Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Na razie mamy jedynie mleko dla niemowląt... ktoś, kto karmił psie oseski powiedział, że ostatecznie może być... sklepy pozamykane. Szukałyśmy też matki zastępczej ale niestety... na razie bezskutecznie. Jutro, o ile przeżyje, trafi rano do weterynarza i dostanie fachową opiekę. Aaa, termofor jest, sama miałam kiedyś kociego oseska do odchowania, więc trochę pamiętałam i to, co pamiętałam - to przekazałam koleżance. Resztę doczytała w domu. Byle do jutra maluch wytrzymał, to jutro już będzie inaczej. Weterynarz poinstruuje co i jak. Swoją drogą, wydaje mi się, że tym razem Murzynek był tatusiem...
-
Ja jedynie mogę trzymac kicuki... totalnie się nie znam...
-
Agniesiulka... Słowo dziękuję to za mało... ale tylko tyle mogę dać jako tegoroczna maturzystka, więc jeszcze raz mówię Ci: dziękuję. Jesteś aniołem dla dzikusków oraz... dla mnie... Dziękuję :) Dziękuję, Olu za obecność. Od czasu, gdy dowiedziałam się o ciąży suni mam koszmary senne, dzisiaj dalej nie będę spać, martwiąc się czy odrzucony czarnuszek przeżył i czy jutro będziemy mogły w końcu napisać o suni "udało się, śpijcie spokojnie". O niczym innym nie marzę. Swoją drogą... dlaczego zawsze takie akcje są podczas dni wolnych?
-
Oczywiście też wszystko zależy od tego, co powiedzą weci. Niemniej jednak to chyba najlepszy plan, jaki można wymyślić w tym przypadku. Mnie to wszystko podłamało, naprawdę nie nadaję się do pomagania. Gdyby nie trzeźwy umysł Agniesiulki oraz elficzkowa, która przyjechała od razu na moje zawołanie, to nie wiem co bym zrobiła...
-
Dzięki wielkie za podpowiedź. Tylko pytanie... co dalej? Bo ja sama nie wiem... Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Raz usypiałam ślepy miot kociąt, ale tu była inna sytuacja - zdobyliśmy zaufanie matki, nie była dzikuską, więc pozwoliła nam zabrać kocięta. Tu... nie wiem. Nie chciałabym, by szczenięta podrosły... nie w obliczu takiej bezdomności... totalnie nie wyobrażam im szukanie domów... Nigdy też nie szło mi tak pod górę... tak, jakby to wszystko było na nic...
-
Nie mamy żadnego... Jutro mimo wszystko idę do gminy, może pomogą nam wywabić sukę stamtąd ze szczeniakami. Ale co dalej, to nie wiem... Prosimy o podpowiedzi... co dalej... musimy się wszyscy naradzić. Ja ciągle jestem roztrzęsiona - być tak blisko... :( Mamy pieniądze na sterylkę i pobyt suni w lecznicy - nie wiem ile, ale psy mają pieniążki. Trzeba myśleć co w związku z tym i co robimy dalej...
-
Wróciłam... jestem przerażona. Nadal płaczę. Nie wierzę, że było tak blisko i się spóźniliśmy... Będąc na spacerze z psem, przeszłam się ponownie obok dzikusków, bo coś mi mówiło, że muszę tam być. Po prostu musiałam tam być. Najpierw usłyszałam odrzuconego szczeniaka. Natychmiast zadzwoniłam przerażona do elficzkowej, bo mamy i innych nie widziałam. Dotarła też moja nie-dogomaniacka psiara z siostrą. Ja szybko pobiegłam do domu schowac swojego psa, próbowałam tez dodzwonić się do wetów - bezskutecznie. Kiedy wróciłam, odnalazłam matkę z małymi. Niestety, pod przyczepą. Bardzo blisko drogi, ale nie do wyciągnięcia przez człowieka... Dostępu do niej nie ma żadnego. Śpi na szczeniakach. Ja doliczyłam się trzech, ale może być ich więcej. Wszystkie są szylkretowe, więc zmywają się z matką. Sunia odrzuciła jednego z psiaków, ten leżał od nich wyraźnie daleko i płakał, gdy pozostałe spokojnie spały. Wróżniał się białymi łatami na łapkach, łebku, brzuszku... Strasznie płakał. Kiedy go wyjmowałyśmy, nawet matka nie zareagowała... Myślałyśmy, że nim wywabimy mamę, ale niestety... Koleżanka niewiele myśląc,wzięła tego odrzuconego do siebie do domu. Po drodze próbowałyśmy dodzwonić się do któregokolwiek z weterynarzy u nas, niestety bezkskutecznie. Nawet byłyśmy pod domem jednego, ale tam nie zastałyśmy nikogo... Nie mamy też specjalistycznego mleka. Koleżanka postanowiła o niego zawalczyć. Szansę na przeżycie malucha są marne, ale ona chce spróbować. Ja obawiam się, że maluch nie przeżyje tej nocy, jest bardzo osłabiony... Ale teraz nie wiem co dalej. Jak wyłowić matkę stamtąd i co z pozostałymi? Czy jakiś wet uśpi nam parodniowego szczeniaka? (nie wiem kiedy złapiemy) Jezu, tak chciałam tego uniknąć. Jakby tego było mało, dzisiaj widziałam jak pojawił się tam kolejny pies. Duży, rudy, z czarną kufą. Wyjadał wszystko pozostałym psiakom... ale może tylko był dzisiaj. Nie wiem skąd się wziął, może był "przechodnio", bo jak przyjechała elficzkowa to już go nie widziałam. Czy to się nigdy nie skończy?
-
Nie ma szans, przez kota jestem uziemiona :D
-
Ta dropiasta przypomina mi jakiegoś psa... chyba dogomaniackiego... ale zabijcie mnie, nie pamiętam skąd znam ten pyszczek... :(
-
To pjona za podobne marzenia :D
-
Historie, jak z naszego domu.... wiem, co czujesz... Ile bym dała, by mieszkać w takiej okolicy, co Ty :)
-
Niestety, dzisiaj łapanka się nie udała :( Możemy próbować dopiero we wtorek, bo wtedy weci mogą małą przyjąć. Boję się, że do tego czasu sunia zacznie rodzić. Nie wiem, jak sobie z tym poradzi skoro ona taka mała, a potencjalny tatuś duży. Do tego nie najmłodsza, niemająca sił za bardzo... :( I jak my znajdziemy i odbierzemy od niej szczeniaki, by uśpić? Przerasta mnie to. Miodzia jest przecudna. Jaki ma charakterek? Coś DT może o niej opowiedzieć?
-
no biedny. Wiadomo to nie od dziś :D
-
Zelda ma już dom. wspaniały, kochajacy, bezpieczny :)
Tyśka) replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Zapisuję kolejną Twoją podopieczną...