Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 449
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

kaerjot napisał(a):
Ale jak myslicie, czy ona jest normalna? Tam się nic nie działo, a ona biegała.

niektorzy nazywaja to:"radosc zycia",a ja sie zawsze zastanawiam,czy tym kundlom to o radosc chodzi,jak tak biegaja w kołko :diabloti:

Posted

Nie rozumiem mojego telefonu :niewiem:
Podłączony do komputera, pokazuje, że nie ma zdjęć. Odłączony ma pełno. Ukrywa się, czy jak? :mdleje:

Z użyczonym laptopem dogadał się bez problemu i wydał zdjęcia. :flaming:
Ja chyba za głupia jestem do tej elektroniki. :wallbash:



Mamy patyczek


Tu byłam


A tu jestem


Tu KTOŚ był

Posted

No dobrze Pańciu, możesz dac mi kiełbaski.


Niezła ta kiełbaska, poczekam, może przyniesie jeszcze.


Pańcia nie ściemniaj, widzę, że nie masz kiełbaski, pewnie sama zjadłaś.

Posted

Coś mnie dziś naszło na wspominki, więc pokażę Wam Psotkę, psa od którego wszystko się zaczęło.
Rudy, malutki kundelek - mój pies. Miałam 8 lat, gdy zobaczyłam ją u dalekiej rodziny na wsi, była malutka jak ratlerek, rudzieńka, jak ja i słodka, jak tylko szczeniaczek potrafi. Miała mieć na imię Łajka, ale została Psotką, po swojej mamie. Odeszła za TM gdy byłam na studiach, więc towarzyszyła mi przez całe dorastanie. Nie wiem czy byłam dobrą panią. Dziś wiem, że dostałam od niej bardzo wiele, mam więc nadzieję, że była szczęśliwa, pomimo mojej głupoty. Jako dziecko ubierałam ją w lalczyne ubrana, woziłam w wózeczku i kładałm spać w łóżeczku moich lalek. Ona lizała mnie przy tym po rękach i teraz nawet nie wiem czy to była prośba o uwolnienie od męczarni, czy tylko wyraz jej ogromnego przywiązania. Była zawsze blisko, cichutka i niewymagająca, czasami jej nie zauważałam, zajęta swoimi kretyńskimi sprawami, ale ona zawsze była. Jej ogromnym darem dla mnie była właśnie ta obecność, dzięki temu nie potrafię żyć bez jakiegoś stworzonka obok. Zostawiła mi też totalną nieumiejętność poruszania się po lesie, gdy jechaliśmy na wycieczkę Psotka non stop biegała na trasie samochód - tata - samochód - mama - samochód - ja - samochód - ............................. itd, więc gdy chciałam wrócić do samochodu wystarczyło poczekać na rudy pocisk i ona prowadziła. Dziś gdy nie idę znaną ścieżką to po dwóch zakrętach nie mam pojęcia gdzie jestem.


Psotka bardzo długo uczyła się zachowywania czystości w domu, a moja mama jest wielbicielką porządku i czystości absolutnej, więc spięcia były nieuniknione. Kiedyś wróciłyśmy po kilkugodzinnym spacerze, wszyskie ledwo żywe. Gdy tylko weszłyśmy do mieszkania Psocia z wyraźną ulgą kucnęła i zrobiła olbrzymią, jak na swoje możliwości kałużę. Mama miała w ręku smycz, którą odpięła suni i nie wytrzymała, wzięła zamach i ................................., ja też nie wytrzymałam, albo zadziałał instynkt, skoczyłam, zasłoniłam psa i ................................., mogłam bawić się w piratów bez charakteryzacji. Dokładnie przez całą twarz, na ukos miałam szramę. Tata odmówił zabierania mnie do szkoły i zostałam odesłana do babci na wieś, żebym ludzi nie straszyła. Nie przypominam sobie, żebym jakoś przesadnie z tego powodu rozpaczała, a Psotka kiedyś tam wreszcie nauczyła się czystości domowej.

Posted

Celina - nie rycz !!!! Bo :mad::mad:

Takie wspomnienia to wielki skarb. Są bardzo wzruszające - i to nie tylko dla ich posiadacza ale i dla wszystkich czytających.

Kaerjot - pięknie to opisałaś. Naprawdę pięknie. A i dar do pisania masz chyba przez siebie nie do końca odkryty.

Takie przeżycia dziecka obcującego ze zwierzakami i kochającego je są dowodem na to, że z tego dziecka wyrośnie osoba silna i jednocześnie bardzo wrażliwa na krzywdę innych, wrażliwa na piękno, wrażliwa na życie i umiejąca kochać życie.

Sorry za ten "nadęty" ton - ale taką właśnie Cie postrzegam.

Pamiętam jak proponowałaś mi pomoc podczas mojej "akcji" z transportem Misia z Sopotu do mojego domu, że mogę u Ciebie się zatrzymać i choćby wykąpać Misia (a byłoby co kąpać a zwłaszcza dlaczego :diabloti:).

Pamiętam też jak pisałaś na wątku Liska, że jak przeczytałaś artykuł w "Moim Psie" o Lisku, to myślalaś o tym żeby coś zrobić lepiej, więcej (w moim domyśle dobrego).

To jesteś cała Ty - i nikt Ci już tego nie odbierze.

I za to właśnie Cię cenimy, a przynajmniej ja - ja Zosia.

Posted

Dlatego właśnie ryczałam....piękne opowieści....

Kasia potrafi wzruszyć, rozweselić i....postawić do pionu-pamiętam jak po śmierci Dżekusia była blisko mnie...to samo po zawale.

Dziękuję za wszystko.....kocham WAS Cioteczki nadmorskie...:loveu:

Posted

Nie mogę znaleźć wątku Barnaby, chyba został usunięty. Ale Wy wiecie, że chodzi o Maję, Maj-Gucia, Barnabę.

Wczoraj Barnaba zasnął [`]



Tak napisały dziewczyny, które tuliły go w ostatnich minutach:

Dziś, 13 kwietnia 2008, odszedł od nas Barnaba - zjawiskowy, wyjątkowy i niezwykły kot. Od kilku miesięcy był bardzo słaby. Podejrzewano FIP, jednak nikt nie chciał pogodzić się z tym wyrokiem. Mieliśmy nadzieję, że to jednak coś innego. Barnaba w swoim krótkim życiu doznał wiele bólu od ludzi: został porzucony przez swój pierwszy dom, drugi dom "zwrócił mu wolność"... Trafił do fundacji, wreszcie los się do niego uśmiechnął. Przecież takie piękne koty szybko znajdują domy. Ale nie dane mu było doczekać takiego prawdziwego domu. Był oczywiście przez nas wszystkich kochany, bo takich kotów, jak Barnaba nie da się nie kochać całym sercem. Jednak gdy zaczął chorować, szanse na własny dom zmalały... Dzisiaj rano Barni zaczął słaniać się na nogach, płakać i osłabł bardzo. Poprzedniego dnia lekarz stwierdził płyn w jego chudziutkim brzuchu. I powiedział, że to już niedługo... Nie sądziliśmy, że aż tak krótki będzie ten Czas Ukradziony :( Barnaba odszedł głaskany przez nas, tych, którzy go tak kochali. Odszedł cicho i szybko. Wiele można opowiadać o tym, jaki to był mądry, dobry, czuły i kochany kot. Rozumiał wszystko, wyczuwał każde emocje, mimo iż doznał tylu krzywd od człowieka, kochał ludzi najmocniej na świecie. Wszystkich ludzi. Teraz już ma wreszcie swój Dom Stały, taki na Zawsze. Nikt mu tego nie zabierze. I wierzymy, że Barnaba kiedyś wyjdzie nam na spotkanie przy Tęczowym Moście. Otrze się łebkiem o nasze nogi, wymruczy "No, wreszcie jesteście, kochani" i uśmiechnie się do nas swoim niezywkłym kocim uśmiechem...

Posted

Kiedy wypchałaś Zuzę? I Klare? I GIZMO!!!! :mad: I skąd wzięłaś takie naćpane szklane oczki????

A w tym akwariumie to masz ryby czy co?
Mój skalar Gogol umarł 4 dni temu po 8 latach wspólnego życia.... piękny wiek, ale jakoś dziwnie bez niego

Posted

[quote name='Neris']
A w tym akwariumie to masz ryby czy co?


No pewno, że ryby i roślinki jeszcze. Tylko moje ryby ciężko sfotografić, bo to bocje są, a one płochliwe.

Kotki nie som wypchane, tylko nażarte jak beczki, aż im oczy wypchało.

Yodula jest głęboko nieszczęśliwa i rozmyśla nad niesprawiedliwością świata oraz podłością ludzi. A dokładniej to ma dietkę, bo dostała, elegancko mówiąc, roztroju żołądka.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...