-
Posts
2645 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
8
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by jaguska
-
Tysiu, na razie nic nie trzeba, jeszcze trochę puszek mam. Fakt, Mimi to wyjątkowa psinka, delikatniutka, najpewniej się czuje jak ludzie, czyli ja z eMem siedzimy sobie i nie plączemy się po domu, wtedy ona sobie chodzi zwiedza, wybebesza wybebeszone pluszaki, zagląda w kąty, wskoczy na fotel, koło mnie, tylko i wyłącznie. Na eMa nadal warczy i ucieka, nie da się niczym przekupić, ale jak się nie rusza (i nie odzywa) to podejdzie, powącha. Sypialnia i łóżko to nadal azyl. A tak Mimi wygląda jak się jej po wygłupach baterie wyczerpią ;)
-
Hej, hej. Jeżynka to przekształcone imię z Jeżyka, bo niestety Jeżynka przez osiem lat "robiła" za łańcuchowego Jeżyka, również była pogryziona jak Mimi, jest z nami kilka lat i nikt jej na ręce wziąć nie może, oprócz mnie, choć i na mnie próbuje kłapać. To skomplikowany psiak. Mimi ewidentnie będzie kopaczem, ale jako że bieganie luzem u niej w rachubę nie wchodzi, więc i zniszczenia raczej niewielkie zrobi. Wczoraj o mało ze strachu zawału nie dostała bo zaatakowała ją etykietka wisząca na hortensji. Harce kotów potrafią ją zestresować aż do popuszczania sisiu. Spokojny domek i spokojny człowiek koniecznie potrzebny, u mnie za dużo wszystkiego, nie może się wyciszyć na dłużej, bo zawsze coś kocury zwalą, czymś hukną albo się potłuką i drą ryjce. Rano zwaliły pokrywkę i Mimi nieżywa ze strachu. Wczoraj jak się towarzystwo kocie pospało, to Mimi sobie poskakała chyba z dziesięć razy, na kolana do mnie i z kolan, na kolana, na okno, na kolana, na podłogę i tak jakiś czas dopóki jakiś hałas jej nie wystraszył. Zaraz jadę z Yoshim do fryzjera i skończy się skubanie za ogon ;))) Nie jestem w stanie wyobrazić sobie gdzie Mimi mogła przebywać zanim została znaleziona. Ona sprawia wrażenie jakby żyła w jakiejś pustej i głuchej bańce, gdzie nic nie docierało, ani obraz ani dźwięk.
-
Hej tam cioteczki. Żyjemy. Mimi kształci się w szkole zawodowej w klasie stolarz-tapicer ze szczególnym uwzględnieniem krzeseł kuchennych ;) Kiedy w domu jestem sama, siedzę cicho, no dobra przy kompie, to Mimiśkę rozsadza energia, dokucza innym zwierzakom, koty to wiadomo, krótka piłka - z liścia i Mimi szuka kolejnej ofiary, Jeżynka pogoni bo zabaw nie lubi, Yoshi powarczy, tylko z Psotka się z nią pobawi do czasu. Domek bez dzieci, Mimi to pies jednego człowieka, lubi długie spacery, w spokojnych warunkach, chyba z niej będzie tropicielka i kopaczka, myszy czy tam kretów. Niestety strach i panika to nadal główne składowe Mimi, najdalszy stuk-puk-szmer przyprawia ją o palpitacje serca, a patrząc na filmik, wydawałoby się że to normalny psiaczek. Moje psiury zarośnięte po zimie, jeszcze przed wiosennym spa i Mimiśka wykorzystuje sytuację ;) Pozdrawiamy.
-
O jaka ciekawa dyskusja, fobie i inne ;), każdy jakieś ma :))) Mimiśka pozdrawia weekendowo :) Panikara ma się dobrze, strach nam towarzyszy non stop, Mimiśka preferuje człowieka bez rąk i bez nóg, sam kadłub, to jest to! Chociaż nie do końca, bo ręce miziające kiedy kadłub jest w pozycji horyzontalnej to nawet są pożądane, a nogi? Cóż, może ja jestem trochę dziwna ale na krześle siedzę "po turecku", tak mi wygodnie a i zwierzaki bardzo to lubią ;). Siedzę więc sobie po turecku z Myszkinem na kolanach, a Mimiska skacze łapami na mnie, podgryza w stopę wystającą z krzesła, po rękach. W końcu załapałam o co "kaman", zdjęłąm Myszkina z kolan i.......Mimi wskoczyła mi na kolana, sama, z nieprzymuszonej woli :). Miałam zaszczyt trzy razy gościć ją na kolanach, pobiegała też po parapecie, bo siedzimy obok okna z widokiem na karmniki. Noooo... zalety kuchni już poznała i bardzo lubi tą cześć mieszkania. Dzisiaj wypchała koty z miski i zjadła im papu. Ze zwierzakami się dogaduje, tylko człowiek jest potworem/horrorem. Co prawda mam u niej fory ale może 5% ze 100. Mimisia potrafi szczekać w domu, szczeka na koty, szczeka na psy, szczeka na kocyki i dywaniki, i na człowieka też szczeka i warczy, ale całkiem inaczej, człowiek to zło konieczne. Zmęcona jestem strasnie a ty babo mi tu pstrykas po ocach.
-
Obie pomału dochodzimy do siebie. Wieczorem, miała ochotę na spanie w łóżku, ale co wskoczyła to zeskoczyła, tak kilka razy, w końcu położyła się na kocyku obok. Przespała wczorajszego "stresa" i w drugiej połowie nocy wskoczyła jednak na łóżko, ulokowała się w swoim miejscu i spała do rana. Przy porannym witanku z psiarnią, czyli tak zwanym dobudzaniu się nawzajem, Mimisia brała czynny udział, choć ostrożnie, tu mnie liznęła, tam trąciła noskiem, ale wtopiona w psią grupę. Na wołanie na spacer przychodzi pod drzwi, ale przy zapinaniu smyczy mamy większy strach, wracamy dość ładnie, w grupie, ale w wykonaniu Mimi to raczej wślizgiwanie się jest niż wchodzenie, po odpięciu smyczy smaczek, z ręki, wie i czeka na niego, przy okazji korzystają moje zbóje, bo jak to dać jednemu a innym nie? Chodzi za mną po mieszkaniu, kładzie się niedaleko, ale nie daj panie zwrócić na nią uwagę, a jeszcze bardziej wyciągnąć rękę w jej stronę, gubimy nogi i się przewracamy ze strachu biorąc zakręty do...sypialni, bo tam jest azyl. Powodu wczorajszego horroru nie wymyśliłam, nic mi do głowy nie przychodzi. Jakiś wspomagacz chyba jest wskazany, ale czy Zylkene? Mi się bardziej "podoba" Vetfood for calm, zwróćcie uwagę na skład https://www.sklep.petsmile.pl/kategoria/preparaty-uspokajajace-i-feromony.html . Ja chyba go Jeżynce zamówię, bo miałam ostatnio Stresnal i jakiegoś wielkiego działania nie zauważyłam, ale Jeżynka to całkiem inny przypadek i jej strachy mają inne podłoże, choć jeden wspólny mianownik jest, pogryzienie. Psotka natomiast ze strachem poradziła sobie bardzo szybko i teraz prezesuje w domu, ale one obie, i Jeżynka i Psotka razem "cuzamen do kupy" ;) Mimiśce nawet do opuszka łapki nie dorastają, w STRACHU oczywiście. Dzisiaj nowy dzień mamy i na razie nie jest źle.
-
Dzisiaj mieliśmy cofkę, do samych początków, łącznie z zsikaniem się i skupkaniem pod siebie, jestem załamana, trwało to może z godzinę i przeszło, choć nie wróciło całkowicie do stanu sprzed cofki. Nie mam pojęcia dlaczego, bo nic wyjątkowego się nie wydarzyło. Choć cofanie zaczęło się na wieczornym spacerze, czegoś się bardzo wystraszyła i próbowała zerwać się ze smyczy, wysmyknąć z szelek, ale w domu normalnie, spanie w łóżku, głaskanko i podgryzanko, rano ok, a po południu atak paniki, takiego jeszcze nie było odkąd jest u mnie. Nie wiem Tysiu, nie wiem, czy nowy domek da sobie radę. Jestem psychicznie podłamana, nie wiem która z nas to gorzej przeszła. Chyba by trzeba zamówić tą obróżkę? albo jakieś ziołowe specyfiki na stres?
-
To cudna deklaracja pomocy, bardzo bardzo potrzebna Mimisi, bo Tysia napisała prawdę, Mimi jest delikatna jak chińska porcelana :))) I choćby nie wiem jak u mnie długo była to wiem, że na pewno domek będzie musiał zaczynać wszystko od początku. Trzeba ciężko pracować na choćby szczątkowe zaufanie Mimisi a i to stracić można w każdej chwili z byle powodu. Bidulka jest rozdarta na pół, tak bardzo by chciała i tak bardzo się boi.
-
Powoli Tysiu, powoli. Pisząc jak najszybciej nie miałam na myśli ekspresowo. Bo to na razie tylko takie Mimiśkowe "odpały" są, na ogół nadal strach w oczach. Pokazuję ją w tych lepszych momentach. Bardzo bym chciała dla Mimisi wyjątkowego domu, bo to wyjątkowy psiak. Tak delikatnego i wrażliwego psiątka (pomijając strach) to jeszcze nie widziałam.
-
Tak, Mimi przychodzi do drzwi na spacer, przy zapinaniu smyczy nadal ze strachu próbuje stać się niewidzialna. Mimi to dwa różne psy w jednym. Kidy wracam z zakupami, Mimi czeka przy drzwiach, ale jak zobaczy siatki w moich rękach to tak zwiewa że aż się przewraca. Czasem dojście do drzwi zajmuje jej więcej czasu kiedy musi ominąć mojego eMa, boi się go, szczeka i warczy na niego, jednak nie przeszkadza jej to spać pomiędzy nami, podgryźć mu stopę czy polizać po ręce, ale tylko wtedy kiedy się nie rusza i nie mówi. Dla Mimi konieczna jest osoba powolna, spokojna, wręcz ślamazarna, z łagodnym głosem. To kochana psinka, łóżkowo-fotelowa. Bardzo ją ciągnie do człowieka, ale strach jej na to nie pozwala. To nie jest pies zdziczały/dziki, tylko przeraźliwie strachliwy. Ona sama siebie potrafi przestraszyć. Smycz musi być długa (flexi), przebiega i przystaje już blisko mnie, ale tylko wtedy jak się zapomni, jeszcze nie skracam długości. Ja myślę że Mimi powinna trafić do swojego domu jak najszybciej, żeby nowy dom mógł z nią pracować nad zaufaniem, moim zdaniem szkoda czasu. Jednak to musiałby być dom specjalnej troski :) i nie gdzieś na krańcu Polski, tylko w bliskości jakiegoś doświadczonego dogomaniaka, żeby w razie "W" interweniować, lub zabrać psiaczka z powrotem do mnie. No i marzy mi się żeby do nowego domy wyposażyć ją w wodoodpornego gps-a, żeby nie przytrafiło jej się to co Lice i innym uciekinierom. I najważniejsza najważniejszość, nigdy, przenigdy biegania luzem, nawet na ogrodzonym terenie. W łapankach upatruję 50% problemów Mimisi z człowiekiem.
-
O tak kolorowo jak na fotkach to nie jest, to nadal jeden wielki strach, ale i ciekawość świata. Jednak dzisiaj rano bardzo mnie zaskoczyła :) Moje zgniłki razem z Mimi zalegały jeszcze w łóżku, ja się ubrałam, ciepło, bo -17 na termometrze i miałam iść ze smyczą do sypialni żeby przypiąć panikarę Mimiśkę, ale myślę sobie, nie zawadzi spróbować, zawołałam a właściwie wymamrotałm pod nosem "Mimi", a Mimi pięknie przybiegła do ganku i usiadła pod drzwiami, sama jedna, bo moje zakopałery zostały w kołdrach dochodzić ;), oczywiście przy przypinaniu smyczy aż się kuliła ze strachu, może to jednorazowy mały sukcesik, ale i tak cieszy :) I jak poranna tradycja nakazuje, siedzimy przy kompie, pijemy kawę, Mimi na kolanach, nawet próbuje pisać nosem po klawiaturze żeby pozdrowić ciotule, sobotnio.
-
Tysiu, napisałam Ci pw. Kongi mam, smaczki mam, puszki mam, a suchego dla takiej psinki nie ma sensu kupować wielkiego wora, z zabawek Mimi najbardziej lubi........papiery i kartony, jak kot, czasem pomamla pluszaka, na spacerku łapie patyki, ale tego się boję. Później napiszę więcej, rano dużo pracy przy futrach.
-
Ja też uważam że kolejnym domem powinien być dom stały, ten ostateczny, ale chciałam postawić sprawę jasno, że nie mam kompetencji do układania Mimi, ja ją mogę tylko rozpieszczać ;), jeśli chcecie żeby była ułożonym posłusznym pieskiem to u mnie tego nie osiągnie. Koniecznie muszę Wam pokazać jak Mimiśka kopie po zrobieniu kooo, pamiętacie jak się próbowało odpalić stare zdezelowane Komarki, jedną nogą? Jak się zapomni (o strachu) to na spacerku podskakuje, podgania kury. Urządza sprinty na długość smyczy i jak tak patrzę jaka z niej wyścigówka, to mi włosy dęba stają jak pomyślę że mogłaby zwiać. Niestety kiedy eM wraca z pracy większość czasu spędza w sypialni, choć już nie tak cichutko, bo słyszę jak się tam szamocą z Psotką. Mimlok wczoraj bardzo grzecznie zasnął, nawet za bardzo mnie nie zgryzł, ale za to w środku nocy Bianka urządziła sobie Grunwald z pudełkiem kartonowym, wszystkich wybiła ze snu.
-
Tysiu, tu nawet nie ma porównania do Likuni. Lika byłą bezdomna i bojaźliwa, ale mieszkała w małym stadzie, widok ludzi, samochodów, hałas, to znała. Mimi jest taka jakby spadła z kosmosu. Ja nawet nie mam pomysłu na to gdzie ona mogła do tej pory przebywać, żeby totalnie niczego i nic nie znać. Choćby i to że wody nie piła, nie piła, bo woda jest w kałuży, w rzece, czy innym stawku, ale nie w misce. Już wodę pije, z moją pomocą, choć miska nadal jest straszliwa i może Mimiśkę ugryźć w pysio w trakcie picia. Zaczyna jeść suche, moje teraz jedzą Brita i Mimi też podchodzi. Mimi już nie siedzi cały czas w sypialni, chodzi po domu, poleguje tam gdzie ja przebywam. Brata się z kotami i psami (oprócz Jeżynki, ją omija łukiem), ale byle szybszy ruch i Mimi gubi łapki ze strachu. Ręce nadal straszne, kojarzą jej się z łapaniem, ale w zabawie, czyli statycznym obgryzaniu już nie, bo energiczniejszy ruch ręką i Mimiśki nie ma. Niestety Mimi nie toleruje mojego eMa, eM jest energiczny z natury i Mimi się go boi, warczy i szczeka na niego kiedy on jest w ruchu, kiedy się nie rusza nie ma problemu. Kochani, nie jestem w stanie podołać temu czego ode mnie oczekujecie, nie zrobię z Mimi ułożonego psiaka, ja ją mogę tylko w miarę swoich możliwości oswajać z życiem i rozpieszczać. Mam trzy psy, jedenaście kotów, duży ogród, dom do ogarnięcia i trochę papierkowej pracy w domu. Być może najlepszym rozwiązaniem byłoby przez dwa, trzy miesiące intensywnie zbierać pieniądze bazarkami i na pomagam.pl, na pobyt Mimisi u kogoś kto będzie potrafił ją czegoś nauczyć, jakiegoś psiego psychologa czy coś, ja temu nie podołam. U mnie ma wszystko co potrzeba do życia, ale absolutnie nie nadaję się do nauki czegokolwiek. Moje są rozpuszczone jak dziadowskie bicze, bo swoje w życiu już przeszły, teraz robią sobie co chcą. Myślę że taki start dla Mimisi byłby dobry, u mnie może siedzieć dopóki nie nazbieramy na chociaż trzymiesięczny pobyt dla niej, u kogoś znającego się na psiej psychice i potrafiącego ją przygotować psychicznie do nowego życia. Bo Mimisia to jest taka "tabula rasa", nie czuję się na siłach napisać na tej tablicy niczego sensownego oprócz oswajania. A Mimi zasługuje na szansę, bo to kochana, śliczna i bardzo delikatna psinka.
-
Super że jednak ciotunie zaglądają do Mimisi :)))) Tylko w łóżku Mimi czuje się w miarę dobrze. Nie ma problemu z zabawą i głaskaniem, leżący człowiek groźny (bardzo) nie jest, niestety ale ona wyczuwa kiedy się zbliża czas spaceru i nawet na łóżku ucieka. Podgryzanie moich rąk to najlepsze zajęcie przed spaniem, potem pada i całą noc śpi koło mnie. Tu podgryzki Ładnie wskakuje na fotel obok mnie, kładzie się i leży, ale każdy ruch ręką to strach, eMa omija wielkim łukiem, jest zbyt energiczny, nawet powarkuje. Szkoda że Mimi nie trafiła do DT ze szczeniakami, moje zgniłki nie chcą się bawić, jak je zaczepia to powarkują, wolą spać i się wylegiwać. Tysiu , myślę że MImi w ogóle nie zna człowieka, ona jest jak lisiątko wyciągnięte z norki w lesie, tyle że to piesek ;))), na 100% nie miała żadnego kontaktu z człowiekiem. Na smyczy nadal kołuje jak dzikie zwierzątko, ale mikro zmiany w zachowaniu można zauważyć, jak się przyjrzeć przez lupę ;) Najgorsze jest to że np. dobre zmiany w ciągu godziny potrafią się cofnąć, każdy odgłos i w domu i na zewnątrz budzi strach. Socjalizacja Mimiśki to jest -dwa do przodu trzy do tyłu-, przynajmniej do domu wraca już na własnych łapkach. Nie wiem czy Mimi kiedykolwiek pozbędzie się strachu, ona chyba już na zawsze zostanie -dzieckiem specjalnej troski- i przyszły domek musi być wyjątkowy, by dać jej to czego ona potrzebuje. Aaaa, problemy gastryczne trwały półtora dnia, z powodów nieznanych, pomogła smecta i len. I tylko popatrzcie jakie Mimiś ma długaśne łapki I w ogóle piękna jestem :)
-
Ooooo!...się nam "cichociemne" ciotunie objawiły :))) Mimisia dziękuje za zaopatrzenie, tak zwany futer ;) Czarny lud, czyli ja, nadal straszny, szczególnie jak przychodzi pora na spacer, ale w domu czujemy się coraz lepiej, odrobineczkę, ledwo zauważalną ale i to dobre. W trakcie bratania z Ursusem dwa razy zarobiliśmy z liścia ;) ale najbezpieczniej, najlepiej czujemy się na łóżeczku, to nasze królestwo. Mimiśka to pies zdecydowanie sypialniany. Jak już wszystkim nadokuczamy i się wyszalejemy, to nam zasilanie wysiada. Tysiu, później, później, napiszę do Ciebie na pw.
-
Gorzej jest z wychodzeniem z domu niż z powrotem. Żeby wyjść trzeba przypiąć smycz i tu jest problem największy. Z jedzeniem nie ma najmniejszego problemu, je i z miseczki i z ręki, choć z ręki ostrożnie. Cóż, z miseczki musi jeść przy mnie, bo inaczej by głodna chodziła, zbyt dużo sępów wokół krąży ;) W nocy nigdzie nie buszuje, śpi jak zabita, rozgościła się w naszym łóżku, ale że jest malutka to problemu nie mamy, razem z Połówkiem do wielkoludów nie należymy ;) Potrafi warczeć, ale do tej pory może ze trzy razy szczeknęła pojedynczo. Strachu jest w niej bardzo bardzo dużo, boi się hałasu, wcale nie musi być wielki. Nawet jak kot zamiauczy to zwiewa. Na smyczy zachowuje się jak dziki wilczek, próbuje kołować, ostrożnie, jak najdalej od ludzia, ale załatwia się ładnie, ciekawi ją otoczenie. Taki mały totalny dziczek, ale ciekawski. Trzeba czasu, tu nic się nie zrobi na siłę, ona sama musi chcieć, można ją tylko delikatnie zachęcać. Myślę że pani brakło cierpliwości, albo była zbyt energiczna, Mimisia boi się nagłych ruchów, ucieka wtedy na oślep. Jednak mimo swej "dzikości" jest całkiem normalnym pieskiem. Takim pieskiem specjalnej troski. No bo, skoro je, trzyma w domu czystość, chodzi na spacery (na razie jako-tako) na smyczy, lubi pospać na kolanach, w fotelu, nockę spędza w łóżku, to ja nie wiem czego brakło w domku który ją adoptował. Pewna pani zainteresowała się Mimiśką, dałam jej namiar na ten wątek, bo jednak Mimolek to specyficzny piesio, niech poczyta i pozna historię naszego wypłoszka, może coś zaiskrzy. No nie wierzę, pierwszy raz zawędrowała w okolice kuchni, chodzi niucha, zwiedza :)))))))))) Tysiu, paczka poszła priorytetem.
-
Jesteśmy, żyjemy :) Serce płacze nad Mimiśką, jest tak zagubiona i tak bojąca, ale jednocześnie bardzo ciągnie ją do człowieka, ładnie je, utrzymuje czystość w domu. Niestety nogi idące w jej kierunku i wyciągnięta ręka, wywołuje paraliżujący strach, natomiast już na rękach, kolanach jest zadowolona i spokojna. Łóżko w sypialni to jej azyl i królestwo, oczywiście po domu z ciekawością przebiegnie, pozagląda co się dzieje i wraca na swoje pozycje. Moje gnuśne i leniwe towarzystwo nie jest chętne do zabawy, tylko Psotka z nią czasem poskacze po łóżku. Trochę boi się Jeżynki, bo Jeżynka to specyficzny piesek, 9 lat była na łańcuchu choć jest malutka i też była pogryziona przez inne psy. Mimiśka najbardziej mnie rozczula kiedy śpi "patykami do góry" ;) To idziemy w nowy dzień. Tysiu dzisiaj wysyłam pocztą transporterek.