Jump to content
Dogomania

Lęki pojawiające się na starość - coraz gorzej :(


Recommended Posts

Moja suka lat 9, mix dość spory bardzo boi się wystrzałów (petardy, fajerwerki) i w nieco mniejszym stopniu burzy.

Byłoby to dla mnie zrozumiałe, gdyby nie fakt, że problem zaczął pojawiać się stopniowo, dopiero ok. 3 lat temu. Przez około 6-7 lat swojego życia suka nie bała sie fajerwerków ani burzy W OGÓLE. Jedyną reakcją było zaciekawione spojrzenie, nastawienie uszu, ew. podejście do okna zobaczyć co to takiego. Gdy miała ok. 3-4 miesięcy trwał akurat sylwestrowy sezon petardowy - w tym czasie bardzo często słuszała huki na spacerach i mogę powiedzieć, że zsocjalizowała się z nimi znakomicie. Nigdy też nie siałam paniki, nie tuliłam psa ani nie głaskałam w czasie wystrzałów.

Strach zaczął się stopniowo ok. 2-3 lata temu, najpierw od lekkiego niepokoju, popiskiwania - aż do motania się po pokoju, pisków i skomlenia, skakania na drzwi od mojego pokoju w celu ukrycia się w łazience, drżenia ze strachu w chwili obecnej. Kiedy zaczęły się problemy starałam się nie pogarszać sytuacji, zajmowałam psa wykonaniem kilku komend, podchodziłam do okna mówiąc spokojnie "o, a co to takiego?" i wracałam do swoich zajęć. Z początku nawet pomagało, ale z czasem jakoś straciło uspokajające działanie.

Na moje oko z upływem miesięcy ona boi się coraz bardziej. Jeszcze o ile w czasie burzy jest to lekki niepokój, tak przy co większej ilości fajerwerków - dosłownie panika. Ostatnio TZ w desperacji postanowił uspokoić ją tak, jak tego nigdy nie robiliśmy, tzn. usiadł koło psicy na podłodze i miział, ale efekt marny... Wprawdzie przestała się motać po pokoju, ale zawodziła, jakby ją obdzierali ze skóry :-?

Tego lęku nie spowodował też jakiś specjalny uraz, bo po pierwsze nic takiego przy mnie nie miało miejsca, a po drugie wtedy raczej lęk zacząłby się nagle, a nie stoniowo i powoli narastał bez wyraźnej przyczyny.

Czy ktoś zna podobny przypadek? Czy ma sens jakieś oswajanie, praca z psem w sensie szkolenia, jeśli to nie jest wynik braku socjalizacji ani wrodzony lęk, ani też następstwo urazu? Czy można powiedzieć, że suka lekko "bzikuje" na starość..? Na ostatniego sylwestra dostała tabletkę melatoniny - wariowała trochę mniej, ale efekt nie był satysfakcjonujący.

Link to post
Share on other sites

Nie wiem, czy to może być to, ale moja poprzednia Ruda Tina z wiekiem zaczęła mieć podobne objawy. Nigdy nie bała się burzy, ale na tzw. niestety starość bała się coraz bardziej. Zaczęło się, jak miała gdzieś tak z 11, 12 lat, dokładnie nie pamiętam (odeszła jak miała 14). Na ten strach nic nie pomagało, totalna panika, autentycznie baliśmy się, że dostanie zawału (fioletowy język, dyszenie do upadłego). Na szczęście burz było jakoś niewiele, ale każda była dramatem. Nic jej nie dawaliśmy, ale być może trzeba było. Teraz myślę, że byłby to jedyny sposób, żeby oszczędzić jej stresu. Nigdy nie była szczekliwa, a zaczynała szczekać na większy ruch na klatce schodowej, dziwne to było, jakby nie mogła sie uspokoić. Wkrótce oakazało się, że trochę to miało związek z tym, że zaczynała lekko głuchnąć. Zabrzmi to teraz dziwnie i trochę śmiesznie zarazem, ale jak ogłuchła calkiem sporo, to burzy się już nie bała, bo jej prawie nie słyszała! Czasami zaczynała szczekać sama z siebie, jakby niepokoiło ją coś, czego tak na prawdę nie było. Moja interpretacja była taka, że siada jej ogólnie odporność nerwowa na stare lata i do tego doszła głuchota (na szczęście nie całkowita). Brzmi to wszystko jakos tak smutnie, ale tak wcale nie było! Normalne życie z żywym, wesołym psem, tylko takim z bardziej wrażliwą tkanką nerwową:). Głosu nie można było podnieść, bo się pies denerwował:)
Serdecznie pozdrawiam.
M.

Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

Dobrze, że jak nie ma fajerwerków to nie reaguje histerycznie na nic innego...

Moja suka ma teraz 4 lata. Jako młody pies nie bała się wystrzałów ani burzy, dopiero w wieku około 2 lat nagle u niej się to pojawiło - też nie wiem skąd, bo nawet jej nie uspokajaliśmy w czasie burzy, nie było sensu, skoro się nie bała... ;)
Teraz jest totalna panika. Od czterech dni nie jestem w stanie wyjść z nią na spacer. Nie chce odejść sprzed bramy, a jeśli już to najwyżej na 100 metrów od domu i ciągnie z powrotem. "Bardzo straszna burza" była u nas w czwartek czy piątek, dziś jest poniedziałek, a pies nadal jest nadwrażliwy na jakikolwiek głośniejszy dźwięk. Z burzą (tak myślę, że to o to chodzi) kojarzy jej się teraz absolutnie wszystko: lekki deszcz - nie wyjdzie, wiatr - nie wyjdzie, głośno jeżdżą samochody (praktycznie cały czas...) - nie wyjdzie, leci samolot (co parę minut)- to samo.
W praktyce wygląda to tak - wesoły pies wychodzi z bramy ze mną, skacze do smyczy, smakołyku lub zabawki, usłyszy cokolwiek głośniejszego - zatrzymuje się, siada, odmawia spaceru. Czasem, kiedy chcę, żeby się chociaż wysikała, biorę ją na ręce i trochę niosę, potem w miarę idzie i znowu to samo. Unikam tego jednak, bo przecież nie na tym spacer polega, żebym niosła ją czy przekonywała, żeby szła...

Mam ogródek, w którym pies czuje się bezpiecznie i spokojnie się bawi, skacze, jest radosny. Tylko spacery w dalsze rejony miasta są zwyczajnie niemożliwe. Tak myślałam, że może na jakiś czas zaniechać prób wyciągania psa na spacer, żeby się uspokoił? tylko nie sądzę, by to coś dało.. Być może sama też prowokuję takie zachowanie, bo nie zawsze uda mi się powstrzymać irytację, kiedy po raz piąty danego dnia pies nie chce wyjść, bo dziesięć minut temu przeleciał samolot... Ale Luka od zawsze była strachliwa. Nie wiem już jak reagować na jej zachowanie.. :(

Link to post
Share on other sites

[quote name='zmierzchnica']
Moja suka ma teraz 4 lata. Jako młody pies nie bała się wystrzałów ani burzy, dopiero w wieku około 2 lat nagle u niej się to pojawiło[/QUOTE]

Widzisz - u Ciebie nagle. U mnie to narastało powolutku przez kilka lat. Może faktycznie sunia ma uraz, bo za którymś razem coś wyjątkowo ją przestraszyło - zwłaszcza, że piszesz, że ogólnie jest bojaźliwa...

Link to post
Share on other sites

Nagle pojawił się strach przed burzami i wystrzałami, to prawda. Ale teraz jej problemy stopniowo narastały... Najpierw nie chciała chodzić w pewno miejsce, gdzie raz złapała nas burza. Potem nie chciała chodzić żadnymi drogami, które do tego miejsca prowadzą. Teraz jest tylko jedna polanka, gdzie możemy "normalnie" wychodzić... Ale przynajmniej tyle. Może jak przez jakiś czas nie będzie burz to będzie lepiej...


Hm, z Twoją psiną jest rzeczywiście dziwnie. A może ten początek niepokoju był wywołany przez coś? Może suka została sama w domu i ktoś rzucił blisko petardę (ja myślę, że w taki sposób moja się zraziła), a potem zaczęło ją to coraz bardziej przerażać? Ale wydaje się to mało prawdopodobne :shake:

Link to post
Share on other sites

[quote name='zmierzchnica']Nagle pojawił się strach przed burzami i wystrzałami, to prawda. Ale teraz jej problemy stopniowo narastały... Najpierw nie chciała chodzić w pewno miejsce, gdzie raz złapała nas burza. Potem nie chciała chodzić żadnymi drogami, które do tego miejsca prowadzą. Teraz jest tylko jedna polanka, gdzie możemy "normalnie" wychodzić... Ale przynajmniej tyle. Może jak przez jakiś czas nie będzie burz to będzie lepiej...[/QUOTE]

W sumie to wszystko wskazuje u Twojej suni ogólnie na bojaźliwy charakter - może spróbuj D.A.P.? Jest gdzieś na wychowaniu wątek o tym. Ja chyba w końcu kupię, bo moja sunia oprócz tych lęków jeszcze ma nerwowy nawyk lizana przednich łap. Póki co nie rani się, tylko ściemniała jej sierść, ale coś trzeba z tym zrobić. Dodam, że zaczęło się to, kiedy na kilka miesięcy musiałam wyjechać do W-wy i sunia została z dziadkami. Tak właśnie odreagowywała stres, i niestety nawyk pozostał, nie tak nasilony jak wtedy, ale jednak. Znajomej suni bardzo D.A.P. na takie problemy pomogło - dokładnie preparat w sprayu psikany na bandamkę suni :) Ale nie słyszałam jeszcze, żeby ktośtestował ten preparat przy lęku przed hałasem. Może jednak warto spróbować.

[quote name='zmierzchnica']Hm, z Twoją psiną jest rzeczywiście dziwnie. A może ten początek niepokoju był wywołany przez coś? Może suka została sama w domu i ktoś rzucił blisko petardę (ja myślę, że w taki sposób moja się zraziła), a potem zaczęło ją to coraz bardziej przerażać? Ale wydaje się to mało prawdopodobne :shake:[/QUOTE]

Mi też, bo kiedy była szczeniakiem, petardy latały wszędzie (nawet ja, wtedy 12-latka je rzucałam :oops: ) i nie robiły na niej żadnego wrażenia, oswoiła się znakomicie. Mieszkam w bloku na piętrze, więc odpada opcja, że ktoś rzucił petardę np. na parapet, nigdy się to nie zdarzyło. Nie mam pojęcia co z tym zrobić poza zakupem tych feromonów kojących.

Link to post
Share on other sites

Wydaje się, że kupno D.A.P. jest nieuniknione... Bo jak widać, czy znamy przyczynę czy nie, ciężko jest zaradzić bojaźliwości metodami wychowawczymi :shake: Dziś poszłam "aż" na jeden spacer, przerywany ciągłym siadaniem i sygnalizowaniem "tam nie chcę iść". Potem na rękach psa wyniosłam sprzed bramy, żeby się wysikał. Teraz próbowałam wyjść, to nawet za bramę nie wyszła... Wydaje mi się, że im bardziej staram się ją przekonać, zachęcić (zabawką/smakołykiem, bez uspokajania), tym bardziej się zapiera... Tak więc zamiast 3-4 spacerów dziennie, w tym dwóch parogodzinnych, pozostały nam dwa kilkuminutowe :shake:

A może warto wypróbować jakieś ziołowe leki przeciwlękowe (podobno uspokajające a przeciwlękowe to zupełnie co innego)?

Luka też częściej ostatnio liże łapy, choć nie wydaje mi się, by było to nerwowe. Ale muszę ją obserwować...

Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w radzeniu sobie ze strachem suni :p

Link to post
Share on other sites

[quote name='zmierzchnica']Wydaje się, że kupno D.A.P. jest nieuniknione... Bo jak widać, czy znamy przyczynę czy nie, ciężko jest zaradzić bojaźliwości metodami wychowawczymi :shake: Dziś poszłam "aż" na jeden spacer, przerywany ciągłym siadaniem i sygnalizowaniem "tam nie chcę iść". Potem na rękach psa wyniosłam sprzed bramy, żeby się wysikał. Teraz próbowałam wyjść, to nawet za bramę nie wyszła... Wydaje mi się, że im bardziej staram się ją przekonać, zachęcić (zabawką/smakołykiem, bez uspokajania), tym bardziej się zapiera... Tak więc zamiast 3-4 spacerów dziennie, w tym dwóch parogodzinnych, pozostały nam dwa kilkuminutowe :shake:

A może warto wypróbować jakieś ziołowe leki przeciwlękowe (podobno uspokajające a przeciwlękowe to zupełnie co innego)?

Luka też częściej ostatnio liże łapy, choć nie wydaje mi się, by było to nerwowe. Ale muszę ją obserwować...

Pozostaje mi tylko życzyć powodzenia w radzeniu sobie ze strachem suni :p[/QUOTE]

W ogóle wydaje mi się, że jeśli ten strach ma jakieś podłoże dziedziczne i jest to po prostu wrodzona bojaźliwość, to więcej zdziałasz z D.A.P. niż z jakimkolwiek wychowaniem na własną rękę.

Co do środków ziołowych czy homeopatycznych nie wiem, skonsultuj się z wetem, ale takim, który ma o tym pojęcie.

A gdzie liże te łapy? Moja zawsze w tym samym miejscu, na nadgarstkach..

Link to post
Share on other sites

Moja raczej wylizuje całe, dlatego nie wygląda mi to na nerwowy tik..

U Luki bojaźliwość wzięła się z braku socjalizacji raczej.. Dorastała u ludzi mających problemy z alkoholem. Nie sądzę, by robili jej krzywdę, raczej po prostu totalnie jej nie zauważali. nie wychodzili na spacery itd.

Tak, myślałam już o wizycie u weta, żeby zapytać się co i jak. Jak coś to dam znać ;) Dziś ją wyciągnęłam poprzez zostawianie, tj. poszłam dalej to w końcu za mną poszła i tak kilka razy, nadal jednak nie mogę tego nazwać spacerem :shake: Ale bardziej wyglądało to na niechęć do robienia czegokolwiek niż strach, bo na komendy spokojnie reagowała, smakołyki chciała, nie trzęsła się... ale od domu nie chciała się oddalić. Trwa to już prawie tydzień...:-(

Link to post
Share on other sites

Byłam u weta ostatnio :) Było robione badanie krwi i ogólne... I wszystko wydaje się być w porządku. Niestety nie jest na razie wysterylizowana.. Jest dopiero parę dni po cieczce, więc chyba za wcześnie na ciążę urojoną?

Dziś znów ją wyniosłam na rękach trochę. Ale poszłam z kolegą i jego psem, więc potem szła normalnie, w sytuacjach niepokojących oglądała się na drugą sukę i w miarę uspokajała... Będę musiała chodzić z innymi psami codziennie, może to ją oswoi :) Bo jak na razie sytuacja się nie polepsza w ogóle...

Link to post
Share on other sites
  • 1 month later...

Ciekawostka - u mojej suki strach przed burzą spadł do minimum. W czasie ostatnich nawałnic jedyną reakcją była zmiana miejsca do spania spod okna w inny kąt pokoju.
Za to z petardami jest coraz gorzej. Zaczęłam gonić bachory strzelające przy moim bloku, niemniej jednak czasem się coś trafi i wtedy jest panika i szczekanie... Co ciekawe, ostatnio wkurzyło mnie już jej wariowanie i ostrym tonem nakazałam jej "spokój" i "na miejsce". Podziałało o niebo lepiej niż ignorowanie, udawanie radości/obojętności na huki czy pocieszanie. I jak to się ma do zasady, żeby nie karcić psa, który się boi? :niewiem:

Link to post
Share on other sites

;)[quote name='Martens']Ciekawostka - u mojej suki strach przed burzą spadł do minimum. W czasie ostatnich nawałnic jedyną reakcją była zmiana miejsca do spania spod okna w inny kąt pokoju.
Za to z petardami jest coraz gorzej. Zaczęłam gonić bachory strzelające przy moim bloku, niemniej jednak czasem się coś trafi i wtedy jest panika i szczekanie... Co ciekawe, ostatnio wkurzyło mnie już jej wariowanie i ostrym tonem nakazałam jej "spokój" i "na miejsce". Podziałało o niebo lepiej niż ignorowanie, udawanie radości/obojętności na huki czy pocieszanie. I jak to się ma do zasady, żeby nie karcić psa, który się boi? :niewiem:[/quote]

Z burzą zazdroszczę :cool3: a z hukami - mam to samo. Ale na mojego psa nie działa nic, pocieszanie, karcenie, obojętność... Zawsze jest tak samo. Jeśli petarda strzeli rano przy domu, to przez następne dwa dni muszę psa wynosić na rękach, a przez tydzień w każdy ranek będzie niepewna i bardzo ostrożna (czyli każdy huk - do domu!). To jest chore, ale nic nie poradzę... Jak nie reaguję to przynajmniej szybciej to się kończy :shake:


Na każdego psa działają inne metody ;) Może czuła się bezpieczniej, kiedy zauważyła, że jak zazwyczaj mówisz jej, że powinna coś zrobić? Może to był jakby sygnał, że wszystko jest jak zawsze... Ale ciężko powiedzieć. U mnie karcenie powoduje zamknięcie się psa w sobie - kładę się, nie ruszę się, nic nie zrobię. Najgorzej jest w lato, kiedy jest okres burzowy, i odpust i dzieciaki mają dużo czasu na petardy. Na jesień i zimę nawet huki nie robią na niej takiego wrażenia...

Link to post
Share on other sites

U mnie nie jest aż tak źle - ale po większej serii strzałów przez 2-3 h boi się, kiedy wychodzimy na spacer, ciągle zbacza w stronę domu. Jeśli właśnie strzelają, sika w pośpiechu i wlecze mnie z powrotem :cool1: Gdyby dochodziła do siebie tyle co Twoja sunia, to chyba w ogóle byśmy na spacer nie wychodziły, bo najdłużej ile pamiętam w te wakacje to 3 dni bez petard.

Link to post
Share on other sites

U nas jest na szczęście lepiej ostatnimi czasy. Doszła nam nowa sunia (młode to, ponad 3 miesiące) i nie boi się wystrzałów ani niczego takiego. Ona potrafi rozruszać starszą sukę nawet jak ta siedzi właśnie przestraszona w kącie, więc jest lepiej i czas "strachu postrzałowego" się skrócił :cool3: Mała żyła 3 miesiące na działkach, więc jej nie straszne są hałasy... I na szczęście nie przejmuje (jak na razie) lęków od swojej "mentorki" ;)

Jesteś w lepszej sytuacji niż ja, bo kiedy moja suka słyszy wystrzały to nawet nie ma zamiaru sikać ;) tylko chce się schować jak najszybciej. Na szczęście już mniej strzelają u nas, widać zabawa się znudziła :cool3:

Link to post
Share on other sites
  • 4 weeks later...

Kilka miesięcy temu juz miałam taką dziwną sytuację - po wyjściu z klatki schodowej i 2-3 krokach na chodniku pies nagle zaparł mi się wszystkimi kończynami i postanowił wrócić do domu. Widać było, że się boi. Jakby zapadła jej się jakaś klapka w głowie i nic do niej nie docierało. Myślałam, że to jednorazowy incydent, może ktoś akurat rzucił petardę (miałam słuchawki, więc niew iem), ale ostatnio taka akcja powtórzyła się 2 razy w ciągu kilku dni...

Za pierwszym razem sunia zaparła się i pozostało mi posiedzieć z nią chwilę na schodach i wrócić do domu. Za drugim razem poczekałam parę minut na schodkach, żeby panika minęła, ostro powiedziałam "idziemy" i po kilku krokach marudzenia zapomniała zdaję się o swoich obawach. Za blokiem przypomniało jej się znowu, bo odwróciła się w stronę domu i zamarła jak posąg patrząc gdzieś w dal, po chwili znów zaczeła ciągnąć do domu. Też się z nią nie cackałam, i po paru minutach uspokoiła się, i poszłyśmy na spacer.

Nie mam pojęcia co się z nią dzieje. W tamte dni nie stało się nic niezwykłego, nikt nie strzelał, nie było nic czego mogła się przestraszyć, tylko jacyś ludzie w oddali, na co nigdy nie zwraca uwagi. Czy to tak na starość..? Mam nadzieję, że nie nasili się to tak, żeby utrudniało nam życie :-(

BTW wczoraj nie wiedzieć czemu mieliśmy istną kanonadę, chyba na rynku, pies siedział pod szafką, trochę szczekał, ale było znośnie.

Link to post
Share on other sites

Znam to. U mojego psa lęk wywołuje nagłe skojarzenie - na przykład jadąca w dali ciężarówka. Wyjdzie dziesięć razy i usłyszy ciężarówkę - zero reakcji. Za którymś razem - ta ciężarówka to zapewne petarda, burza, czy coś innego, więc ona nie idzie, ona siedzi, a jak pociągnę to się kładzie. I też takie zatrzymywanie się w połowie drogi (czasem ruchliwej ulicy...) pojawiło się w zasadzie znikąd, mam ją długo i nigdy tak nie robiła. A w tym roku nagle taki pomysł zaświtał, że fajnie tak się zatrzymać. Może Twoja sunia usłyszała coś naprawdę daleko, w końcu pies ma świetny słuch, i źle jej się to skojarzyło? To mogło być coś dla ludzi niesłyszalnego. Moja ma "wrażliwe" dni - wtedy się zapiera i cały dzień nie idzie na spacer. A potem tydzień, nawet miesiąc spokoju - do nagłego ataku lęku, wydawałoby się, że nieuzasadnionego...

Kanonady nie zazdroszczę - sama nie lubię petard i huków, właśnie przez lęki mojego psa :cool3:

A właśnie - ja raz odpuściłam psu i wróciłam po takim zapieraniu się do domu. Teraz wystarczy, że jej się nie chce gdzieś iść - zapiera się, siada, nie idzie i już. Ale gdzie indziej to pójdzie, bo tam fajnie. Wezmę na ręce (jest mała i lekka), przeniosę dwa metry - idzie dalej spokojnie :shake: Branie na ręce to zły sposób, ale kiedy zaczyna swoje "jatamnieidę" kilometr od domu, to jedyny skuteczny sposób :razz:

Link to post
Share on other sites

Dzisiaj rano znowu to samo :cry: Po raz pierwszy w dzień, nie wieczorem. U mnie wygląda to tak, że pies nagle się zatrzymuje i zapiera łapami, a jak poluzuję smycz, robi w tył zwrot i usiłuje wracać do domu. Dziś z braku pomysłu kazałam jej leżeć, bo tak szarpała, że chyba głowę by sobie ukręciła. I kilkanaście metrów pociągnęłam ją dosłownie siłą, bo inaczej nie dało rady. Uspokoiła się w końcu i poszła normalnie.

W ogóle o dziwo ona w chwilach strachu o wiele szybciej się uspokaja, gdy zareaguję ostro, krzyknę porządnie, niż kiedy udaję, że wszystko ok, jak radzą szkoleniowcy :razz:

Link to post
Share on other sites
  • 2 months later...

[quote name='zofia&sasza']Nic nie mów :shake: Już strzelają. Wieczorne siusiu udaje się po drugim-trzecim podejściu. Jak dorwę takiego petardnika - słowo daję, wsadzę mu racę w d... i odpalę lont :angryy:[/quote]

Zofio nie musisz słów wprowadzać w czyn. :razz: Kiedyś dorwałam dwójkę podrośniętych dzieciaków i udawaną ,,pianą na pysku" powiedziałam ,,ściągać portki zaraz wam...". Wiesz, ze zadziałało.
Dzieciaki chyba się przestraszyły, ze mają przed sobą niezrównoważoną osobniczke, która może być groźna. ;)

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements

×
×
  • Create New...