Oj to dobrze. Bo muszę Ci powiedzieć, że mi Rudasek, choć go na oczy nie widziałam, bardzo zapadł w serce. Od dawna mu kibicuję i śledzę jego losy, on ma w sobie taką wolę życia, że aż coś. A poryczałam się ze wzruszenia, że wreszcie ten poniewierany psiak będzie miał DOM. I cały czas jestem niezmiernie wdzięczna Izie za ten jej niesamowity upór, wytrwałość, serce. Jeżdziła do tego domu, choć była przeganiana i dawano jej do zrozumienia, że tylko zawraca głowę. Wydawało się, że już się nic nie da zrobić, że los Rudaska, tak jak Burego i Pysi jest przesądzony. A jednak nie. Udało się, bo Iza nie poddaje się chyba nigdy. I Rudasek tak samo. :iloveyou: