To jest regularna trucizna. Normalnie podaje się w zastrzyku. Do pyska to już chyba tylko w skrajnych, ciężkich przypadkach. Działa może i szybko, ale na jedno pomaga, na dziesięć innych szkodzi. Po tym, co przeżyłam z Tośką, więcej bym się nie zdecydowała na tak drastyczną kurację. Lepiej leczyć dłużej, a bezpieczniej. Takie jest moje zdanie. Gdybym wtedy wiedziała to, co wiem dziś, może Tosia by jeszcze ze mną była...
Aha, Tośka też miała symptomy neurologiczne po podaniu tego świństwa - zataczała się, nie trafiała w drzwi, obijała się o ściany. Ja bym to natychmiast odstawiła i leczyła nużycę w normalny sposób. A dodam jeszcze, że nasza Tosia była łysa, nużyca była kolejnym powikłaniem nawracającej choroby skóry - głębokiego ropnego zapalenia. Nasz wet zlecił wtedy obrożę Advocate (zdaje się) oraz nacieranie skóry takim roztworem o zapachu naftaliny. A ja głupia pojechałam do warszawskiej sławy, lekarza który się doktoryzował na nużycy. A jak powiedziałam jakie zalecenia dostałam, wszyscy od razu wiedzieli od kogo :( Nigdy więcej żadnej sławy medycznej! Własny, zaufany wet oraz własny rozum i intuicja - dla dobra psiaków i własnego.