Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Uwielbiam psy umięśnione, więc pracujcie nad tym, pracujcie :D
-
Ale mnie szkoda, bo pies się nie bawi (z wyjątkiem piszczącej piłeczki oraz pluszaków z ciuchlandu), a koty (odkąd jest Zdrapa) wolą samoróbki, typu sznurek z piórem znalezionym na spacerze, włóczka wełny, papierek, folia :D
-
Wczoraj u nas był straszny skwar. Każdy smażył się okropnie, mój zwierzyniec mimo przebywania w najchłodniejszym pokoju, ciężko oddychał. Najprawdopodobniej psiaki schowały się przed upałem, ale dzisiaj się przekonam. One w dzień raczej są niewidoczne, moja znajoma często koło nich przejeżdża i powiedziała mi dziś, że ich nie widzi. Mam nadzieję, że nic im się nie stało. Też myślę, że warto spróbować, zwłaszcza że tylko teraz mamy taką możliwość. Od września (jeśli nie wcześniej) będę mieszkała już w dolnośląskim, a tutaj będę jedynie raz, dwa razy do roku... Pani DTowa jeszcze nie oddzwoniła, ale jeśli zrezygnuje z bycia DT dla suczki, zaproponuję jej czarnuszka - w mojej opinii on jest najbardziej gotowy na zmianę miejsca. Pojawił się znikąd, wygląda na domowego psa, który się po prostu znudził. Będę też go już ogłaszać, fajnie jakby zmienił miejsce bytowania na ciepłe, bezpieczne wyrko obok kochającego państwa :). Co do innych, nie wiem czy się przystosują. Myślę, że tak. Oglądałam wczoraj filmiki mojej tymczaski i stwierdziłam, że nie było tragicznie. Owszem, wymagają cierpliwości, 100% zaangażowania, duuużo pracy itd, ale ciekawość to taka cecha, która jakoś jest widoczna wśród tych dzikusków :) Na pewno ideałem byłoby, gdyby psiaki trafiły do zapsionego DT, a potem DSu - ich zachowanie jest bardzo uzależnione od zachowań pobratymców, naśladują się, łatwiej jest nawiązać z nimi kontakt. I będę często tu podawać przykład mojej dzikuski-tymczaski, ale jestz tego miejsca, więc jakoś może oddawać charakter czy stan tych psów - własnie ona miała to szczęście, że w domu mam cudownego psa, ktory mógł robić za jej mentora. I robił. W sumie mieliśmy zdecydowanie mniej pracy z sunią, bo mój psiak działał z sunią cuda. Teraz dzikunia mieszka z innym psem, do niedawna mieszkała nawet z dwoma i w takim towarzystwie czuła się jak ryba w wodzie... od ludzi zdecydowanie woli psy, jest wpatrzona w swoją właścicielkę, ale jeszcze bardziej w psiego kumpla i to z nim spędza najwięcej czasu, ludzie są dla niej fajni do wspólnego spania w łóżku czy do żebrów przy stole, ale mimo wszystko robi wszystko z innym psem. I jestem przekonana, że z innymi psami z tego miejsca będzie podobnie: w końcu od zawsze żyją z innymi psami, z ludźmi im nie po drodze. Dziękuję za chęć pomocy :) Bazarek na pewno się przyda. Może to i lepiej, że nikt się nimi nie interesuje? Jest to miejsce pracy, różni ludzie się tam przewijają, a odkąd koty po sąsiedzku zaczęły wzbudzać zainteresowanie moje, to i też nagle pracowników... po czym koty zaczęły nałogowo znikać. Teraz, w pomocy tych psów jestem ostrożniejsza, nie chcę by ich historia skończyła się jak kotów. Nawet wczoraj przechodziłam obok miejsca niedawnego bytowania kotów... dziwnie tak, gdy się wie, że nie tak dawno w różnych zakamarkach było kilkadziesiąt ślepi, a teraz ni żywego ducha... Bardzo Ci dziękuję. :) Na pewno będzie potrzebna pomoc przy łapankach. Nie, dobrze że wszyscy zgromadzeniu tu na wątku jesteśmy. Ja tam chodzę, ale to dzięki Tobie te psy znowu mają co jeść :). Dziękuję Wam wszystkim... PS: Co do gminy, niestety obawiam się, że tym razem będą robić problemy. To nie są jedyne psy, które potrzebują ostatnio pomocy, a mimo deklaracji, ostatnio gmina nie chce zwracać kosztów leczenia ani sterylek... :( Nie chcę bawić się w czarnowidztwo, ale obawiam się, że kojarząc mnie ze sprawą innych psów, i teraz będą robić problemy... Dlatego możemy zacząć zbierać deklaracje na sterylki - jeśli nawet ich nie wykorzystamy i jednak gmina będzie łaskawa, to pieniążki zostaną na czarną godzinę. Na razie tylko deklaracje, wpłaty chcę przyjmować dopiero wtedy, gdy kwestia sfinansowania (lub nie) sterylek będzie jasna.
-
Cudowny, uroczy Feluś :) Aż gęba sama się śmieje.
-
GIGA w DS Trzymajcie kciuki !!!. To już grzeczna sunia.
Tyśka) replied to Poker's topic in Już w nowym domu
Te cofki są bardzo frustrujące, nie zapomnę jak moja dzika tymczaska też w wyniku choroby mocno się cofnęła. U niej pomogła zmiana miejsca i rodziny... z którą nie miała złych skojarzeń, bo rodzinka nie podawała jej strasznych zastrzyków i leków. Na nas nadal reaguje lękiem. Jednak wiem, że wówczas domek spadł nam z nieba... Mam nadzieję, że Gidze też niedługo taki domek dadzą niebiosa. I za to trzymam kciuki. -
Kciukuję za wizytę! :) Kotki idą do jednego domku? Ten czekoladek jest niezwykle uroczy. Nie wiem dlaczego, ale zawsze do czekoladek czułam mięte ;)
-
Też zachwycam się sylwetką Mikiego, ale przede wszystkim: tym happy endem. Miód na obolałe serce :)
-
U nas w gminnej przechowalni psów, szumnie nazywanej przytuliskiem również nie ma wolontariatu, a sama przechowalnia jest czynna od 10 do 15, a weekendy zamknięte. Niby jest nr telefonu, ale ja jeszcze nigdy się nie dodzwoniłam... Także polityka zamojskiego schroniska mnie jakoś specjalnie nie dziwi.
-
Mnie szkoda pieniędzy na zabawki :D
-
Ogolona wersja kundliszona żyje <3 Spojrzenie ma takie, że moje twarde serce wymięka ;D
-
BUhaha, wychowanie do życia w rodzinie, lekcja pierwsza? :D A po lekcji musiał się pochwalić babci ze swojego odkrycia? :D
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Chyba siebie z kimś pomyliłaś, buhahaha :D To dobrze, że pogoda im się udała. -
Chyba masz rację, bo mijają lata świetlne, a nadal ich nie ma :D
-
Tora & Lumpek (oboje za Tęczowym Mostem), ich dwóch i Tajga :)
Tyśka) replied to *Magda*'s topic in Owczarek niemiecki
Aga, jak Ci się podoba gadanie samej do siebie? :D -
Dziękuję. :) Dzisiaj serce stanęło w gardle. I nadal mnie trzyma, chyba spokojnie spać nie będę. Jestem z tych, którym niewiele trzeba do zamartwiania się... Przez 1,5h chodziłam dzisiaj po rejonie psiaków i ich nie widziałam. Nie znalazłam też żadnych śladów jedzenia (ale to nic nie musi znaczyć) ani picia. Wodę więc albo wypiły, albo wyparowała... Niestety dzisiaj też nie znalazłam żadnych śladów przebywania w tym miejscu psów. Chodziłam tu i tam, narobiłam kilometrów, wyciągałam szyję jak żyrafa, wytężałam wzrok niczym drapieżnik, a moich dzikusków nie było :(. Zrezygnowana, obiecałam sobie że zrobię jeszcze jedno kółko. I... moim oczom ukazał się rudasek. Ucieszyłam się mocno, ale ta radość była przedwczesna - był sam. Mimo jego ostrzegawczych szczeków, żaden inny towarzysz niedoli się nie pojawił. Więc co mogłam zrobić? Dałam jeść tylko rudaskowi. On też musi pojeść. Niemniej jednak myśl, że dzisiaj nie pojadł ani czarnuszek, ani sunia, ani mały strachulec wcale nie pozwala mi spokojnie spać. Nie wiem, gdzie są, być może schowały się przed gorącem, ale to nie pierwsze upały, a po raz pierwszy taka sytuacja. Nawet rudasek czuł się mocno niepewnie. :( Nie kozaczył, nie szedł wyprostowany, ze spiętymi mięśniami jak to miał w zwyczaju, tylko szedł skulony, wysyłał śliczne CSy (sygnały uspokajające), łypał co rusz na mnie z przerażeniem, witaliśmy się po łuku. Oczywiście wizyta miała też miły akcent, bo widze w jego oczach zmianę. On mnie już (ktoś powiedziałby wreszcie, ale dla mnie to już) kojarzy z jedzeniem, wyciągał szyjkę, nawet przyglądał się z ciekawością, jak nakładam mu jedzonko (jak wiecie, łypię zawsze wzrokiem po cichutku na psiaki, uwielbiam obserwować psy, czytać ich mowę ciała, uczyć się czegoś nowego od psów, a te są doskonałymi nauczycielami), ba! gdy wyczuł jedzonko, mogłam zmniejszyć łuk pomiędzy nami i nie zareagował zanadto, ale jednak... wiecie, brakowało mi dzisiaj paru ogonów przy jedzeniu. I w głowie mam najczarniejsze myśli. A może ktoś nas podpatrzył i postanowił pozbyć się problemu. Bo choć staram się nie zwracać na siebie za bardzo uwagi, to jednak osoba z plecakiem (mam tam jedzenie) oraz shcylająca się raz po raz po coś do krzaków to niecodzienność. :( Pojawiam się tam codziennie, może ktoś mnie podpatrzył... A może też nie daj Bóg, stało się coś z sunią przez to, że wczoraj podkradła mi puszkę, a reszta jej towarzyszy - puszkę znalazłam, ale miała takie w sobie dziury, że brrr.... aż wszystkie puszki, śmieci, butelki i inny syf, który zostawiają ludzie posprzątałam w miarę swoich możliwości... A może to małemu coś się stało i reszta go pilnuje... A może... a może... Jutro pobiegnę do nich dwa razy. Na pewno rano, chcąc sie doliczyć wszystkich psów...