Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Warto też do schroniska zadzwonić i uprzedzić. Albo do TOZu. O ile już oczywiście ten pan tego nie zrobił. Moim rodzicom w zimie zaginął psiak. Mały, czarny kundelek. Moja mama była w pracy za granicą, a moja młodsza siostrzyczka (to był jej psiak) był u mnie na feriach. 50km od domu. Wtedy było -20st mrozu! Ryczałam po kątach jak głupia. Nie wiedziałam jak powiedzieć o tym temu dziecku. Najpierw zostawiła ją mama a potem to. Zasypiałam z myślą, czy on zamarzł, czy go rozszarpały inne psy, czy wpadł pod auto.... Zwykły mały kundel! Ale znałam go od szczeniaka...Całą ciążę prawie mi towarzyszył:) Narzeczony był za granicą, a ja u rodziców mieszkałam. Ten psiak wszędzie był ze mną. Nawet spałam z nim i moją labradorką w jednym łóżku...A nagle coś takiego... Dzwoniłam do wszystkim znajomych. Do leśniczych. Do znanych mi okolicznych kłusowników. Na wsi ludzie mają inne podejście do psa niż w mieście. Tam to dosłownie tylko kundel. W końcu wstawiłam jego zdjęcie na naszą klasę...Dostałam wiadomość, że widzieli go 3km od domu. Wiecie gdzie? Błąkał się przy szkole podstawowej do której moja siostra chodzi. Szybko wysłałam brata. Szukał go ale nie znalazł. Oni z tatą to go po lasach chodzili szukali, po stawach zamarzniętych w przeręblach go szukali....Po kilku dniach dostałam kolejną wiadomość od kolegi, że widział go kolejne 2 km dalej od ostatniego miejsca. Wydzwaniałam do obcych mi ludzi, którzy tam mieszkają...To było przy ruchliwej drodze. Przy gospodarstwach gdzie wiem, że są groźne psy. A on taki malutki ;( W piątek wieczorem po tygodniu poszukiwań całkiem się załamałam. Dziaciaki spały a ja rozpłakałam się kuchni mojemu partnerowi i zażartowałam żeby użył swoich mocy (on ma jakieś szczęście dziwne w życiu) i żeby on się odnalazł. Niczego wtedy tak nie pragnęłam. W sobotę rano mieliśmy odwieźć moją siostrzyczkę i miałam jej o wszystkim powiedzieć. Dostałam wiadomość na nk: Twój pies na 99% jest u mojej sąsiadki!!! Wzięłam jego zdjęcia jakie znalazłam w domu wsiedliśmy w auto, dziecko w fotelik, labradorkę do bagażnika i w drogę. Weszliśmy we dwoje na podwórze. Zapukałam. Do drzwi dobiegło szczekanie kilku psów. Serce mi zamarło i powiedziałam do mojego, że to nie Borysek...Że to nie on szczeka! Otworzyła pewna pani. Poprosiła żebyśmy zaczekali bo musi psy pozamykać. I wtedy jak torpeda wyskoczył przez szparę mój psiak! Wskoczył mi na kolana i tak strasznie piszczał!!! Wylizał mi całą twarz i łzy...A ta pani powiedziała tylko, że już wie po co przyjechaliśmy. Pokazałam jej zdjęcie na dowód i wyjaśniłam sytuację. On się przyczłapał wychudnięty do ich ogródka. Zabrały go do domu. A ja będę im do koca wdzięczna że go nie przegoniły kijem, nie poszczuły psami tylko zajęły najlepiej jak mogły :) Dlatego warto mieć nadzieję ....

  • Replies 188
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Zalałam się łzami to czytając...niesamowite.Wspaniała opowieść.Byłby dobry film.Wytrwałość popłaca.Mam dobrą wiadomość.Dziś ten znajomy poszedł do straży miejskiej,pytać czy nie odwozili psów do schroniska,ale podobno tylko 2 kundelki(biedactwa) i nagle ktoś kazał mu zgłosić sie na Aral,bo tam na stacji paliw,są namiary do ludzi,którzy go zabrali.Jest w Berlinie.Zabrali go niemcy.Siedział i rozglądał się wystraszony,nie daleko miejsca,gdzie rozstał sie z panem.Pobiegł do suczki i zgubił się.Ci niemcy,czekali 3 godz,czy ktos sie po niego zgłosi,aż w końcu zostawili namiary i pojechali z nim.Jego Pan z Żoną,już pojechali po niego.Ale okazało sie po kontakcie tel.ze oddali go do schroniska,lecz pojadą Ci niemcy z nimi do tego schroniska.Mam nadzieję, że Mejson wróci do swego kochanego Pana i domu.

Posted

Mariuszak cudownie, że zdecydowaliście aby Ares został z Wami :multi:. Widać, że w życiu kierujesz się sercem, bo mimo trudnej sytuacji nie pozwolisz na kolejne zmiany w życiu psa, rozumiesz jego uczucia i przywiązanie.
Wszyscy wiemy ile kosztuje utrzymanie dużego a do tego schorowanego psa, wizyty weterynaryjne, dlatego nie wstydź się wołać o pomoc, gdy zajdzie taka potrzeba. Wierzę, że dogomaniacy pomogą :lol:

Posted

Jak już napisałam cuda się zdarzają. Trzeba tylko mocno na nie pracować :) Ba samo chcenie nie wystarczy. Na razie mam trochę zamieszania w domu i życiu, ale postaram się coś pokombinować żeby zebrać znowu jakieś fundusze.

Posted

Mejson się odnalazł! Był w schronisku,40 km od Berlina.Znajomi byli z szokowani,gdyz nie podobne do schronisk nam znanych u nas.Ogromny obiekt,oszklony,piękne trawniki i fontanny,pachnąco wręcz.Nie trzeba było nic płacić,nawet kiedy koleżanka tak symbolicznie chciała dać 20 ero na karmę,usłyszała,ze tak nie wolno,bo państwo na wszystko daje.Pies był w szoku,otumaniony i przerażony,ale warunki miał dobre,jedynie psychicznie ucierpiał z braku pana.Ci niemcy na Aralu,powiadomili naszą straz miejską i czekali 3 godz.ale niestety,nie zjawili się,więc zabrali go ze sobą.Bardzo mili ludzie i ogromnie cieszyli się,że pan tak daleko jechał po swego psa.A on by nawet do Ameryki po niego pojechał za ostatnie pieniądze.Mejson nawet mi całą twarz wylizał z radosci,co nigdy tego nie robił,najwyżej zawarczał,ha.Juz spokojnie bedą spać od dziś.
A co do Areska,to czekam na ta wizytę u weta,muszę jeszcze parę rzeczy skonsultować.Często dość kapie mu z noska i nie wiem czy to normalne.Chciałabym,żeby tez w gardło mu zajrzał i oczy.Jak sie załatwia to tak mruczy i myślę,że cos go w tym momencie boli.Dałam mu dzis wapno,bo strasznie zaczął gryżć sobie ten ogolony brzuszek(do USG),ale nie tylko tam,a pchełek nie ma na pewno.Tak go uwielbiam...jak i Rokiego.Roki młodziutki 10m-cy i wulkan energii.Ares czasami go temperuje trochę,gdy Roki przesadza,ale tylko warcząc i ten już rozumie.Są przebojowi.Czasami przytulają się mordkami.Naprawdę sie lubią.Za wszystko wielkie DZIĘKI.

Posted

Ares jest bardzo spokojnym psem,a Roki jest młody.
Czują się jak ojciec z synem.
Na dwór też trzeba z dwoma wychodzić,bo jak nie,to zaraz jeden drugiego szuka i ciągnie do domu.

Posted

mariuszak napisał(a):
Ares jest bardzo spokojnym psem,a Roki jest młody.
Czują się jak ojciec z synem.
Na dwór też trzeba z dwoma wychodzić,bo jak nie,to zaraz jeden drugiego szuka i ciągnie do domu.


Ja też mam dwa owczary, ale parkę :) Też siebie szukają na spacerach, karcą wzajemnie, jak któreś zabałamuci w krzaczkach. Jednak nie wyobrażam sobie mieć dwóch panienek lub dwóch kawalerów, to ponad moje siły :) Fajnie, że chłopaki tak dobrze się potrafili dogadać :)

Posted

Wow , ale słodko :) Jak z małymi dziećmi. Na co dzień człowiek się naszarpie, a przychodzi taki widok i się odżywa a serce śpiewa z radości :) Obmyślam już plan zbiórki kasy dla Aresa. Przecież za sterylkę za jakiś czas jak podleczycie go też trzeba będzie jakoś zapłacić. Na razie muszę jednak poczekać na ,,towar,, z Norwegii ;)

Posted

Pozwalam sobie dla odwiedzających Aresa zacytować nowinki od psinki ;)
,,Dziś juz Aresek jest po wizycie w klinice.dostał 2 zastrzyki i antybiotyk,bo ma kaszel i przez to troszkę opuchniętą krtań,ale osłuchowo jest wszystko czyste.Wyniki z krwi będą w poniedz.i to rozstrzygnie,czy już można dokonać kastracji.Wtedy umówię sie na wiz.następną.Jest trochę problem.Aresowi 1 jąderko uciekło(tak ma od zawsze)i niestety,ale je trzeba znależć i tez usunać,więc trzeba będzie otworzyć jamę brzuszną.Chol....sie boję,ale to konieczne,gdyż jeśli nie zgodzę się,za jakiś czas moze okazać się rak.A jest szansa,że będzie ok.Następna sprawa, to jest ten czas po operacji.Będzie problem z wchodzeniem po schodach(3piętro),ale to puzniej będziemy się martwić.Ma już swoją książeczkę zdrowia.Był bardzo grzeczny i pani chwaliła go.Jestem z niego dumna.Dostał tez specjalny szampon do kąpieli,na te swędzenie i na łojotok(ma spory).Będzie jak z obrazka.Pani z Ziel.G.śmiała się,ze taki grubas się zrobił:smile:.Dziś zauważyłam nowe objawy Aresa.Zawsze Roki zaczepiał go i nawoływał do zabawy.Dziś 1 raz,Ares biegał za Rokim i zaczepiał go non stop i zachęcał do zabawy.Niesamowity widok był.Tak się uśmiałam...Jutro kąpanko będzie.,,

Posted

Ares bał się wejść do łazienki(nigdy nie chciał),ale jakoś dał się udobruchać.Był wystraszony,ale najpierw ja weszłam i mu pokazałam :) Patrzył,ale nie chciał.Powoli wzięliśmy go na ręce i wsadziliśmy.Usiadł bardzo grzecznie i pozwalał na wszystko...cały Ares(anioł).Gdy go tak pucowałam,strasznie mu się podobało i prężył się.Nie uciekał i do końca,spokojnie,dokładnie go wykąpalismy.Następnie usiadł sobie z łapkami na brzegu wanny i czekał na wyjście z niej.Dziś jest jeszcze przystojniejszy.

Posted

Aresa wyniki są wypadły pomyślnie.Wątroba,nerki w porządku.Nawet niedokrwistość w normie.Czegoś, w nieznacznym stopniu mało,ale wieczorem z kontaktuje się z lekarzem prowadzącym i on zadecyduje o sterylizacji.Ogromnie się cieszę tymi wynikami,oby tak dalej:)

Posted

doczytałam się, że Aresik ma być kąpany w zw. z łojotokiem, skoro tego nei lubi to można zastosować taki preprata w kropelkach na łojotok. Ja takie coś stosowałam u psa ze schroniska, gdzie wiadomo nie było sznas na regularną kąpiel i przetrzymanie psa w cieple. Może Aresowi takie krople by bardziej podpasowały?

  • 3 weeks later...
Posted

Jak się czuje Aresik? Dla tych którzy nie wiedzą Ares dzisiaj miał mieć sterylizację. Mam nadzieję, że wszystko już dobrze i nasz przystojniak dochodzi do siebie w ciepłym domku z kochającą go rodzinką. Dużo zdrówka dla niego :*:*:*

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...