Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. No... przede wszystkim trzymanie rzeczonego niemowlaka poza zasięgiem charcich gałązek ;) :)
  2. To zupełnie jak w Nowym Dworze podpisanie umowy ze schroniskiem w Józefowie, które ma zakaz przyjmowania psów... Robią coś, aby robić :(
  3. U Lesio jest Sławka (i 3/4 Gapci) - reszta moja. No, chyba że zrobią mega rozpierduchę - wtedy wszystkie są moje ;)
  4. Ej, Ty... Hopsalinda - przecie Ty szorstka jesteś, a nie żadna... aksamitna! ;) Idź spać na fotel, bo jak Pana będą plecki bolały, to nie będzie się z Tobą bawił ani na spacerkach hopkował :)
  5. Ech, ja mogę tylko żałować, że mnie to wczesne dzieciństwo Krechulca ominęło... Tak samo państwo Moteusza mogą żałować ;) Zryczałam się wczoraj jak już dawno nie... :shake: Ale od początku. Po powrocie do domu, wszystkie goopki wyleciały z domu jak torpedy, z wyjątkiem Fraszki. Ona się cieszyła, ogon się urywał, ale do mnie nie podeszła, ani nie dała się namówić na wyjście. Nie chciała też do mnie podejść. W końcu "przydybałam" ją w posłanku, gdzie rozpłaszczyła się jak żaba ze strachu i już myślałam nawet, że popuściła, ale nie... Wzięłam ją delikatnie na ręce i wyniosłam na taras - pobiegła się załatwić i dołączyła do pozostałych psiaków, które spacerowały ze Sławkiem. Mieliśmy mało czasu - tyle, żeby dorzucić do pieca i biegiem przełknąć zupę. Fraszka za chiny ludowe nie chciała wejść do domu. To znaczy momentami wchodziła, ale gdy chciałam zamknąć za nią drzwi - wycofywała się. Pomyślałam: trudno, niech siedzi na dworze i zamknęłam drzwi, bo upału nie ma. Aha, wcześniej jeszcze próbowałam jej pokazać smyczkę, bo Ellig mówiła, że na widok smyczy podchodzi uradowana - nic z tego! Wychodząc, postanowiliśmy zostawić na dworze wszystkich, z wyjątkiem Motka. Wielkiego mrozu nie było, a godzinka ganiania mogła im tylko zrobić dobrze. No i znów przystąpiliśmy do łapania Fraszki. Myślę, że ona wyczuwała nasz pośpiech i napięcie. Podchodziła, nawet brała smaczek z ręki, ale natychmiast uskakiwała i złapać się nie dała. W końcu Sławkowi się udało. W samochodzie siedziała na kolanach u Sławka, spięta do granic wytrzymałości mięśni i swoim zwyczajem chowała nos pod kurtkę. I teraz niespodzianka - pod lecznicą sama wyskoczyła z auta i dość dziarsko maszerowała pod same drzwi lecznicy! Tutaj koniec niespodzianek - za drzwiami pełen opór. Wzięłam ją na ręce - drżenie, sztywność i chowanie nosa w rękaw mojej kurtki. Ona się zachowuje trochę jak dziecko, które chowając głowę pod poduszkę uważa, że go nie widać. Zanim weszłyśmy do gabinetu, trochę się uspokoiła, choć nerwową atmosferę wprowadzała ogromna ONka, która sapała jak parowóz i popiskiwała. W gabinecie - postawiona na stole - wyglądała jak na pierwszym zdjęciu od mestudio... Ale dała ze sobą zrobić wszystko - żadnych prób obrony, zębów itp. Doktor zbadał, zmierzył temperaturę i dał zielone światło do zaszczepienia na wirusówki. Zalecił też ponowne odrobaczenie - dostałyśmy tabletki na 3 dni z rzędu, ale to za kilka dni, niech się szczepienie "uleży". Zdjął też szwy - piękne cięcie i książkowo zagojony brzuszek. Wiek oceniony na GÓRA 2 lata. Tak bardziej by się Doktor skłaniał do 1,5 roku. Trzeba będzie dopytać w tej lecznicy przytuliskowej czy oni sterylizują 100%, to znaczy usuwają macicę. Moglibyśmy to sprawdzić na USG, ale p. Doktor pojechała na wizytę domową i zabrała aparat. Zrobiliśmy też manicure, bo pazurki z lekka krogulcze były. Pytałam też o ogonek - czy był kopiowany, ale Doktor twierdzi, że na 99% się z takim "niedokończonym" ogonkiem urodziła ;) Gdy czekałam na wypisanie książeczki, Fraszka siedziała wklejona we mnie, znowu z nosem w rękawie. Ale gdy już wyszłyśmy z lecznicy, sama z siebie skręciła na trawnik, szła swobodnie, załatwiła się, nie robiły na niej wrażenie przejeżdżające samochody. Zrobiłyśmy sporą rundę, potem sama wskoczyła do auta! Pojechałyśmy jeszcze zatankować - bez problemu została na chwilę w samochodzie - i to wcale nie skulona w kącie! Wyglądała przez okno i bardzo się ucieszyła, gdy wróciłam. Po powrocie do domu, była bardzo zadowolona, że wróciła do do już znanego miejsca. Zjadła kolację i sama z siebie wskoczyła na kanapę. Pospała trochę, potem zeszła i gdy chciałam ją pogłaskać i znowu zaprosić - nie dała się dotknąć!!! A pół godziny później, sama się zameldowała na moim łóżku i wcale się nie speszyła, gdy się położyłam i do niej przytuliłam, ani gdy wskoczyła Lili, a chwilę później Kreska. A dziś rano znowu problem z podejściem do miski. Myślę sobie - dobra, jedz na fotelu... Nic to nie dało - nie tknęła śniadania... [B]Zachowanie Fraszki jest dla mnie KOMPLETNIE ZAGADKOWE![/B] A zryczałam się wczoraj dlatego, że patrząc na nią w drodze do lecznicy, potem w lecznicy - wyobraziłam sobie, że zostałaby wywieziona do tego podłego schronu i bez żadnych ceregieli wrzucona do boksu z obcymi psami. I że nie miałaby nawet rękawa, żeby próbować udawać, że jej nie ma... Tym bardziej wstrząsnęła mną dzisiejsza wieść, że pozostałe pieski zostały "cichaczem" wywiezione :placz:
  6. No - i to się nazywa odpowiednio ustawiony DWÓR :)
  7. No nie, bo w piątek rano muszę być w szpitalu w Otwocku, więc przyjadę do pracy bardzo spóźniona, a już o 14-tej wychodzę na rehabilitację. Po prostu nie chcę "przeginać" w pracy. Zresztą, gdy wczoraj zadzwoniłam do p. Izy potwierdzić, że jednak przyjedziemy dziś, powiedziała: "i bardzo dobrze, bo wciąż o nim rozmawiamy, jakby już u nas był, więc niech wreszcie będzie", a mój Sławek dodał "tym bardziej, że każdy dzień bez Moteusza, to dzień stracony" :) A Motunio baaaaaaardzo czule się ze mną żegna dziś od rana, od bardzo rana - pobudkę urządził o 5.15 ;)
  8. Brawo! Brawo! Mam nadzieję, że nasza Fraszka też będzie robić takie szybkie postępy, bo na razie jej zachowanie jest dla mnie co najmniej zagadkowe...
  9. Jest taki domek... jakieś 100 km od Warszawy ;)
  10. Kciuki zaciśnięte - i za Leę (bo cuda się zdarzają...) i za dar przekonywania Malagoska :)
  11. Najlepsze, moim zdaniem, to Milkowy nurek w śnieg :) I tylko jedna refleksja mi się nasuwa - haszczaki przy tej bandzie odpadają w przedbiegach ;)
  12. Nie ma tego złego, co by na lepsze nie wyszło - będą to powtarzać do znudzenia, popierając licznym przykładami: Szaki, Kai, Kimi, Szewka, Słomki, Pchełki, Dumki, Hopki, Żelki, a nawet Motka :)
  13. O kurczaki :( No, ale skoro była szansa - znaczy, że może się zdarzyć kolejna! Nie wolno się poddawać - nadzieja przecież umiera ostatnia...
  14. Łał! Zupełnie jak... na deptaku w Ciechocinku! ;)
  15. A może biegunka to po prostu stres związany ze zmianą miejsca? A krew potrafi się pojawić nawet przy niewielkim podrażnieniu końcowego odcinka przewodu pokarmowego - ostatnio przerabiałam na mojej Kreśce. Jeden dzień głodówki i przeszło równie szybko, jak się pojawiło... Chudość - cóż - schron to nie sanatorium :(
  16. U Sopla śniegu tylko trochi, co by koza z głodu nie padła z braku trawy :) U nas w ogrodzie tyle, że nawet jak sikamy, to się dziurka do samej ziemi nie robi ;)
  17. Oj Ewuś, Ewuś - jak Ciebie nie kochać! :)
  18. Wiesz jak to jest - inni paczą i widzą, a inni się wpatrują i g...o widzą ;)
  19. Akurat, bo Ci uwierzę w ten spokój! ;) :)
  20. Oj, Teoś, Teoś - czy ta Twoja uroda jest "przekleństwem"?... Czy ludzie masowo wzrok i rozum stracili? :(
  21. Po kolei: 1. Sunia Fraszka jest u mnie i dziś jedziemy do weta m.in. po to, by się pozbyć szwów, które jej co prawda nie przeszkadzają, ale są już niepotrzebne ;) 2. Pewnie, że mam boksia (dokładniej boksię). Lili Marlene z częstochowskiego schronu. No, gwoli ścisłości bardziej OMC boksię niż boksię, ale jako bąkers, lizak, całuśnik, niszczyciel i "miszczunio" w przyjmowaniu najwymyślniejszych póz - boksio w 1000% Oto jedna z tych mniej wymyślnych ;) Zdjęcie z najlepszą przyjaciółką do zadań różnych - Kresią - OMC jamniczką z olkuskich krzaków :) [IMG]http://lh4.ggpht.com/_gQeHCB9fEVY/TSinIx6sncI/AAAAAAAAAoc/3Qs_GGT_atM/s640/przytulanki.JPG[/IMG]
  22. Musimy pisać szybko, żeby równie szybko się dobry domek dla Fr... znalazł ;)
  23. Agresywna nie jest, ale do naszego Jubilata, pieski muszą mieć naprawdę anielską cierpliwość ;)
  24. O boziu - pomnik trzeba tym ludziom wystawić za to, że nie rozdzielili tej niesamowitej pary psich przyjaciół... Ale warto było! A Moris - wypisz-wymaluj moja Lili, jeśli chodzi o dziwaczność przyjmowanych pozycji :)
×
×
  • Create New...