mch Posted August 6, 2008 Posted August 6, 2008 takie to wrednawe te dziewczynki :) moja suczka i suczka w pracy ,widują sie codzien , roznica wieku 0,5 roku . wychowywaly sie bawiąc sie co pare dni razem ,spacerując ,bylo na prawde długo długo super . kiedy tamta miala chyba 2 lata zagiela parol na inną strasza suczke w pracy . korekty zajmowania sie psami nic nie pomagało , starsza drobniejsza biegala juz tylko bokiem chyłkiem na zgietych lapach a ta mlodsza wrecz z przyjemnoscią po prostu co chwila do niej startowala , a miala mnóstwo sygnałów poddania od starszej suki, mimo to tłamsila ją totalnie. nie bylo wyjscia starszej suczce zanleźlismy nowy dom. z moją ta agresywna dogadywaly sie nadal dobrze . pierwsze starcie mialo miejsce w czasie zabawy ,ganialy sie dookola samochodu , jedna sie zatrzymala , druga wpadla na nią i jatka , na szczescie nie bylam samai szybko rozdzielilismy . pare dni uwazania ,wszystko wrocilo do normy ,znów zostawaly razem . za jakies 2-3 m-ce kolejna bitwa ,o rzucony patyk (to nie ja bylam taka mądra), rozdzielanie mimo ze 2osoby cięzkie bylo, bo dwa duze psy , i jedno i drugie nie odpuszczalo , skonczylo sie dziurą w uchu , utykaniem u drugiej i ranami reki u jednego z rozdzielaczy. od tamtej pory nie wypuszczam ich razem gdy jestem sama , niby nie warczą ,akceptują sie , tzn mijają jak powietrze ,ale juz nie ufam do konca .to nie samce ze wiecej huku niz to warto , te walczą juz na prawde zajadle. i bylo pare m-cy spokoju ,niedawno znów miescowa suka warknela na napastującego ją samca , ten odwarknął skoczyly do siebie z zebami i moja flądra uznala ze to doskonala okazja zeby sie zabawic i skoczyla do kotłowaniny . znów rozdzielanie ,znów skaleczona reka rozdzielacza niestety . oczywiscie nadal gdy mam jakies rece pomocne profilaktycznie kolo siebie na wszelki wypadek ,suki przebywają obok siebie , znów sie ignorują , ale kazde mijanie bliskie e ,próba obwąchania jest ganiona , na te chwile uwazam ze wystarczy chyba nic , nawet nie takie spojrzenie zeby wystartowaly do siebie i to na powaznie , życie obu nam mile wiec suki widują sie tylko pod scisłą kontrolą . bardzo wspołczuje jesli taki konflikt pojawi sie w domu , gdzie male szanse na stałą izolacje . Quote
Apbt_sól Posted August 6, 2008 Posted August 6, 2008 Izolacja bedzie podgrzewała atmosfere... co czyni kolo zamkniete bo po spotkaniu bedzie jazda.... Sama mam 2 samce i suke.. mlodszy startuje do strszego -szans ne ma zadnych..a probuje. straszy nie jest zaczepny ale zaczepiony odda w wieksza siła.... staram się uprzedzac sytacje konfliktowe, maly czuje sie chwilami nie pewnie zauwazyłam.. wiec pracuje na uspokajaniem. najdziwniesze ze po "jezdzie" 20 minut pozniej spia przytulone i zaden o niczym nie pamieta. Jednak te starcia krwawe... maly jest wykastrowany juz rok temu.. coz on ma to glowie nie w jajach .... staram sie kontrolać syatcje i jaska do porzadku przwolywać, odwracać uwage. Suka ma wszystko na doopie;) Quote
Ciucik Posted September 18, 2008 Posted September 18, 2008 Minął miesiąc w tym czasie było jedno ostre acz bezkrwawe(kulawizna ofiary)starcie w domu.Do ogrodu wychodzą osobno bądź jezeli razem wyżlica w kagancu. Rozpatrzyłam się w problemie i głownie polega na tym,że Felka za nic nie chce uznać dominacji większej koleżanki.I jak tylko zleczą się rany fizyczne i zniknie obolałosć cielesna zaczyna stroszyć się,biec za wyżlicą kłapiąc jej koło "pęcin" ujadać na nią uporczywie etc. A wyżlica chyba straciła cierpliwość.W domu są zasadniczo izolowane,choć przy dużej rodzinie ludzko-zwierzęcej nie da się tego zrobić tak zupełnie.Posłania mają w oddzielnych pomieszczeniach. Albo Felka uzna swą niższą pozycję albo czarno to widzę.Przyjaźn skonczona chyba nieodwołalnie.A było tak miło, razem się bawiły,spały przytulone.Ech ,szkoda. Quote
an1a Posted September 18, 2008 Posted September 18, 2008 U mnie były dwie takie sytuacje... Jak mój był szczeniakiem i startował do dorosłego psa, później były ostre spięcia, kagańce dla obu i żadnego wtrącania się. Załatwiły to siłowo z wielką dawką śliny. Teraz jeździmy na działkę, na której teoretycznie "panem" jest pies rodziców TZ'a, kundelek ok 20kg. Ale mój jest zaczepny i waży ponad 2x więcej. Nero jest cały czas w kagańcu pomimo tego, że już traktuje tamtego jak powietrze. Czasem zdarzy mu się wyskok, ale chodzi na lince. No i są pozabierane wszystkie przedmioty o które mogą się pożreć.. Quote
Sybel Posted October 28, 2008 Posted October 28, 2008 Skomplikowana sprawa. Może najpierw wyjaśnię, jakie ja miałam w domu sytuacje, bo kilka ich było, ale wszystkie ( w sumie 3 psy i suka) zostały opanowane i bardzo się kochały lub kochają (dwa nie zyją, historia trwa kilka lat). Zacznę od tego, że ponad 12 lat temu wzieliśmy Fifi, roczną sukę z parwo, 25 kg. Był już wtedy pies, ale on ją sprowadził i dalby się za nią pokroić, więc Maksia pomijam. Gdy umarł, Fiśka rok była sama, po czym znalazła sobie na ulicy dalmatyńczyka Pucla, potwornie zdziczałego, z entropium. Wyleczyłyśmy go, poczuł się pewnie i usiłował zdominować Fiśkę. Nas też, ale lądował w kagańcu, dostawał karcącą przemowę bardzo poirytowanym głosem i szybko wybił sobie z głowy ataki na nas. Generalnie najbardziej w ułozeniu jego stosunków z Fiśką pomógł jej bojowy charakter, bo nie pozwalała na siebie ruszać oraz nasz pozycja w rodzinnym stadzie. Pucel na kazdym kroku był usadzany na najniższej pozycji w stadzie, ostatni dostawał jeść, był wycierany po spacerze zawsze po Fiśce, po niej dostawał ciastko. Jesli usiłował na nią ruszyć, natychmiast był karcony słownie. Zmarł w wieku 5 lat nagle, wet nie wiedział, co się z nim dzieje, ale w ciągu ostatniego roku ani razu nie przejawiał agresji. Po jego śmierci trafił do nas Felek, kórego Fiśka nie akceptowała (bo był mały i to nie ona go znalazła... baba uparta ). Nie gryzła go, tylko warczała, siadała na nim, traktowała go jak dywan/kanapę/wycieraczkę. Kilka razy rozpędziła się i potraktowała bidulka jak deskę do surfingu... Więc teraz trzeba było pokazać, że nieco ze swej pozycji straciła, ale nadal jest kochana. Felek mia TYLKO pierwszeństwo w pieszczotach. Po roku trafił do nas Filip, zupełnie zdziczały średni sznaucerkowaty pies. Tak oto miałyśmy trzy... No i znowu Filip usiłował dominowac. Wylądował na samym dole drabiny tak, jak już opisałam. Fiśka w lipcu tego roku zmarła na serduszko, miała 13 lat. Filip teraz czasem usiłuje Felka zdominowac, ale wystarczy ostrzeżenie słowne i już chodzi grzecznie, razem się bawią, razem śpią. Wszystkie były lub są wykastrowane, co miało naprawdę duży wpływ na układ sił, hormony to ogromna moc w naturze, również u suk. Podsumowując, spróbujcie pokazać psu, kto jest na którym miejscu. Pokażcie mu, kto się liczy, kto ma więcej praw. Czasem pomaga głaskanie spokojnego psa, a ignorowanie agresora. Gdy agresor jest grzeczny, dostaje pieszczoty. Przynajmniej u mnie działało. Poza tym psy cały zcas były zachęcane do wspólnej zabawy, ciągane na jednym kiju, prowadzone nos wnos na spacerze, przez co nie umiały bez siebie życ. Trzeba przy tym bardzo bardzo dużo spokoju. Psy muszą być non stop razem. Jeden, Filip na samym początku był na lekkich środkach "poprawiajacych nastrój", zapisanych przez weta, bo miał dosłownie psychozy po conajmniej półrocznej bezdomności. Jednak po miesiący zostały odstawione, a pies nauczył sie jeść wszelkie leki bez problemów prosto z ręki... Nigdy nie byłam u psiego behawiorysty, ale cała moja wataha, nawet licząca trzy sztuki, po dosc krótkiej pracy stanowiła zgraną mafię ciasteczkową, bez sladu agresji. Quote
mch Posted October 28, 2008 Posted October 28, 2008 ale piszesz caly czas o ukladach pies+suka , a to troche inna bajka . namawianie do wspolnej zabawy w przeciąganie ? na sam widok patyka czy pilki sucz moja z suczą służbową sa gotowe do sparingu :evil_lol: . mimo ze są w stanie zaakceptowac sie pod kontrolą naszą ,bez prowokacji, warczenia itd uwazamy wlasnie najbardziej na jakiekolwiek zabawy . Quote
WŁADCZYNI Posted October 28, 2008 Posted October 28, 2008 Podsumowując, spróbujcie pokazać psu, kto jest na którym miejscu. Pokażcie mu, kto się liczy, kto ma więcej praw. Tak zdominujcie psa, koniecznie jedzcie z jego miski i znaczcie po nim:evil_lol: Czasem pomaga głaskanie spokojnego psa, a ignorowanie agresora. Gdy agresor jest grzeczny, dostaje pieszczoty. pytanie czy agresor nie odgryzie sobie krzywdy w którymś momencie bo nie wytrzyma. Quote
Ciucik Posted February 16, 2009 Posted February 16, 2009 Prawie 5 miesiecy spokoju,spania na sąsiednich posłaniach i prawie co sielanki. Felka kłapała wprawdzie paszczą i dziamgała arogancko na wyżlicę, ale ta stosowała pełny olew. Do niedzieli.Śnieżek chyba pobudził dziewczynki,bo po wyskoczeniu z domu,urzadziły sobie sparing.Dźwięki dobiegały STRASZNE,nie widziałam jak To sie zaczęło,mężowi udało się odciągnąć a właściwie ściągnąc wyżlicę z rzężacej Felki. O dziwo, zero obrażen,a wydawało się być ostro.Teraz znowu pilnujemy żeby nie zostawały same w jednym pomieszczeniu i martwimy się:shake: Felka jest wysterylizowana,ale aniołek lagodny to nie jest.Wyżlica nie jest. Czy sterylizacja ma szanse coś zmienić?Bo zaczęłam podejrzewać że te 5 m-cy spokoju ma związek wlaśnie z faktem,że żbliza się wyżla cieczka. Quote
Frotka Posted February 16, 2009 Posted February 16, 2009 Ciucik, spytaj jakiegoś specjalistę. Jest na forum m.in. Zofia Mrzewińska - jeśli znajdzie czas na pewno fachowo Ci doradzi. Z tego co piszesz sprawa wygląda nieodwołalnie i groźnie. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.