Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

APSA napisał(a):
Biedna Sara :(

Kasiu, to jest ta suczka owczarka pełzająca po geriatrii:
http://psyzpalucha.pl/index.php?option=com_sobi2&sobi2Task=sobi2Details&catid=2&sobi2Id=876&Itemid=


i to tak wygląda jak ta Marta opisała? - pisała, ze chce jej pomóc-wiadomo coś?

Cudna jest Walercia ,w ogóle te owczarkowate to straszne biedy...
Dakota z poogryzanym uchem - nr. 2178/05,
[FONT=Arial][/FONT][FONT=Arial][/FONT]Buba nr.1420/07 - one też z geriatrii?

  • Replies 406
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

iwna5702 napisał(a):
Oj jednak bez lekow Sarcia nie daje rady bidulka...


zobaczymy czy cokolwiek poprawi się na Galecanie, cudów nie oczekuje bo to mimo wszystko tylko suplement,najgorsze,ze jeśli Sara nie będzie chciała jesć, to nie będzie jak podać jej tego Galecanu, bo to jest w postaci proszku i trzeba wymieszać ze sporą iloscia jedzenia,zobaczymy....

jedynym lekiem , który weter. probonują i którym Sara dostawała zanim przyjechała jest steryd, który jak wiadomo nie leczy, daje "kopa" i wyniszcza organizm, dlatego tak sie bronie(bronie Sary) przed sterydami, a te wszystkie zastrzyki typu Nivalin, cocarboxylaza itp. które daje sie zazwyczaj psom takim jak Sara, np. "mojej" Zorce guzik pomagały, ale jak nic sie nie poprawi Sarze i weterynarz karze kłuć, to pewnie trzeba będzie kłuć:sad:

Posted (edited)

APSA napisał(a):
Kontynuując off'a:

Mniej więcej tak to wygląda. W tej sali z "dziurą" na zewnątrz była tylko na czas cieczki. Od początku ma słabe tylne łapy, na kafelkach się ślizga i pełza, na ziemi albo betonie daje radę wstawać i chodzić.

Walercia na geriatrii, Dakota na innym rejonie, normalnym ale z dużym udziałem starszaków - to też straszna bieda, kiepsko chodzi, utyka na obie przednie łapy. Buba jest na rejonie daleko z tyłu schroniska, rejon zapomnianych.


Biedy kochane....mam je cały czas w pamięci:sad:


Byliśmy u weterynarza. Sara ma "Idiopatyczny starczy zespół przedsionkowy".
To jest sprawa neurologiczna, objawia sie tym miedzy innymi ze pies nie je, raptem przestaje jeśc, pochyla głowę na jedną stronę i ma "rozchodzone" oczy - tego tak nie widać/nie rzuca sie w oczy,
a akurat jak ją położyłam w gabinecie u weter, to jej oczy "chodziły" wyraźniej. Fakt że głowę ostatnio pokładała na jedną stronę, pocierała raz czy dwa o trawe(tak jakby ją cos swędziało), sprawdzałam uszy, bo myslałam ze ucho ją może boli albo coś swędzi właśnie, a okazało się, że to przypadłośc neurologiczna....
Pies moze przy tym nie jeść do dwóch tygodni (trzeba próbować wpychac coś na siłę), ta choroba nie ma szczególnej przyczyny, pojawia się u starszych psów i poprostu jest...Sara dostała zastrzyki, kolejne na sobote i niedzielę+ przeciwwymiotny, bo moze przy tym wymiotować , w poniedziałek kontrol . Zastrzyki mogą pomóc i moze byc za kilka dni lepiej, ale mogą nie pomóc a wtedy stan psa sie pogarsza...
U Sary jest to wszystko o tyle tragiczne, ze ona i tak ledwo chodziła na tych słabych łapinach, a teraz jak nie je (juz kilka dni nie je poza tą niewielką iloscią, którą w nią wcisnęłam), to łapy kompletnie nie chodzą, kompletnie nie ma sił, stoi wyłącznie wtedy jak jej ten tył trzymam.
Czy to nie jest podłe? nie dość, ze z łapami tak kruchutko, to sie jeszcze do tego następne dziadostwo przyplątało...


Byłam u niej ostatni raz (około 22ej)- zjadła troszkę mokrej karmy, ale się ucieszyłam...:), bałam się, ze juz dziś nic zupełnie nie tknie.


Zapomniałam wczoraj napisać, że weter. pobrała krew do badania na wątrobę i nerki - koszt 20zł , za zastrzyki na razie nie płaciłam- do zapłaty później

Edited by Kasia77
Posted

Kasia77 napisał(a):
Biedy kochane....mam je cały czas w pamięci:sad:


Byliśmy u weterynarza. Sara ma "Idiopatyczny starczy zespół przedsionkowy".
To jest sprawa neurologiczna, objawia sie tym miedzy innymi ze pies nie je, raptem przestaje jeśc, pochyla głowę na jedną stronę i ma "rozchodzone" oczy - tego tak nie widać/nie rzuca sie w oczy,
a akurat jak ją położyłam w gabinecie u weter, to jej oczy "chodziły" wyraźniej. Fakt że głowę ostatnio pokładała na jedną stronę, pocierała raz czy dwa o trawe(tak jakby ją cos swędziało), sprawdzałam uszy, bo myslałam ze ucho ją może boli albo coś swędzi właśnie, a okazało się, że to przypadłośc neurologiczna....
Pies moze przy tym nie jeść do dwóch tygodni (trzeba próbować wpychac coś na siłę), ta choroba nie ma szczególnej przyczyny, pojawia się u starszych psów i poprostu jest...Sara dostała zastrzyki, kolejne na sobote i niedzielę+ przeciwwymiotny, bo moze przy tym wymiotować , w poniedziałek kontrol . Zastrzyki mogą pomóc i moze byc za kilka dni lepiej, ale mogą nie pomóc a wtedy stan psa sie pogarsza...
U Sary jest to wszystko o tyle tragiczne, ze ona i tak ledwo chodziła na tych słabych łapinach, a teraz jak nie je (juz kilka dni nie je poza tą niewielką iloscią, którą w nią wcisnęłam), to łapy kompletnie nie chodzą, kompletnie nie ma sił, stoi wyłącznie wtedy jak jej ten tył trzymam.
Czy to nie jest podłe? nie dość, ze z łapami tak kruchutko, to sie jeszcze do tego następne dziadostwo przyplątało...


Byłam u niej ostatni raz (około 22ej)- zjadła troszkę mokrej karmy, ale się ucieszyłam...:), bałam się, ze juz dziś nic zupełnie nie tknie.


Zapomniałam wczoraj napisać, że weter. pobrała krew do badania na wątrobę i nerki - koszt 20zł , za zastrzyki na razie nie płaciłam- do zapłaty później

Nasz Barry,owczarek z palucha, tez to miał, najpierw nogi chore, potem przyplątał się zespól przedsionkowy...
biedna SArunia..

Posted (edited)

Starosc - na to nie ma lekarstwa - ale pociesza tylko, ze Sarunia jest zadbana,kiedy chce lezy na slonku, Kasiu robisz wszystko co w Twojej mocy

Edited by iwna5702
Posted

APSA napisał(a):
Moja Punia w tym roku dwa razy dostała zespołu przedsionkowego "o charakterze obwodowym", na szczęście w lekkiej formie - oczopląs, zaburzenia równowagi, przechylony łepek. Ale bez zaburzeń apetytu i bez szczególnego pogorszenia nastroju.
Jeśli Sara daje jeszcze radę stać, choćby z podparciem, to nie jest tak źle - Barrego o ile pamiętam kompletnie położyło, nawet głowy nie podnosił.

tak, tak z Barrym to juz byl poczatek konca, mam nadzieję, że u Sary da się opanować chorobe

Posted

iwna5702 napisał(a):
Kasiu, czy zamowiony lek dotarl? Troche jest niepokojacy brak wiesci od Ciebie.


Co dzień mam napisać i czasu brakuje, a jak znalazłabym chwilę, to internet postanawia pograć mi na nerwach- cały wekend nie było dziada, dziś od rana też jakis cyrk!

Posted

[quote name='Beat2010']tak, tak z Barrym to juz byl poczatek konca, mam nadzieję, że u Sary da się opanować chorobe

...tak bym chciała mieć lepsze przeczucia.... :(

Troszkę podsumuję czas od piątku 07go wrzesnia- obecnej choroby i w związku z nią pierwszej wizyty u weterynarza :

Piątek- wizyta u weterynarza, Sarunia dostała zastrzyki i kolejne na wekend do domu

Sobota i niedziela- wszystko pozostaje bez zmian, miałam wrażenie,
że niunia zupełnie zapodziała wolę walki i biernie poddała sie losowi...
Kiedy ją stawiałam trzymając tył, to stała, ale nawet nie próbowała isc do przodu, czasem zrobiła dwa, trzy kroki i to wszystko. Tylne łapy nie funkcjonowały w ogóle. Ogólnie łapała opóźniony kontakt ze światem, niby patrzyła a nie widziała, dopiero jak ja trochę "rozruszałam", to czasem wyciągała głowę i łapała zapachy albo rozglądała się za psem który gdzieś niedaleko się kręci. W sobotę zjadła miseczkę mięsa z kurczaka(sukces!), w niedzielę tez niby złapała w zęby kawałek, ale po chwili go "zgubiła", mimo, że było mocno rozdrobione - jakby nie miała sił poradzić sobie nawet z taką drobnicą

Poniedziałek- poniedziałkowy poranek przyniósł nadzieję, że będzie szło ku lepszemu - Sara podtrzymywana z tyłu pochodziła troszeczkę , zjadła więcej niż w ostatnich dniach i kontakt też był z nią lepszy - wyraźnie wróciła do "żywych".
Taka byłam szczęśliwa, pojechałam do weterynarza , dostaliśmy zastrzyki na kolejne dni.
Niestety na lepszym poranku się skończyło...:-(

Wtorek- wczoraj było strasznie gorąco, niunia sama nie wiedziała co chce, "kręciła się" strasznie a że sama nie jest w stanie sie podnieśc i przemieścić, nieustannie trzeba było przy niej być. Odmawiała jedzenia zupełnie, pomysły mi się kończą, przez całe dnie przygotowanych stoi kilka misek, w każdej co innego , kupuje rzeczy, których normalnie nie kupuje i nie daje psom, podtykam co chwilę inną miskę z nadzieją, że coś skubnie - skusi się na nowy zapach i smak.

Boje się że Sara nie dźwignie się już na łapy , bez zmian pozostaje wygięta na prawą stronę głowa, cała szyja właściwie , weterynarka mówi, że tak już może zostać...- to powoduje, że Sara zupełnie nie trzyma równowagi, bo nie dośc że łapy ma jakie ma i z chodzeniem takie problemy, to teraz przy braku równowagi, nie ma mowy o tym żeby chodziła sama czy stała:-(.
Istotnym wyznacznikiem zmian jakie w niej zaszły(na gorsze), jest dla mnie jej stosunek do psów - z obwrzaskiwania psów, został jedynie
cichy pomruk wydawany jeszcze czasem na Antka, na którego miała szczególne uczulenie, reszta psów może hurtem zapakować się do domku a ona tylko patrzy i milczy, jakby nie wiedziała co się dzieje/ o co chodzi.

Wieczorami nie chce żeby ją wyprowadzać, leży jak przymurowana , zmieniam więc tylko zasikane legowiska i siedzimy sobie razem, miziamy, głaszczemy, tulimy - to takie nasze babskie wieczory....


Gelacan nie doszedł, chociaz twierdzili że wysłali przed wekendem, jeszcze mnie szlak nie trafił tylko dlatego, że i tak w tej chwili nie ma jak Sarze tego wcisnąć. Gelacan jest w postaci proszku, a póki ona nie będzie jadła normalnie, nie będę miała jej jak tego mieszać z jedzeniem.
Wynik z wątroby i nerek w porządku.
Jutro mamy pokazać sie u weterynarza, zastrzyki na jutro mamy ostatnie, więc zobaczymy co dalej...


Koszty od 07go do 12go września:
20zł - badanie krwi
? - zastrzyki do uregulowania
30zł - dotychczasowe dojazdy do kliniki, za każdy przejazd płacę za paliwo - wynajęty kierowca
60zł - Gelacan z przesyłką(gelacan 55zł + przesyłka na pół, bo dla Gai też kupowałam)

Zdjęcia chciałam wstawić, kiepskie bo z telefonu a wieczorami przy sztucznym świetle wychodzą słabo, ale najpierw muszę je wydobyć z tego złośliwego pudełka, bo mi zapisał wszystko w swojej pamięci zamiast na karcie :mad:i nie wiem, jak je zrzucić do komputera:razz:, jak mnie mąż oświeci w temacie, to i zdjęcia będą:)

Posted (edited)

Miałam jeszcze wczoraj wieczorem wkleić zdjęcia,
ale późno wróciłam od Sary i zostawiłam sobie dogomanie na dziś...
Dziś....dziś poszłam jak co rano, otworzyłam drzwi.... Sarunia poddała się,
nie chciała dłużej walczyć....:-(


Na dzis miałam zaplanowaną wizyte u weterynarza, nie udało nam sie pojechać wczoraj, ale miałam jeszcze leki a dziś trzebaby było podjąć kolejne decyzje co do dalszego działania-leczenia - to wszystko i tak byłoby przedłużaniem stanu w jakim była...bo kiedy pisałam tu ostatnim razem, wiedziałam-czułam, że Sara z tego nie wyjdzie, ale gdzieś w głębi serca, człowiek chowa maleńką nadzieje na cud...


Przedwczoraj był taki moment ,że myslałam, że umiera - poszłam do niej ,spała, w tych ostatnich dniach zapadała jakby w takie letargi ,potem się obudziła, podniosła głowę,spróbowałam ją pokarmić, na 10 podtykanych kawałeczków jedzenia, udało się namówić ją do dwóch czy trzech , potem ją wyprowadziłam , chociaż gdyby to od niej zależało, to w ogóle by się nie podniosła .Zrobiła siusiu, wsadziła głowe do wiadra, ale nie napiła się wody, posadziłam ją na trawie, żeby zmienić zasikane posłanie, a ona wtedy padła na trawe - leżała bez ruchu z zamkniętymi oczami, myslałam, że dostała jakiegos porażenia, paraliżu, myslałam że umiera... po chwili oczka sie otworzyły i wzrok zaczął za mną wędrować , później podniosła głowę i wszystko wróciło do "normy". Przeniosłam ją do domku, siedziałam przy niej aż zasnęła....

Wczoraj ...wczoraj było tak samo, poraz kolejny kiedy ja posadziłam na chwilę na trawę, padła "sztywno".
Rano chciała wyjść, potem już nie chciała wstawać, nie przejawiała żadnej chęci do wychodzenia , ale oczka miała świadome i bystre do końca, mimo, że uciekał jej często kontakt ze światem, to psychicznie "przebudzała się" co chwilę - namierzała mnie nosem łapiąc zapachy,patrzyła na psy, chociaż nawet na Antka nie zareagowała od przedwczoraj - w ogóle, jakby go nie było:sad:.

Wieczorem siedziałm przy niej długo, w ostatnim czasie tak samo spędzałyśmy każdy wieczór- siadałam przy Sarze, ona opierała mi główke na nogach ,głaskałam, mówiłam do niej, poprostu byłam....
Kiedy wychodziłam, jeszcze podłożyłam jej pod pupe polarowy kocyk (polar najlepiej wchłania mocz), wycałowałam główkę i pysia, pożegnałam się i prosiłam opatrzność, żeby Sarunia nie cierpiała ,żeby odeszła szybko i bez bólu, jeśli ma byc tak, ze już nie wyjdzie z choroby. Widziałam jak choroba niszczy moje wsześniejsze staruszki, widziałam cierpienie i toczoną walkę, której nie mieliśmy szans wygrać....dlatego prosiłam los aby nie pozwolił Sarze trwać w chorobie jeśli nie zaplanował dla niej żadnej poprawy :-(


Około 22ej zgasiłam światło, wyłączyłam radio i wyszłam (Sara miała "gadulca", żeby nie było jej samotnie, kiedy czas spędzała sama, chociaż starałam się poświęcać jej czasu jak najwięcej)
Myślę, że umarła niedługo potem, bo kiedy rano otworzyłam drzwi, wyglądała dokładnie tak, jak ją zostawiłam- w tej samej pozycji, w tym samym miejscu. W koło Sary było czyściutko, kocyk nie zmoczony mocno,wilgotny troszkę, wyglądała tak jakby poprostu przestało jej bić serce. Myślę, że nie cierpiała- nie towarzyszył jej ból, nie było w jej zachowaniu i wyglądzie nic, coby wskazywało że coś ją boli. Jeszcze wczoraj wieczorem, kiedy z nią siedziałam, zjadła co nieco, podsuwałam miski co chwilę, za każdym razem troche skubnęła, miała na to jedzenie ochotę, tylko jakby sił brakowało...


W poniedziałek, kiedy byłam w klinice, weterynarka, wspominała dzień kiedy zobaczyła Sarę pierwszy raz , powiedziała,że Sara wyglądała jakby trzema łapami była na tamtym świecie, potem tak ładnie wyszła na prostą , odżyła nie tylko fizycznie, ale i psychicznie- była w bardzo dobrej formie, wyglądała ładnie i trzymała sie dzielnie - i tak krótko to trwało:-(,
ogromny żal, że tak krótko mogła cieszyć się tym co miała:-(


Wklejam ostatnie zaległe zdjęcia...
(moze to wygląda trochę tak kolorowo..., ale Sara miała pościelone po bokach/szeroko tak, żeby w razie czego mogła sie przesunąć , żeby było jej wygodnie i dookoła miękko)









Wczoraj


Edited by Kasia77
Posted

Rozmawialam z Kasia . Pusto w domku Sary.
Pewnie kolejna bieda znajdzie tam swoj prawdziwy dom.
Najbardziej chcialabym, zeby to Amancik pojechal do Kasi. Jemu jest potrzebna bardziej indywidualna opieka, a moze zamieszkalby w domku razem z jakas starsza sunia?
.
Domek Sary byl budowany najpierw z mysla o Zoranku, bylo to wiosna .
Domek nie jest specjalnie ocieplany - ale Kasia na pewno zadbalaby o to zeby psiakom bylo cieplo w nim zima. Gdyby zamieszkaly dwa - moglyby wzajemnie sie ogrzewac, spiac razem.

Posted

[quote name='iwna5702']Rozmawialam z Kasia . Pusto w domku Sary.
Pewnie kolejna bieda znajdzie tam swoj prawdziwy dom.
Najbardziej chcialabym, zeby to Amancik pojechal do Kasi. Jemu jest potrzebna bardziej indywidualna opieka, a moze zamieszkalby w domku razem z jakas starsza sunia?
.
Domek Sary byl budowany najpierw z mysla o Zoranku, bylo to wiosna .
Domek nie jest specjalnie ocieplany - ale Kasia na pewno zadbalaby o to zeby psiakom bylo cieplo w nim zima. Gdyby zamieszkaly dwa - moglyby wzajemnie sie ogrzewac, spiac razem.



Domek był ocieplany grubo wełną mineralną z każdej strony, łącznie z sufitem i podłogą, ale ogrzewany nie jest,
nadchodząca zima będzie dla Nas testem, mam nadzieję zdanym jak najlepiej, bo staruszeczkom MUSI być u nas dobrze.


Byłam wczoraj wieczorem u Sary w domku a tam pusto...
nikt na mój widok nie podniósł główki, nikt nie czekał....
To była kochana sunia, dobra...., wzruszająca...
Żałuje, że nigdy nie miałam akurat pod ręką aparatu albo telefonu, żeby nagrać i pokazać jak Sara cudnie próbowała dorównać w zabawie Fredziowi- małemu pieskowi, zabranemu pare m-cy temu z ulicy przez moją siostrę, Fredziu mieszka z nami po sąsiedzku- za płotem. Sara strasznie lubiła chodzić na to sąsiednie podwórze, a ja lubiłam ją tam zabierać, bo to ją mobilizowało do ruchu- dużo zapachów, duży teren do zwiedzania, więc chodziłyśmy co dzień na spacerki. Fredzio ją zaczepiał, chciał sie bawić a ona próbowała się w tą zabawe włączać- podskakiwać, biegać . Niezdarnie jej wychodziło, bo łapy niesprawne, ale tyle miała z tego radości, taka była szczęsliwa... Kochana Sarunia....


Moje staruszki kochane, są jak sen...przychodzą i odchodzą tak szybko...:( Wyznaczają rytm dnia, dzielą go na kawałki, czas podporządkowuje pod ich potrzeby, pod godziny w których trzeba pomóc im wyjść, wstać, wyczyścić zabrudzone co chwile futerko i łóżeczko a potem znikają... zostawiają straszną pustkę i ból z którym za każdym razem trzeba sobie radzić od nowa .
Ciężko chwilami uwierzyć, że były, gdyby nie ta pustka która zostaje i dzień z którym nie wiadomo co zrobić, taki jest raptem niepoukładany.


Byłam dziś w klinice, rozliczyć sie za leczenie Sary:

Piątek: niunia dostała zastrzyki w klinice
Sobota i Niedziela:


Poniedziałek: dostaliśmy zastrzyki na kolejne cztery dni,
ale zdjęcie ciągle siedzi w telefonie...

- nasza Pani doktor nie wzięła nawet jednego grosiczka za zastrzyki,
które Sarcia dostawała przez cały tydzień.

Galecan doszedł w czwartek.Gaja będzie miała go teraz poprostu więcej
Sarunia miała opłacany pobyt od 05go do 05go (05go czerwca przyjechała), więc za wrzesień wychodzi 10 dni pobytu - 120zł, zostaje 240zł pomniejszone jedynie o dojazdy do kliniki i badanie krwi czyli o 50zł.
Do zwrotu 190zł - przelane na konto. Jeśli cos źle policzyłam, to przepraszam, krzyczcie a poprawie.

Posted

Kasiu,

to ze nie ma juz naszej kochanej Sarci - jest dla nas strasznie smutne, ale dla Ciebie podwojne. To Ty bylas z nia przez jej ostatnie miesiace i jej odejscie Ciebie najbardziej dodtknelo. Jesli chodzi o moje wspomnienia zwiazane z Sarcia, to Sara byla jednym z moich pierwszych psiakow w schronisku z ktorymi zaczelam spacery. Mieszkala dluzszy czas z wielkim mieszncem, ktory kosztowal mnie pol zdrowia bo spacery z nim to byla moja wielka gonitwa.
Ten wielki pies na szczescie dla niego i zarazem dla mnie znlazl dom.
Byli zgrana para, potem Sara dostala innego towarzysza, ktory podjadal jej jedzenie, bardzo wychudla - jak przychodzilam brac je na spacer Sarcia lezala glownie w budzie i smutno patrzyla. juz zaczynala sie choroba jej nozek. Ale udalo jej sie wyjsc ze schronisk o wlasnych silach i przezyc jeszcze kilka dobrych miesiecy.KAsiu jestesmy Ci za to bardzo wdzieczne,

Wracajac do domku, ze nie ocieplany mialam na mysli dodatkowe ogrzewanie - ale powiem szczerze nawet nie wiedzialam, ze ma ocieplenie scian z tej waty szklanej .
Moze byc w nim calkiem niezle zima.
Pozostalaby tylko kwestia zorganizowania przewozu - napisalam pw. do Sambo w sprawie drugiego psiaczka - (bo z naszej strony mysle oczywiscie o Amancie) ale jeszcze nie mam odpowiedzi.

Co do rozliczen - ja w ub. tygodniu przelalam 110 zl za dojazdy , badanie krwi i Galcean - sprawdz prosze czy doszedl ten przelew na konto - wtedy troszke sie zmieni stan rozliczen.

Posted

Amantowi u Kasi będzie najlepiej :) takiej opieki i troski i miłosci psiaki rzadko doświadczają, Iwonko, należy pamiętać, że u Kasi jest mniej zimno w mrozy niż w Warszawie-inna strefa :), teoretycznie o 4C jest cieplej, Amant juz powiniwen mieć na noce jakaś derkę lub branie, bo goła skóra pewnie marznie
Byłam wczoraj na spacerze z naszym Wiktorem , 12 letnim owczarkiem niemieckim z tatuażem, on juz tez czuje upływ czasu, podczas spaceru przysiada, musi odpocząc, potem idzie dalej, jedynie zrywa sie do boju, gdy widzi inne psy, wtedy siły w niego wstępują i chce je zjeść:mad:, a może Amanta do Kasi a Wiktora do hoteliku, gdzie teraz jest Amant ( lub lepszego), Wiktor i tak musi być oddzielony od psów, jeszcze mamy biedne: dobermanowatego , łagodnego dla psów i ludzi, Bruno, Jantarka, mini owczarka i czarnego, dogowatego Czarusia, jest o czym myśleć

Posted

.... i mamy tez pięknego rasowego wilczura Cezara, ktory momentami nie moze wyprostowac tylnych lap, zeby normalnie przejsc kilka krokow - z kolei nie mamy odpowiedniej ilosci pieniedzy, zeby utrzymac wszystkie te biedne staruszki w hotelikach:(

Posted

[quote name='iwna5702']
Wracajac do domku, ze nie ocieplany mialam na mysli dodatkowe ogrzewanie - ale powiem szczerze nawet nie wiedzialam, ze ma ocieplenie scian z tej waty szklanej .
Moze byc w nim calkiem niezle zima.
Pozostalaby tylko kwestia zorganizowania przewozu - napisalam pw. do Sambo w sprawie drugiego psiaczka - (bo z naszej strony mysle oczywiscie o Amancie) ale jeszcze nie mam odpowiedzi.[/QUOTE]

gdyby nie był porządnie ocieplony, w ogóle nie brałabym pod uwagę, umieszczenia w nim jakiegokolwiek zwierzaka, toż to byłoby "mrożenie", a nie dobry dom psiej starości ;)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...