Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. Dziękuję Ci stokrotne. Za wszystko, co robisz. Właśnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że niestety nie mam pojęcia jak sunię złapać... Mogę zadzwonić do wetki i dopytać o sterylkę, może też pomoże w łapaniu... Nie mamy nawet miejsca, gdzie by ulokowac po sterylce... chyba nie mamy wyjścia, chyba bedzie trzeba ją wypuścić na wolność... W tej chwili naprawde nie wiem nic... :(
  2. Masz rację, wystawy kocie to dopiero jazda :D
  3. Że tak przypomnę, ta ta sunia: Nie mam aktualnych zdjęć... jest wielkości kota. I dopiero przyglądając się wcześniejszym zdjęciom... pluję sobie w brodę, czemu nie zauważyłam że to suka? i w dodatku widać u niej wyciągnięte sutki? :( Matko, jak ja zawaliłam sprawę... Przecież tu już widać, że jest w ciąży... jak mogłam to przegapić?
  4. Dzisiejszy post będzie długi, ale proszę, dobrnijcie do końca. Ogólnie post mogłabym nazwać jako jeden, wielki wybuch płaczu. Łzy same napływają do oczu... Z góry przepraszam za bałagan w poście, ciężko mi zebrać myśli, jak targają mną emocje. Dzisiaj dobre rzeczy przeplatają się ze złymi. Ciocia Poker ma chyba dar jasnowidztwa, bo widziałam się z Karmicielką. Po raz pierwszy, odkąd chodzę do psów. Dzisiaj też widziałam stado w komplecie. Były wszystkie. Niestety, okazało się również, że moje przeczucia sie sprawdziły. Ale... po kolei... Niedługo po tym, jak przyszłam i odeszłam kawałek od psów, by dac im jeść, zobaczyłam że nagle one rzucają wszystko (w sensie czatowanie na moje jedzenie) i lecą kogoś oszczekać. Jednak przy okazji mędrolą ogonami, dupki latają na boki ze szczęścia, a one same lecą tak, że omal łap nie pogubią. I wtedy zobaczyłam Ją. Karmicielkę. Przez duże "K", ponieważ... ale o tym za chwilę. Psy ją oblazły dookoła, a moim oczom ukazał się widok, jak psiaki zaczynają ją obskakiwać z radości i wyłapywać kąski jedzenia. Niesamowity widok... widzieć te psy, jak kogoś lubią, jak się cieszą całymsobą na widok człowieka.... Nie omieszkałam się podejść do Pani i do Niej zagadać. Po zdobyciu sympatii i zaufania Pani, przeszłam do konkretów. Na moje pytanie od kiedy Pani tu przychodzi... odpowiedziała, że karmi te psy "hohohoho, dobrę parę lat. Jeszcze tu pracowałam, gdy je karmiłam". Ta Pani od paru lat jest emeryturze, wyobraźcie sobie że przyjeżdża na swoim starym rowerku dzień w dzień, obładowana siatami z jedzeniem, by tylko te psy nakarmić. I wyobraźcie sobie, że niestety robi to w niesprzyjających okolicznościach. Zna tu ludzi, bo pracowała i jednym obecność tej Kobiety nie przeszkadza, ale są też tacy którzy zabraniają karmić. Jednak Pani nie ma serca, więc przyjeżdża o porze, o której wie, że raczej tych ludzi nie spotka, nie narazi się i chowa jedzenie po krzakach, stara się robić tak, by nikt ni zwrócił na nią uwagi. NIestety, sama z wiekiem ma coraz mniej sił... ale sama myśl, że działa sama, że pomaga sama i że te psy od tylu lat są w tym miejscu... po prostu aż ściska serce.... Ale uwaga, obie ze smutkiem zauważyłyśmy i głośno o tym wspomniałyśmy, że krzaki, w których do tej pory obie dawałyśmy jeść psiakom oraz gdzie były miski z wodą itd. zostały wycięte! Zostało jeszcze parę, ale mimo wszystko - wycięcie krzaków, gdzie psy miały jadalnię to smutny widok. Komu przeszkadzały akurat te krzaczki? Podczas naszej rozmowy, psiaki chodziły koło nas, właściwie niespięte - co prawda mój widok trochę ich peszył, ale mimo wszystko nas okrążyły, szczekały, merdały ogonami. Nigdy nie byłam tak blisko nich. I wtedy dopiero co zauważyłam swoją ogromną pomyłkę - w sumie tylko dlatego, że Pani zaczęła przedstawiać psiaki, krótko o nich opowiadać i chcąc nie chcąc, przyjrzałam się dokładnie każdemu z nich. Wyobraźcie sobie... że... popełniłam ogromny błąd Ten najmniejszy, najbardziej wystraszony pies, który do mnie w ogóle nigdy nie podszedł, który nigdy nie je w mojej obecności, który... jest po prostu dzikiem i nie da się go złapać... to suka! Co gorsza, jest to suka w zaawansowanej ciąży. LADA DZIEŃ BĘDZIE RODZIĆ! Ma wyciągnięte cycki, ogromny brzuch. I teraz tak, mamy dwa problemy. Chciałoby się oczywiście powiedzieć, że tylko dwa - jest ich więcej, ale te dwa na razie są dla mnie nie do rozwiązania, a nie znoszą zwłoki. Sukę ciężarną musimy złapać już teraz, ale jak skoro ten pies nie podejdzie do człowieka i się wszystkiego boi? Co prawda Karmicicielce zależy na pomocy tym psom, ale dodała też, że przez te parę lat nie odważyła się głaskać tych psów. Dodała też, że nie widzi ich obecnie do adopcji - zwłaszcza tych dwóch, o których wspominałam wcześniej... Myślę, że pomoże przy łapaniu tyle, że będzie - a psy przy niej naprawdę są bardziej wyluzowane, więc Jej obecność może nam sporo pomóc. Ale mimo wszystko brak mi totalnie ŻADNEGO pomysłu, ja tę sukę złapać. Wiedziałam, że będzie z nią największy problem, a świadomość, że nie może czekać, że... potrzebuje już-teraz łapanki wcale mi nie pomaga.... elficzkowa i ludzie z okolic - czy nam pomożecie łapac sunię? Kolejna rzecz... FINANSE. Gminny wet aborcyjnej nie zrobi. Zwłaszcza teraz, gdy jest to ciąża zaawansowana. Musimy zbierać na sterylkę... i same sobie poradzić z tym problemem. Boże, mnie to przerasta szczerze mówiąc... :(
  5. Aga, ale jest różnica między "nie trzeba", a "nie można". Nie widzę powodu, by rezygnować z różnicowania diety :) Oczywiście zrobisz, jak zechcesz, ale koty nauczyły mnie jednego - monodieta nie jest taka super, każdy uwielbia mieć niespodziankę w misce :) Więc nie przywiązuję się totalnei do jednej marki, do jednej karmy, do jednego smaku - moje koty w ciągu miesiąca próbują 31 różnych "dań" ;). Psu też próbuję urozmaicać, ale tutaj różnica polega na tym, że nie zawsze zmiana wychodzi nam na dobre (pies ma wrażliwy żołądek). Niemniej jednak karmy mokre uwielbia, więc czasem dostaje.
  6. Ciocie, cały czas myślę o tej suni: Co z nią teraz? Gdzie przebywa? Co do wychodzących domków kocich to również zgadzam się, że warto dać im szansę. Pod warunkiem, że mają naprawdę bezpieczną okolicę, z dala od ruchliwej ulicy i złych ludzi. Przez jakiś czas uważałam, że jak szukac domku to tylko niewychodzącego, bo sama straciłam (w domu rodzinnym) w ciągu 10lat ponad 10kotów (a moja rodzina jakoś się nie przejmowała tym i nadal wypuszczała kolejne koty), ale odkąd mam dwa niewychodzące, które bardzo źle to znoszą (jeden nawet wymagał pracy z behawiorystą i okazało się, że jeśli nie będzie miał możliwości wychodzenia na dwór i polowania to do końca nie opanujemy problemu) to marzy mi się domek w bezpiecznej okolicy. I tylko czekam aż Los pozwoli mi spełnić to marzenie - dla dobra swoich kotów. Teraz ich oczywiście nie wypuszczam, bo mam niemiłe, antykocie sąsiedztwo, ale kiedyś... na pewno zacznę je wypuszczać.
  7. Hehhee, i dzieci mają rację :) Na pewno! Teraz sezon cukiniowy, więc przynajmniej raz w tygodniu mam jakieś danie z cukinii :D
  8. O matko, jaki światowy. Domek jest sprawdzony mam nadzieję? I właściciele dopłacą do transportu?
  9. Wyjaśniła się tajemnica bezwładnego ogonka Brysia. Pani Ola pisze tak: Weterynarzem nie jestem, ale wydaje mi się, że nie ma co czekać, tylko operować. :( Tylko co to konkretnie za operacja? Amputacja? Na pewno przed operacją warto jednak zrobić badania: zwłaszcza serca oraz morfologię krwi i biochemię - by zmniejszyć ryzyko narkozy. I zdjęcie RTG:
  10. A jakie są rokowania leczenia? Da radę faktycznie wyleczyć?
  11. Melduję się u Meluni - mamy nadzieję, że wsio okej :)
  12. A mój Mirek (telefon) znowu mi niefortunnie wypadł podczas wczorajszego biegania... i jest jeszcze bardziej poobijany... Pomijając fakt, że mnie irytuje. Chyba za niedługo będę musiała Mirka wymienić na lepszy model.
  13. Współczuję Ci... :( Dlatego ja nie mam od paru lat gryzoni, zawsze rozstania mnie mocno bolą, a niestety te gryzonie nie są długowieczne. Cieszę się, że szynyszle żyją ok 20lat - nasza jest z nami od 7mu i jeszcze jest pełna wigoru... Może kiedyś się skuszę na parkę szynszylową - ale to już u siebie...
  14. Właśnie to miałam na myśli :) Cieszę się, że ktoś podobnie uważa, jak ja ;)
  15. Kciukuję za ogłoszenia - niech telefon się rozdzwoni :) PS: Wg mnie przydałyby się lepsze zdjęcia.
  16. Swego czasu filmik ten krążył na fejsbuku, jest bardzo wymowny.
  17. Dredzia... mnie się to imię podoba :) Ja lubię nadawać takie imiona, które od razu wywołują uśmiech. I tak mam kota Kurzyka (bo lubi zbierać kurze) oraz... tak się złożyło, że adoptowana przeze mnie kocica ma na imię Zdrapka (choć w rodowodzie ma Renee). Na DT miałam Finkę, Kruszynkę (szczeniaka o wadze 40kg) itd :D
  18. Molos łapiący kunę? Nieźle. Zawsze byłam pewna, że molosy są zbyt ospałe, by cokolwiek upolować. Już mnie nie dziwi mój kundel, który łapie gołębie i małe ptactwo (niecałe 40cm w kłębie) :p
×
×
  • Create New...