Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

moderatorzy porozumiewaja sie miedzy soba jakims innym kanalem - moze esterka pomoze bo bywa ze baaadzo dlugo sie czeka na zmiane tytulu

hmmmm ja myslalam o tym ze pies jakoby sie gdzies blaka dlatego pytalam o to czy przeslaliscie grzegorzowi artykul

marta czy przeslesz mu link na GG? moze cos miedzy wierszami wyczyta, wszak fachowiec z niego;)

  • Replies 247
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

odezwal sie do mnie mateusz nesterok
bedzie kontaktowal sie z marta i byc moze bedzie mogl dzis jeszcze sprawdzic czy przypadkiem pies nie wrocil na dzialke

trzymam kciuki!
mateusz dziekuje bardzo za GG!

p.s. do moderatora:roll: pisze nowy post bo Edit nie podniesie watku, a i tak szkoda ze jest on nadal w Akcjach bo i niewiele osob tu trafia, a nie w psach w potrzebie
moze wiec bedac na tapecie przez chwile dluzsza, ktos jeszcze jakas mocna glowa tutaj dolaczy
, bo sprawa mocno skomplikowana

Posted

A w którym miejscu dokładnie jest ta działka??
Macie jakąś mapkę??

Oczywiście mam na myśli lokalizację na terenie samych ogrodów działkowych (:

Posted

A kim jestes???
Przepraszam najmocniej ale pomocy to tak naprawde potrzebowalysmy jak pies byl w komorce. Czytacie watek co ktoras strone, nie znacie sprawy a chcecie jechac na dzialke i robic niepotrzebne zamieszanie. {Przed chwila pisala osoba z dogo, ktora mowi nam co mamy robic - a wymienione dzialania juz dawno przez nas wykonane zostaly. Nie moze byc tak, ze kazda jednostka dziala na wlasna reke. Animalsi i my dzialamy w tej sprawie na zasadzie kazdy sobie bo Animalsi nie sa sklonni do wspolpracy. Utrudnieniem jest dla nas kiedy ktos po miesiacu akcji nagle nie znajac kompletnie sprawy chce jechac na dzialke i "przyciskac go sila". To jest absurd, ze ktos tu chce jechac i straszyc dziada ze swoimi psami. Ludzie zanim zaoferujecie pomoc zorientujcie sie w sprawie, zapytajcie co bylo juz robione bo smiesznym jest dla mnie, ze ktos chce teraz jechac i robic dym niewiadomo w jakim celu bo to Lali w niczym nie pomoze.
Juz wizyte wsrod sasiadow mamy za soba, porobilysmy ulotki ze zdjeciami lali i informacja, ze na osobe ktora wskaze miejsce pobytu psa czeka nagroda od pogotowia i strazy dla zqwierzat w wysokosci 500 zl.
I nie mamy zamiaru w chwili obecnej skladac skargi na dzialania policji bo jestesmy w trakcie zakladania bdg odzialu pogotowia i strazy dla zwierzat i konflitkty z policja nie pomoga nam w niczym.

Posted

pixie napisał(a):
odezwal sie do mnie mateusz nesterok
bedzie kontaktowal sie z marta i byc moze bedzie mogl dzis jeszcze sprawdzic czy przypadkiem pies nie wrocil na dzialke


mateusz napisal do mnie dziś na gg...podałam mu namiary działek..my jednak byłyśmy na działkach u dziada z lorien teraz w piątek, jutro tez jedziemy, byłysmy też u sasiadów z ogłoszeniem dla każdego i zdjęciem, że poszukujemy psa i że pogotowie i straż oferuje nagrodę 500 zł dla osoby która zna losy psa i wskaże aktualne miejsce jego pobytu...
mateusz pisał też aby składać skargę na działania policji ale po co to:roll:..przecież nawalił tu animals...statutowym działaniem tego typu stowarzyszeń, fundacji, organizacji jest działanie na rzecz zwierząt i ich ochrona...policja ma mnóstwo innych zadań i głównym ich zadaniem nie jest ochrona zwierząt, przy tego typu sprawach ma bardziej za zadanie ochranianie osób z tego typu stowarzyszeń przy takich interwencjach żeby nie dostały w dziub...jeśli mateusz ma zamiar założyć bydgoski odział strazy to tym bardziej niech szuka sobie przyjaciół w policji i w prokutaturze, bo znajomości są cenniejsze jak złoto, dyplomacja i kultura a nie krzyki i skargi są tu potrzebne, im bardziej będziemy się z nimi kłócić tym bardziej oni będą zawzięcie nas olewać a jak widać po tego typu sprawach nie raz jeszcze będą potrzebni i przydatni, nie chodzi tu o to zeby sobie wrogów przecież robić i tak z nimi nie wygramy, nawet jak przyjedzie tv, przecież policja jest jak mafia:roll: a jeszcze zna się z prokuraturą, kłócąc się i skargi piszac ani policja nam nastepnym razem nie pomoże ani prokuratura nie będzie przychylna...obarczajmy tu winą animals, organizację, która powinna mieć prawo w jednym paluszku i z niego korzystać, jesli prezes nie zna nawet ustawy o ochronie zwierząt, nie wie co może a czego nie może co powinna i jak powinna uczynić to tym bardziej skąd to policja ma wiedzieć!pies mógł byc zabrany ponad 2 tygodnie temu na interwencji, animals nawali i psa teraz nie ma..tu wystarczyło poprawne podejście, przyjechało pogotowie i straż dla zwierząt, konkretny człowiek, który konkretnie zna przepisy, chwilę pogadał na komendzie, zostaliśmy zaproszeni do pokoju, kazali się rozgościć, znaleźli w ciągu pół godzin 3 wolnych policjantów i radiowóz i bez problemu pojechaliśmy na działki i akcja się odbyła..niestety psa już nie było...a jak był animals, niepowarzna baba, która na przepisach się kompletnie nie zna, mimo iz prezesem jest od blisko roku to i nikt poważnie ani do niej ani do tej sprawy nie podszedł...wysłano 1 policjanta dzielnicowego, pani prezes nie naciskała żeby psa zabrać, bo ona nawet nie wie, że mogła to uczynić, cała komedia podobno trwała blisko 3 godziny i skończyła sie jak wszyscy wiedzą tym, że kazdy pojechał w swoja stronę a psa zostawiono u psychola...
Ona jak nas na komendzie zobaczyła a pogotowie i straż dla zwierząt zaczęła z nią rozmawiać to powiedziała, że zawsze chciała otworzyc taka straż u nas w bydgoszczy na to grzegorz zdziwiony, że przeciez ona i jej animals działa na takich samych zasadach i na takich samych przepisach co ona i nazwa się tylko różni, przepisy tyczą się te same, to się popatrzyła tylko i powiedziała acha:shake:
nic dodać więc nic ująć...

Posted

ja mam tam jechać z Mateuszem, bo mieszkam w pobliżu... :shake:



I kto w ogóle napisał, że chcę jechać z psami straszyć...?
ludzie, sorry, trochę pomyślunku...

Posted

b b b...Ja właśnie pisze z mateuszem na gg i napisałam mu też jak tam dotrzeć ...
A my nie zakładamy oddziału straży dla zwierząt a pogotowie i straż dla zwierząt, 2 inne stowarzyszenia ale wspólny cel ;)

Posted

No Mateusz już mi wytłumaczył, usunąłem pytanie (:
heh, niby wspólny cel, ale znając życie, dwie konkurujące ze sobą jednostki... Jak to ma aktualnie miejsce z OTOZ Animals :/

Posted

Ech, Mateusz... Policja nie ma prawa ot tak sobie wejść i zabrać zwierzęcia... Musi być opinia inspekcji weterynaryjnej lub oficjalne zgłoszenie, np. animalsów, poparte opinią weterynarza... A Ty jak zwykle swoje [:

Posted

Cooba: Martik chce założyć POGOTOWIE I STRAŻ DLA ZWIERZĄT, ten od Animalsów. Twoja, a raczej nasza Straż nie jest zagrożona.

Dalej. Nie opieprzajmy się tu nawzajem tylko myślmy jak zadziałać. Oczywiście wszystkie media to zawsze jakiś plus. Czy to gazeta, czy telewizja, czy radio. Nawalili Animalsi, ale sami wiemy co się dzieje w bydgoskim Animalsie. Pozostawię ich sytuację bez komentarza, ale też Policja. Mieli prawo psa wziąć od razu, nie zrobili tego. Wydział Kontroli Komendy Miejskiej Policji na pewno nie zaszkodziłby. Kiedyś rozmawiałem telefonicznie z miłym panem z tego wydziału i zainteresował się sprawami zwierząt.
Ogólnie mówiąc: sprawa niesamowicie skomplikowana... Ale czego to Polak nie potrafi ;)

Posted

b_b_b napisał(a):
No Mateusz już mi wytłumaczył, usunąłem pytanie (:
heh, niby wspólny cel, ale znając życie, dwie konkurujące ze sobą jednostki... Jak to ma aktualnie miejsce z OTOZ Animals :/

a tu wszystko zależy nie od życia a od ludzi i ich podejścia ;) zamiast tracić energię na ratowanie zwierząt tracą na niepotrzebne kłótnie:roll:

Posted

"jeśli mateusz ma zamiar założyć bydgoski odział strazy to tym bardziej niech szuka sobie przyjaciół w policji i w prokutaturze, bo znajomości są cenniejsze jak złoto"

Nie ja tylko Cooba ;) Ja nie mam 18 więc nie mogę. Znajomości znajomościami, prawo prawem, obowiązki obowiązkami... Jakieś "wtyczki" i sposoby mamy, nie martw się ;]

Posted

Witam wszystkich w tym wątku. Miałem się tu nie pojawiać ale musze napisać kto moim zdaniem jest winny patowej sytuacji. Ale od początku.

Nasza organizacja, czyli Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance (nie mylić z organizacją o nazwie „Straż dla Zwierząt” – bo to dwa różne stowarzyszenia) w dniu 13 lutego o północy od „Pixie” z mapy pomocy „dogo” otrzymała prośbę o pomoc w sprawie psa z Bydgoszczy.
Po kontakcie z Martą z Bydgoszczy i naświetleniu całej tej sytuacji z rana zadzwoniłem do prokuratury. Choć już dzień wcześniej miałem podejrzenia, że niestety cała akcja z psem zakończy się na razie fiaskiem, bo właściciel mógł psa gdzieś schować.

Zanim jednak napiszę co działo się dalej i dam swój komentarz - chciałbym zaznaczyć, że na podstawie zeznań świadków, którzy do tej pory występowali w sprawie, fotografii z interwencji, filmu, który ukazuje warunki w jakich pies żył – każda organizacja mogła zabrać tego psa na postawie art. 7.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt, bo temu zwierzęciu zagrażało życie.
Niestety wcześniej tego Irena Ł. prezes Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals” nie zrobiła. Dlaczego? Bo nie wiedziała jak się za to zabrać. Ale o tym później.

Rozmowa w prokuraturze w Bydgoszczy 13 lutego z rana trwała kilkanaście minut – Pani Magdalena – prokurator, która nadzoruje sprawę okazała się osobą bardzo kompetentną.– przedstawiłem jej nasz plan działania – to znaczy, że jeżeli warunki utrzymania psa (rażące) się potwierdzą – to my psa zabieramy na postawie przepisu, który cytowałem wcześniej. Obojętnie czy właściciel zgodzi się na to czy też nie.
Prokurator skontaktowała mnie z policjantem prowadzącym sprawę – ustaliliśmy nasze czynności i działania policji i wyjechałem do Bydgoszczy.

Po południu pies miał mieć już bezpieczny dom i być z dala od furiata, czyli dotychczasowego właściciela. Nadmieniam, że materiał dowodowy jaki zgromadziła Marta i Sylwia z Bydgoszczy i który udało mnie się obejrzeć - upoważniał do tego aby psa zabrać natychmiast.

W rozmowie telefonicznej (jeszcze przed wyjazdem) z policjantem nadzorującym sprawę uzgodniłem, że wtedy, gdy oni będą robić oględziny miejsca (też nie wiadomo dlaczego nie wykonano ich wcześniej) my zajmiemy się psiakiem.

Zajechałem do Bydgoszczy. Wspólnie z Martą udaliśmy się do Komisariatu. A tam w korytarzu (jak się dowiedziałem później) stała Irena Ł, prezes Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals". Ona nas nie znała, ba nawet nie zauważyła. Czekaliśmy w kolejce do oficera dyżurnego a p. Ł. blokowała miejsce przy jego okienku więc postanowiliśmy poczekać. Nie podsłuchiwaliśmy o czym rozmawiała z policjantem ale mówiła tak głośno, że tylko głuchy by nie usłyszał.
Stwierdziła, że „do tej sprawy” za dużo miesza się „oszołomów”, którzy napastują tego człowieka (chodziło o właściciela psa).
Moim zdaniem broniła tego Pana jeszcze w kilku momentach podczas rozmowy.

Ta rozmowa wyglądała jakby chciała śledczemu powiedzieć „Te (oszołomy) nie dają mi spokoju, ciągle dopytują o tego psa… Boże… przecież on ma już tam dobrze… Ale wie Pan.... przychodzę do Pana…bo mam naciski (tych oszołomów oczywiście)… choć ja naprawdę tego nie rozumiem… o co tu teraz chodzi… przecież wszystko jest ok…‘’
Gadała tak z 7 minut. W końcu z Martą nie wytrzymałem, przeprosiłem tę Panią, wylegitymowałem się dyżurnemu i poprosiłem o spotkanie z naczelnikiem z którym byłem umówiony wcześniej. Po kilku minutach szliśmy już po schodach a Pani Irena Ł nadal „nadawała”… i chwaliła się czego to ona nie zrobiła w tej sprawie i jak bardzo temu pieskowi pomogła…


Po kilku minutach rozmowy z naczelnikiem było już wszytko wiadomo. Otóż właściciel psa dzień wcześniej zgłosił jego zaginięcie… na policji rzecz jasna, tylko w innym komisariacie.
Osobiście jeszcze nigdy nie słyszałem aby ktoś do protokołu na policji zeznał, że zaginął mu pies i żądał poświadczenia tego, no chyba, że sam ma coś na sumieniu.

W końcu naczelnik postanowił, iż policjanci udadzą się z nami na działki i zerkniemy na miejsce, gdzie był przetrzymywany pies, po to by do akt wykonać oględziny miejsca popełnienia przestępstwa. Zeszliśmy na parter – obok recepcji. Przedstawiłem się Pani prezes Ł.
- Witam. Grzegorz Bielawski, Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance…
– Ojej, dlaczego takiego pogotowia i straży dla zwierząt nie ma w Bydgoszczy… też chciałam takie założyć. – rzuciła na dzień dobry.

Pomyślałem sobie tak: Boże co to za kobieta? Przecież ona nie wie co mówi… W końcu organizacja, której Ona jest prezesem ma takie same uprawnienia jak nasza, bo wynikają one z Ustawy o Ochronie Zwierząt. Różnią nas tylko nazwy organizacji. Sposób działania jest ten sam.
Ale widać Pani Ł. niewiele ma pojęcia o działaniu organizacji, więc plecie głupoty. Pleść ona może. Wolno jej. Fakt, że budzą one śmiech innych ale komentarz Pani prezes wystawia sobie sama…

Pojechaliśmy na działki. W oczekiwaniu na właściciela próbowałem porozmawiać z Panią prezes. I co wypowiedziała zdanie, to oczy przecierałem ze zdumienia, choć dwa razy przetarłem też (przyznaję) ze zmęczenia, bo tej nocy nie spałem.

Otóż dowiedziałem się, iż p. Irena Ł. boi się przeprowadzać interwencję, bo ludzie mogą jej zrobić krzywdę… To po pierwsze. Po drugie, woli wykupić zwierzę niż zabrać je w trybie art. 7.3 Ustawy o Ochronie Zwierząt (głupiego pomysłu nie gratuluję, bo nie ma czego ale ciekawe skąd ma aż tyle pieniędzy na wykup zwierząt). Potem opowiadała o swoich interwencjach: że jak wchodzi do domu, czy na posesję, to mówi: „Dzień Dobry. Był na Państwa donos. Przyszłam sprawdzić czy to prawda…”

Mało nie zemdlałem. Powiedziałem jej, że nigdy w ten sposób się nie robi. Bo po pierwsze ludzie od razu ustawiają się podejrzliwie a po drugie mszczą się zaraz na sąsiadach, no bo któż inny mógł donieść… Ale Pani Irena moich ocen za bardzo nie chciała przyjąć do wiadomości. Zaraz jednak pogrążyła się jeszcze bardziej, tłumacząc, że była na kontroli w gospodarstwie X (chodziło o konia) i właściciel powiedział, że nie ma konia więc mu uwierzyła, choć konia miał. Pojechała więc do gminy i powiedziała wójtowi gminy nazwisko zgłaszającego interwencję. Wójt zadzwonił do właściciela konia – „sprzedał” mu nazwisko donosiciela i zrobił się dym. Do znaczy Pani która zgłaszała otrzymała od sąsiada zdrowy „wycisk słowny”.
Głowa mnie bolała od tych wszystkich podstawowych wpadek Ł. Tym bardziej, ze dowiedziałem się, iż na tej działce była już kilka razy z dzielnicowym, gazetami i straszyła tego pana.. zamiast zabrać mu psa.
Zapytałem wiec: dlaczego Pani tego psa nie zabrała wcześniej skoro były podstawy…
- Bo… ja… ja byłam tu z policjantem i on powiedział, że jest ok.
- Ale to nie policjant tylko Pani podejmuje decyzję jako upoważniony przedstawiciel organizacji społecznej o tym czy pies ma źle czy nie… - zaznaczyłem
- No tak ale ten policjant z którym była był mały a właściciel na nas krzyczał…

Bez komentarza. To już było na szczęście ostanie zdanie na działkach. Wszystko się wyjaśniło, gdy od tej pani otrzymałem wizytówkę – a tam jej nazwisko i funkcja „muzyk” – i adres filharmonii… To tak, muzykiem z pewnością ta Pani jest dobrym, szkoda, że na jej opieszałości ucierpiała biedna „Lala”.

Niestety ta opieszałość jest powodem tego, że psa nie ma. Moim zdaniem jeśli się nie umie przeprowadzać interwencji, to trzeba się tego nauczyć zanim wyjdzie się z domu. Jeżeli ktoś nadal tego nie potrafi a tytułuje się prezesem – hm… polecam inne zajęcie… śpiew czy obieranie ziemniaków w kuchni. Też można się tam odnaleźć.

Niestety próba współpracy z Panią Ireną Ł. z Bydgoskiego Klubu Przyjaciół Zwierząt „Animals” zakończyła się niepowodzeniem. Ona wiedziała, gdzie może być pies (to znaczy u brata właściciela działki) a myśmy chcieli poobserwować mieszkanie, rozpytać sąsiadów – słowem naprawić to co pani Prezes zepsuła. Niestety nie otrzymaliśmy od niej informacji, bo „nie”.
W barze przy pizzy obdzwoniliśmy z Martą i Sylwią więc kilkadziesiąt nazwisk (z ksiązki telefonicznej) o początkowej literze M. Nic. Żadnych rezultatów. Śledziliśmy właściciela psa ale zgubiliśmy go po kilkunastu minutach (kluczył rowerem działkowymi duktami a my za nim w polonezie). Nie było szans.

Pozostały przykre doświadczenia z Panią Ireną Ł. która zepsuła wszystko. Nasza organizacja czyli Pogotowie i Straż dla Zwierząt ufundowała 500 zł. nagrody za wskazanie osoby, która przetrzymuje psa. Bo na pewno on nie uciekł. Poza tym Sylwia i Marta wykonują do tej sprawy cały czas wiele czynności pozaprocesowych. Chylę przed nimi za to czoła. Także za to, że wcześniej zanim „pies uciekł” we dwie o 5 rano wybrały się na działki by go uwolnić. I właściciel o mały włos by ich nie złapał.
Z takimi osobami jest sens pracować dla dobra zwierząt. A „Lala” mam nadzieje, że się znajdzie.

I jeszcze jedno. Pan M. podczas przeszukania działki cały czas odgrażał się i wrzeszczał w nasza stronę. Życie mnie nauczyło, że w takich sytuacjach spokojnie należy się dać gościowi wygadać i nigdy się z nim nie dyskutuje. Niestety Irena Ł. cały czas wdawała się w nim dyskusję co chwilę zaogniając spór. Niestety muszę to napisać. „Czasami Pani Ireno trzeba pracować głową a nie gębą…”

Do rana postaram się zamieścić także film z interwencji w dniu 13.02.2009.

PS W filmie wyraźnie słychać w tle jak Pani Irena (prezes) „załatwia” też inne interwencje. Sama się tym chwali, choć ja na jej miejscu podałbym się do dymisji. Otóż bywa na kontroli, pies ma źle a ona zostawia ludziom kartki w drzwiach czy bramie, że mają wydłużyć łańcuch do 3 metrów a gdy następnym razem przychodzi na kontrole psa nie ma… podobnie jak „Lali”. „Gratulacje” Pani Prezes Ireno. Obyśmy jak najmniej poprawiali po Pani „akcjach”.

Grzegorz Bielawski
Pogotowie i Straż dla Zwierząt w Trzciance
tel. 512 100 550
Pogotowie i Straż dla Zwierząt | Pogotowie i Straż dla Zwierząt

[email protected]

Posted

martik b napisał(a):
a tu wszystko zależy nie od życia a od ludzi i ich podejścia ;) zamiast tracić energię na ratowanie zwierząt tracą na niepotrzebne kłótnie:roll:


Nom. Nie bądźmy tacy jak bydgoscy Animalsi i pewna pani ze schroniska... Damy radę ;P

Posted

"Pracy" bydgoskich Animalsów od dłuższego czasu wole nie komentować. Od czasu odwołania prezeski to jest jeden wielki układ, jedno wielkie oszustwo. Tylko pieniądze im w głowie i nic więcej.
Skąd ma pieniądze na wykup pytasz... Pewnie z 1% podatku, darów od naiwnych ludzi, którzy myślą, że Animals jest organizacją działającą w szczytnym celu. Zresztą pewnie tylko tak mówi... Ja również jestem całym sercem za niewykupywaniem zwierząt, po co właściciel ma jeszcze coś zyskiwać... Dlatego w moim nieodłącznym plecaku zawsze znajduje się miejsce na kilka tekstów z ustawami, konwencjami i ich ratyfikacjami.
Ale żyjemy w Polsce, tego kraju nie da się za nic zrozumieć...
Myślmy jakie środki można jeszcze podjąć... Gdzie dokładnie może przebywać teraz pies, jak go odnaleźć i odebrać. W ostateczności wykraść.

Posted

Mysle, ze w calej Bydgoszczy powinna byc spora akcja. Ktos powinien sie skusic na pieniadze. A inni beda miec przyklad, ze mozna sprawe rozdmuchac i moze sie zastanowia zanim zrobia cos glupiego z psem. Ja bym sprawdzila miejsca gdzie chodzi pan z dzialki.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...