Jump to content
Dogomania

paniczny strach przed hałasem


Recommended Posts

witam, szukam porady osób, które maja doświadczenie w pracy z psem po przejściach, krzywdzonym fizycznie i prawdopodobnie psychicznie.
może pokrótce opowiem o Lolku. Jest to pies (ok.1,5 roku) przygarnięty z ulicy pod koniec lipca, błąkał się po okolicy z głębokimi ranami szyi i wrośniętym sznurkiem. wychudzony i wystraszony, wyglądał jakby podciął mu ktoś gardło. jego szyja była jedna gnijącą raną. po 4 dniach codziennego oswajania go udało nam sie go "namówić" by poszedł za nami a raczej za jedzeniem.po zastosowaniu srodkow uspokajajacych i kilku godzinach "lapanki" odwiezlismy go do lekarza gdzie został od razu operowany.
teraz o jego zachowaniu i stosunku do ludzi/psow/otoczenia
od pierwszych godzin (po operacji i przebudzeniu) byl wobec calej naszej rodziny stosunkowo ufny i z godziny na godzine widac bylo u niego zmiany. po dwoch-trzech dniach zaczelam z nim wychodzic na spacery bez koniecznosci zakladania smyczy i bez obawy ze odejdzie ode mnie. szuka towarzystwa ludzi, garnie sie do domu. odnosze wrazenie ze byl to pies dywanowy. jest szczesliwy jak moze sie polozyc na dywanie majac kogos z ludzi na oku. typowy pies do towarzystwa.
w stosunku do obcych nie jest lękliwy, płochliwy ani agresywny.
wnioskuję że nie był bity, nawet w pierwszych dniach po znalezieniu myślałam, że poza tym koszmarnym uwiazaniem go na sznurku, nic mu nie robiono złego.
co do zwierząt, bardzo przyjacielski zarówno do psów (mam dwa inne) oraz kotów (mam jednego, ale obcych równiez nie goni).
problem:
Lolek panicznie ale to panicznie boi się hałasów metalicznych, brzdęków, dzwonienia, uderzenia blachy, wszystkiego co dzwoni.są równiez inne dźwieki które go płoszą (burza, strzelanie na poligonie, szuranie czymś po podłodze), jednak to co brzęczy powoduje w nim paraliż a z gruczolow wydobywa sie smród. nie boi sie podniesionego kija, miotły, ale metalowego przedmiotu tak.
poza tym nie wejdzie do żadnego pomieszczenia (garaż, buda, pomieszczenie gospodarcze, legowisko pod stołem ogrodowym na tarasie, żeby na grzbiet mu nie padało). natomiast dom dziala na niego kojaco i wszystkie stachy giną.
co sobie myslę o tej sytuacje to to, że mógł byc przetrzymywany w jakims blaszanym garażu i walono w ściany, bo nic innego nie mogę wymyśleć, skąd u niego tego rodzaju strach
to nie jest mój pierwszy pies dość dobrze rozumiem zachowanie zwierząt. strach przed czyms nowym lub zaskakujacym jest normalny, ale dziala przez chwilę, potem reakcja psa się zmienia. natomiast Lolek jest skrzywiony i chciałabym mu pomóc, żeby nogi nie latały mu jak galareta przy każdym choćby delikatnym dzwonieniu metalu. prawdopodobnie nigdy nie wyleczę go z tego, ale choc troszke złagodzic te reakcje. nie mam pomysłu jak pracować z takim psem, dlatego zwracam sie o pomoc, dziekuje za sugestię i pozdrawiam

Link to post
Share on other sites

Odezwij sie do szkoleniowcow na forum np. p. Mrzewinskiej, Berka.
I jeszcze jedno, chodzenie psa bez smyczy ( poza terenem do wybiegania psa) moze sie skonczyc kiepsko dla niego. Moze byc perfekcyjnie usluchany, wystarczy, ze raz sie wystraszy/poleci za innym psem i wyladuje pod samochodem.

Link to post
Share on other sites

Witaj, też mielismy takiego pieska po ciężkich przejściach. Przygarnelismy sunię z ulicy, zagłodzoną, zabiedzoną, cieżko przestraszoną. Była tak jakby w ciżkiej depresji. Przez prawie dwa tygodnie nie chciała jeść i pić. Lekarz sugerował podanie leków uspokajających, jednak sunia w końcu sama przełamała się. Jadła, ale nadal bała sie wszystkiego, burzy, deszczu, hałasu samochodów. Chyba ze strachu nie wydawała z siebie żadnych dźwięków. Nie dawaliśmy jej powodów do lęku. W domu musiało być cicho i spokój. Gdy po ok. 2 latach pobytu u nas zaczęła cicho szczekać byl to dla nas wielki sukces.
Jednak co roku najgorszy był dla nas grudzień ze względu na huk petard. Sunia dostawała ze strachu drgawek. w pierszym roku zmuszeni bylismy podać jej leki uspokajające, potem staraliśmy sie sami ją wyciszać. Były kłopoty z opróżnianiem. Trzeba było wyprowadzać sunie w środku nocy, bo wtedy było cicho.
Wiosna ubiegłego roku stralilismy sunie w cieżki ataku padaczki. Przeżyłam koszmar, który do tej pory budzi mnie w śroku nocy. Nie potrafie tego zapomnieć.
Straciłam sunię, która mimo tego, że potrzbowała naszej pomocy, była dla mnie podporą w trudnych dla mnie chwilach.
Rok po smierci Żaby przygarneliśmy sunię ze schroniska. Jest to zupełne przeciwieńswo Żaby. Sunia jest wesoła, żywiołowa. Mieliśmy z nia pewne problemy, mamy je nadal, ale stramy sie radzić sobie sami.
Uważam, że dla suni tak mocno przestraszonej, po przejściach spotkanie ze szkoleniowcem może być dodatkowym stresem. Czasem lepiej posłuchać własnego serca, zdać sie na własną intuicję.
Pozdrawiam

Link to post
Share on other sites

TO NIE JEST PORADA.
To jest informacja, którą musisz "przetrawić", bo tylko Ty znasz swego psa.

Nasz 5. letni Sznaucer olbrzym, po 1,5 roku w schronisku bał się wszelkich hałasów, petard, burzy itd.
3 msc. po wzięciu ze schronu przyszedł Sylwester i pies był w takiej panice, że nie wyszedł do ogródka, tylko zlał się w przedpokoju...
W trakcie huków/burzy pies chował się w łazience, garderobie, pod biurkiem przy moich nogach ...
Po Sylwestrze były jeszcze różne "poprawiny", które czasem zaskakiwały nas na spacerze. Pies stawał, węszył i chciał wracać do domu.

Uznaliśmy, że nie będziemy "pielęgnować" jego fobii...
Na spacerach wołaliśmy go, dawaliśmy przysmaki i szliśmy dalej. Bał się, przytulał do naszych kolan, ale szedł.
W domu podczas burz "graliśmy" na jego chęci przytulania (bardzo dużej) i łakomstwie. Uwalaliśmy się we dwójkę na kanapie i wyciągaliśmy herbatniki. Przychodził, zajdał, uciekał, przychodził, posiedział chwilę, zjadał, uciekał itd.
Coraz dłużej zostawał, aż w końcu zostawał na stałe wtulony w jedno z nas...
Nadal jest niespokojny, ale to już nie jest panika. Wychodzi podczas burzy załatwić się do ogrodu. Jak czasem strzelają, to już nie przywiera do naszych kolan na spacerze itd. (przystaje, nasłuchuje i rusza dalej)
Zobaczymy co będzie w Sylwestra...

To oczywiście kwestia psa i głębokości jego fobii.
To co zadziałało u nas, to niekoniecznie zadziała u Was, ale może spróbujcie i obserwujcie rozwój sytuacji ...

Sądzę, że to też kwestia długości pobytu i poziomu zaufania psa do Was i jego polegania na Waszej "ocenie sytuacji".

A ze specjalistą np. behawiorystą warto się skontaktować. Zawsze można umówić się na neutrealnym gruncie, gdzie specjalista poobserwuje psa z boku, nie stresując go...

Link to post
Share on other sites

[quote name='krystek']Wiosna ubiegłego roku stralilismy sunie w cieżki ataku padaczki. [/quote]
Padaczka jest bardzo często powiązana z nadwrażliwością psa na dźwięki i światło. U ludzi nadwrażliwość wzroku jest na pierwszym miejscu i migoczący obraz jest w stanie spowodować atak padaczki (były przypadki, chyba w GB wycofywania reklam TV z tego powodu).
Duże znaczenie ma czy strach przed pewnymi dżwiękami ma podłoże genetyczne (np: przy padaczce idiopatycznej), czy jest nabyte w wyniku urazu psychicznego, jaki przeszedł pies w swoim życiu.
Dużo łatwiej "walczyć" ze strachem, który pies nabył - nie zwracanie uwagi na hałasy przy psie, spacery z innym psem, który nie reaguje na tego typu huki, nagradzanie za wykonywanie poleceń w stresowej dla psa sytuacji.
W przypadku podłoża genetycznego, warto zwrócić się do weta o środki uspokajające, pracy potrzeba dużo więcej i niestety z wiekiem istnieje tendencja do pogłębiania się problemu.

Link to post
Share on other sites

Widzę, ze nie tylko ja mam taki problem. Tylko u nas to nie tylko burza i petardy, ale i codzienne próby na poligonie:-(
W domu w czasie dość cichych strzałów jest ok. Tina położy się w kącie czy blisko mnie i jest dość spokojna. Koszmar zaczyna się na dworze. Czasami wstaję jeszcze godzinę wcześniej żeby przed szkoła pójść na godzinkę do parku, a tu nici- hukną i zero spaceru. Gdy jesteśmy w pobliżu domu i jest puszczona to od razu leci pod klatkę. Nawet nie zawsze się za mną obejrzy. Jak nie jest zbyt głośny huk to jeszcze przyjdzie i mi na nodze usiądzie, jak jest głośniej to leci przed siebie.
Gdy jesteśmy dalej od domu, gdy huknie leci kilka metrów w stronę domu, ale po chwili daje się odwołać. Tylko wtedy na tym spacerze nie ma już zabawy.
U niej to jest już obsesja. Stoi i nasłuchuje. Ostatni tak się cieszyłam, że nie strzelają, bawiłam się z nią w parku i nagle coś huknęło na budowie. Pies poleciał trochę dalej niż zawsze, aż mi serce stanęło:-(:-(:-(
Już nie wiem co mam robić. Metoda z ciasteczkami nic raczej nie da, bo jak sie boi nie chce jeść. Moze by sie skusiła na żwacze, jeśli to by miało pomóc to mogę nawet śmierdzieć na spacerach.
Macie jakies propozycje?
Dodam, że 2 lata temu na sylwestra siedziała w oknie i bardzo jej sie to podobało. Na zeszły sylwester była juz na tabletkach:shake: Nie wiem co sie stało...

Link to post
Share on other sites

Nie potrafię nic poradzić, bo nigdy nie spotkałam się z takimi problemami osobiście, ale mogę polecić dwie warte uwagi książki. Pierwsza to "Sygnały uspokajające", a druga "Pies, który kochał zbyt mocno". Jestem po ich lekturze i wiem, że zawarte są tam opisy takich i podobnych problemów, także polecam.

Link to post
Share on other sites

[B]Bibunia Szczotunia[/B], a już myślałam, że to moja tylko taka inna. Znam psy, które też się boją, ale żaden nie aż tak jak moja.
Dzisiaj chyba pierwszy raz w tym tygodniu sobie troszkę wesoło polatała. A juz się bałam, że znowu będą nici. Ja się przygotowałam długa linka, kliker, ciacha, frisbee, piłka i zabawika do przeciągania. Wyszłam z nia na dwór, a ta małpa chce do domu wracać pomimo tego, że wcale nie strzelają na poligonie. Jakoś zaciągnęłam ja nad Wisłę i rozruszałam. Juz dawno nie widziałam żeby tak szalała koło domu. Dowodem na to było to, ze sobie łoch jezyk przygryzł, ale chyba było warto.
Jedyna odskocznia są wypady do lasu na jkieś 4-5h. Tylko one niestety zdarzaja sie góra raz w tygodniu. Moze teraz przed świętnami będzie troszkę więcej czasu na długie spacery.

Link to post
Share on other sites

ja też już nie mam pojęcia co robić.W domu pies jest dość spokojny ale jak wyjdę z nim na dwór to jest koszmar :shake: Wyrywa się na siłę do domu,jak są ciche wystrzały to jeszcze jakoś ujdzie,ale jeśli choć raz usłyszy głośny huk to już nic go nie zatrzyma.Żadne smakołyki,zabawki nie działają.Czasem z ledwością udaje mi się wyciągnąć psa na dwór.Jedyne co raz podziałało to 4 psy niebojące się wystrzałów,frisbee,piłeczka i jego ulubione smakołyki.Ale nie jestem w stanie na każdy spacer załatwić stada psów

Link to post
Share on other sites

U mnie podobnie :roll: Ostatnio suka uznała, że w połowie spaceru wraca do domu, bo usłyszała jakiś cichy strzał. Była akurat spuszczona... Dobrze, że reaguje na wrzask "stój!" :diabloti: W ogóle teraz moim psom wieczory kojarzą się z wystrzałami i nie chcą wychodzić jak jest już ciemno. A jak już są na dworze i usłyszą strzał to tylko im sanie przypiąć, tak "pięknie" ciągną do domu :cool1: Dzisiaj byłam też z suką niebojącą się na spacerze i też trochę to dało - wyszły z domu. Ale były tak spięte, że spacer nie był w ogóle przyjemnością...

Talia. - nie zazdroszczę Ci mieszkania koło poligonu :shake: Moja starsza suka by nie wychodziła w ogóle z domu. U mnie jest tak, że jeśli jest dużo wystrzałów w jeden dzień, to na drugi nie wyjdzie z domu, a przez tydzień jest nadwrażliwa na dźwięki (każdy trzask kojarzy się jej z wystrzałem:mad:). No cóż, ja nie mogę się patyczkować z nią - jeśli coś ją wystraszy to siłą muszę przeprowadzić przez kilka kroków albo przenieść gdzieś dalej, to wtedy widzi, że nie ma rady - trzeba iść. Ale to i tak nie jest spacer, tylko przebieżka :diabloti:

Link to post
Share on other sites

Teraz jak trwają 'przygotowania' do sylwestra u mnie na podwórku to Tina w ogóle nie chce wyjść. Zapiera się wszystkimi łapami.
Jednak największa udręka to była w wigilie. Poszliśmy pieszo na pasterkę do kapliczki w lesie. Jakieś 4km od domu Cioci i Wujka. Szliśmy po ciemku przez las, ja Tiny nie spuszczałam, ale ona była zadowolona, że idzie cała rodzinka. W pewnym momencie 'bum' i bieg wsteczny. Miała kolczatkę, ale ja i tak sie bałam, że ucieknie. W desperacji wzięłam ja na ręce, ale daleko tak nie zaszłam. Miałam łzy w oczach, w końcu przez jakies poł kilometra szłam zgarbiona i trzymałam ją za kolce. Masakra:shake::shake::shake:
Jutro rano jedziemy do lasu. moze troszkę sie zrelaksuje.

Link to post
Share on other sites

Znam to :shake: Wszyscy mi mówią, żebym tak się nie przejmowała, ale to jest straszne - całe pole wolne, psy mogłyby pobiegać, a przez te petardy chcą tylko siedzieć w domu :roll: A rano też macie takie "koncerty"? U mnie rano jeszcze nie strzelają, więc biorę je wtedy na parogodzinny spacer, przynajmniej trochę pobiegają. Niestety zwykle jak wracamy do domu (ok. 10) to już idioci się budzą i na dzień dobry strzelają :angryy:

Link to post
Share on other sites

mi też pozostaje wychodzenie z psem rano na długi spacer.Chociaż wczoraj wieczorem byłyśmy z koleżanką z psami,jej pies się n ie boi wystrzałów i jak zaczęli strzelać to Maks też nie uciekł co jest chyba sukcesem przy tym jak on boi się strzelania

Link to post
Share on other sites

Ona niestety nie zawsze chce wyjść rano na spacer. Tak ok 7 idę z nią nad Wisłę koło domu, żeby w razie 'ewakuacji' nie musiała mijać żadnej ruchliwej ulicy, a że mieszkamy w okolicy gdzie nie ma od razu ulicy tylko taka mała ślepa uliczka to ją tam puszczam(szczególnie, ze nie ma teraz wędkarzy, na których lubi polować:eviltong:). Dziś był wreszcie porządny spacer ok 3h w lesie. Dużo biegania, chodzenia po drzewach i na zamarzniętym jeziorze:multi: Bawiła się w szukanego...chyba miała już dość, bo w powrotnej drodze spała jak zabita w samochodzie:evil_lol:
Jutro chyba się zbiorę w sile, wstanę o 7 i pójdę z nią na 2h nad Wisłę. Wezmę ciacha, zabawki, może linkę i jakoś damy radę. Szkoda, ze nie będzie miała tu żadnego kompana.

Link to post
Share on other sites

u mnie to samo :-(, wieczory są kojarzone z petardami i jak już wyjdzie to przed blok i myk do domu, a jak zobaczy że chcę wyjść gdzieś dalej to wiesza się na smyczy i ani rusz, dzisiaj np. już prawie się załatwiła i nagle huknęło, wtedy myk i po robocie byle do domu, tylko nie wiem jak wytrzyma do rana :shake: Nie rozumiem jednego, czy ludziom nie żal forsy na petardy, a przynajmniej na to żeby trzaskać nimi przed sylwestrem :pissed:

Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Wydaje mi się, że czasem te petardy to o wiele za dużo nawet dla psa, który nie boi się takich odgłosów. U nas (mieszkamy w USA) taki sam problem jest 4 lipca (dzień niepodległości). Mój pies nie boi się petard i strzałów (chodzimy na spacery koło strzelnicy :evil_lol: i jest ok), a w okolicach 4 lipca był bardzo spięty i zdenerwowany. Psy mają bardziej wrażliwy słuch niż ludzie i takie wystrzały mogą być wręcz bolesne i nie do zniesienia. Chcę przez to powiedzieć, że czasem nie jest to kwestia odwrażliwienia, ale po prostu fizycznych możliwości psa.

Link to post
Share on other sites
  • 3 weeks later...

Talia moja Nela zachowuje sie tak samo :placz: ...jest juz u nas 2 lata ...ale teraz to nawet ucieka jak usłyszy stukot na budowie ...a wyjście z szelek to dla niej zaden problem :mad: ....tez ją nie raz nioslam na rekach na siusiu przed blok bo kladzie sie na plecach , łapy w góre i za zadne skarby nie chce wyjść , szybko siusiu nie raz nawet ściemniając ze juz niby zrobione ;) , a jak dziekuje w windzie wszystkimi łapkami ze juz wracamy Za pilka biega ( uwielbia biegac bo ma cos z charta i ogara ) ...ale spieta nasłuchuje czy nic przypadkiem nie walnie albo stuknie . Strasznie jest to uciązliwe i dla niej i dla nas .
Wszystko to co opisujecie ( nawet miarowe stukanie na budowie powoduje panike ) ucieczki , panika , koniec siusiania , dotyczy takze nas .....

Link to post
Share on other sites
  • 3 weeks later...

witam wszystkich serdecznie!Mój problem zaczął się od spaceru,maż przechodził obok boiska gdzie odbywały sięjakieś mecze piłki nożnej,pech chciał że po skończonym meczu zaczeli puszczac petardy .Mąż nigdy nie widział takiej reakcjii,zacz,eła tak piszcześ i wyć ,trzesła sie cała drogę do domu ,maż ja mocno tulił cała drogę ale to nic nie dało.Kilka dni wogóle nie chciała wychodzić nawet się załatwic,po jakimś czasie się uspokoiła ,ale minał już rok od tego nieszczęsnego zdarzenia,a ona boi się wszystkich hałasów,nawet jak ktoś nieumyśnie coś upuści ,albo drzwi trzasną,brama na sworze trzaśnie to już się howa do kąta albo wskakuje mi na kolana.Gdyby ktoś miał jakąs radę ,na te moje kłopoty ,to z góry dziekuję.Lekarz powiedział mi że mogę jej dawac tabletki na stres,ale ja myślę że faszerowanie prochami na okrągło to nie wyjście z sytuacjii.Pozdrwaiam i prosze o rady!

Link to post
Share on other sites
  • 3 weeks later...

Witam,

Możę to się przyda: CLIX SOUND & NOISES CD - tę płytę z dźwiękami niepokojącymi psiaki poradził mi niedawno behawiorysta, znajdują się tam odgłosy burzy, strzałów, petard itp., które puszczane na dość dobrym sprzęcie grającym najpierw bardzo ciecho - dla człowieka niesłyszlne i dawanie w tym samym czasie ekstra przysmaków, ale takich naprawdę super, a potem puszczanie ich stopniowo coraz głośniej (gdy pies wykazuje oznaki niepokoju wracamy do poprzedniej głośności, która go nie stresowała) pozwalają na pozbycie się lęków lub agresji (taką wykazuje moja suńka) wywołanych tymi upiornymi dźwiękami.
Jest jeden problem - płytka nie jest dostępna w Polsce, można ją nabyć np. w USA lub UK, kosztuje grosze, bo ok. 8Ł, ewentualnie można poszukać, czy ktoś ma taką płytę do odkupienia w PL.
Teraz jest dobry czas na taką naukę, bo już nie strzelają, a jeszcze nie ma burz.
Gdyby ktoś miał możliwość sprowadzenia?zakupienia takiej płytki zza granicy, bardzo proszę o kontakt, bo również bym taką nabyła.
Pozdrawiam

Link to post
Share on other sites

Aha, za nic nie tulcie ani nie uspakajajcie psa gdy się mocno przestraszy , bo pies odbiera to jako pochwałę takiego zachowanie, co może znacznie pogłębiać problem.
Gdy piec zaczyna ciągnąć do domu nie pędzćie za nim, bo również odbiera to, jako info , że dobrze robi zmykając, najlepiej przystanąć i (wiem , że to czasem awykonalne) zająć psinę czymś innym, ja np. zaczynałam biec w drugą stronę starałam się "rozśmieszyć " psa moim niecodziennym zachowaniem - czasem jakby ktoś na mnie patrzył z boku to od razu wysłałby mnie do psychiatryka:evil_lol:

Link to post
Share on other sites
  • 1 month later...

Chciałabym trochę odgrzać temat. Tytuł wątku doskonale oddaje problem mojego psa - paniczny strach przed hałasem powoduje,że nie mogę pójść z nim dalej na spacer z obawy, że wystraszy się jakiegoś nagłego odgłosu - i wtedy ślini się , gna przed siebie i nie reaguje na żadne komendy. Od Sylwestra do końca marca było już całkiem nieźle - konsekwentne ignorowanie, nie pocieszanie itp odnosiło skutek - w ubiegłym tygodniu wracając z wieczornego spaceru "natknęłyśmy" się niespodziewanie na pokaz fajerwerków - dość daleko, ale doskonale słyszalny i widzialny - od tej pory pies boi się własnego cienia i byle odgłos wyprowadza go z równowagi - boi się spaceru - załatwia swoje i do domku .. Proszę o poradę !

Link to post
Share on other sites

no właśnie u mnie znowu sie lada moment zacznie ..:placz:
ledwo co doszliśmy do siebie po sylwestrze ...a to juz wielkanoc ...i znowu po niej bedziemy dochodzic ...
....siusiu i do domu.......a na siusiu nie raz trzeba na rekach wynieść ..bo inaczej cala klatka schodowa odkurzona ;)

Link to post
Share on other sites

Doskonale to rozumiem, u mnie jest to samo, już było wczoraj lepiej, ale jakiś mądrala trzasnął na parkingu klapą bagażnika samochodu i znów oszalały bieg do domu. Najbardziej martwi mnie całkowity brak kontaktu z psem w takich chwilach - nie sposób go czymś zająć, by odwrócić uwagę. To naprawdę trudne, niby teoretycznie wiem co robić, ale jak ?? to już trudniejsza sprawa. Na szczęście po kilku dniach zazwyczaj to mija, przynajmniej jak dotąd mijało.

Link to post
Share on other sites

ciężko oduczyć psa bania się wszystkiego.Ciągle próbuję odwracać uwagę psa,już jest coraz lepiej,ale za chwilę jacyć idioci zaczynają trzastać butelki pod blokiem i wszystko od początku trzeba zaczynać :shake: i tak jestem zadowolona z postępów Maksa bo ostatnio kompletnie zignorował wystrzały i chciał żebym dalej rzucała zabawką.Najgorzej jest jak tak niespodziewanie zaczną hałasować,przy spokojnym spacerze,bo nawet nie zdąże wyjąć zabawki a pies już ciągnie do domu,a jak zacznie szarpać w kierunku domu to już nic nie odwróci jego uwagi :shake:

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements

×
×
  • Create New...