Jump to content
Dogomania

mari23

Members
  • Posts

    20363
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    59

Everything posted by mari23

  1. Orionku, przepraszam, że w tych swoich życiowych perypetiach przeoczyłam deklarację - właśnie wszystko naprawiłam :) pozdrawiam Was serdecznie i przepraszam!
  2. no dobra, nie musisz tak odpisywać ;) wiem, że wszystkich się wziąć nie da, nawet jedna to wyzwanie, ale już sam fakt, że się zastanawiasz sprawia, że... :) dobra, nie napiszę :) i masz rację - z drugim psem to przeskok, potem już "z górki" :)
  3. Maćku.... łzy mi kapią...czy jak napiszę, że Cie kocham, to ktoś sobie złego pomyśli? z dogo chyba nikt, a wręcz mnie zacytuje i poprze :)
  4. Pan na swoje 83 lata naprawdę dobrze się trzyma, choć choruje na serce ( jakaś wada). To typ człowieka, jak mój tato - nie posiedzi, radzi sobie sam mimo choroby, już 2 razy był u Czarka - przyjechał rowerem, przywiózł Czarkowi jego garnek na wodę i kawał ulubionej kiełbasy ( oni zawsze razem jedli to samo). Wetka stwierdziła, że jeśli pies to lubi, niech je, pomóc mu już nie można, to i zaszkodzić wiele też nie, niech tą końcówkę życia ma chociaż szczęśliwą. Nie chcąc robić panu nadziei powiedziałam jasno, że Czarek nie wyzdrowieje, a jeśli będzie żył z tym ciężko chorym sercem, to tak, jak teraz. Pan strasznie się rozpłakał, powiedział, że nie chce jego cierpienia, choć bardzo chce, żeby żył, że niech lekarz zdecyduje, jeżeli Czarek będzie cierpiał za bardzo, bo on nie potrafi. Więc ja zaproponowałam wetce, że kiedy leczenie nic nie da, oszczędzimy panu dramatycznej decyzji, my ją podejmiemy, a powiemy panu, że Czarek sam odszedł. Tymczasem "umarlak" zdecydował się jednak żyć chyba: tak było dwa dni temu a tak wczoraj :) apetyt mu wrócił, tabletki w pasztecie muszę dawać ostrożnie, bo rękę stracić można ;) nie wszystko je, ale parówkę ( za pozwoleniem wetki ;)) i puszkę Doliny Noteci pochłania w mig :) wstaje, chodzi, próbuje zrobić koope w miejscu, ale i "kleksy: gubi, słaby, ale dziarski i najbardziej cieszy spojrzenie "masz coś jeszcze do jedzenia?" ;) Dostaje Furosemid, ale bardzo ostrożnie. Tyle dobrych wieści, lecę nakarmić głodomora ;)
  5. dojechały szczęśliwie :) a ja spać nie mogę przez tego staruszka z zaćmą... i ten dropiaty z tyłu ma jakby obwisły brzuch i wygięty grzbiet :(
  6. odwiedzanie tego wątku stało się chyba moim "nałogiem", bo wciąż tu zaglądam. I chciałabym moją skromną Pelikankową deklaracje przenieść na Ibiska
  7. Żona zmarła kilka lat temu, Czaruś był jeszcze wtedy zdrowy i młodszy. Poza tym każde zdanie jest bardzo smutną prawdą :( :( Dzisiaj był u Czarka jego pan, z nadzieją, że zabierze go do domu. Zobaczywszy jego stan zrozumiał, że sobie nie poradzi :( Uzgodniliśmy, że pies zostanie u mnie, pan może go odwiedzać, kiedy tylko będzie mógł i chciał. Pan oczywiście chce za wszystko zapłacić, prosił, żeby go ratować, on pożyczy, a zapłaci. Serce mi się rozrywało widząc jak płaczący stary człowiek mówi do bezgranicznie smutnego przyjaciela, żeby nie myślał, że pan go tu zostawia, że musi wyzdrowieć... pan był rano, ja dopiero teraz jestem w stanie cokolwiek napisać, choć wciąż łzy mi kapią. Pan ma 83 lata i po śmierci żony martwił się, co będzie z Czarkiem, jeśli jemu coś się stanie.Ogrom nieszczęść, jaki tego dobrego człowieka spotkał nie zrobił z niego zgorzkniałego staruszka. Pan 40 lat opiekował się żoną, która po urodzeniu drugiego syna zachorowała na gościec postępujący, 23-letni syn zginął w wypadku samochodowym, a niedługo przed śmiercią żony zginął drugi 40-letni syn. Pan jednego słowa nie powiedział, że to on cierpi, mówił o ogromnym cierpieniu żony. Bardzo płakał tuląc Czarka, nawet pocieszyć go nie mogłam, bo i cóż miałam powiedzieć - że pies wyzdrowieje? :( Obiecałam zrobić wszystko, co się da, żeby Czarusia podleczyć choć trochę...pytałam, czy mogę jemu w czymś pomóc - nic nie trzeba - odpowiedział. Spróbuję mu mechanika podesłać do ciągle szwankującego starego Cinquecento, żeby rowerem nie musiał jeździć, choć tyle... Z opowiadania pana niestety wyciągnęłam wnioski potwierdzające najgorsze :( pies nie jest chudy, bo uciekł i się błąkał - on już latem zaczął mieć problemy z tą kupką, pan był przekonany, że może kość zjadł i ma "przeszkodę"w jelitach.. Pan gotował im obu, jedli to samo. Czarek miał apetyt i pięknie wyglądał. I nagle we wrześniu przestał jeść, zaczął chudnąć. Pan nie wiedział, jak tak dużego psa dostarczyć do weterynarza, nawet pieszo chciał z nim iść, zapewne nawet nie przyszło mu do głowy fatygować kogokolwiek albo i weterynarza...no i pewnie sytuacja finansowa po tek kradzieży była trudna. Czaruś jest bardzo słaby, ale ma apetyt, chętnie połyka podane z pasztetem tabletki, dostał zastrzyki, w tym Furosemid ( łapy wciąż spuchnięte). Mam nadzieję, że po leczeniu jego stan się jeszcze na trochę poprawi, bo jeśli nie...
  8. to bardzo trudna decyzja, nie jest łatwo ją podjąć... chyba że tak, jak u mnie - "życie" samo postawi w sytuacji, kiedy nie "czy", ale "jak" pomóc kolejnej biedzie trzeba decydować
  9. Z Milusiem....to ja wygrałam los na loterii!!! :) On jest cudowny, słodki tłuścioszek, choć martwi mnie, że dużo śpi i jest mało aktywny. Za tydzień kontrola na ile obkurczyła się prostata. Kiedy wiele lat temu adoptowałam od kikou Charliego[*], to ona powiedziała mi o dogo i wątku tego cudownego psa. Zalogowałam się...poczytałam klikając w kolejne banerki...strasznie to odchorowałam, dwa tygodnie płakałam na sam widok komputera, aż zadzwoniła zaniepokojona moim milczeniem kikou. Trochę mi w głowie "poukładała", jakoś przez te lata z wielkim trudem, ale radziłam sobie psychicznie. Ale od pewnego czasu znów jest ze mną marnie, ogrom tego nieszczęścia przeraża mnie i załamuje :( Pomożesz kilku....a tyle jest czekających na pomoc :( :( choćby ten ze zdjęcia powyżej staruszek być może nawet niewidomy, ten cudny dropiaty z tyłu za nim, podobny do mojego lubliniaka Puszka[*]....te na tyłach schroniska, te wycofane, zrezygnowane.... jak tu nie ryczeć????
  10. Poziom białka, hemoglobina, hematokryt - bardzo niskie. Mocznik, kreatynina i 1 wątrobowy minimalnie tylko przekroczony. Dzisiaj zabrałam psa z przychodni, w której był od poniedziałku - wyniki podejrzałam w komputerze przy rozmowie z doktorem, powiedział mi, że tylko wygłodzenie, anemia no i te przepukliny, których w tym stanie i tak nie da się operować, pies musi odzyskać siły i wyleczyć anemię. na zdjęciach biedak przed podróżą do mnie Zabierając psa wcześniej uzgodniłam konsultację z moją wetką. Po 12 kilometrach spokojnej jazdy dowiozłam psa z trudem łapiącego powietrze, jak ryba z wody wyjęta. Nie zacytuję komentarza pani wet Oli, jak zobaczyła stan psa i usłyszała "diagnozę". Od razu zrobiła usg potwierdzając wodobrzusze, chciała zobaczyć śledzionę, ale z powodu dużej ilości płynu nie udało się "złapać" pływającego organu :( Ściągnęła mu chyba 3 "nerki" płynu :( Osłuchując psa potwierdziła niewydolność serca, w międzyczasie odnalazła go w komputerze po nazwisku właściciela - Czarek ma 11 lat. Przepukliny ma trzy - dwie boczne i kroczowa, ze względu na wiek, a przede wszystkim serce, nie ma mowy o żadnej operacji, będziemy obserwować, jak on funkcjonuje. Dostał zastrzyk, do tego Cardisure i Enarenal. Jest u mnie , bo starszy pan nie będzie raczej w stanie wozić go na ściąganie płynu i zastrzyki. Czarek leżąc na stole nie reagował na swoje imię, wyglądał, jakby chciał już umrzeć. Ale po ściągnięciu tej wody, już u mnie był weselszy, zawołany po imieniu nie tylko zareagował, ale jakby się uśmiechnął :) zjadł, podreptał gubiąc kupki i poszedł spać. Jeśli taki stan by się utrzymywał albo i poprawiał, to myślę, że Czaruś ma szansę do pana wrócić, oczywiście pod moją nad nim opieką. Zadzwoniłam do pana, jutro rano przyjedzie do Czarka rowerem, zaproponowałam, że po niego pojadę ( to tylko 3 km dla samochodu i aż 3 km dla starszego wiekiem rowerzysty). Pan powiedział, że on tu codziennie do nas na zakupy jeździ , więc przyjedzie sam. I tu jest problem z pomocą panu - on nie chce jej przyjmować, trzeba to robić dyskretnie i przez osobę, którą zna. Zapytam panią sołtys, umówiłyśmy się, że pomoże mi, oni zebrali coś dla niego na święta - nie chciał przyjąć, powiedział, że nie trzeba, jakaś pani go przekonała i właśnie z tą panią muszę nawiązać kontakt, żeby podstępem panu pomóc ;)
  11. na bazarku byłam, zaglądam tu do zamojszczaków, patrzę na te zdjęcia, na psiaki w boksach i serce mi pęka :( :( ryczę patrząc na słodko śpiącego na poduchach Milusia :( chciałabym jeszcze komuś pomóc, ale przeszkody w postaci "NIE" męża nie dam rady pokonać...niby i ja wiem, że psów w domu za dużo :( ale w schronisku tym bardziej za dużo!!! :( :(
  12. dzisiaj sprawa "ruszyła do przodu", pies rzeczywiście uciekł, nikt go nie wyrzucił. I być może samochód go trzepnął, topograficznie analizując miejsce znalezienia i dom - musiał przebiec przez drogę dość ruchliwą ( TIRy na autostradę setką przez wieś gnają :( ) Trudno ustalić, co się z nim działo, uciekł kilka dni przed świętami, mógł się błąkać w szoku , a mógł tam leżeć nie zauważony. Zadzwonił do mnie starszy, samotny pan, któremu ktoś powiedział, że pies jest u mnie i dał nr telefonu. Z psem już trochę lepiej, ale teraz pomóc trzeba i psu, i panu :( To dobry, spokojny człowiek. Pies nigdy nie biegał bezpańsko po wsi, stąd nikt z mieszkańców go nie rozpoznał. Na łapach pies już stoi, nie wstawał z wycieńczenia, w badaniach wyszła znaczna anemia i coś z białkiem ( nie zapamiętałam - za dużo czy za mało) - w każdym razie efekt wygłodzenia. Pies sympatyczny, wstaje, chodzi, próbuje grzecznie się załatwić, niestety nie kontroluje wydalania kału :( leje się po prostu samo. Być może to uraz po potrąceniu, być może efekt tych przepuklin i biegunki po nakarmieniu przez przechodniów "nie wiadomo czym" zagłodzonego, leżącego psa. Zasięgnęłam języka u pani sołtys: panu niedawno zmarła żona po długiej chorobie, sam się nią opiekował do końca. Wcześniej kolejno tragicznie zginęli obaj ich synowie. Pan ma tylko małe wnuki i synową, która pomocą i losem pana zainteresowana nie jest. Na domiar złego pan został ostatnio okradziony przez dwie kobiety - niby kołdry sprzedające, zabrały i oszczędności, i przyniesioną dzień wcześniej przez listonosza emeryturę. Pomimo takiej sytuacji pan nie bardzo chciał przyjąć pomoc, chciał sam sobie poradzić ( pewnie umarłby z głodu). Dlatego chciałabym, żeby pan nie poniósł kosztów badań i leczenia psa i żeby odzyskał go zdrowego, ten pies to jego jedyny towarzysz - tak powiedziała pani sołtys. Oczywiście dyskretnie chcę i panu pomóc, a pies po powrocie do pana pozostanie pod moja opieką. Jutro będę ustalać z weterynarzem dalsza strategię przywrócenia psa do dobrego stanu.
  13. przelew poszedł na 275,60 w ostatnim dniu roku 2019 :) 96 złotych nie doliczyłam, bo nie było tyle pieniążków na koncie Stowarzyszenia :(
  14. Dziękuję Wam za dobre słowa, za życzenia! Bardzo dziękuję!!! Jak zwykle życie mnie pogania, bo nie nadążam :( dzisiaj zamiast na Orszak Trzech Króli pojechałam do lasu :( :( pod drzewem, na skarpie pies z bezwładnym tyłem, szkielet psa :( zgłosił starszy pan, ale na szczęście dwoje młodych przechodziło i pomogli mi biedaka na kocu do samochodu przenieść Dość duży pies, kręgosłup jeszcze boli od dźwigania. Został w lecznicowej izolatce, jutro będzie miał badania i rtg ( jedna łapa trochę spuchnięta), na szczęście ma czucie w łapach i podtrzymywany stoi, a nawet idzie chwiejnie. Jest wychudzony, wycieńczony, dostał zastrzyk p.zapalny, p.bólowy, czekamy na jutrzejszą diagnozę. Ma problem z jelitami przy odbycie - obustronna przepuklina ( zachyłki), wet mówi, że trzeba operować, oczywiście jak dojdzie do siebie i wyniki wyjdą dobre. Chyba mieszkał w budzie, bo wszedł sam, gdy tylko ja zobaczył. Nie jest młody, ale nie staruszek.
×
×
  • Create New...