Jump to content
Dogomania

mój pies odchodzi


Recommended Posts

wiem, że jest źle i nic można już zrobić. Moja 12 letnia spanielka miała w zeszłym roku usuniętą śledzionę (nowotwór). Przez ponad 8 miesięcy było dobrze, aż do przedwczoraj. Słabła w oczach, przestała jeść, więc szybko do weta i wyrok: rak wątroby i rak płuc. Bardzo głęboka anemia. Wet sugerował eutanazję, ja jednak nie mogłam się zdecydować, więc dostała sterydy, leki i witaminy i teraz czekamy, co będzie. Jest za słaba na operację. Widzę, że jest źle - leży cichutko w ogrodzie, nie je, jedynie pije, nie ma siły się podnieść. Ma skurcze brzucha. I puste spojrzenie. Nie wiem, czy bardzo cierpi, bo od zawsze była bardzo cicha, spokojna, spoległa, bardzo dzielna w chorobie. Nie chcę jej skazywać na bezsensowne cierpienie, ale nie chcę jej skracać życia jeśli nie jest to konieczne. Kiedy pozwolić jej odejść?

  • Like 1
  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

To bardzo trudna decyzja .Jezeli faktcznie jest tak jak piszesz to ....pomyśl czy przez swój egoizm "chcę żeby zła" sunia nie cierpi ? Ty masz siłę na to patrzeć ? Eutanazja jest gestem milosierdzia ! z wdziecznosci za tyle lat milości ....Decyzja należy do Ciebie ...Trzymaj sie Wiem jakie to trudne.

Link to post
Share on other sites

Bardzo współczuję, to zawsze jest trudna decyzja. Weź proszę pod uwagę, że nowotwór wątroby jest bardzo bolesny, a przerzut do płuc dodatkowo skutkuje problemami z normalnym oddychaniem.
Same sterydy takiego bólu niestety nie uśmierzą...

Link to post
Share on other sites
Guest Elżbieta481

Rozumiem Ciebie.Myśmy podjęli taką decyzję i to było trudne,bardzo trudne...Uważam,że nigdy nie wie się czy człowiek ma prawo decydować o życiu istoty kochanej..Z drugiej strony nie wie się także czy ma się prawo skazywać PRZYJACIELA na cierpienie...Wierze i ufam,że kiedy odpowiesz sama sobie na pytanie czy masz prawo skazywać ją na ból i zrozumiesz tak jak myśmy ponad rok temu zrozumieli,że nie ma się prawa skazywać na ból-wtedy podejmiesz tę najtrudniejszą decyzję...Ostatnim darem naszej miłości jest bowiem ulżenie w cierpieniu-tylko potem bardzo się cierpi,bardzo płacze i bardzo tęskni...Musisz dojrzeć do tej decyzji.Każdy dzień kiedy człowiek myśli to dla dla Twojej psiny dzień pełen bólu...Znowu pojawi się w Twoim umyśle pytanie-czy ja mam prawo skazywać ja na cierpienie?
Kiedy poddaliśmy Gucia eutanazji ból był ogromny,ale nasz ból w przypadku jego bólu był niczym..Twój ból w przypadku jej cierpienia jest mały....Kiedy to zrozumiesz będziesz wiedziała co robić.Życze tego,bo myśmy przed laty na taką decyzję się nie potrafili zdobyć.
Życze abyś była mądrzejsza i bardziej kochająca.
A dziś przytulam do serca.
Elżbieta

Link to post
Share on other sites

Rozumiem Cię doskonale - całą trudnośc w podjęciu decyzji. Tak, wiem -eutanazja to gest miłosierdzia, ale... nie oszukujmy się : to decyzja o smierci. O zabiciu naszego przyjaciela. Podanie morbitalu to nie jeden łatwy zastrzyk i koniec.Morbital nie cyjanek:shake:.Widziałam śmierć mojej niufy - miała nowotwór kości, łapa rozpadła się dosłownie, Sunia dostała tramal i morfinę i wciąż przewracała oczami z bólu - nie było wyjścia - zresztą nie mogła się podnieść, a pies wielkości niufa, nawet chory na raka, trochę waży i nie da się go nosić:-(. Podjelismy więc decyzję o eutanazji - wet ją poparł. Ale... to straszliwa decyzja i powiem Ci - nigdy człowiek sie z nia do końca nie godzi. To tylko mniejsze zło. Skrócenie cierpienia, ale jednak odebranie zycia. Moja rada? może naiwna, ale szczera: usiądź przy suni i tak po cichu zapytaj ją czy chce odejść. Jesli sie zgodzi - kochając psa wyczujesz to - nie boj się decyzji. Postaraj się też powiedzieć suni co ja dalej czeka i czy nie wolałaby umrzeć i nie cierpieć. Najgorsze jest podjęcie decyzji "za plecami" psa. Przeszłam to. A psy rozumieja dużo. Szczególnie rozumieją śmierć. Jak kazde zwierzę. Zaś człowiek powinien uważać z zabawą w decydenta o czyimś życiu i śmierci. To najtrudniejsze decyzje na świecie.
Trzymaj się. I pogłaszcz suńkę ode mnie :calus:

  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

dziękuję Wam za odpowiedzi. Bardzo mądre słowa zostały tu napisane i jestem Wam bardzo za nie wdzięczna. Ogromnie bałam się się tego, co będzie, jak ona odejdzie. Ale bałam się przede wszystkim, jak ja się będę czuć z tą stratą. Dzięki Wam spojrzałam przede wszystkim na nią - bardzo cierpiącą, gasnącą z godziny na godzinę, chyba bez woli życia, choć który człowiek to wie? Rano doszły kolejne objawy - wyskoczył wielki guz pod przednią pachą (to dlatego pewnie od kilku dni utykała), a znajomy weterynarz po dokładnej analizie wyników morfologii powiedział, że chyba ma też białaczkę (WBC prawie 45 tysięcy i prawie zero płytek krwi). Zdecydowaliśmy się dać jej jeszcze jeden piękny dzień i spędziła go z nami w ogrodzie, leżąc na posłaniu, a my byliśmy przy niej cały czas. Dostała trochę smakołyków, które były dotąd zakazane (ścisła dieta po poprzedniej operacji). W południe wynieśliśmy ją na rękach na ulubiony placyk spacerowy, nie miała siły iść sama. Wieczorem przyjechał znajomy weterynarz i odeszła leżąc na moich rękach. Wierzę, że nie cierpiała. To tyle. Bardzo mi pomogliście, dziękuję

Link to post
Share on other sites
  • 2 months later...

[quote name='kobiecanka']wiem, że jest źle i nic można już zrobić. Moja 12 letnia spanielka miała w zeszłym roku usuniętą śledzionę (nowotwór). Przez ponad 8 miesięcy było dobrze, aż do przedwczoraj. Słabła w oczach, przestała jeść, więc szybko do weta i wyrok: rak wątroby i rak płuc. Bardzo głęboka anemia. Wet sugerował eutanazję, ja jednak nie mogłam się zdecydować, więc dostała sterydy, leki i witaminy i teraz czekamy, co będzie. Jest za słaba na operację. Widzę, że jest źle - leży cichutko w ogrodzie, nie je, jedynie pije, nie ma siły się podnieść. Ma skurcze brzucha. I puste spojrzenie. Nie wiem, czy bardzo cierpi, bo od zawsze była bardzo cicha, spokojna, spoległa, bardzo dzielna w chorobie. Nie chcę jej skazywać na bezsensowne cierpienie, ale nie chcę jej skracać życia jeśli nie jest to konieczne. Kiedy pozwolić jej odejść?[/QUOTE]

Witaj
Pewnie źle trafiłam z wątkiem ale nie wiem już gdzie szukac pomocy! Kobiecanko z moim psiakiem jest podobnie! Nie jadł, był smutny,sączyła się ślina! myśleliśmy, że pewnie cos zakotwiczyło mu się w gardle(kość), niestety po konsultacji, badaniu u weta- guz tarczycy 10cm. TO BYŁ SZOK! Ogromne wole którego przez siersć nikt z nas nie zauważył! Prognoza-niestety jedynie sterydy, tabletki, zastrzyki-przedłuzanie życia. Lekarz zaproponował podjęcie się skomplikowanej operacji gdyż Maxio ma już przezuty na węzły chłonne :( jednak operacja nie rokuje pomyślnie, U piesków guz tarczycy jest niestety prawie zawsze złośliwy! Maxio po sterydach czuł się ciut lepiej,szyja jakby mniejsza, ale teraz szyja powiększyła się do ogromnych rozmiarów-wysypało go guzami! Niestety ale przewisuję skrócenie mu cierpienia, jednak płaczę gdy o tym pomyśle! Max ma dopiero 6 lat, jest dużym silnym psem, ale choroba go składa, piszczy, nie moze szczekać, cięzko mu przełykac! nie wiem co robic! mam 4 psy kocham je bardzo! trzymaj sie droga Kobiecanko! Psy kochają nas jeszcze bardziej niż my je!
Myślę że decyzję podejmiesz własciwą, ja życie przedłużalabym jak najdłużej sie da! jednak czasem patrzenie na cierpienia naszego ukochanego psa jest straszne! całuję psine i właścicielkę!

Link to post
Share on other sites

To chyba jedna z najtrudniejszych decyzji - decydujemy czy nasz przyjaciel ma żyć i cierpieć czy tez pozwolić mu odejść. Sama musiałam taka podjąć niespełna tydzień temu i pęka mi serce ale chce wierzyć, że była to słuszna decyzja. Dzielnie walczyliśmy prawie rok, na wszystkie możliwe sposoby, niestety nowotwór nas pokonał.

Link to post
Share on other sites

[quote name='Figunia01']To chyba jedna z najtrudniejszych decyzji - decydujemy czy nasz przyjaciel ma żyć i cierpieć czy tez pozwolić mu odejść. Sama musiałam taka podjąć niespełna tydzień temu i pęka mi serce ale chce wierzyć, że była to słuszna decyzja. Dzielnie walczyliśmy prawie rok, na wszystkie możliwe sposoby, niestety nowotwór nas pokonał.[/QUOTE]


Dziękuję Kochana za odpowiedz!!!!!!! ale pojawił się jeden nowy problem! jak wspomniałam wczesniej mój piesek ma zdiagnozowanego guza tarczycy, czy możliwe jest, czy ktoś z Was kiedys spotkał się z pęknięciem guza i wycieknięciem jego zawartości przez otwór w szyi?????? Mojemu psu w ciągu 2 dni guz na szyi urósł do monstrualnych wielkości i nagle w niedzielę pękł po czym pomału "kapała" z niego zawartość krwi i prawdopodobnie osocza. Zwyczajnie zwariowałam, czy możliwe żeby guz pękł??? czy ten "guz" to ropień??. Pies nagle czuje się o niebo lepiej, nie piszczy, wrócił apetyt,rusza głową!!! Jestem w szoku a zarazem niesamowicie szczęśliwa, że odzyskał witalność!!! Czy możliwe jest aby lekarz pomylił ropień z guzem tarczycy? :) chociaż po morfologii stwierdził od razu guz!! ale moze zapalenie wynikało z bakterii???? Czy ktoś z Was kochani spotkał się z czymś podobnym? Pies w miejscu pojawienia się "ropnia" (prawdopodobnie) został wygolony przez asystenta weterynarza. Pozdarawiam serdecznieeeeee :*

Link to post
Share on other sites

Z tego co wiem zdarza się, że guzy się otwierają i wycieka z nich "zawartość", również te nowotworowe. Nie wydaje mi się, żeby lekarz aż tak się pomylił. Najlepiej skonsultuj to z innym lekarzem. A na jakiej podstawie zdiagnozowano guza tarczycy? Czy piesek miał robione jakieś badania?

Link to post
Share on other sites

[quote name='Figunia01']Z tego co wiem zdarza się, że guzy się otwierają i wycieka z nich "zawartość", również te nowotworowe. Nie wydaje mi się, żeby lekarz aż tak się pomylił. Najlepiej skonsultuj to z innym lekarzem. A na jakiej podstawie zdiagnozowano guza tarczycy? Czy piesek miał robione jakieś badania?[/QUOTE]


Piesek miał zrobione USG, badanie krwi, niestety nic więcej wydaje mi się że nie! wyników nie otrzymałam "do domu" więc cięzko mi stwierdzić. Wiem tyle że na płacie tarczycy wykrył guz 10cm, nic więcej. Postanowiłam własnie skonsultowac to jeszcze z innym lekarzem, jednak nie bedę miała możliwości pokazania pieska weterynarzowi, maks jest dużym psem, z powodu guza i obrzmienia nie moge założyc mu obroży. Dziękuję kochana za zainteresowanie moim problemem. Każda rada jest dla mnie cenna, jestem straszną panikarą jeśli chodzi o zwierzęta, bardzo wszystko przezywam, i nie moge sie w tej chwili skupić do konca na innych rzeczach bo w głowie ciągle on...że mogę go juz stracic, i najbardziej boli to że cierpi. całuję!!!!!!!

Link to post
Share on other sites

Też jestem potworną panikarą jeśli chodzi o moją sunię...a raczej byłam :(
Nie mam doświadczenia z tego rodzaju guzem bo moja sunia miała nowotwór gruczołu mlekowego ale jeśli nie masz pewności, może warto byłoby jeszcze pobrać do badania wyciek z tego guza. Mielibyście wtedy 100% diagnozę. Przy guzie tarczycy można zastosować chemioterapię o ile piesek jest jeszcze w dobrej kondycji i nie ma przerzutów do innych narządów. Trzymam kciuki za psinkę!!!

Link to post
Share on other sites
  • 2 weeks later...

czy coś wiadomo co z pieskiem??
miałam przypadek z moją bulinką że na szyi był wyczuwalny guzek w okolicach węzłów chłonnych, pies był nieco ospały i często kaszlał.Wet zrobił natychmiast badanie krwi podał antybiotyk aby wykluczyć zapalenie które spowodowało powiększenie. po 5 dniach przyjechaliśmy na kontrole i zaraz na biopsję cieńkoigłową , gdy tylko wet wkuł igłę w guza polał się płyn. Po tym zdarzeniu już było wiadome że to nie guz a cysta, badania miała ok tylko rozmaz był trochę zawyżony także do puki nie zrobi się badań wycinków nie można stawiać rozpoznania

Link to post
Share on other sites

[quote name='agutka']czy coś wiadomo co z pieskiem??
miałam przypadek z moją bulinką że na szyi był wyczuwalny guzek w okolicach węzłów chłonnych, pies był nieco ospały i często kaszlał.Wet zrobił natychmiast badanie krwi podał antybiotyk aby wykluczyć zapalenie które spowodowało powiększenie. po 5 dniach przyjechaliśmy na kontrole i zaraz na biopsję cieńkoigłową , gdy tylko wet wkuł igłę w guza polał się płyn. Po tym zdarzeniu już było wiadome że to nie guz a cysta, badania miała ok tylko rozmaz był trochę zawyżony także do puki nie zrobi się badań wycinków nie można stawiać rozpoznania[/QUOTE]

Witaj :)
Mój piesek miał guza(wole) ogromnych rozmiarów, pękł wszystko wyciekło, jednak po tygodniu spokoju wczoraj guz znowu zrobił się duży, i ciągle rośnie. Po wcześniejszym wycieku zawartości guza mój maksio nabrał życia, szczekał, cieszył się, teraz jest znowu smutny. Zauważylam też jakby powiększyła mu się klatka piersiowa tzn. między przednimi lapami ma jakby "worek z wodą" jednak nie jest to twarde w dotyku.Weterynarz nadal zalecił podawanie encortonu, zastanawiam się czy ten lek nie ma czasem wpływu na to co zrobiło mu się na szyi i nadal nie mam pojęcia czy to guz tarczycy tak rośnie czy torbiel, cysta?! w poniedziałek zdecydowałam udać się do innego weta na badanie zawartości. Pies ponadto po lekach które przyjmuje je ogromne ilości pokarmu, pije bardzo dużo wody i dużo siusia.Agutko Twój piesek jest juz zdrowy?? nie ma nawrotu? pozdrawiam serdecznie

Link to post
Share on other sites

cysta ma to do siebie że po spuszczeniu płynu potrafi powrócić. Obserwując to od 6 miesięcy zakładam że chyba zaczyna być gulajka widoczna, jest to tak w kiepskim i unaczynionym miejscu że weci za bardzo nie chcą rozkrajać gdy to nie zagraża życiu. Psu to raczej nie przeszkadza , oddycha swobodnie, nie kaszle jedynie czasem się krztusi ale to problemy tchawiczne z którymi też się borykamy. Pisz jak z pieskiem - jestem bardzo ciekawa co mu dolega no i oczywiście trzymam kciuki żeby to był zwykły problem zapalny ;) pozdrawiamy :)

Link to post
Share on other sites

witam na początku zamieszczę wiadomość którą napisałam 1,5 miesiąca temu na innym forum :
mam pytanie dotyczące raka kości, czy jest ktoś na forum i mógłby napisać ile pies żył od zdiagnozowania choroby, u nas wygląda to tak że mamy amstaffa w wieku 6,5 lat i półtora roku temu pojawiły się problemy z lewą tylną łapą, pojechaliśmy najpierw do wet, tydzień zastrzyki przeciwbólowe i przeciwzapalne, nie przeszło więc wysłała nas na rtg, ze zdjęcia inna wet stwierdziła najprawdopodobniej rak kości, zrobiliśmy badanie cytologiczne, rodzaj próby biopsja cienko igłowa, czekaliśmy 5 dni na wyniki, pies dalej dostawał zastrzyki, przyszły wyniki w których nie wykryto komórek rakowych, był duży stan zapalny ale nie mogli znaleźć przyczyny, na koniec powiedzieli że co prawda nie można całkowicie wykluczyć obecność nowotworu i zalecili rtg za miesiąc i badanie histopatologiczne, po dwóch tyg zastrzyków pies przestał kuleć dostał jeszcze na 5 dni proszki i wszystko odeszło, było super, wrócił apetyt, znowu szalał, i od kwietnia tamtego roku dosłownie nic a nic się nie działo, więc ja głupia myślałam że wszystko mu przeszło i było to pewnie ostre zapalenie więc badań nie powtórzyłam, i około 10 dni temu pies znowu zaczął kuleć, podostawał 5 dni zastrzyki pojechaliśmy na rtg, i okazało się najgorsze, rak mimo że nie dawał po sobie znać, niesamowicie się rozrósł, kości lewej łapy są połamane, bo takie kruche, i co najgorsze ma liczne przeżuty do wątroby i płuc, aż sami się wszyscy dziwią że on nie ma problemów z oddychanie, na jednym płucu stwierdzili 6 guzów, po psie w ogóle nie widać gdyby nie łapa że coś się dzieje, jest radosny, ma apetyt, wskakuję na łóżko, i aż wierzyć się nie chcę że jest tak chory, powiedziano nam że już nic nie możemy zrobić tylko przeciwbólowe, na chwilę obecną dostaję cimalgex 30 mg 2x dziennie, on nawet nie jęczy z bólu, jeden z wet powiedział że powinnam powtórzyć badania rok temu, ale ja od samego początku mówiłam że nawet gdyby to był rak to nie amputuję łapy, więc moja wet która miała swoje 4 psy chore na raka kości, powiedziała że jak bym powtórzyła wtedy badania to nic by mi to nie dało, tylko więcej smutku bo żyłabym tak jak teraz cały czas płacząc, a tak przez całe półtora roku przynajmniej myślałam że mu wszystko przeszło i było łatwiej, nie wiem, aż wierzyć się nie chcę że mój pies na prawdę ma tak poważny stan a tak się zachowuję, boję się co przyniosą kolejne dni i kiedy nastąpi pogorszenie, chciałabym się dowiedzieć czy ktoś tutaj na forum miał podobną sytuację i jak długo pies może żyć z przerzutami na płucach? i czy mogą jeszcze gdzieś nastąpić przerzuty?

Link to post
Share on other sites

i teraz aktualnie wygląda tak:
walczymy z moim psem już 1,5 miesiąca z rakiem kości, do minionej soboty wszystko było dobrze, pies dostawał co 36 godz cimalgex 80 i nagle nie wiadomo po czym zaczął strasznie wymiotować całą sobotnią noc, w niedziele mu przeszło nawet odrobinkę zjadł piersi z indyka, w poniedziałek pojechaliśmy do wet, pobrali krew, miał twardy brzuch, dostał pyralginę w zastrzyku na łapę, a na żołądek pani przepisała nam ranigast i essenitiale forte na wątrobę, we wtorek zrobiliśmy usg okazało się że psina ma bardzo powiększoną wątrobę a na niej liczne guzy, o dziwo badania krwi wcale nie wyszły źle, podwyższone były leukocyty na 26,9 a norma do 12 i aspat 109 a norma 37, mocznik 91 ale zawsze wychodził wysoki bo pies jednak dużo mięska jadł, a cała reszta w normie nawet wapń który półtora miesiąca temu miał 12 a norma jest do 11,5 a teraz ma 8,4 co też przy raku kości jest niewiarygodne, we wtorek pies mało zjadł, wczoraj prawie nic, dzisiaj rano to co zjadł to zwymiotował, i do tego nawet nie chce pić, wczoraj przynajmniej jeszcze pił, na noc podawałam mu pyralginę 4 ml na 2 ml wody strzykawką, nie wiem co mam robić dzisiaj czy podawać mu na siłę przynajmniej wodę? wiem że to już prawie koniec i pogodziłam się z tym że najprawdopodobniej będzie trzeba go uśpić, ale chciałabym mu jeszcze pomóc żeby jeszcze z nami został te kilka dni, nie wiem już sama a może on się męczy? od wtorku już jest smutny ale wczoraj np pobawił się jeszcze piłeczką, noce też prawie całe przesypia, na dwór sam wychodzi, ale widać po nim że to już nie jest ten sam pies, może on nie chce mi pokazać że cierpi, co powinnam zrobić?dodam jeszcze że nawet pojechaliśmy dzisiaj na spacer i pies bardzo się cieszył chodził tak jak zawsze później nawet wypił wodę ale teraz znowu jest smutny i dalej nie chce jeść, proszę o jakąś radę!

Link to post
Share on other sites
  • 2 years later...
O 27.07.2013o11:02, omnia napisał:

Rozumiem Cię doskonale - całą trudnośc w podjęciu decyzji. Tak, wiem -eutanazja to gest miłosierdzia, ale... nie oszukujmy się : to decyzja o smierci. O zabiciu naszego przyjaciela. Podanie morbitalu to nie jeden łatwy zastrzyk i koniec.Morbital nie cyjanek:shake:.Widziałam śmierć mojej niufy - miała nowotwór kości, łapa rozpadła się dosłownie, Sunia dostała tramal i morfinę i wciąż przewracała oczami z bólu - nie było wyjścia - zresztą nie mogła się podnieść, a pies wielkości niufa, nawet chory na raka, trochę waży i nie da się go nosić:-(. Podjelismy więc decyzję o eutanazji - wet ją poparł. Ale... to straszliwa decyzja i powiem Ci - nigdy człowiek sie z nia do końca nie godzi. To tylko mniejsze zło. Skrócenie cierpienia, ale jednak odebranie zycia. Moja rada? może naiwna, ale szczera: usiądź przy suni i tak po cichu zapytaj ją czy chce odejść. Jesli sie zgodzi - kochając psa wyczujesz to - nie boj się decyzji. Postaraj się też powiedzieć suni co ja dalej czeka i czy nie wolałaby umrzeć i nie cierpieć. Najgorsze jest podjęcie decyzji "za plecami" psa. Przeszłam to. A psy rozumieja dużo. Szczególnie rozumieją śmierć. Jak kazde zwierzę. Zaś człowiek powinien uważać z zabawą w decydenta o czyimś życiu i śmierci. To najtrudniejsze decyzje na świecie.
Trzymaj się. I pogłaszcz suńkę ode mnie :calus:

Popłakałem się gdy to przeczytałem. Pozdrawiam.

Link to post
Share on other sites
  • 3 years later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements

×
×
  • Create New...