Jump to content
Dogomania

EUTANAZJA, CZY TO JEDYNE WYJŚCIE? Parys za TM


Recommended Posts

  • Replies 289
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

[quote name='beataczl']rozmawialam z Magda..ponoc jestescie umowione po 15 tej na rozm. telefoniczna
trzymam kciuki[/QUOTE]
Tak,rozmawiałam z Panią Magda. I dobrze, że się udało porozmawiać, bo Pani Magda nie została poinformowana, że Parys pogryzl dosc mocno 6 osób. Nie wiedziała, że to już drugi hotelik ze szkoleniowcem. Nie wiedziała, że próbowaliśmy z miejscem u Jamora i nie wyraził zgody na jego przyjęcie ,ze też doradzał eutanazję. Nie wiedziała, że Parys ma wystawiona opinie od weta, że jest odporny na środki narkotyczne,co wg wielu specjalistów świadczy o chorobie psychicznej. Jednak ustaliliśmy , że dzisiaj jedziemy z Parysem na szczepienia, bo już czas i badania tarczowe zrobimy. Jednak żeby dojechać do lecznicy musi dostać po raz kolejny bardzo silna dawkę leków nasenno-uspokajajacych. Po tym jutro będę ustalala z p. Magda termin przejęcia przez nią psa. Parys pojedzie do p . Magdy, Ale musi sama po niego przyjechać,chce żeby sama zobaczyła jaki z niego gagatek. My oczywiście zrzekniemy się psa. Bo drugi raz takiego błędu nie popełnimy, jakiego to już SabinaL dobrze wie.
Oczywiście będziemy trzymać mocno kciuki, by jednak p. Magdzie udało się doprowadzić do tego, by Parys był normalny.

Link to post
Share on other sites

I w taki sposób załatwia się sprawy. Przez rozmowę telefoniczną, a nie pisząc sobie na forum. Szkoda pani SabinaL ze wcześniej nie miała Pani odwagi zadzwonić.

Często można uniknąć wielu nerwów. Ale trzeba chcieć :-P

A załatwiając hotelik dla agresywnego psa ,wypadałoby poinformować przyszła opiekunkę o wszyStkich tak ważnych kwestiach jak np. 6 pogryzien.

Link to post
Share on other sites

Mimo , ze przedstawilyscie Parysa jako bestie, Magda sie nie przestraszyla i przejmie go mimo wszystko.Bardzo sie z tego ciesze.Ja nie znam ani Ciebie Akrum, ani stowarzyszenia Lapa i nie wiem ile bledow juz popelniliscie,uwazam,ze jezeli ktos prowadzi dzialalnosc na rzecz bezdomnych zwierzat i robi to za pieniadze darczyncow
musi uzywac troche innego tonu, piszac na forach internetowych.Respektowc nalezy i tych, ktorzy daja dobre rady i tych ktorzy wplacaja na wasze konta pieniadze.Z kim i oczym ja mam rozmawiac przez telefon to juz raczej prosze pozostawic do mojej decyzjii.

Link to post
Share on other sites

A ja zapytam z innej strony. O tym, że Parys jest nieadopcyjny i stwarza zagrożenie dla otoczenia wiemy doskonale. I hormony tarczycy nie mają tu nic do rzeczy. Bo nawet jeżeli jest niedoczynność to podawanie hormonów nie zamieni go w psa adopcyjnego.
Pojedzie do następnego hoteliku i następny ktoś będzie próbował...
Rozumiem, że SabinaL oświdcza, ze bierze na siebie całkwoitą odpowiedzialność finansową do końca życia tego psa... i że w jakiś prawny sposób można jej oświadczenie uregulować lub... Pani Magda wierzy jej bezgranicznie.
Bo co będzie jeżeli:
1. pies pogryzie kolejne osoby?
2. zagryzie innego psa?
3. SabinaL zrezygnuje pewnego dnia z łozenia na jego utrzymanie?

Czy będzie znowu szukanie mu nowego miejsca? Czy będzie znów larum bo przeciez eutanazja nieadopcyjnego, agresywnego, dużego psa jest zbrodnią? Czy może osoby, które tutaj tak ładnie krzyczały np Waldi wezmą koszty na siebie (albo będą ciągnąć kasę od darczyńców)?

Link to post
Share on other sites

Isabelle301 - mądry głos, bardzo rozsądny.

[quote name='isabelle301']
Bo co będzie jeżeli:
1. pies pogryzie kolejne osoby?
2. zagryzie innego psa?
3. SabinaL zrezygnuje pewnego dnia z łozenia na jego utrzymanie?
[/QUOTE]
Wówczas odpowiedzialność za w/w poniesie opiekun prawny Parysa. Czyli z tego co zrozumiałam i o ile dobrze zrozumiałam wcześniejsze posty - o ile się zgodzi, będzie to Pani Magda i jestem więcej niż pewna, że Stow. ŁAPA lojalnie ją o tym poinformuje. Jeśli podejmie decyzję o przejęciu psa - jej wola. Jeśli czysto hipotetycznie kiedykolwiek zaszłaby ew. z pkt 3, wówczas to właśnie P. Magda byłaby odpowiedzialna za ponoszenie kosztów utrzymania Parysa, czy to z własnej kieszeni, czy to za sprawą innych darczyńców, których to ona, jako prawny opiekun będzie zobligowana znaleźć.

[QUOTE]Czy będzie znów larum bo przeciez eutanazja nieadopcyjnego, agresywnego, dużego psa jest zbrodnią?[/QUOTE]
Tak, dokładnie, tak będzie, bo tak "działa" forum i zawsze znajdzie się ktoś, do kogo nie przemawiają twarde argumenty, kto zawsze będzie ślepo wierzył, że miłość i pozytywne metody potrafią czynić cuda ;)

3mam kciuki za rozsądną, odpowiedzialną decyzję w sprawie Parysa. Osobiście zrozumiem jeśli p. Magda by się nie podjęła. Przy mojej znajomości Parysa i tematu "odkręcania" agresji, nie wierzę, że ten pies kiedykolwiek będzie się nadawać do adopcji. Jest zasadnicza różnica między "spacyfikowaniem" psa przez behawiorystę, tak aby mówiąc kolokwialnie, jego jednego nie gryzł,a doprowadzeniem do sytuacji, w której pies nie będzie reagował agresją w ogóle, niezależnie od sytuacji i zważywszy, że ludzie którzy adoptują psy (i inni domownicy) rzadko kiedy mają doświadczenie równe doświadczeniu behawiorysty.

Więc moim zdaniem jeśli Pani Magda się podejmie - bierze sobie nowego członka rodziny, jak to się mawia, dopóki śmierć ich nie rozłączy.

Osobiście zastanawiam się też nad jakością życia takiego psa jak Parys. W naszych ludzkich kategoriach: czy taki pies jest szczęśliwy? Pies, który z natury jest zwierzęciem stadnym i w normalnych warunkach czerpie przyjemność z zabawy i kontaktu z innymi psami oraz z człowiekiem oraz zachowuje się w sposób dość przewidywalny. Pies, który w normalnych warunkach zawsze przejawia zainteresowanie otoczeniem, bodźcami dzwiękowymi, wzrokowymi, zapachowymi. Podbiega, sprawdza, węszy, itp. Jak się do tego ma taki pies jak Parys? I czy "brutalna" eutanazja nie jest najlepszym sposobem na oszczędzenie mu takiego a nie innego, wątpliwej jakości życia (i nie mam tu na myśli schronienia, wyżywienia i fachowej opieki, które są niepodważalne, tylko doznań samego psa). Nie jestem zoopsychologiem, więc podkreślam "zastanawiam się".

Link to post
Share on other sites

I to jest warte zastanowienia.
Bo ten pies będzie skazany na kojec i zero kontaktu ze światem otaczającym. Jeżeli jest to choroba psychiczna lub tak zakorzenione lęki na tle przeżyc, lub po prostu zdziczałość nieodwracalna - ten pies meczy nie tylko otoczenie. On męczy się sam ze sobą.
Czasem naprawdę warto pomysleć - co jest aktem miłosierdzia dla takiego psa... trzymanie go przy zyciu dla własnego egoizmu czy pozwolenie mu odejść w sposób godny i co najważniejsze - bezbolesny.

Link to post
Share on other sites

Mialam sie juz nie wypowiadac na tym forum,ale rece opadaja jak to czytam,czemu wy tak bardzo nie chcecie dac szansy Parysowi,tylko obstawiacie co najgorsze,a moze wlasnie uda sie,a wy wkolko o eutanazji,wolalybyscie zyc sobie spokojnie nawet w kojcu czy umrzec,przeciez sa zdjecia na ktorych Parys biega z innymi psami szczesliwy ,ma szanse zyc,a niektore osoby odrazu go skreslily,warto sprobowac,bo eutanazja jest nie odwracalna...

Link to post
Share on other sites

Oczywiście, że psy agresywne powinny wychodzić na smyczy i w kagańcu. Gorzej jeśli nie dają sobie założyć kagańca. A jeżeli luzem to tylko w pełnej izolacji i na szczelnie ogrodzonym terenie, pod nadzorem doświadczonej osoby. Nie inaczej. Podstawowe zasady bezpieczeństwa.

Parysa nikt nie skreślił od razu - wystarczy spojrzeć kiedy został założony wątek i wyczytać na ile wcześniej została rozpoczęta praca z tym psem. Osobiście nie chciałabym żyć w kojcu, reagując nieuzasadnionym lękiem czy agresją na sytuacje, które takich reakcji wywoływać nie powinny.

Wyciąganie wniosków na temat "szczęśliwości" psa na podstawie zdjęć, tj. kilku klatek, które "zamrażają" chwilę, ułamek sekundy który wynosi średnio 1/500 - 1/30 sekundy wydaje mi się mało miarodajne, by nie powiedzieć infantylne. Opinie nt tego psa wydawały osoby doświadczone, zajmujące się tego typu przypadkami zawodowo. I jeszcze jedno: to że pies merda ogonem nie zawsze oznacza, że się cieszy. Suka sąsiada zanim rzuciła się na moją z zębami, też merdała ;)

Co do samego Parysa i przesądzania tudzież nie przesądzania - z tego co wyczytałam kilka postów wyżej, sprawa jest w toku, więc w gruncie rzeczy wszyscy trzymamy kciuki za pomyślny rozwój zdarzeń.

Link to post
Share on other sites

Zastanawiam sie dlaczego Furie i isabelle ( nie zwiazane podobno ze Stowarzyszeniem Łapa) usiłują cały czas jątrzyc na tym watku?
Teraz to Wam najbardziej lezy na wątrobie to, ze Parys dostał szanse?
Aurytatywnie stwierdzacie, ze szkolenie nic nie da, ze spedzi całe zycie w kojcu. Panie - nieomylne.:shake: A zdaje sie, ze nie jestescie fachowcami i zadna z Was nie poznała Parysa ?
Moze juz wystarczy ?
A nawiasem mowiac okreslenie "wiadro na mordzie" to nie kaganiec ,tylko stosunek tej Pani do psow takich jak Parys.

Link to post
Share on other sites

To może skoro zostałam wywołana do odpowiedzi odpowiem:
1. tak - uważam że nasze prawo jest źle skonstruowane. Psy trafiające do schroniska czy fundacji powinny być sprawdzane pod względem adopcyjności. Psy agresywne powinny byc oceniane przez specjalistę. Jeżeli ocenia że być może da się to przepracowac to praca przez 2-3 miesiące góra i kolejna ocena - jeżeli się nie udało = eutanazja. Psy stare i chore powinny być poddawane eutanazji po 2-3 tygodniach. Psy bardzo chore oraz skrajnie agresywne = eutanazja natychmiastowa. Psy pozostałe po 6 miesięcznym przebywaniu w svhronisku = eutanazja.
W ten sposób z 400 psów w schronisku w ciągu tygodnia pozostałoby 50 i wszystkie miałyby realne szanse na nowy dom. W tej chwili znikają wśród tłumu zwierząt których nikt nie chce i nikt nie zechce nigdy.
2. Tak, uważam że pies agresywny powinien wychodzić na spacer pod ścisłą kontrolą = smycz i "wiadro na pysku" - wiadro czyli standatrowy, normalny kaganiec uniemożliwiający pogryzienie kogokolwiek a nie skórzane coś, tuba czy inne cuda na kiju. Zdaje się jest to nawet określone prawnie więc to nie jest wyłącznie mój stosunek do sprawy. Bardzo łątwo sobie można krzyczeć sprzeciw - dopóki nie spotka się na swojej drodze takiego pieseczka, którego właściciel powie że to przecież wina całęgo otoczenia - bo ludzie z dziećmi śmią przechodzic tym samym chodnikiem, ludzie z psami mają czelność pójść do tego samego parku czy na ten sam trawnik, bo bezczelny niewychowany szczeniak śmiał podejśc i temu podobne. A oni pracują i takie sytuacje im tę pracę niszczą. To moze przestać pracować i zacząć myśleć moi kochani? I smycz i wiadro na pysk...
3. Parys miał dwóch szkoleniowców - dwóch specalistów wydało jednoznaczne i jednogłośnie brzmiące opinie. Dostał niemal rok... na niemal rok zajął miejsce i pieniadze innym psom - psom adopcyjnym ( i póki co zamuje nadal). W tym czasie pogryzł 6 osób. Statystycznie wychodzi raz na poniże 2 mieięcy. I nie były to osoby przypadkowe, nie potrafiące zachować się przy psie. Dla mnie aż nadto dużo czasu.

SabinaL - koro tak mocno krzyczysz to weź psa do siebie, z pełną odpowiedzialnocią za niego. Dlaczego tego nie zrobisz? Dlaczego nie zrobią tego inne osoby które tak mocno krzyczą. Czy wszyscy którzy tutaj krzyczą wpłącili kase na Parysa? SabinaL przynajmniej deklaruje - zobaczymy albo i nie co z tych deklaracji wyniknie. Jakoś dziwnie mam wrażenie że jedno wielkie zero.
Pani Magda nie została poinformowana o agresji i problemach z Parysem. Ładnie. Takie bardzo dogomaniackie. Założę się, że po pierwszym pogryzieniu kolejny specjalista wyda taki sam wyrok a pani Magda każe psa zbaierac natychmiast. I co wtedy?I założe się obserwując dogo od dawna że życie napisze taki oto scenariusz:
Parys zostanie uśpiony w terminie natychmiastowym. I nikt nikogo o zdanie pytac nie będzie. Natomiast po jakimś czasie dogo krzykacze wykryją sprawę i będzie kolejna afera szkodząca tym, którzy naprawdę chcą i mają możliwości pomagać. POMAGAĆ a nie czczo dyskutować.

Nie. Nie jestem związana w żaden sposób z żadną fundacją, ani z dogocioteczkami ani adopcjami. Nie zamierzam także adoptowac psa w ten sposób. Gdyby nastąpił moment kiedy postanowię dac dom psu poza hodowlą - albo na moje drodze stanie jaka bida z ulicy albo pies ze schroniska. Z wolontariuszami gadać nie zamierzam. I nie zamierzam wspierac żadnych fundacji ani dogocioteczek finansowo.

Tak. Uważam po przeczytaniu całęgo tematu że temat dla tego został zakończony.

Link to post
Share on other sites

Całe szczescie, ze nie masz wpływu na ustanawianie prawa w naszym kraju.
Nie powiem, ze miło było Cie poznac. A nawet załuje.
Porzadek za wszelka cene, bez cienia empatii i wspólczucia. Wow !
PS. Proponuje rozszerzyc te pomysły na ludzi starych, niepełnosprawnych i kalekich.

Link to post
Share on other sites

Znam jendego psa, który boleśnie dziabnął więcej , niż 6 razy i może i więcej, niż 6 osób. Mi również się od niego raz dostało, i to mocno, a najczęściej dziabanymi byli właściciele, którzy adoptowali ze schroniska zwierzątko z bardzo powykrzywiana łapką. Pracwonicy schroniska nie uprzedzili ich o tym, że ten piesek czasem bywa miły, a czasem zupełnie nie - choć już w schronisku - jak się później okazało- przejawiał zachowania agresywne i miał osobny boks. Nowi opiekunowie adoptując tego psa byli przygotowani na wydatki i wysiłek związany z leczeniem łapy, nie nastawiali się na zwierzę tak bardzo trudne pod względem charakteru.

W pierwszym okresie pobytu w nowym domu zwierzak nie sprawiał większego kłopotu, również w czasie gdy było podejmowane leczenie nie było tak źle. Dopiero po pewnym czasie, gdy wyzdrowiał i nabrał sił, stał się odważniejszy. Ataki z jego strony z punktu widzenia otaczających go ludzi były nieoczekiwane i niesprowokowane, nie były poprzedzone np. ze strony człowieka próbą nawiązania kontaktu z tym psem, a ze strony zwierzaka np. warczeniem, szczerzeniem zębów, próbą wycofania się. I to nie jest mały pies.
Opiekunowie zwierzaka zaanagazowali sporo wysiłku, a także i środki finansowe w pracę nad nim i zapewnienie bezpieczeństwa temu psu oraz innym żywym istotom (nie tylko ludziom), które mają z nim konktakt, szukali też pomocy u specjalistów, czytali i uczyli się, coraz lepiej poznawali jego psa i schematy jego zachowań.
W przypadku ich psa rok pracy to było za mało, po roku niektóre z jego zachowań były bardzo nasilone.
To był zwierzak, który gotów był atakować ludzi, rzucał się na nemal wszystkie psy, a nawet na własne odbicia w lustrze, szybie czy chocby karoserii samochodu i powodował liczne zniszczenia w nowozakupionym i nowoumeblowanym domu i te zachowania nie wygasły od razu. Jednoczesnie potrafił być też słodki i miły i opiekunowiego pokochali. Obecnie jest znacznie spokojniejszy, radośniejszy, zyje ze swoją psio - ludzką rodzinną, w pełni z nimi zintegrowany, niektóre znane mu psy bardzo lubi, niektore obce psy akceptuje, innych nie lubi, niektórych obcych ludzi akceptuje, innych mniej . Ale to co najważniejsze, teraz to już zupenie inny pies, niż ten którym był przed kilku laty.

Właściciele nadal z nim pracują i pogodzili się z tym, że posiadanie zwierzaka z taką historią rodzi organiczenia dla ich życia, choćby te związane z zapewnieniem bezpieczeństwa temu zwierzęciu i innym ludziom.
Każdy psi przypadek jest inny i jak to jest z Parysem do końca chyba nie wiadomo. Może się uda, a może nie. Ja osobiście cieszę się , że znalazła się taka osoba, która postanowiła dac mu szanse.
Ludzie po traumatycznych przeżyciach i trudnym dzieciństwie też często potrzebują dużo czasu na terapię swoich zaburzeń, przemodelowanie osobowości. A co dopiero czasem zwierzak, który nie pójdzie przecież wygadać się do psychoterapeuty. A jesli człowiek pójdzie do jednego terapeuty i terapia się nie uda, a potem drugiego i też lipa i nadal jest nieszczęśliwy i do tego nie lubi ludzi, albo czasem lubi a czasem nienawidzi i bywa wredny jak diabeł, to może jeszcze zanim się go podda eutanazji, warto poszukać i w końcu trafić na takiego terapeutę, który znjadzie klucz do rozwiązania problemu. Rozumiem też, że czasem takiego klucza może nie być.
Dla chorego (psa, kota lub czowieka) czasem też trzeba kilku lekarzy. Jeśli pierwszy nie leczy tak, żeby przyniosło to dobry rezultat, to czasem warto iść do kolejnego, albo jeszcze kolejnego...

Moim zdaniem osoba, która podejmuje się opieki nad trudnym i stwarzającym potencjalne zagrożeniem zwierzeciem powinna przede wszystkich wykazac się ponadprzeciętną odpowiedzialnościa i konsekwencją. Pani SabinaL w mojej ocenie jak na razie pokazała, że umie podejmowac konkretne decyzje, wykazała się przedsiębiorczością, determinacją i odwagą - sama w części idąc pod prąd przyjęła wyzwanie, a także pokazała wielkie serce , wrażliwościa i szacunkiem dla prawa do życia dla tego stworzenia.

Pani SabinaL, jak wynika z jej deklaracji i podjętych przez nią działań - jest gotowa zapewnić psu profesjonalną opiekę ze strony doświadczonego fachowca, który z tego co wiem cieszy się bardzo dobra opinią, a fachowiec ten zgodził się z tym psem pracować i opiekę nad nim realizować.
Ja podziwiam odwaznycn, wrażliwych, samodzielnie myślących i zdolnych do podejmowania konkretnych działań ludzi.
Jestem pełna szacunku dla dziewczyn za Łapy za to, że jako pierwsze dały Parysowi szansę, tym bardziej, że lektura wątku wskazuje na to, że raczej nie mogły liczyć na duże wsparcie finansowe swoich działań - a mają pod swoją opieka też mnóstwo innych zwierząt. I podziwiam starania, które podjęła pani SabinaL. Trzymam jednocześnie kciuki za nią i za Parysa - przecież dla Parysa to kwestia życia lub smierci. A przecież jak pokazują filmiki zamieszczone na tym wątku Parys tym życiem też potrafi się radować.

Link to post
Share on other sites

Bello, ale chyba trudno mówić o braku cienia empatii i współczucia po [B]roku pracy[/B] z psem? Ja tu widzę jej całe mnóstwo :roll:

I to nie Furia i Isabell "autorytatywnie stwierdzają", że szkolenie nic nie da, tylko [B]szkoleniowcy.



[/B]
Z moich doświadczeń z agresywnymi psami i wyprowadzaniem ich w hotelu wiem, że bywa to bardzo różnie, np. znam dwa przypadki, które po kilku miesiącach pracy stały się fajnymi, adopcyjnymi psami, ale są też takie, gdzie dwuletnia praca nie przyniosła efektu, na szczęście szkoleniowiec (Łukasz z Bogatynii- tylko jego Baron uwielbiał, kochał i pozwalał zrobić z sobą wszystko) adoptował go. Bo wiadomo, deklarację się wykruszyły w ciągu tych dwóch lat.....

Edited by ania z poznania
Link to post
Share on other sites

a ja sie ciesze i to bardzo ze Parys dostal swoja szanse . czasami jest tak jak z choroba i z lekarzami kilku nie pomoze nie trafi z diagnoza leczy cos innego a czasem trafi sie ten jeden co dobrze zdiagnozuje i wyleczy

kiedy beda badania Parysa /sory jak nie doczytalam a gdzies juz jest takie info/
Magda jak mowi,ze przyjedzie to przyjedzie napewno po Niego i to jak najszybciej. fajnie bo problem transportu odpada.

Link to post
Share on other sites

SabinaL dała wielką szansę Parysowi,Magda ,która ma przejąć Parysa zgodziła się na to ,to dlaczego rozstrzasacie to wszystko,z tego co jest napisane Magda przejmie psa i wtedy zobaczymy dalej co będzie,jak narazie Parys ma zapewnione wszystko od SylwiL,dla mnie jesteś" wielka" i dajmy im szanse ,żeby było ok,szkoleniowiec szkoleniowcowi nie równy,to jest szansa na życie ,na najważniejszą rzecz ,nie oceniajcie odrazu i nie skreslajcie Parysa,ja wierzę ,że się uda i wy też wierzcie,bo wiara czyni cuda

Link to post
Share on other sites

Parys dostał szansę, rozmawiałyśmy z p. Magdą i ustaliłyśmy, ze po niego przyjedzie, zabierze do siebie i będzie za niego osobiście odpowiadać. My się miałyśmy zrzec wszelkich praw do Parysa, do decydowania o jego dalszych losach a co najważniejsze do odpowiedzialności w razie kolejnych pogryzień. I nie zrobiliśmy w rozmowie z p. Magda z Parysa bestii. Co nam zarzuca SabinaL. Powiedziałyśmy o wszystkich pogryzieniach, o oświadczeniu weta. Tylko prawdę i rzeczy istotne.Cieszymy się,ze na wątku pojawiły się nowe osoby, które wyrażają swoje zdanie.

Chcieliśmy by Parys dostał jednak kolejna szansę, skoro taka się pojawiła. Dlatego na Wasza prośbę pojechaliśmy wczoraj do lecznicy. To był najtrudniejszy wyjazd z psem w naszej działalności. Jeszce w hoteliku podałyśmy mu dużą dawkę środka uspokajającego ( po konsultacji z wetem).
Już w połowie drogi Parys dostał w klatce furii. Dojechaliśmy do lecznicy tam dostał kolejnego ataku szału. Zmuszeni byliśmy mu podać niewielka dawkę narkozy.Niestety los zadecydował za nas. Doszło do zapaści, serce nie wytrzymało.W przeciągu roku to była już któraś z rzędu tak duża dawka.
Parys odszedł, choć mimo wszytko wiedząc,że jest dla niego szansa poprosiliśmy, aby weci o niego zawalczyli. Niestety nie udało się.
W lecznicy już po, opowiedzieliśmy dokładnie o zachowaniach Parysa o jego odporności na środki narkotyczne.
wg medycyny wszystko wskazuje na to ,ze była top swojego rodzaju choroba psychiczna, nieodwracalne zaburzenia w psychice.
Jest nam bardzo przykro, że tak się stało. Walczyłyśmy o niego rok czasu. Nie udało się.

Na tym kończymy nasze wpisy na tym wątku.Nikomu nie życzymy , aby musiał mieć pod opieka takiego psa oraz aby musiał stawać przed podejmowaniem takich trudnych decyzji przed jakimi my stanęliśmy, zanim pojawiła się propozycja przejęcia go przez p. Magdę.

Swoją drogą furie i Isabelle napisały na wątku bardzo dużo rozsądnych rzeczy. Warto pomyśleć i zapamiętać je na przyszłość. Nigdy nie wiadomo kiedy i komu trafi się taki podopieczny.

Żegnaj Parysku. Starałyśmy się mu pomóc. Nie udało się. Bardzo nam przykro.

Link to post
Share on other sites

Scarlet O'Hara - to ona zdaje się zawsze powtarzała i podchodziła do życia - nie będę myśleć co będzie jutro...
Rozumiem, że to jakiś masowy syndrom... tyle że bardzo łatwo mieć takie podejście gdy sprawa nie dotyczy nas bezpośrednio, prawda?

bela - nie, nie poznałaś mnie i zans na to nie masz. Nie myl pojęć. Wpływ na ustalanie prawa w naszym kraju ma każdy jego obywatel - oprócz tych ubezwłąsnowolnionych. Tu też mylą ci się pojecia. Nie interpretuj mojej wypowiedzi. Bo ona jest tak prosta że boli. I nie wymaga interpretacji. Nie jesteś jej autorem i nie masz uprawnieć do rozpracowywania "co autor ma na myśli". Bo miał dokłądnie to co napisał. Pomoc za wszelką cenę - dla swojego egoizmu - to właśnie jest twoje podescie. Dla mnie pomoc oznacza realne coś, nawet przeciwko mnie i moim uczuciom. A zcęsto wobec zwierzęcia pomoc oznacza właśnie eutanazję bez znaczenia jak ona jest mutna, tragiczna, przykra i jak bardzo boli.
belo - nie porównuj proszę psów do ludzi. To zupełnie dwa rózne gatunki o róznych podejsciach do życia. Człowiek zawsze ma nadzieję, myśli że moze za 10 lat... dla psa nie ma czegoś takiego jak za 10 lat, w ich psychice nie ma czegoś takiego jak nadzieje i marzenia. Szkoda że jako posiadaczka psa nie znasz choćby podstaw jego psychiki.

mroze - to nie jest dobre porównanie. Opisywany przez Ciebie pies ma swój dom i właścicieli. On żyje z człowiekiem non stop. Parys żyje w kojcu mając z człowiekiem kontakt bardzo ograniczony.
I pamiętaj - deklaracjami i dobrymi chęciami jet piekło wybrukowane. A życie pokazuje jak wiele prawdy jest w tym powiedzeniu.

Link to post
Share on other sites

Pyrdka - piałyśmy jednoczesnie.
Uwierz - bardzo mi przykro. Zawsze serce boli gdy sprawa ma takie a nie inne zakończenie.
W przypadku Parya sama natura zadziałała...
Żegnaj Parysie - teraz jesteś już wolny i możesz żyć jak chcesz, cieszyć się wolnością poza kojcem i bez ludzi których tak bardzo nie chciałeś wokól siebie

Link to post
Share on other sites

kuzwa....przeciez Magda sama chciala na miejscu zrobic badania tak mi mowila wczoraj pzred rozmowa z Wami , ne dogadalyscie sie? czy zrobilyscie to bez porozumienia.......
i sama przyjezdza po takie psy agresywne zeby je bez srodkow wyciagnac do autka robila to nie raz

bedzie sekcja zobaczymy wyniki?


Parysku..{*} :(

Link to post
Share on other sites
Guest Elżbieta481

Uśpiłyście Parysa?To Magda miała zrobić mu badania nie szanowne Stowarzyszenie!
Ja wiem,że stary człowiek niewiele w Polsce może,ale będę pamiętać żeby Stowarzyszenia nie uwzględnić przy rozliczaniu podatku za 2013 rok.Będę pamiętać szanowne Stowarzyszenie-przysięgam!!!Nie dałyście Magdzie szansy na uratowanie psa.Nie dałyście organizacjom zachodnim szansy na uratowanie psa.Nie zapomnę Wam tego .Nie życzę sobie spotkania na jakimkolwiek wątku Stowarzyszenia Łapa.Historię Parysa opowiem w środowisku psiarzy-to również obiecuję.
Elżbieta

Edited by waldi481
Link to post
Share on other sites

Parys nie został uśpiony. Obszerne wyjaśnienie jest wyżej. Z panią Magdą rozmawiała Akrum. Poinformowała ją, że jedziemy na szczepienia i badanie. P. Magda ucieszyła się ze badanie zrobimy na miejscu.

Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

Announcements


×
×
  • Create New...