-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jaguska
-
Tyciunia to Tyciunia, powinna być nietykalna, a do tego Mimi przy niej to wielki potwór ;) Niestety to jest nauka mojego eMa, jest niereformowalny w tym względzie, ani krzyki ani tłumaczenia nie pomagają, zarzeka się, a za każdym razem i tak robi swoje. My już nawet jemy przy osobnych stolikach, bo na jego stoliku wkoło talerza siedzą koty jak sępy, a na podłodze kolejne sępy liczą mu każdy kęs. Masakra. Ja jem w spokoju. Jak nie widzę to kotom daje mleko, a później jak ja sobie robię kawę to wszystkie koty gały we mnie wlepiają czekając że ja im też naleję. Czasem można wyjść z nerw ;)
-
Historii Mimi nie znamy, znaleziono ją jak miała około roku, każdy dzień jej poprzedniego życia, był walką o przetrwanie. Lekko w życiu nie miała, to pewne. Tycia biedna i biedna Mimi. U mnie do tak ostrej konfrontacji nigdy nie doszło, Mimisiowe szykany względem Psotki trochę inaczej wyglądają, Tak ostro zawalczyć Mimi mogłaby jedynie o jedzenie, przysmaki itp, bo jest bardzo pazerna na jedzenie, ale to nie dziwota skoro głodowała. W karcie ma wpisane po znalezieniu "stan anorektyczny". Mam nadzieję że w końcu znajdzie ją ten jedyny człowiek i zostanie jedynaczką :) Miłego dnia.
-
Jezus Maria co się z ludźmi dzieje, odechciewa się żyć w takim świecie. Eliku, jak będziesz robiła bazarek to pamiętaj o mnie, mam pięć nowych smyczek plecionek i coś tam jeszcze wynajdę. Które to pieski wróciły, bo też nie kojarzę.
-
Nie jestem w stanie uwierzyć, że człowiek może być tak zwyrodniały, by doprowadzić do takiego stanu drugą istotę. Koszmar, biedna sunieczka :(
-
To też nie do końca tak jest, bo obcy to obcy, a mąż jednak jest w domu codziennie, więc raczej obcy nie jest ;), u nas Mimi jest od lutego, a na eMa szczeka i warczy, choć śpi z nami w łóżku, żebra u niego, bierze z ręki jedzenie, na łóżku daje się głaskać. Jak tylko usłyszy że eM tłucze się w kuchni od razu asystuje mu i czeka czy coś nie spadnie z blatu. Takie samo podejście jest do mojej mamy i brata, jedzonko z ręki jak najbardziej, oprze się łapkami o nogę, upomina się drapiąc po nogach, ale za chwilę się cofa warczy i szczeka.
-
Dzisiaj wróciłam z drugiego wyjazdu z trzech wypadów >ciągnionych<, jutro wybywam na ostatni, zaglądam a tu takie przykre info. Od dłuższego już czasu delikatnie daję do zrozumienia że Mimisi potrzebny jest hotelik z wychowawcą, pewnie nie brałyście poważnie mojego pisania, niektórzy może myśleli że przesadzam, lub chcę się Mimi pozbyć. Na tą chwilę pewnie jest ta skaza charakteru do opanowania przez fachowca, u mnie z pewnością będzie się utrwalać. Ja po prostu zabieram Psotkę ze sobą, a w domu jak tylko Mimi się do niej zbliża w dziwnych zamiarach to reaguję odwracając jej uwagę czym innym. Mimi jest kochana, miziasta, urocza, przytulasta i delikatna, ale, właśnie jest to małe ale... Jeśli Mimi takiej szansy nie dostanie, to może wracać z adopcji jak bumerang, bo po zaaklimatyzowaniu się w nowym miejscu zacznie rozrabiać, chyba że trafi się jej dom bez zwierząt i bez chęci "dozwierzęcania się", i zostanie jedynaczką, bo też ona do takiej roli nadaje się idealnie. Potrzebuje tylko jednego swojego własnego człowieka na wyłączność. Anetko, mam nadzieję że Mlófkojad czuje się dobrze, a strach minie wraz z Mimisią, jest tylko jeden problem, w sobotę mogę ją odebrać dopiero wieczorem, około 19, tam gdzie ją przekazywałam, lub w niedzielę, wtedy godzina jest mi obojętna, możesz ustalić jaka Ci pasuje.
-
Dowlokłam się do domu, koszmarny pechowy dzień, teraz łeb mi pęka i zaraz muszę go przytulić do poduszki. Mój koniec świata jest ze wszystkich stron rozkopany, kołowałam po objazdach jak sputnik po orbicie, a durna nawigacja nic o remontach i objazdach nie wiedziała. Na powrót wybrałam trzecią drogę, ale i na niej oczywiście są remonty i korki po horyzont, ale przynajmniej można się poruszać Naprzód!!! Buty mi się rozleciały, musiałam wjechać do CCC i se kupić nowe. Ma-sa-kra. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale do mnie ani jedna. Przy przekazaniu żadnych wariacji nie było, ogromny strach owszem, nawet posiusiała się ze strachu i bąbelek się jej wypsnął, ale to przecież dla Mimiśki rewolucja. Ja wiem że to wyjdzie Mimi na dobre, musi poznawać nowe miejsca, nowe emocje, bodźce są dla niej konieczne, nie może być zamknięta w sobie znajomym kwadracie, bo nigdy do przodu nie ruszy. Anetka to Anetka, popatrzcie jak Anetkowe opiekuńcze ramiona przytuliły naszego strachulca. Bardzo mądrze piszecie, ale się odniosę do wpisów jak dojdę ze sobą do ładu.
-
Sówko, jakiekolwiek zasady i normy są wbrew mojej naturze, najpierw ktoś musiałby mnie wychować, to może wtedy ja kogoś bym mogła ;), ale na nauki to już za stara jestem. A poza tym krakowskie mieszkanko mamy wynajęte jeszcze na dłuuuugo, a pod mostem w nocy straszno ;). Tysiu, Mimi po sierpniu może znowu do mnie wrócić, nie martw się i na siłę do jakiego bądź domu jej nie dawaj. Moją stałą Mimisia ma aż do znalezienia cudownego domku, no chyba że zbankrutuję albo hmmm... Przynajmniej Mimiśkowy łepek odpocznie u Anetki, bo ja jej go zacałowuję kilka...naście razy dziennie, takie ma fajne czółko. Ona chyba coś przeczuwa, bo taka dzisiaj wyciszona, obserwująca, niepewna, chociaż na ogrodzie szaleje. Eeee Eliku, może lepiej żeby takich alienów jak ja za dużo nie było, bo by nam kraj zborsuczał ;)
-
Sóweczko, uwierz mi na słowo, najmniejszych predyspozycji nie mam, jestem jak jedna wielka >anarchia z improwizacją< a w głowie zamiast mózgu mam chmury i jakoś słabo po ziemi stąpam, nauczyć mogę i owszem, ale samych niepożądanych rzeczy, bo taka właśnie jestem ;), że tak powiem, z choinki urwana ;)
-
Elu, nie wiem czy Mimi zdąży się u Anetki otworzyć, bo to tylko dwa tygodnie. Życzę jej z całego serca żeby ją ktoś na tym Śląsku wypatrzył i pokochał całym sercem, bo Mimisia na to zasługuje, choć przez 14 dni szanse raczej mikroskopijne. Tu do mnie, na mój koniec świata nikt poznać się z nią nie przyjedzie, tu każdy ma daleko , a ja myślę, że człowiek dla Mimi to tylko taki, którego ona zaakceptuje, inaczej i ona i człowiek będą się męczyć. Lemuzyna gotowa, bambetle spakowane, rano startujemy.
-
Dziewczyny ja od początku zaznaczałam że do wychowywania i nauczania nie mam żadnych predyspozycji, że mogę Mimi tylko oswajać. U nas to zwierzaki żądzą. My mieszkamy z nimi a nie one z nami, z czym niestety wiele osób ma problem, ale to ich problem, nie nasz. Nawet ksiądz -po kolędzie- nie ma lekko, bo mu się koty wieszają na koronkach wystających spod sutanny, a psy z sypialni ujadają na cały dom, ministranci modląc trzęsą się ze śmiechu, ja zresztą też. Trudno. Mimisia w stosunku do mnie jest super pieskiem, wesołym, radosnym, energicznym, pociesznym. Osoby które zna toleruje, choć obszczekuje, jak mój eM, brat czy mama, żarełko z łapki bierze, pięknie od nich żebra, da się nawet pogłaskać, ale to wszystko w strachu, takie chciałabym-boję się-uważaj. Z psami, kotami żyje w zgodzie, tylko Psotkę sobie upatrzyła do dominacji. Wszystkożerna i na jedzonko pazerna ;), trzeba uważać żeby jej nie zakluszczyć na kluskę śląską. Mam nadzieję że Anetka zdąży poznać te lepsze cechy Mimisi, choć wiem że dwa tygodnie to bardzo krótko. Gorzej bo na sierpień Mimi znowu gdzieś pojedzie, Tysia wie o tym już od dawna i coś tam organizuje, niestety u nas będzie remont, łącznie ze zrywaniem podłóg. Bóg nam rozum odebrał że położyliśmy w starej chałupie panele, wytrzymały 8 lat, nooo zwierzaczki bardzo się starały i pomagały. Teraz pójdą kafle, bo chcę jak najdłużej pomieszkać na mojej wsi, gdzie czuję się wolna i szczęśliwa, dopóki nie klęknę to mnie stąd nic nie ruszy ;). Tak jutro Mimi odwożę mniej więcej w połowie drogi spotkamy się z Anetką, później będę dzwonić do niej dogadać szczegóły. Kawusią z rana częstuję, kto chętny?
-
Radku, oby się Twoje słowa sprawdziły :) Tysiu, studia najważniejsze, to Twoja przyszłość i życie, bazarek nie zając ;) Zaraz Wam tu zapodam prezenti wariatuńcię, niech sobie Anetka popatrzy ;) Mimiśka przed adopcją musi iść chociaż na miesiąc do hoteliku pobierać nauki, albo do poprawczaka. Strachulec ma charakterek i psuje się u mnie jak robaczywe jabłko. Zwróćcie uwagę jak się ze mną mocuje, chce postawić na swoim, jak już mi się uda ją wywlec, to obiega trzy liliowce i z powrotem w to samo miejsce, chce mnie zrobić w bambuko, cwana bestia. A tak pomijając te małe różki, jest kochana i przytulaśna. -to co tygrysy lubią najbardziej- ;)
-
Elisabeto, mam wielką nadzieję że Mimi nie przesiedzi pół koloni w czarnej dziurze, bo ona tylko taka normalna jest w stosunku do mnie. Ja też wiążę nadzieje co do pobytu u Anetki. Zmiana otoczenia dobrze jej zrobi, może wyrwie ją z tych utartych kolein w których upływa jej życie u mnie. Nowe wrażenia, emocje, może ruszy troszkę do przodu. A wczoraj to się całkiem podłamałam, przyjechali na chwilę znajomi, akurat byłam z Mimi na podwórku, totalna porażka, zachowanie jak na początku, wicie się po ziemi, wyrywanie się, chęć ucieczki, paraliż ze strachu, zero nóg, tylko parter na brzuchu. Załamka. Pojechali i wszystko wróciło do normy. Dla Mimi całym światem jest tylko jeden jej człowiek, potem dłuuuugo nic, dalej inne psy, ewentualnie koty i koniec. Mimi nic więcej do szczęścia nie potrzeba. Jest do mnie przyklejona, ja do kuchni-ona za mną, do pokoju-ona za mną, ja na górę-ona za mną, wygłupy i zabawy-ze mną, spanko-ze mną, jest non stop obok mnie. B-b, bo też obserwacja Mimi sama w sobie jest ciekawa, a jej reakcje wywołują śmiech (choć przez łzy w zasadzie, bo te reakcje wynikają z jej skrzywdzenia przez człowieka). Jednak nie tylko z Mimi można się pośmiać, bo na przykład straaaaszna kura, która jest miniaturką silką, goni wszystkie psy, autentycznie, nastroszy pióra, opuści skrzydła, dziób do przodu i heja biegiem za psem w morderczych zamiarach, każdy przed nią ucieka i omija wielkim łukiem. Taki z niej karate mistrz. Dzisiaj trochę chłodniej, jest przynajmniej czym oddychać, przynajmniej na razie, jednak deszcz skutecznie omija mój rejon. Susza, a ja niedługo będę ciągnęła ręce po ziemi od konewek i podlewania. ....a se tak śpimy, wciśnięte w pańciową spódnicę...
-
Wita Ciotunie charakterny cykor. Wystarczy przestawić na podwórku cokolwiek i strach Mimisię zżera, jednak nie jest to już sam strach, jest w nim domieszka ciekawości. Mimi lubi buszować w chaszczorowym pasie w ogrodzie, ma swoje ulubione miejsca, ostatnio napadła na nią doniczka pozostawiona w chaszczorii przez Połówka, wyskoczyła z liliowców jak oparzona (Mimi oczywiście a nie doniczka), ciągnęło ją w ten gąszcz, ale doniczka nie pozwalała wejść, musiałam donicę wyciągnąć żeby Mimi mogła potuptać po ulubionych ścieżkach. Rozszczekało się toto, Psotkę nadal gnębi, ale staram się tego pilnować. Niedługo Mimi pakuje manele na wyjazd kolonijny u Anetki. Ewentualnym dzwoniącym koniecznie trzeba trąbić że Mimi to strachulec, bo myślę że ludzie nie rozumieją co to znaczy dziki psiak. Wydaje im się że jak pogadają cukierkowym głosem to pies w try miga będzie się do nich łasił, bo na zdjęciach tak miluchno wygląda, a oni cudownie go otworzą w ekspresowym tempie. U mnie Mimi osiągnęła wszystko co mogłam z niej wydobyć. Minęło już tyle czasu a Mimi nadal toleruje tylko mnie. Może przez ten czas spędzony u Anetki bardziej się otworzy, może dopiero w hoteliku, kto to wie. Na dzień dzisiejszy, tylko odpowiedzialni spokojni ludzie bez dzieci. Mój wyjazd też do radosnych nie będzie należał, bardzo bliska mi osoba jest w ciężkim stanie onko, lekarze walczą, jest ciut lepiej, mam nadzieję że jeszcze do nas wróci. Nie jest to moja mama, leczenie onko mamy na razie przebiega dobrze, ale mam kilka osób wokół siebie które walczą. Anetka, weź dla Mimi transporter, bo ze mną będzie jechała przypięta na smyczkach do pasów, nie zrobię jej tego i nie będę upychać do transportera. Czyli 7.06 (czwartek) Strzelce Op. godzinę dogadamy tel. Zostawiam Wam dzisiejsze fotki Muminka jak na nią woła mój Połówek.
-
Ciocie, ciocie, ratunkuuu, jedna noga mi nagle zdługła!!! Prawdę mówię, samą prawdę, bo czy te oczy mogą kłamać? A wcześniej chciała mnie pożreć ta straaaszna kura! Ze strachu aż mi się słabo zrobiło i ta zdługła noga mi dokuczała, musiałam odpocząć, i znalazłam takie coś Tej tam, pozwoliłam też odpocząć żeby mnie broniła a potem obsikałam jej roślinki hehehe, w stylu cyrkowym zresztą, zdolna jestem niesłychanie a do tego śliczna i wybitna Na do widzenia zostawiam Wam ciotunie mój śliczny uśmiech, pa!
-
Masakra taki telefon. Dla Mimi dom bez dzieci i spokojny. W domu gdzie jest rejwach, Mimi będzie siedziała w czarnej dziurze i może tylko w nocy nos wychyli. Ciężki dzień dzisiaj, pielgrzymuję z mamą po lekarzach, byle do popołudnia jakoś dożyć, ale Wam wszystkim, ludziom z wielkim sercem, dobrego dnia życzę.