Jump to content
Dogomania
Sign in to follow this  
SAGITTARIUS

Chartow psoty i rozrywki...

Recommended Posts

Korci mnie ten temat od dluzszego czasu.Pozwierzajmy sie sobie z "pomyslow"naszych chartow na urozmaicenie nam zycia.Na pewno kazda rasa ma jakies "specialite de la maison"-inne harce cechuja whippki,inne charcizne wloska,inne arabska...z tego co sie slyszy,szczegolnie afganstwo ma bogaty repertuar.Najbardziej ciekawia mnie wyrafinowane produkcje chartow pod nasza nieobecnosc-krotka,chwilowa,jak i ta dluzsza,gdy wybywamy z domu by zarobic na chlebek i pozywienie dla ukochanego charciska!

GO!

Baska w otoczeniu wilczarzy(zaden nawet nie zamierza dostac rumiencow!a mam ci ja duuuzo do opowiedzenia!)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Temat już wprawdzie był, a i ostatnio w innym miejscu powtarzany, ale co tam :D

Afgaństwo szczególnie gustuje w rozszarywaniu tapczanów, zrywaniu tapet, odrywaniu listew przypodłogowych, "czytaniu" książek, zjadaniu butów, kaset, kwiatów...

Właściwie to może łatwiej byłoby wymienić, czego afgaństwo nie robi ! :lol:

Afgaństwo upodobało sobie szczególnie zabawę swoim panem czy panią. A co !!! Fajnie jest całymi godzinami wskakiwać na człowieka i szarpać go, szarpać, szarpać.... Niech sobie człwiek nie myśli, że może sobie psa uczuć, albo udawać zbyt mocno chwyconego szczeniaka ! Nie ma !!! Afgaństwo rządzi !!! A jak fajnie jest uciekać przed panem/panią. Po co iść do domu ? ! Tak fajnie na dworze. Może sie jeszcze trochę pogonimy ??? :lol:

Borzojstwo natomiast chętnie poprawia to, co afgaństwo już nadszarpnęło. Z wielkim upodobaniem do kwiatów doniczkowych i wysypywania ziemi :evilbat: I ta niewinność w oczach :lol: Ja przecież nic nie robię. O co chodzi ? :o

A poza tym, to sam miód :) Na prawdę, to nie jest ironia :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Aleksandra

Jakby opis był za mało przekonujacy to zapraszam do mojego mieszkania ;) :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites
Oj, Rotti, bo te Twoje charty to jakieś wyjątkowe Psy-Demolki :D

mam nadzieję........ :roll:

Nadzieja, he he he.

Krzyś - najstarsza pipeta, w szczenięctwie kochał gąbkę. Zeżarł kilka swoich legowisk, dwie moje kanapy, dobrał się do materaców w sypialni.

Jak tylko wyczuł, że gdzieś pod materiałem jest gąbka, musiał się do niej dostać i pogryźć w drobny mak.

Bardzo lubił też zjadać bombki z choinki - to cud, że nic mu się nie stało.

Gryzł je na kawałki i połykał, potem w kupie widać było białe szkiełka, a bombki były złote.

Edek - druga w kolejności pipeta - był wybitnym elektronikiem.

Zżerał telefony, piloty, karty do dekodera Cyfry+, płyty CD, potrafił wyciągnąć 6-metrowy kabel ze środka odkurzacza i pogryźć go na kawałki długości 1 cm - równiutkie :lol: , wyciągnął też w tylko sobie znany sposób kieszeń na kasety z magnetofonu.

Trzecia pipeta - Bartek - narobił najmniej szkód - nie pamiętam co.

Wszystkie pipety uwielbiały czytać, począwszy od gazet, przez książki, skończywszy na fachowych czasopismach meblowych Grześka.

Natomiast greye nie niszczą (z wyjątkiem kawałka korka ze ściany zżartego przez Felka), za to są świetnymi złodziejami.

W domu kradną żarcie, kiedy zapomnę schować.

Największe urwanie mają z nimi sąsiedzi.

Felek kradł wycieraczki spod drzwi i śmigał z nimi po podwórku, często sąsiedzi przychodzili zapytać się, czy nie znalazłam przypadkiem ich buta.

Stefan natomiast ściąga ciuchy suszące się na sznurkach, jakieś chodniki, futrzaki itp.

Tyle sobie przypomniałam, ale duuuużo więcej było takich psotek :D .

Share this post


Link to post
Share on other sites

ale polaki Bagi i Marcina nie niszczą i już!!!!!!!! :D

zresztą tam, parę kabli i kanapa, wielkie mi rzeczy... :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites

OUC!postanowilam czytajac posty na tym topicu,bezwzglednie wypraszac wilczarze z pokoju.Czasem bowiem zagladaja mi przez ramie,i jeszcze dowiedza sie,ILE mozna nabroic.Bo one,musicie wiedziec,sa raczej zlodziejami niz niszczycielami.Jak wiadomo,w swych zlodzejskich zapedach rzadko musza sie wspinac...natura czyniac je kolosami,po prostu skazala je na zlodziejska profesje.Na szczescie niezwylke rzadko zdarza sie,aby stanawszy przednimi grabami na blat,siegaly w glab szafek gdzie stara ukrywa ciasto "gosciowe".Jeden tylko jest spec od tego-Garland.wslawil sie tez wyrwaniem zlewu ze sciany,bo kradl cos z siateczki z suszonym chlebkiem,ktory w poblizu wysoko wisi,i zahaczyl byl lancuszkiem na szyi o rant zlewu i szafki pod tym zlewem. Rumor byl taki,ze myslalam ze to TIR dostawczy wjechal jakims cudem do kuchni.Najlepsze,ze lancuszek zaklinowal sie byl,i musialam sie nieco nabiedzic,by uspokoiwszy przerazonego zlodziejaszka ,odczepic go nie duszac psa i nie rozwalajac szafki bezpowrotnie.Bylam pewna,.ze to wyleczy Garcka (obecnie taka ma ksywe)z rabowania zarcia,ale nadzieja matka glupich jest,jak wiadomo.Totez on wlasnie w kuchni zostawac nie moze.Zlodziejstwo jego jest zreszta genetyczne-to,czego dopuszcza sie do dzis jego mamusia,najstarsza w stadzie Yashika,to nie do opisania w jednym poscie.Dzis byla skromna-jej ofiara padly jedynie rodzynki,do ktorych dobrala sie dwukrotnie dzieki memu gapiostwu i siedzeniu na Dogomanii-sprytnie otworzyla sloiczek w ktorym je trzymam,i gdyby nie halas,to by sie nie wydalo.Jutrzejsi goscie dostana wiec ciasto "gole",bez rodzynek w srodku.Zreszta,jak to zwykle bywa,i tak Shika gwizdnie to ciasto takze,gdy wyjde zamknac za goscmi furtke-rzadko kiedy pamietam by postawic talerz jakos antyyashikowo tzn.wyzej.

Co do pozeractwa bombek to Krzys nie jest sam!Takaz manie ma tez Amerykanin-Santer,Jest to zloty z charakteru,przemily pies pozbawiony narowow,ale ma niestety 2 nalogi-kradziez i likwidacja bombek(sciaga je z choinki)oraz niszczenie dlugopisow(moze c hce napisac jaka skarge,petycje lub powiesc?)-sa dni ze trace ich kilka>pan ze sklepu papierniczego gdy tam wchodze,bez slowa podaje mi pojemnik z dlugopisami,ale jak z zalem stwierdzil,nie ma dlugopisow pancernych.

Pamietam inne charty,ktore okresowo u mnie mieszkaly badz byly goszczone-ale o ich pomyslach innym razem.Teraz musze zapchac zoladki kosmatej bandzie.Czy Wasze tez maja zegarki w brzuchu i o pewnych godzinach nie ma zmiluj,tylko w gary runac?Pa,pa-Baska i W.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak ze nie niszcza zupelnie to nie jest, oczywiscie zniszczenia typowo szczeniakowe musza byc, ale to miod przy tym co tu czytam, najdokuczliwsze sa siury, jak tak sie ma miot 10 sztuk w domu, ale my szybko 3 - 4 tygodniowe szczeniaki wypychamy z domu. Jesli zas chodzi o dziwne pomysly to oczywiscie ze Polaki maja caly ich repertuar. Kiedys Bagi miala Greyke od Klusoli , ktora notorycznie otwierala lodowke, wyciagala sobie majonez , odkrecala go i "znikala go". Nasz najstarszy pies jak zostawal w domu wieczorami, to odpalal sobie TV pilotem. po pierwsze wyobrazcie sobie nasze przerazenie gdy wracajac w nocy z imprezki widzielismy wlaczone swiatlo w mieszkaniu ( blok wtedy jeszcze), a po drugie pilot na te jego operacje przy nim nie byl obojetny i sie szybko zepsul. Potem zaczela sie Era podsikiwania naszego psa, robil to w takie miejsca zebysmy tego nie znalezli zbyt szybko, trafial w uchylone szuflady, polki z ksiazkami, a jego zlote trafienie to CD w magnetofonie, bylismy wsciekli ze nie porazilo mu wowczas siuraka. Ostatnimi czasy ilosc numerow sie ogranicza poniewaz psy maja duze podworko, a tam ich psoty nie sa tak bolesne, ograniczaja sie do wycinki mlodych drzewek i tratowania rabat z kwiatami. Czasami tylko co dowcipniejsze zeczy wymysla najmlodsza nasza suka Biedronka, ktora cierpi na bezsennosc nocna i wlamuje sie do kuchni po czym z namaszczeniem rozdziera wszystko co znajdzie w koszu na smieci, po czym obklada sie orzechami wloskimi ( mamy ich caly kosz w kuchni) i je je sobie do rana .

Najlepszy numer jaki slyszalem , dotyczy whipetow znajomych w Poznaniu, otoz mieli oni karton suszonych sliwek, schowanych wysoko na segmencie ,co by sie whipety nie dobraly, no i gdy przyszly swieta karton ow sciagneli i okazalo sie ze whipety jakims cudem dostawaly sie tak wysoko i wyjadaly przez dluzszy czas owe sliwki prze sporzadzona sobie od tylo specjalna dziure.

Share this post


Link to post
Share on other sites

A moje CP-ostwo potrafi otwierać sobie drzwi (na klamkę trzeba porządnie nacisnąć), dlatego musimy pokoje zamykać na klucz. Kilka razy gdy przyszliśmy po pracy to było włączone światło i grała muzyka :-? Poza tym nasz "cep" uwielbia kraść, ale robi to jako cicho-ciemny członek tajnej organizacji charciej... ;) Wczoraj ściągnął Damianowi z kanapek kiełbaskę i zostawił mu chlebek z żółtym serem... :D

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nasz przejawia duze zainteresowanie elektrycznoscia i sprzetem garajacym. Ostatnio po powrocie z pracy wytarlem siki, przewietrzylem pokoj ale niewiadomo skad dochodzil "znajomy" zapach. Okazalo soe, ze wlazla za telewizor, powyciagala kable ze sprzetu, uwalila coope i obsikala przedluzacz, szczescie, za dookola a nie w gniazdka.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Z tego co widze, moje afganiarstwo jest nie mniej pomyslowe...

A ile znancie psow, ktore do domu odwozi Policja???

Mialam kiedys taka wlasnie przygode z Daisy, wowczas ok roczna...a w glowie rocznego afgana roznie sie dzieje...:-)) Kiedys mi po prostu zwiala na wieczornym spacerze...listopad, prawie polnoc, pies jest i nagle PUF!! nie ma psa!! Ja biegam, dre sie, z histeria w oku, ale ani widu , ani slychu...wracam do domu i na ponowne poszukiwania tym razem wychodze z mama... i nic...

w akcie desperacji, dzwonie gdzie moge...taksowki, straz miejska,...policja...:-) O dziwo, panie i Panowie operatorzy traktuja mnie ze zrozumieniem... :lol:

Po godzinie telefon: "Czy ten pies jest caly czarny i ma ogon jak swinia"? hmmm...mysle sobie czarny i owszem, ale podpalany, ale ogon nie pozostawia watpliwosci...:-)

Po kwadransie pod blok zajezdza cala kawalkada w policyjnych barwach: polonez, dwa busy i jeszcze jeden polonez, no nie powiem, bylam zdziebko zdziwona... Nagle z pierwszego poloneza wysiada duzy Pan, otwiera bagaznik (bo Daisy jechala jak najprawdziwszy pies policyjny - w bagazniku :lol: ) i wypuszcza oglupiala i przerazona suke. Byla tak skolowana ze mnie w pierwszej chwili nie poznala. no i byla faktycznie CZARNA, byla tak brudna, ze nie bylo na niej widac ANI JEDNEGO jasnego wlaska...:-)

Okazalo sie ze zrobila sobie niezla wycieczke przez cale miasto, a wypatrzyl ja patrol Policji i Panowie byli na tyle uprzejmi, ze mi ja dostarczyli pod drzwi :-) :wink: a reszta kolegow tez chciala zobaczyc nietypowa "akcje" , stad taka obstawa...:-)

To tylko poczatek, mam jeszcze kilka takich kwiatkow...:-)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jak czytam te rewelacje to ogarnia mnie przerażenie, co mnie czeka. Jak wiecie Mati skończyl 7 miesięcy i jak do tej pory nie mogę na nic narzekać, nie przychodza mu do głowy jakieś zwariowane pomysły, ma towarzystwo innych moich psów, w domu pelno zabawek jak cale towarzystwo musi zostać samo na jakiś czas w domu to Matrix spokojnie śpi sobie na tapczanie. Jedyne co zniszczył to właśnie część tego taczanu.

Na spacerach uwielbia nadal zjadać ziemię, teraz jest zawiedziony bo śniegu pelno i nie tak łatwo dotrzeć do niej.

Tak więc Mati nie jest niszczycielem, bardziej zlodziejem na spacerach jak uda mu się coś ukraść to biega potem z tym jak szalony /rękawice, szale, czapki ostatnio but /

Share this post


Link to post
Share on other sites

Varius Avis

No to widzę, że Lubin obfituje w wałęsające się charty...

My od zeszłego czwartku urządziliśmy psom psiarnię, takie pomieszczenia piwniczne, jest tam ciepło, miło, stoi ich ulubiona kanapa i nie można tam zbytnio nabroić. Pierwszym razem nie pomyśleliśmy, że Siwas otworzy dość masywne drzwi od psiarni i bez żadnych knebli na drzwiach ulokowaliśmy psy w psiarni i poszliśmy do pracy. Nagle widzę jak przez mój pokój smiga Damian z tekstem na ustach: jadę do domu, psy uciekły! :o

Oczywiście Fifa wylazła tylko na ogród, ale ten kreton hasał sobie po okolicy :o Damian zrobił 3 rundki wkoło dzielnicy i nic, za 4-tym razem przejeżdżając koło domu zobaczył, że Siwas przyszedł na ogród... Ucieszył się niezmiernie na widok pańcia i wszystko było git... :D

Do wieczora czealiśmy tylko na ewentualne skargi... :oops:

Z wizytą była tylko jedna rozżalona matka, której córcia się zesikała, gdy Siwy na nią skoczył (prawdopodobnie z radości, bo nic jej nie zrobił, ale dziecko się przestraszyło...) :oops:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Hmmm Cerry gustuje glownie w zjadaniu plotku ochraniajacego rosliny i rododendrona.....A ze jest systematyczny to powolutku lecz notorycznie ogalaca go z galazek... :nerwy: .A w domu w zjadaniu pianina ale jako ze wie ze nie nalezy przeginac zabytkowe meble pozostawia w spokoju 8)

Share this post


Link to post
Share on other sites

:B-fly: A mój wilczarz Tigrolinka to poza moją legitymacją studencką,którą rozszarpała na 1000 kawałków (musiałam nota bene przywiezc je do Dziekanatu- wszystkie,zeby udowodnić owe zniszczenie :D )nigdy nic nie zniszczyła...Miała za to dziwną przywarę...zresztą jej brat także .....a mianowicie,jak biegłysmy a Tigrośka miała już dość po prostu bezceremonialnie podgryzała mnie w pupę :oops: :cunao:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo miły temat, a ja ciągle po ostatniej eskapadzie (Graz '04 ) w niedoczasie jestem i robota na mnie czeka, ale choć jeden ciekawy pomysł włoszczyzny wspomnę. Otóż, jak wiadomo charciki zwykle nie niszczą i daleko im w wyczynach do charciej wspólnoty. Z kradzieżami też ze względu na swój rozmiar kłopoty miewają, ale w skakaniu nikt ich nie pokona :lol:

Otóż w pewien wigilijny wieczór spędzany w "psim" polsko-niemieckim gronie niejaka Edusia dokonała niezwykle imponującego wyczynu wskakując w wazę z czerwonym barszczem. Efekty kolorystyczne były podobno niezwykle ciekawe, barsz na szczęście nie był zbyt gorący, więc akrobatce nic się nie stało, a Niemcy już przez dwadzieścia lat wspominają "polską wigilię" :lol:

Share this post


Link to post
Share on other sites

A propo ucieczek Chartow, to mamy tez niezly smaczek. Otoz swego czasu wracaly z Niemiec dwa psy , ktore dluzszy czas byly zamkniete w klatce po prostu znudzilo sie wlascicielom ich wystawianie bo cos tam majaczyli o ich agresji. Po drodze jeden z tych psow , suka, trafil do naszego "obozu przesiedlenczego" tzn LAS GROCHOWICE. Po kilku godzinach oswajania suki z soba, jedzeniem ( bo nie potrafila jesc miesa ) w przedziwny sposob przecisnela sie kolo Bagi gdy ta wychodzila z domu, na dworze zobaczyla komplet sporzywajacych kolacje CP , dala susa przez ogrodzenie i tyle ja widzielismy. Jezdzenie po lesie cala noc nie mialo kompletnie zadnego sensu , wiec oczywiscie wyjezdzilem cala benzyne zanim wrocilem do domu, a od nastepnego dnia rozpoczelismy akcje poszukiwawcza. Nadrukowalismy mase ogloszen za zdjeciem psa i rozwieszalismy je po najmniejszych lesnych osadach, dodam tylko ze do wiekszosci z tych wiosek nie dochodzi jeszcze droga asfaltowa, a byl pazdziernik. Grzybiarze brali nas za oblakanych gdy po kolejnym alarmie ze ktos suke widzial chodzilismy po lesie krzyczac " Misza komme hier"( nie wiem czy to dobrze bo Niemiecki jest mi obcy) . Gehenna trwala 2,5 tygodnia w czasie ktorego dowiedzielismy sie ze CP jest podobny do : Dobermana, Owczarka poniemieckiego, i kompletnego kundla nie podobnego do niczego, bo takie psy do nas trafialy jako nasza suka. Bagi chodzila po okolicznych lasach , bo "doswadczeni mysliwi" z forum lowieckiego doradzili jej zeby rozkladala mieso i sprawdzala na drugi dzien jakie tropy sa przy nim. Pierwszy kontakt wzrokowy z suka mielismy po tygodniu w odleglosci 30 km od naszego domu, widzialem suke z 10 metrow ale gdy wypowiedzialem czarodziejskie "Misza komme hoer" suka zaczela zwiewac jak na torze wyscigowym wyprawa zakonczyla sie wyciaganiem auta traktorem z jakiegos bajora do ktorego przez pomylke wjechalem, na drugi dzien jednakze pojawilismy sie tam ponownie, rozlozylismy przynety ze srodkiem usypiajacym i zostawilem Bagi z kanapkami i termoskiem i komorke, co by czatowala w okolicy. Do miesa od razu przylecialy, ptaki, lisy, sarny, wlasciwie wszystko tylko nie Misza. Jak sie potem okazalo bylo to bez sensu bo po tym moim wolaniu na nia , widziano ja na drugie dzien 40 km dalej. Koniec koncow, suke znalezlismy w Tartaku 60 km od domu. Pewnego dnia okolo 22 zadzwonila do nas pani ze strazy przemyslowej tego zakladu ze biega u nich po halach suka podobna do tej na plakatach. Teren zakladu byl ogrodzony, wiec tym razem nie miala jak nawiac, gdy pojawilismy sie pracownicy mieli juz ja zlapana na jakims postronku.

Dodam tylko ze suka troche na poczatku demolowala nam dom, ale nigdy nie byla agresywna i przez kilka miesiecy nie oddalala sie wiecej niz 10 m od Bagi, po 4 miesacach wygrala BISa w Glogowie i wszyscy mieli niezly ubaw w oddziale ze "Misza komme hiere" jak ja nazywaja do dzisiaj tego dokonala, dodam tylko ze rok pozniej zostala zwyciezynia Europy, w kazdym badz razie z nawiazka zwrocila nam wszelkie stresy i trudy zwiazane z tym 2,5 tygodniowym koszmarem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czyta sie to wszystko lepiej niz oglada serial !a jakiz material na scenariusz...tylko krecic material filmowy i dla przyszlych pokolen jak znalazl,z tytulem""gwoli przestrodze".Ja dzis tylko krotko,bylam pierwszy dzien w robocie po 2 tyg.laby,i glowa chce mi trzasnac.Chcialam tylko dodac do tematu ,ze u mnie sa na kazdych drzwiach specjalne haczyki-bo klamki wszystkie sa otwierane niedbalym "tryc" nochalem,zas stara Shikunia-Bzikunia ma swoj patent siadania przed drzwiami,i walenia lapa z nagla w klamke,malo ze klamka odskakuje to jeszcze jest halas.Jak sie tak jej zachce nieraz po nocy zmienic locum,to budze sie z uczuciem ze zawal juz jest(u mnie oczywiscie,nie u niej)a potem mam dygot do rana.Ona zas spi bardzo zadowolona.

No i jeszcze musze nadmienic o drzewkach-ubieglej wiosny pan stolarz robil mi nowe ploty,i zawzial sie,by posesji poprawic wyglad.Nawiozl cudnych choinek,zreszta w prezencie,i pieczolowicie je posadzil.Po miesiacu juz byly bardzo nieswieze,a co ciekawe,bestie zzeraly im zawsze najpierw czubki,a potem wszystko co wystaje,a potem...spuscmy zaslone milczenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ha, ja już zrezygnowałam z klamek - Edek nauczył się drzwi otwierać.

Teraz mam gałki i widzę po śladach, że już próbuje wziąć się za nie.

Ogródek - iglaki wymieniamy co roku, nie pomaga dość wysoki płotek, bo bestyje pokonują go z miejsca - bez rozbiegu.

Trawnik też co roku jest nowy :D , bo albo zaszczają albo rozkopią albo poryją łapskami, kiedy zaczną się ganiać :D .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Sign in to follow this  

Announcements

×
×
  • Create New...