potem również mój. Pojechałam odwieźć córeczkę do szkoły i zaparkowałam na wprost kojca, żeby go nie taszczyć przez całe podwórze.
Kiedy przygotowałam sobie wszystko - kocyk, prześcieradło, gazety jako podkłady na wszelki wypadek, rękawiczki, gromisiową książeczkę zdrowia oraz siedzenie w samochodzie - z przodu, bo mam trzydrzwiowy i ciężko jest wydobywać psa z tylnego, przebrawszy się w robocze łachy poszłam zapodać zastrzyk. Grom wlazł w swoją norkę za budą, ale tylna łapa, której do zastrzyku potrzebowałam idealnie wystawała. Patrzył mi w oczy tak głęboko, a ja mu igłę...Zastrzyk działa po ok. 10 minutach, więc odeszłam, żeby dać mu chwilkę. Wyczołgał się ze swojej ślepej uliczki i idealnie ułożył przed budą. Patrzył, patrzył, dziwił się, ziewał, zwymiotował treść żołądka i padł. Ja do niego, żeby go przenieść, a on chwiejnym ruchem chciał jeszcze do budy czmychnąć, ale nie udało się. Wzięłam go pod paszki i jazda do samochodu, a wysoki jest na dwóch łapach ;) O ciężarze nie wspomnę. Ułożywszy go wygodnie z sercem bijącym jak dzwon i trzęsącymi się rękoma pstryknęłam jeszcze fotkę dla was i w drogę. Akurat lać zaczęło. Do lecznicy mamy kilka kilometrów, Gromiś majcy już wszystko głęboko gdzieś zaczął sobie odjeżdżać, a ja przedzierałam sie przez ulewę i dziury w drodze modląc się, żeby na którejś mi się nie pożygał. Na miejscu Gromowi przybyło chyba z 10 kilo, więc resztką sił wtaszczyłam go do środka. Wszystko mu już zwiotczało, łącznie z jęzorem, który śmiesznie zwisał bokiem. Jedna z wetek przyszła mi z pomocą i razem położyłyśmy go na stole. Tam nagle Grom podniósł łeb i spojrzał wkoło mętnym wzrokiem, do wiszącego jęzora przykleiło się wszystko, co po drodze napotkał - piórko kurze, mój włos, sierść i nalepka z ceną :D Wetki go oglądały, wypisywały papiery, a ja dysząc resztkami sił odpowiadałam na pytania. Przy okazji mając na wysokości oczu doopsko Groma na stole zauważyłam, że brudne i już wstyd mnie ogarnął. Poaz tym, przez to taszczenie go wyszły mu kłębki sierści - akurat linieje i jakoś z tym oblepionym jęzorem i brudnym tyłkiem (chociaż to normalne) wydał mi się jakiś taki zdziadziały, do tego mokra sierść i zapiaszczone łapy... :-?
Ale cóż, zostawiłam go na stole i czekam na telefon po odbiór. Ma być lekko otumaniony, żeby bezstresowo dojechał. Wetki dokładnie go obejrzą, pazurki ma w porządku, nie trzeba ciąć. Kuba, który łazi wszędzie ma je do cięcia co jakiś czas, bo dłuższe niż u wrony. Grom ogólnie prezentuje się zdrowo, ale skoro jest już w klinice, to dobrze go zdiagnozować.

A tu przed wyruszeniem do lecznicy. Gromiś wniesiony i ułożony przeze mnie własnoręcznie, bo inicjatywy to on nie wykazywał ;)






Chciałam jeszcze pstryknąć jak leży na stole operacyjnym, ale jakoś się zawstydziłam...Wetki obok, pies na fazie, a ja z aparatem.

Posted

Już jesteśmy.
Gromiś zawładnął sercami wetek, bo jest taki śliczny "jak owczarek" ;)
Trzeba go było uwiązać na bandażu, bo po wybudzeniu włączył mu się szwędacz.
Otóż jajek nie ma, ale ma sromik :D Kawałek skóry był silnie ukrwiony, więc go nie wycinały, tylko podszyły, żeby nie krwawił i nie miał jakiś powikłań. Wetka powiedziała, że teraz gdyby nie siusiak, to możnaby go było wziąć za sunię. Na szczęście zabieg całkowicie się udał. Ogólny stan zdrowia Groma - bez zarzutu. Za 10 dni jedziemy zdjąć szwy i się zaszczepić.

Grom wyczołgał się z lecznicy starając się wpełznąć pod cokolwiek po drodze, w tym pod mój samochód, ale zorientował się, że to jego kocyki i zapakował się sam w ten oto sposób:




A tak wyglądał po przybyciu do domu. Teraz odpoczywa w cichym i ciepłym miejscu. Kociczka koło niego chodzi, obwąchuje, a jemu wszystko wisi, chociaż czasami ucho podnosi ;)







Posted

Mam fakturkę dla Schroniska w Koninie na kwotę 90,95 PLN, w tym opłata za kastrację, zdjęcie szwów i antybiotyk. Wyślę jutro.
Mam też receptę na antydepresant, co prawda bardzo słaby, bo to tylko Hydroxyzyna, ale zdaniem lekarek warto zacząć od czegoś łagodnego. A więc WIGO, czy nadal pragniesz zasponsorować Gromisiowi kurację?

Posted

Biedny ten Gromiś:shake: ale teraz mam nadzieję, że będzie coraz lepiej! Super, że obyło się bez żadnych dodatkowych komplikacji!! Czarodziejko buziaki:calus: Kawał dobrej roboty!!

Posted

martka1982 napisał(a):
szukam osoby, która przeprowadzi wizytę przed adopcyjną na osiedlu bohaterów II wojny światowej w Poznaniu
znacie kogoś?

z Poznania jest supergoga i Ra_dunia:)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...