Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Amber napisał(a):
Które z moich poglądów są nieprawdziwe? Skąd możesz to wiedzieć? :-o

Np. te o chudych wegetarianach :shake: Strasznie mnie to rozbawiło.
Albo o braku białka zwierzęcego na diecie wegetariańskie czy tez witaminy B12 (której zwierzęta nie wytwarzają). Albo witaminą D - która każdy organizm wytwarza sam, z tym, że krowom czy kurom stacjonującym w oborze, trudno ta witaminę wytworzyć. Wszystkie 3, jeśli znajdują się mięsie, to i w jajach i mleku (przetworach). A co do żelaza, to już kompletne kłamstwo, bo ilość żelaza w podrobach jest porównywalna jak w strączkowych czy pestkach dyni. A jak często przeciętny mięsożerca jada nerki czy wątrobę?? I to nie jest tylko teoria, bo od dziecka się leczę i dopiero teraz mam problem z głowy.

Nie wiem, jak możesz komuś wmawiać, że jest słabszy na wege diecie, skoro tym kimś nie jesteś.

A skąd wiem: bo to piszesz...

Dla mnie: nie chcesz być wege, to nie. Ale po co taką batalię antywege wytaczać??

  • Replies 193
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

ulvhedinn napisał(a):
A większość wegetarian "pobiera" znacznie mniej kalorii ;)

Z tym się nie zgodzę, bo większość wegetarian zaczyna jeść więcej, utrzymując podobną dzienną dawkę kalorii jaką dostarczali przed przejściem na wege.

ulvhedinn napisał(a):
Warto pomyśleć, że w krajach zachodnich większość zjadaczy mięsa to ludzie odżywiający się bardzo bogato, spozywający pokarm w ilościach znacznie przekraczających podstawowe zapotrzebowanie energetyczne

Tylko ciężko jedząc codziennie mięso tego zapotrzebowania nie przekroczyć ;) No i zbyt dużej ilości białka.

Każdy krzyczy, że sałata taka nafaszerowana azotanami, fosforanami, a nie zdają sobie sprawy, że raz krowy tym samym są karmione, a dwa przy produkcji wędlin itp. używa się dokładnie tych samych substancji, dlatego w mięsie jest ich kilkakrotnie razy więcej.

Posted

Albo o braku białka zwierzęcego na diecie wegetariańskie czy tez witaminy B12 (której zwierzęta nie wytwarzają)


Witamina B12 produkowana jest przez bakterie żyjące w układzie pokarmowym zwierząt.

Albo witaminą D - która każdy organizm wytwarza sam


A w jaki sposób, możesz mi powiedzieć, zanim dojdziemy do sedna?

A co do żelaza, to już kompletne kłamstwo, bo ilość żelaza w podrobach jest porównywalna jak w strączkowych czy pestkach dyni.


Ale dużo gorzej przyswajalne.

A jak często przeciętny mięsożerca jada nerki czy wątrobę??


Za nerkami nie przepadam, ale wątróbkę uwielbiam i jadam całkiem często (proste, tanie, smaczne danie)

Nie wiem, jak możesz komuś wmawiać, że jest słabszy na wege diecie, skoro tym kimś nie jesteś.


Widzę to po swoich biednych znajomych... No, ale oni się nie znają :p Kurcze, niezłym trzeba być mędrcem, żeby ułożyć sobie dobrą dietę wege (oczywiście wspomaganą multiwitaminami, bo inaczej się nie da). Niektórzy ludzie mają dziwne zwyczaje utrudniania sobie życia i robienia wielkich problemów z najprostszych czynności... Niedługo ktoś wpadnie na pomysł siusiania stojąc na rękach, bo tak podobno będzie zdrowiej :lol:

Każdy krzyczy, że sałata taka nafaszerowana azotanami, fosforanami,


Bo to prawda, tak samo jak z wędlinami. Dlatego mięso kupuje w sklepach eko, a sałatę hoduje we własnym ogródku.

Posted

[quote name='Amber'] (oczywiście wspomaganą multiwitaminami, bo inaczej się nie da).
Ja żadnych witamin nie łykam i żyję. Ale jak mięsożercy jedzą wit. C albo rutinoscorbin to jest ok. :p

Jak dużo gorzej przyswajalne?? Przyswajalność jest cechą osobniczą. I akurat wzrasta przy niedoborze żelaza z 10% do 40%.

Co do wit. D to przechodź sobie do sedna od razu. Po co tak kluczysz?? A może skomentujesz to co było dalej??

I co ma do tego jak się Twoi znajomi czują, skoro ja mówię tu o mnie?? A inni wege też?? Powiedz mi jak w takim wypadku dzieci czy nastolatki moga od poczecia w zdrowiu żyć na diecie wegańskiej??

Wit B12 - zapomniałaś dodać, że tylko u niektórych zwierzą, a już na pewno nie tych krów faszerowanych hormonami (co ma miejsce w każdej masowej hodowli). Jakim cudem wegetarianie nie mają z nią problemów?? I tu nie ja jestem przykładem, tylko całe pokolenia wegów. Tak jak pisałam, niedługo wszyscy bedziemy zmuszeni brać B12, a moze i inne witaminy.

Dla mnie wegetarianizm bywa uciążliwy czasem. Tak samo, jak wstawanie wcześnie rano i miesiączka. Ale nie jest to nie do przeskoczenia, więc czemu mam tego nie robić?? Pewnie zeby Ciebie nie denerwować :lol:

I nie pisz tak o tych sklepach eko, bo jesteś jedyna mięsożerczynią, która tam kupuje o jakiej słyszałam. Dla przeciętnego zjadacza chleba, to za drogi biznes.

Posted

'witamina D jest jedną z nielicznych witamin, których nie musimy dostarczać w pożywieniu; organizm sam może produkować witaminę D pod wpływem promieni słonecznych, które przedostają się do naszej skóry. Naukowcy twierdzą, że dziesięć minut słonecznej kąpieli codziennie w czasie letnich miesięcy zapewnia odpowiednią dawkę tej witaminy na cały rok'

B12:
http://www.vege.pl/str.php?dz=7#19


dziękuję za uwagę.

Posted

Ja żadnych witamin nie łykam i żyję. Ale jak mięsożercy jedzą wit. C albo rutinoscorbin to jest ok.


Poczytaj więcej o B12, a dowiesz się dlaczego... Co do wit. C to co to za argument? Przecież nie ma czegoś takiego jak "mięsożercy" (tzn. są ale nie tacy co jedzą rutinoskorbin ;)) ja się samym mięsem nie żywię, jem również owoce i warzywa i mi żadnych witamin nie brakuje.

I nie pisz tak o tych sklepach eko, bo jesteś jedyna mięsożerczynią, która tam kupuje o jakiej słyszałam. Dla przeciętnego zjadacza chleba, to za drogi biznes.


A co? Tylko wege stać na sklepy eko? Ludzie jedzący mięso są biedakami? Nie rozśmieszaj mnie, w kolejce praktycznie każda osoba kupuje tam szynkę. Byłaś kiedyś w sklepie eko?... bo gorszej bzdury nie słyszałam... :lol:

Wit B12 - zapomniałaś dodać, że tylko u niektórych zwierzą, a już na pewno nie tych krów faszerowanych hormonami (co ma miejsce w każdej masowej hodowli). Jakim cudem wegetarianie nie mają z nią problemów?? I tu nie ja jestem przykładem, tylko całe pokolenia wegów. Tak jak pisałam, niedługo wszyscy bedziemy zmuszeni brać B12, a moze i inne witaminy.


Poczytaj sobie o B12 np. w tym linku od Sainta, a dowiesz się dlaczego:
http://www.vege.pl/str.php?dz=7#19

A co do witaminy D, to nie jest wcale takie proste bo:

"Chociaż witamina D może być produkowana w naszym organizmie podczas naświetlania naszej skóry promieniami słonecznymi, to jednak bardzo trudno jest uzyskać jej optymalną ilość za pomocą krótkiej kąpieli słonecznej. Ze słońca pochodzą trzy zakresy promieniowania: A, B i C. Jedynie zakres B jest zdolny do katalizowania przemiany cholesterolu w naszym organizmie w witaminę D, poza tym promienie UV-B pojawiają się jedynie w pewnych porach dnia na określonych szerokościach geograficznych i w określonych porach roku."

Dziękuję również.

Posted

Amber - pomijając w tej chwili nasze różne poglądy nt. wege itd. - to miło, że znalazł się na DGM ktoś, z kim można podyskutować rzeczowo na dany temat, dysponujący wiedzą i znający się na rzeczy w temacie w którym się udziela :p bo jak czasem tu trafię na takie 'naukowe perełki' to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać :eviltong:
(z ciekawości: kim jesteś z wykształcenia?)

Amber - nie tak dawno mówiliśmy tu o fitoestrogenach. Zobacz co znalazłem:

"
Fitoestrogeny sojowe nie zwiększają ryzyka zachorowania na raka piersi, a nawet chronią przed tym nowotworem - donoszą naukowcy na łamach najnowszego numeru "Cancer Research".


Rak piersi jest jednym z najczęstszych i najgroźniejszych nowotworów złośliwych u kobiet. W Polsce stanowi około 12 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory, lokując się na pierwszym miejscu wśród nowotworów kobiet, także jako najczęstsza przyczyna śmierci.
Częstość zachorowań na nowotwory złośliwe piersi gwałtownie wzrasta po 35. roku życia, a w ogólnej liczbie zachorowań na raka piersi prawie 30 proc. dotyczyło kobiet w wieku przedmenopauzalnym, natomiast pozostałe 70 proc. kobiet w wieku pomenopauzalnym.

Wiele badań potwierdza korzystny wpływ diety bogatej w soję na zdrowie. Soja obniża ciśnienie krwi i łagodzi u kobiet objawy okresu przekwitania, może mieć też hamujący wpływ na wzrost komórek raka piersi, szczególnie u kobiet po menopauzie.Jednak kilka lat temu naukowcy z USA przeprowadzili badania nad wpływem fitoestrogenów sojowych na rozwój raka piersi u myszy. Okazało się, że u myszy faktycznie fitoestrogeny sojowe mogą zwiększać ryzyko nowotworów piersi, stymulując podziały rakowych komórek sutka.

Teraz naukowcy z Wake Forest University pod kierunkiem dr. Charlesa Wooda wyjaśniają mechanizm działania fitoestrogenów sojowych i ich wpływ na ryzyko zachorowania na raka piersi.

Okazało się, że na działanie fitoestrogenów sojowych wpływ ma poziom naturalnych estrogenów.

Badania prowadzone były na 31 pomenopauzalnych małpach (makakach z gatunku cynomolgus), którym podawano osiem różnych rodzajów pokarmu. Każdy pokarm zawierał niską bądź wysoką dawkę estrogenu oraz jedną z czterech dawek sojowych fitoestrogenów (izoflawonów). Dawki sojowych izoflawonów podawanych małpom odpowiadały następującym dawkom u ludzi: brak izoflawonów, 60 miligramów (typowa dawka dla diet azjatyckich), 120 miligramów (maksymalna dawka przyjmowana z pokarmem) lub 240 miligramów (suplementy pokarmowe).

Naukowcy badali wpływ każdej z diet na ryzyko rozwinięcia się nowotworu piersi, w tym także na tempo podziałów komórek sutka.

W grupie otrzymującej niskie dawki naturalnego estrogenu, nie zaobserwowano żadnego wpływu fitoestrogenów na ryzyko raka piersi, i to niezależnie od dawki sojowych izoflawonów.

W grupie otrzymującej wysokie dawki naturalnego estrogenu, zanotowano zwiększone podziały komórek piersi w przypadku braku sojowych izoflawonów oraz przy ich niskich dawkach.

Natomiast przy najwyższych dawkach izoflawonów tempo podziałów komórek sutka spadało, co sugeruje, że wysokie stężenie sojowych fitoestrogenów hamują działanie naturalnych estrogenów, przez co zmniejszają ryzyko raka piersi.

Wyniki te sugerują, że największą korzyść z diety zawierającej duże ilości soi będą miały kobiety pomenopauzalne z wysokim profilem estrogenowym. Taki profil jest typowy dla kobiet otyłych oraz stosujących hormonalną terapię zastępczą. U takich kobiet fitoestrogeny sojowe mogą zmniejszać ryzyko zachorowania na raka piersi."


:razz:

Posted

Z wykształcenia jestem jeszcze nikim, ale moje studia są humanistyczne. Interesuje się za to zdrowym żywieniem.

Ale wracając do tematu fitoestrogenów to ja znalazłam mnóstwo artykułów mówiących o ich niezbadanym działaniu. Większość prac mówi o tym, że faktycznie zapobiegają one rakowi, ale jest też sporo odkryć, że wcale nie ;). Komu wierzyć? Sama nie wiem, ale lepiej po prostu nie przesadzać z soją :p

"Spożywania produktów bogatych w fitoestrogeny nie polecamy każdemu. Istnieje bowiem wiele doniesień poświadczających negatywny wpływ tych związków. Osobami, które zdecydowanie powinny unikać bogatych w fitoestrogeny produktów np. soi i produktów sojowych są kobiety ciężarne, karmiące, a także niemowlęta i małe dzieci.
Jak już wiesz fitoestrogeny wykazują podobne działanie do naturalnie występujących w organizmie estrogenów. Kobiety ciężarne i karmiące odżywiające się produktami sojowymi, powodują wzrost stężenia estrogenów w organizmach swoich dzieci. Długo utrzymujący się stan podwyższonego stężenia estrogenów u młodych organizmów może powodować u nich zaburzenie rozwoju układu płciowego, a nawet bezpłodność."


Coś takiego jeszcze znalazłam, nie wiem na ile to prawda...

"Najnowsze badania wykazały, że fitoestrogeny upośledzają plemniki, spowalniają ich ruchliwość i prowadzą do niszczenia ich DNA. Ale to nie wszystko. Mocnymi przesłankami do tezy o negatywnym wpływie soi na męskość dysponuje także prof. Lynn Fraser z Kings College w Londynie, która w 2002 r. kierowała pionierskimi badaniami w tym zakresie. Wykazała, że pod wpływem różnych fitohormonów plemniki wypalają się, zanim wypełnią swoją misję .W plemnikach potraktowanych takimi substancjami zachodziła reakcja, która normalnie ma miejsce dopiero podczas kontaktu z komórką jajową. To dzięki niej plemnik może wniknąć do jajeczka. Jeśli jednak reakcja ta wystąpi zbyt wcześnie, plemnik traci szansę na sukces, czyli zapłodnienie. Tak więc pytanie o szkodliwość roślinnych pseudohormonów sprowadza się do pytania o ilość, a więc i częstość ich spożywania. Nikt do tej pory nie ocenił, ile soi może jeść mężczyzna, niczym nie ryzykując? Niestety, nie jest to proste, bo tak naprawdę nie wiemy dokładnie, ile fitoestrogenów trafia do naszego żołądka. Ich zawartość w roślinach może znacznie się wahać. Poza tym preparaty białka sojowego zjadamy często nieświadomie. Są powszechnie dodawane do żywności, na przykład do wędlin. Niemniej jednak z najnowszych badań naukowców z Belfastu wynika, że wystarcza 30 mg soi w każdym kilogramie zjadanego pożywienia, by pojawiło się zagrożenie dla męskiej płodności. Z kolei szwajcarscy uczeni są zdania, że zjedzenie jednorazowo 100 g preparatu białka sojowego działa wręcz jak męska pigułka antykoncepcyjna."

To mi się podoba :lol:



A tu na temat tego nieszczęsnego raka:

"Okazuje się, że nawet słynna wegetariańska soja nie jest całkiem bezpieczna, gdyż zawarte w niej substancje podobne do estrogenów mogą powodować raka piersi. (za Journal of Nutrition) Popularyzowany jest pogląd, że fitoestrogeny blokują receptory estrogenu więc doraźnie zapobiegają rozwojowi raka piersi. Skutki zdrowotne działania hormonów środowiskowych (fitoestrogenów) pojawiają się jednak nieraz po wielu latach i dotyczą głównie zaburzeń rozwoju narządów płciowych, wytwarzania płodnego nasienia, regularności cyklu miesięcznego, aż po rozwój raka piersi, prostaty lub jąder. ("Wpływ naturalnych i syntetycznych hormonów środowiskowych na zdrowie zależnie od płci i wieku konsumenta" - seminarium Medycznego centrum Konsumenta)"

Widzisz więc, że zdania są podzielone. Chipsy powodują raka, papierosy też, a wit. C wzmacnia odporność i nikt tu nie ma nic do gadania. Natomiast w przypadku "mega zdrowej soi" nie jest to tak do końca udowodnione, więc szczerze mówiąc wolę zjeść sobie kotlecika schabowego niż sojowego ;)

Posted

I co czujesz się gorsza od wege?? Bo napisałam, ze w sklepach eko nie kupują :lol:

[quote name='Saint']Amber - pomijając w tej chwili nasze różne poglądy nt. wege itd. - to miło, że znalazł się na DGM ktoś, z kim można podyskutować rzeczowo na dany temat, dysponujący wiedzą i znający się na rzeczy w temacie w którym się udziela :p bo jak czasem tu trafię na takie 'naukowe perełki' to nie wiadomo czy śmiać się czy płakać :eviltong:
(z ciekawości: kim jesteś z wykształcenia?
:razz:
I Amber jest jedną z tych perełek: "wegetarianie nie dostarczają białka zwierzęcego, wegetarianie są chudzi" :lol:

I jeszcze mi na ani jedno "kłopotliwe" pytanie nie odpowiedziała.

Czy Ty w ogóle umiesz czyatć?? Kopiuje z linku podanego przez Saint

W praktyce 100 g dowolnego sera, szklanka mleka, czy 1 jajo kurze zapewnia dzienną dawkę tej witaminy.

Rozróżniasz w ogóle wegetarianizm od weganizmu??

A to co napisałaś o wit. D: to krowy są jakieś lepsze w jej wytwarzaniu?? To skąd ona jest w mięsie??

Posted

zerduszko - uwierz mi że są tu większe perełki popełnione przez innych użyszkodników :lol:

amber - masz coś więcej nt wpływu fitoestrogenów na akrosom? z tym, że teraz może bardziej naukowego, a nie popularnonaukowego :) bo z chęcią bym się dowiedział więcej :razz:

Posted

I co czujesz się gorsza od wege?? Bo napisałam, ze w sklepach eko nie kupują
Tak czuje się, żyje pod mostem i jem szczury. Jesteś żałosna.

Rozróżniasz w ogóle wegetarianizm od weganizmu??
A ty rozróżniasz cielęcinę od wołowiny, bo cały czas piszesz tylko "mięso"? Weganizm jest odmianą wegetarianizmu, więc nie łap mnie za słówka. Jakby mi się chciało to bym pisała jeszcze owo-srakto-lakto ale mi się nie chce, więc się nie czepiaj. Każdy wie o co chodzi.

A to co napisałaś o wit. D: to krowy są jakieś lepsze w jej wytwarzaniu?? To skąd ona jest w mięsie??
Krowy może nie (oprócz wątroby), ale tran, sardynki, łosoś, krewetki, masło, oraz jajka, to całkiem niezłe jej źródła. Czyli to czego wege nie jedzą.

masz coś więcej nt wpływu fitoestrogenów na akrosom? z tym, że teraz może bardziej naukowego, a nie popularnonaukowego :smile: bo z chęcią bym się dowiedział więcej
www.google.pl i świat jest twój ;)

"Wpływ fitoestrogenów na mężczyzn jest ciągle niepewny. Z analizy opublikowanej pod koniec 2003 r. wynika, iż fitoestrogeny mogą odpowiadać za zaburzenia erekcji, co pośrednio upośledza płodność. Autorzy przytaczają też badania sugerujące niekorzystny wpływ fitoestrogenów na płód w okresie rozwoju narządów płciowych (zaburzenia różnicowania płci oraz rozwoju męskiego układu rozrodczego, zwiększone ryzyko nowotworów jądra w wieku dorosłym)."

Poszperaj jeszcze, jest tego dosyć sporo w necie, a i polecam jeszcze to forum: www.sfd.pl dział odżywianie, tam się zapytaj.

Posted

Mówiąc o bardziej naukowych materiałach nie mam na myśli googli.. :roll:

poczytaj trochę o genisteinie.
apoptoza komórek nowotworowych, efekt antymutagenowy itp.
nigdzie o szkodliwym wpływie na przebieg reakcji akrosomalnej..

najnowsze badania wykazują pozytywny wpływ fitoestrogenów na organizm ludzki.
Niszczą wolne rodniki, wzmacniają naturalne przeciwutleniacze (chronią przed kancerogenami), hamują kinazy tyrozynowe, odtwarzają apoptozę, genisteina z soi hamuje angiogenezę, hamują aktywność niektórych cytochromów..

i nie ma się co kłócić..

Posted

[quote name='”Amber”'] A ty rozróżniasz cielęcinę od wołowiny, bo cały czas piszesz tylko "mięso"?

Mięso, to ogólna nazwa cielęciny, wołowiny, wieprzowiny, tak jak np. ogólną nazwą tygodników, miesięczników, brukowców jest prasa.

[quote name='”Amber”'] Krowy może nie (oprócz wątroby), ale tran, sardynki, łosoś, krewetki, masło, oraz jajka, to całkiem niezłe jej źródła. Czyli to czego wege nie jedzą.

Że wege nie jedzą jaj, masła? Ja jak najbardziej jem, chociaż wegetarianką jestem. Nie powinnaś mylić najpopularniejszej odmiany wegetarianizmu, czyli laktoowowegetarianizmu z weganizmem. Większość wege (czyli laktoowowegetarianów) je wyżej wspomniane jaja i masło.

[quote name='”Amber”'] Nie bądź smieszna, a pomyśl logicznie - gospodarka idzie na przód. Nie oglądasz TVN24? :lol:

Media to jedno, rzeczywistość to drugie. Bo czy gospodarka faktycznie idzie na przód, to mogłybyśmy dyskutować, ale to raczej nie o tym temat. Nie wiem, czy z TVN24 zastosowałaś ironię, ale w telewizji mówią różne rzeczy, które nie zawsze są prawdą, np. że czarodziejki/wiedzmy/anioły są na ziemi. Rozumiem, że mamy w to od dziś wierzyć? :lol:

[quote name='”Amber”'] Nie muszę być wege, żeby stwierdzać cokolwiek, tak jak ginekolog nie musi być kobietą, żeby stwierdzić ciążę. Kiepskie musiało być to życie, bez B12 (anemiczne). Teraz jest łatwiej, bo są multiwitaminy i swoją "cudowną (nie)pełnowartościową" dietę wege można sztucznie wspomagać, ale prawda jest taka, że w żadnej roślinie (oprócz jakiś glonów, ale tych glonów trzeba by jeść całe ciężarówki dziennie, żeby coś dały) ta witamina się nie znajduje. Tak samo z żelazem i wit. D, tylko w mniejszym stopniu.

Jednak taki lekarz, aby stwierdzić ciążę korzysta głównie z aparatury. A czy ty dysponujesz jakimiś wynikami badań, które stwierdzają, że nie jedząc mięsa się długo nie pociągnie?

Posted

Amber napisał(a):
Krowy może nie (oprócz wątroby), ale tran, sardynki, łosoś, krewetki, masło, oraz jajka, to całkiem niezłe jej źródła. Czyli to czego wege nie jedzą.

Czyli jednak nie rozróżniasz wegetarianizmu od weganizmu. Perełko :boom:

Posted

Mięso, to ogólna nazwa cielęciny, wołowiny, wieprzowiny, tak jak np. ogólną nazwą tygodników, miesięczników, brukowców jest prasa.
Tak jak wegetarianizm to określenie diety, która później wyszczególnia się na określone odłamy.

ps. miesięcznik i brukowiec ma się do siebie tak jak wołowina i żeberka - to inny podział tak btw.

Nie powinnaś mylić najpopularniejszej odmiany wegetarianizmu, czyli laktoowowegetarianizmu z weganizmem. Większość wege (czyli laktoowowegetarianów) je wyżej wspomniane jaja i masło.
Piszę ogólnie "wegetarianizm" bo tak nazywa się ta dieta. Zarówno ty jak i ja dobrze wiemy o co chodzi.

. Nie wiem, czy z TVN24 zastosowałaś ironię, ale w telewizji mówią różne rzeczy,
Oj, nawet Myslovitz o tym śpiewa. A teraz na serio, bo chyba nie ma ironizować. PL jest w UE i tak czy siak będzie musiała się dostosować do ogólnych standardów, prędzej czy później, ale raczej prędzej ;)

A czy ty dysponujesz jakimiś wynikami badań, które stwierdzają, że nie jedząc mięsa się długo nie pociągnie?
Nie jedząc tylko mięsa, można pożyć dłużej, niż jedząc tylko rośliny. I na to są badania.

Czyli jednak nie rozróżniasz wegetarianizmu od weganizmu. Perełko :boom:
Tak słoneczko, nie rozróżniam... Żal.pl . Rozumiem, od dzisiaj dla ciebie specjalnie będę pisać wszystko łopatologicznie, bo ty chyba nie pojmujesz najprostszych rzeczy. Chociaż by takich, że skrót wege może mieć dwojakie znaczenie...

Mówiąc o bardziej naukowych materiałach nie mam na myśli googli.. :roll:


To zapraszam do biblioteki na twoim wydziale :]

i nie ma się co kłócić..


To skąd to nagłe zainteresowanie soją? Czyżbyś za dużo jej jadł? ;)

Posted

jak człowiek jest uparty to niestety nic do niego nie dotrze. :cool1:


A co ma dotrzeć? Że dieta wege jest niepełnowartościowa i trzeba ją sztucznie wspomagać?

ps dla zerduszko, która nie rozumie: nie tylko dieta wegańska, ale w wielu przypadkach również inne odłamy :p

Jakie kłótnie? Toż to tylko kulturalna dyskusja, którą staramy się dojść do wspólnego wniosku.


Kulturalna, a jakże, wszak jesteśmy kulturalnymi osobami ;)

Posted

Wasza dyskusja jest bardzo interesująca, po raz pierwszy temat wegetarianizmu, a raczej "niejedzenia mięsa" bardzo mnie zaciekawił. Ponieważ nie dysponuję wiedzą w tym zakresie - pozwoliłam sobie być jedynie biernym słuchaczem (obserwatorem ;) ). Nie mam nic do przedstawienia oprócz intuicyjnych stwierdzeń ale podziwiam waszą znajomość tematu! Proszę o odpowiedź na następujące pytanie osoby zorientowane: Macie informacje na temat osób, które od dzieciństwa (nazwijmy to: od samego początku, zaraz po odstawieniu piersi) nie spożywają produktów zwierzęcych i są już w wieku dojrzałym? Najbardziej ciekawiłoby mnie jak wygląda sytuacja w przypadku kobiet, które rodziły i całe życie były i są nadal wege. Przeszukiwanie netu nie naprowadziło mnie na jakieś konkretne dane.

Posted

Ależ proszę, chociażby takie kwiatki...

"Długoletnie niespożywanie mięsa powoduje sukcesywne zmniejszanie ilości witaminy B12 (LR) Żadna roślina nie syntezuje cyjanokobalaminy (B12) której zapasy kurczą się w tempie od 3-15 lat. Najgroźniejsze są dla dzieci, których matki stosują już długo taką dietę, gdyż rodzą się one wtedy z niedoborem witaminy, z uszkodzonym układem nerwowym (lek. med. Kamil Hozyasz, Klinika Matki i Dziecka w Warszawie "Zawartość i biodostępność witamin i pierwiastków śladowych w dietach wegetariańskich")"

"
Przyjmowanie przez kobiety preparatów sojowych zamiast mleka zwierzęcego, jak też karmienie dziecka mlekiem sojowym, powoduje wystąpienie objawów czynnej alergii i przeciwciał IgE (Cassidy A.; Bingham S.; Sethell K.: Biological effects of a diet of soy protein rich in isoflavones on the menstrual cycle of premenopausal women. Am J Clin Nutr, 1994, 60: 333-340) Badania zdrowych niemowląt karmionych mieszankami sojowymi wykazały zmniejszoną odpowiedź immunologiczną na szczepienia (Zoppi G. i wsp.: Response to RIT 4237 oral rotavirus vaccine in human milk, adapted and soy-formula fed infants. Acta Paediatr Scand, 1989, 78: 759-762)
Karmiące wegetariańskie matki (te, które nie piją mleka) muszą uzupełniać witaminy i sole mineralne sztucznie, gdyż w przeciwnym razie ich mleko nie ma składników potrzebnych dziecku. Dotyczy to również witamin z rodziny B. ("Pierwszy rok życia dziecka" - praca zbiorowa 1998)"

  • 2 weeks later...
Posted

Nie rozumiem tylko po co są ciągle te kłótnie.
Mnie wzburzają te filmy, z czego kilku nie oglądnęłam bo mam za słabe nerwy.
Denerwują mnie tacy ludzie.

Ale nie jestem wegetarianinem, na pewno nie wiem tyle ile Wy na ten temat, a jem mięso i nigdy wege nie będę. Bo nie potrafię.

Oczywiście, rzeźnie takie jak pokazaliście, na pewno są. Ale nie wiem czy w większości, nie byłam w rzeźniach.

Jestem pewna, że można dobrze dobrać dietę wegetariańską i spokojnie żyć (nie wiem czy dłużej czy krócej) ale można też jeść zwierzęta bo zostały one stworzone człowiekowi na pokarm.

Okrucieństwo wobec zwierząt przeznaczonych do jedzenia, a ich jedzenie to dwie różne sprawy.

Przede wszystkim, nie wszędzie są takie rzeźnie. Są też rzeźnie normalne. (okropne takie też oczywiście są, choć tu już się powtarzam)

Polecam książkę "Czy zwierzęta mają duszę?" Leona Knabita.
Wprawdzie tytuł nieco nie na temat, ale jest tam kilka ciekawych informacji na ten temat.
Nie można ciągle dyskutować co jest lepsze a co nie, bo są ludzie którzy muszą być wegetarianami, są tacy którzy chcą, są tacy którzy chcą a nie potrafią... Dalej nie wymieniam. A są tacy co nie chcą a jedzą mięso z rzeźni dobrych gdzie się zabija przy minimalizacji bólu.

Posted

Goldek napisał(a):

można też jeść zwierzęta bo zostały one stworzone człowiekowi na pokarm.



(29) I rzekł Bóg: Oto wam daję wszelką roślinę przynoszącą ziarno po całej ziemi i wszelkie drzewo, którego owoc ma w sobie nasienie: dla was będą one pokarmem.
(Ks. Rodzaju 1:29, Biblia Tysiąclecia)

(30) A dla wszelkiego zwierzęcia polnego i dla wszelkiego ptactwa w powietrzu, i dla wszystkiego, co się porusza po ziemi i ma w sobie pierwiastek życia, będzie pokarmem wszelka trawa zielona. I stało się tak.
(Ks. Rodzaju 1:30, Biblia Tysiąclecia)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...