Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • 2 weeks later...
  • Replies 995
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Pomponik bez zmian :) no może częściej mu się zdarza nasikać na nas jak go znosimy ze schodów :roll: Wczoraj zdjęłam pieluchę przed spacerem i niestety mąż całą klatkę musiał myć i schody. Ale choć Pompon tak nieobecny niby,m to na kurczaka zawsze przyjdzie, no i kocha jeść bułki mleczne, bo są mięciutkie, a on nie ma czym gryźć. Dziś lub jutro wielka kąpiel się szykuje :lol:

Posted

AgaG, jak czytam Twoje relacje o Pomponiu, to wiem o czym piszesz...Moja psiapsiółka asika5 też jest dokładnie na takim etapie życia swojego Bursztynka...Jak dobrze tym psiakom,że mają taką czułą i cudną opiekę na starość...w przeciwieństwie do innych, samotnych, porzuconych....

Posted (edited)

Gosiapk napisał(a):
Aga, a może pieluchę dopiero na dworze mu zdejmować? Czy wolisz, aby sąsiedzi nie widzieli?

Zwykle ściągam mu pieluchę dopiero pod śmietnikiem, by nie narobił czegoś na podjazd pod blokiem, ale tym razem przed spacerem pielucha była tak pełna, że musiałam ją zdjąć, by nie paść od tych aromatów :) Sądziłam, że Pompon chwilę wytrzyma na rękach bez świeżej pieluchy, no ale się mu nie udało :)
Sąsiadami się w ogóle nie przejmuję. Denerwuję się tylko, że jak jakiś inny (nie mój) pies nasika na klatce, to znajduję karteczki "proszę posprzątać po swoich psach). Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, że to inny pies mógł nabrudzić. wścieka mnie poza tym, że niektórzy z nich uważają, że "pies się męczy" i powinnam go uśpić.

Hmm tak się zastanawiam, czy Pompon - skoro chodzi w pieluchach - będzie mógł się plażować w Sopocie? Bo chyba zakaz wstępu psów na plażę podyktowany jest tym, że brudzą ? :)

Edited by AgaG
Posted (edited)

zachary napisał(a):
AgaG, jak czytam Twoje relacje o Pomponiu, to wiem o czym piszesz...Moja psiapsiółka asika5 też jest dokładnie na takim etapie życia swojego Bursztynka...Jak dobrze tym psiakom,że mają taką czułą i cudną opiekę na starość...w przeciwieństwie do innych, samotnych, porzuconych....

zachary ja mam nadzieję, że skoro Pomponio już dwa lata dał radę trwać przy swoich pańciach, to jest naprawdę silny.
A co do porzuconych psów, to myślę, że niektórzy ludzie są po prostu beznadziejni:( Mój ostatni nabytek z krakowskiego schronu - Karlita bez oczka została porzucona przez właścicieli. Najpierw sądziłam, że może oddali ją z powodu uszkodzonego oka, które w schronisku osunięto, ale dziś sądzę, że mogli ją oddać dlatego, ze niestety często jej się zdarza nasikać w domu. Jest wtedy taka przerażona, jakby sądziła, że ją za karę wyrzucę. Na początku pod łóżko wchodziła ze strachu. Sądzę, że nieraz była bita :( a to taki wierny, kochany pies.

Edited by AgaG
Posted

Gosiapk napisał(a):
:D Zdecydowanie powinni wpuścić Pomponisława w pieluszce na plażę.

z pewnością to uwiecznię na zdjęciach :loveu: Pomponio - plażowicz

Posted

Hmm, no nie wiem...Na plażę strzeżoną może być kłopot, bo stoją tablice z zakazem wprowadzania psów...Chyba,że parę metrów dalej, poza strzeżoną, gdzie nie ma tyle "stonki ludzkiej" i jest spokojniej. My tak robiliśmy...

Posted

Ja jeżdżę w miejsca, gdzie nie ma zakazu wchodzenia na plażę z psami i także chodzę dalej od wejścia, gdzie jest mniej ludzi. Tam także dla nas jest przyjeniej, spokojniej i ciszej :)

Posted

[quote name='Gosiapk']Ja jeżdżę w miejsca, gdzie nie ma zakazu wchodzenia na plażę z psami i także chodzę dalej od wejścia, gdzie jest mniej ludzi. Tam także dla nas jest przyjeniej, spokojniej i ciszej :)[/QUOTE]

nie udało mi się znaleźć takiej oferty, bo albo nie było połączenia bezpośredniego z Krakowa z wagonami sypialnymi albo przede wszystkim możliwości wzięcia czterech psów. :) Niestety w Sopocie jest zakaz wchodzenia z psami na plażę :( ale mam nadzieję, że choć Pompon w pieluchach zostanie wpuszczony, a reszta musi się zadowolić parkiem.

  • 3 weeks later...
Posted

Mamy za sobą straszną noc. Myślałam już, że Pomidorcia umrze. Wymiotowiała źółcią, potem :( nawet nie wstawała. Nie ruszała się, dziwne oczy umierającego psa miała :(
Moja wetka myślała, że mąż niesie martwego psa. :( temperatura ponad 40 Dziś od rana była na kropówkach, zastrzyki różne dostała. Sikała krwią, teraz czekam na szczegółowe wyniki badań krwi. Dobrze że temperatura spadła i sunia nawet zjadła sporo. Moja wetka jest nadzwyczajna, oby wszystko było dobrze, ale martwię się bardzo bo Pomidorcia ostatnio bardzo słaba była :(
a Pompon jak zawsze. Dziś oboje nasikali z Karlitą, musiałam listwy odkręcać w przedpokoju. Winna za mała pielucha chyba, bo się obsunęła.

Posted

Ja przed godziną również myślałam, że wyjdę z siebie... Poszłam na ostatni spacer ze swoim psem. Biegał, bawił się, wszystko było OK. Kiedy go już przypięłam na smycz i miałam wracać, jemu się coś stało! Szedł jakby nie mógł, przystawał, głowa cały czas spuszczona i brało go na wymioty :( I nie wiem co się stało, może coś zjadł, choć wątpię, bo on nawet wody się nie napije poza domem, może go coś ugryzło? Zaniosłam go na rękach, położyłam w domu i obserwowałam. Zaczął ciężko oddychać, nie mógł wstać, więc ja w panikę - tym bardziej, że byłam sama w domu! Zaczęłam na necie szukać wetów od nagłych wypadków i wiecie co? Żaden nie odebrał telefonu! Było już po 23, ale każdy z nich reklamował, że jest pod telefonem całą noc i przyjeżdża do psa! A nie odebrał ani jeden!!! Siedziałam zaryczana próbując się do kogoś dodzwonić, ale na całe szczęście mój piesek wstał, napił się wody i zaczął chodzić - wolno, ale płynnie. Wskoczył na łóżko, przytulił się - nosek ma zimny i wilgotny. Jeśli do jutra będzie jeszcze osowiały to z rana sama z nim pojadę do kliniki. Jednak nie mogę zrozumieć dlaczego nikt nie odebrał? Gdyby to było coś gorszego, gdyby mi zdychał, gdyby miał wypadek?! (odpukać!) Czy znacie jakiegoś weta, który przyjeżdża do domu w nagłych wypadkach nawet w nocy? Bardzo proszę o namiary, bo dziś zrozumiałam jaka jestem bezsilna gdy nie mam auta :(

Posted (edited)

[quote name='handzia']Jak zawsze z bijącym sercem zaglądam tu i jak zobaczyłam buźki z łzami to zamarłam...
Ja się czuje Pomidorcia? Może kleszcza złapała?[/QUOTE]
Pomidorcia się trzyma, ale bardzo bardzo słaba. Nic tylko leży. Wyniki krwi nie są złe. Odebrałam telefon z gabinetu, że tylko leukocyty bardzo podniesione, co wskazuje na duży stan zapalny,wątroba taka sobie, ale nerki całkiem w porządku. Jednak gdyby z sunią nie było lepiej jutro, muszę ją poddać badaniu rtg.
Badanie w kierunku choroby odkleszczowej wyszło ujemnie, więc ciężki stan Pomidorci jest czymś innym spowodowany. Martwię się bardzo, bo Pomidorcia ma coś takiego w oczach, co niestety widziałam już kilka razy u psów, które umierały mi na rękach. Ostatnio u Daisuni mojej ukochanej. mam nadzieję jednak, że antybiotyki pomogą i pocieszam się, że Pomidorcia normalny posiłek zjadła.
Handziu Pomponik to nadzwyczaj silny pies :) ostatnio w nocy niestety tak głośno szczeka, że budzi Zuzię i nas, Są to nieprawdopodobne szczeki o bardzo wysokich tonach, wydawane przez psa, któremu się coś wydaje, choć nie wiadomo co. :)
Zadziwiające jest to, że ten nasz szaleniec nigdy w swojej wariacji nie ma chwil najmniejszej agresji, To jedyny pies, którego mogę zupełnie bez lęku zostawić sam na sam z Zuzią, nawet z nosem przy jej buzi, Pompon nie zna warknięć, nie używa zębów, nie jest zazdrosny, sama słodycz w tym zwierzaku.:)

Edited by AgaG
Posted (edited)

[quote name='KasiaKia']Ja przed godziną również myślałam, że wyjdę z siebie... Poszłam na ostatni spacer ze swoim psem. Biegał, bawił się, wszystko było OK. Kiedy go już przypięłam na smycz i miałam wracać, jemu się coś stało! Szedł jakby nie mógł, przystawał, głowa cały czas spuszczona i brało go na wymioty :( I nie wiem co się stało, może coś zjadł, choć wątpię, bo on nawet wody się nie napije poza domem, może go coś ugryzło? Zaniosłam go na rękach, położyłam w domu i obserwowałam. Zaczął ciężko oddychać, nie mógł wstać, więc ja w panikę - tym bardziej, że byłam sama w domu! Zaczęłam na necie szukać wetów od nagłych wypadków i wiecie co? Żaden nie odebrał telefonu! Było już po 23, ale każdy z nich reklamował, że jest pod telefonem całą noc i przyjeżdża do psa! A nie odebrał ani jeden!!! Siedziałam zaryczana próbując się do kogoś dodzwonić, ale na całe szczęście mój piesek wstał, napił się wody i zaczął chodzić - wolno, ale płynnie. Wskoczył na łóżko, przytulił się - nosek ma zimny i wilgotny. Jeśli do jutra będzie jeszcze osowiały to z rana sama z nim pojadę do kliniki. Jednak nie mogę zrozumieć dlaczego nikt nie odebrał? Gdyby to było coś gorszego, gdyby mi zdychał, gdyby miał wypadek?! (odpukać!) Czy znacie jakiegoś weta, który przyjeżdża do domu w nagłych wypadkach nawet w nocy? Bardzo proszę o namiary, bo dziś zrozumiałam jaka jestem bezsilna gdy nie mam auta :([/QUOTE]
Ojej Kasiu to koszmar przeżyłaś. Mam nadzieję, że Twój piesek wydobrzał. Jest bardzo ciężko ze znalezieniem pomocy w nocy :(Moja wetka zwykle ode mnie odbiera, ale nie zawsze jest w Krakowie. Do Daisy gdy umierała szykowała się na wyjazd o 4 rano, ale nie zdążyła się nawet ubrać, a Daisy zmarła. Sądzę, że najłatwiej uzyskać taką pomoc nocną od weta, do którego zwykle się chodzi ze swoim psem, ale trzeba o to zapytać. Moja kochana Gosia gdy widzi, że dzwonię w nocy, a jest w Krakowie, to odbiera, bo wie, że skoro dzwonię, jest jakaś katastrofa. Kiedyś jednak inny wet, u którego przez lata leczyłam psy, odmówił mi przyjazdu do domu, choć byłam gotowa zapłacić każdą cenę i wręcz go błagałam. Z drugiej strony czasami weci mówią, że taki przyjazd nawiele da, bo potrzebują sprzętu, leków itd,. które są w gabinecie i i tak każą dowieźć psa.
Co do transportu, najlepiej mieć kogoś zaprzyjaźnionego, kto zawsze odbierze telefon w nocy i pomoże w trasporcie. ale wiem, że różnie bywa. My też auta nie mamy, ale moja kochana Ola K. zawsze mi pomaga :) Cudowny człowiek, jakich niestety jest bardzo mało.

Jak coś się takiego strasznego dzieje, to zawsze może zadzwonić do mnie i razem coś wymyślimy :) Na przykład zmusimy taksówkarza, by zawiózł psa. :) ja mam zawsze telefon przy łóżku i nigdy go nie wyłączam. Takie przyzwyczajenie byłego już trochę wolontariusza:)

Edited by AgaG
Posted

No właśnie gdyby się mu nie polepszyło to na pewno bym kogoś znajomego prosiła o pomoc w transporcie lub po prostu zamówiła taxi i pojechała na nocny dyżur. Bardziej mnie zdziwiło to, że podają numery w necie, których nikt nie odbiera, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało. Fakt, że wpadłam w panikę, ale miałam sto myśli na sekundę, np. że może gdzieś zjadł jakąś trutkę na szczury, albo ktoś coś specjalnie wyrzucił w trawę, bo przecież i takie przypadki się słyszy. Weta mam na Centralnej, tam jest dyżur do 24, a całodobowa jest chyba Arka?

Najgorsze jest, że nie wiem co się stało wczoraj mojemu psu, bo jest jeszcze młody (4 lata) i jak do tej pory zdrowy, więc takie zasłabnięcie jest bardzo niepokojące, ale wet mówił mi dziś, że może to przez upały... choć jak dla mnie to trochę banalne wytłumaczenie :(

Posted

[quote name='KasiaKia']Weta mam na Centralnej, tam jest dyżur do 24, a całodobowa jest chyba Arka?

[/QUOTE]
ja mam Arkę za daleko, więc na pewno nie wiem.Ale zdaje się, że w nocy jest technik, który w razie czego podłączy psa do kropówki, ale czy wet jest w nocy, nie jestem pewna.

Ja bym zginęła marnie bez mojej Gosi wetki i Pani Dominiki. Tyle razy już mi psy ratowały, że nie policzę. Pomidorcia żyje tylko dzięki ich szybkiej interwencji.

  • 2 weeks later...
Posted

Gosiapk napisał(a):
Jak się miewa Pomidorcia?

Na szczęście dzięki mojej wetce zdrowiutka. Już jej przenioskę w kwiatuszki kupiłam do pociągu, mam nadzieję, że daleka podróż jej nie zaszkodzi.

a Pomponowi hmm o trzeciej, czwartej nad ranem wydaje się, że jest kogutem i na bardzo wysokich tonach koncertuje. :) Słyszą go nawet ci sąsiedzi, którzy mieszkają dwie klatki dalej :)
Też mam dla niego przenioskę, Powoli się pakujemy.

Posted

Gosiapk napisał(a):
Sąsiedzi bardzo źli na chłopaka? :o


Chyba się przyzwyczaili do koncertów.

Bardzo smutna bardzo wiadomość to taka, że straciliśmy Karlę. Zmarła zupełnie niespodziewanie.:-(:-( :-(Wiedzieliśmy od wetek naszych, że ma poważną wadę serca, ale wydawała się najbardziej żywotnym i energicznym z naszych psów. Bardzo brak mi Karli, to była sunia zakochana we mnie. Dobrze, że Zuzia jest malutka i nawet nie zauważyła, że jest o jednego psa mniej, bo wiem po sobie, że dla dziecka strata ukochanego psa to koszmar.

Posted

Bardzo mi przykro z powodu odejścia suni :( Wiem, że ciężko się z tym pogodzić, nawet jeśli żegnało się już wcześniej psy. Śpij spokojnie Kochana (*)

A Zuzia to będzie dobry i wrażliwy człowiek. Moim zdaniem każde dziecko powinno wychowywać się ze zwierzętami.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...