Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Super wieści o Lawendzie i Burgundzie. Sprawdzę u Kasi czy już zrobiła ogłoszenia, bo jeśli nie, to wycofam i poproszę o dwa inne psiaki.
  2. Po tym, co wczoraj wyprawiał w lecznicy mówiłam Marysi, żeby się lepiej nastawiła na nocne... uczenie się, bo o spaniu może zapomnieć! Co on wyczyniał! Wył, zawodził, wykładał się na plecy, pokazując miejsce zbrodni, tylne łapy wyciągał, jakby tracił w nich czucie... Nawet przy próbie pogłaskania go po głowie wpadał w histerię - jakby go bolało całe długie ciało!!! A gdy na odchodnym dr Marta ukucnęła przy nim i przepraszała, że zadała mu ból i mówiła, żeby się nie martwił, że wszystko będzie dobrze - był moment, jakby zamierzał potraktować ją zębami. W każdym razie przeprosić się nie dał ;)
  3. Ale ZIMA! U nas właściwie wcale nie ma śniegu i ja osobiście nie tęsknię ;) Oluś - wszystko u Was dobrze, z wyjątkiem konieczności tkwienia przy mikroskopie?...
  4. Wczoraj sama zadzwoniłam do p. Magdy z lecznicy, bo bałam się, że zadzwoni akurat w chwili, gdy nie będę mogła odebrać z powodu Soni. Powiedziała, że niedługo sama miała dzwonić, bo właśnie kończy lekcję z uczniem. I od razu napiszę - Imcia słucha jak uczniowie grają i na razie dzielnie znosi ewentualne fałsze ;) No, ale dotąd nie miała okazji naumieć się odróżniać właściwym dźwięków skrzypiec od tych fałszywych, więc jeszcze wszystko przed nią :) Imcia wczoraj już odważniejsza - przemieszcza się po domu coraz sprawniej. Wszędzie ma porozstawiane miseczki z wodą :) Pomysł z budką był fantastyczny - Imcia rzeczywiście traktuje ją jak swój azyl. Wczoraj p. Magda zeszła na chwilę na dół, a gdy wróciła na górę, Imka - nie wiedząc kto nadchodzi - biegusiem czmychnęła do budki. Ale nie siedzi w budce non stop, wychodzi, zwiedza, korzysta z uroków kanapy :) Normalnie je i pije. Natomiast z wychodzeniem do ogrodu nadal kicha. Poprosiłam, by p. Magda nie odpuszczała i wynosiła ją regularnie, aż załapie, że tam też jest bezpiecznie i fajnie. Zapytałam czy sika na podkłady czy leje gdzie popadnie i usłyszałam "gdzie popadnie, choć ma wszędzie porozkładane podkłady, ale TO NIC, proszę się nie martwić, będzie dobrze!". Śmiałyśmy się potem z Marysią, że p. Magda mnie pociesza, a nie ja ją :) Na chwilę wczoraj zajrzała przyjaciółka p. Magdy, też wielka psiara. Imcia wzięła od niej smaczek z ręki :) Przyjaciółka oceniła, że to będzie już niedługo bardzo fajny pies. W ogóle wszyscy są nią oczarowani - Imcią znaczy :) P. Julia szperała w internecie i przeczytała wszystko o okresie adaptacyjnym, ile może trwać, jak należy się zachowywać - m.in. o tym, by jak najwięcej karmić psa z ręki i już te informacje są wprowadzane w życie. Pierwszą porcję jedzenia Imka wchłonęła, jak to miała w zwyczaju u nas, ale już przy następnej się zorientowała, że jest sama, żadnej konkurencji i nie trzeba się śpieszyć :) Dziś p. Magda cały dzień jest w domu - będą ćwiczyć ogrodowanie :) Aha, a na koniec rozmowy usłyszałam: "Proszę się nie martwić, będę dzwonić co drugi... nie, będę dzwonić codziennie!:) Jestem coraz bardziej spokojna...
  5. Witanko :) Trzeci dzień boli mnie głowa i jest to nieznośne!!! Wczoraj udało mi się wcześniej czmychnąć do domu, wzięłam kolejną baterię prochów i się na chwilę położyłam, bo chyba nie byłabym w stanie jechać do lecznicy... Sonieczka baaaaaaaaaardzo dzielna. Zanim trafiła na stół, użyczyła fragmentu swojego posłanka Rudzikowi, który poszedł na pierwszy ogień. Zabieg przeszedł bez komplikacji. Właściwie do każdej operowanej rzeczy powinno być osobne cięcie, czyli powinny być 3 cięcia po kilka centymetrów, z kilkucentymetrowymi odstępami. Ale dr Marta zrobiła tylko 2 - jedno na przepuklinę pępkową, a to drugie nieco rozszerzyła i udało się z jednego końca wyciągnąć przepuklinę, a z drugiego macicę. Oczkiem zajął się dr Darek, który wczoraj nas bardzo rozczulił, paradując po lecznicy w gustownym wdzianku w pieski i kotki! :) Korciło mnie, żeby mu cyknąć fotkę, ale się powstrzymałam ;) Jeszcze przed wybudzeniem, dr Darek zrobił RTG, po czym wychodzi i pyta mnie co wiem o przeszłości Soni. Odpowiedziałam, że nic poza tym, że żyła na wsi, w ostatnim czasie na łańcuchu. "A to dziwne, bo ona ma w kolanie jakieś implanty! Tylko nie mogę dojść co to jest i czemu miało służyć". Weszłam do pracowni i na ekranie, po obu stronach stawu kolanowego zobaczyłam małe białe punkciki - jakby główki od gwoździ. Gdy na standardowo zrobionych dwóch projekcjach Doktor nie mógł dojść co to jest i po co, cyknął nawet trzecią projekcję, ale i ta nie rozwiała jego wątpliwości. Doktor dotknął kolanka w tym miejscu i powiedział, że wyczuwa te główki pod palcami i że na 100% jest to metal. A potem przesunął myszką obraz do góry i oboje ujrzeliśmy jeszcze kilka takich "kulek". Wtedy wszystko stało się jasne - Sonia jest nafaszerowana śrutem :( Te dwa kawałki tkwiące w stawie pewnie uda się wydobyć przy operacji kolanka - reszta zostanie w ciele, bo trzeba by było podziurawić psa jak sito, by je wydobyć :( Jeśli chodzi o operację kolana - też będą musiały być dwa zabiegi, na szczęście możliwe do wykonania na raz, przy jednej narkozie. Trzeba pogłębić bloczek, w którym porusza się rzepka, bo jest za płytki i dlatego rzepka wypada, a po drugie trzeba zrobić coś z guzowatością kości piszczelowej (chyba ją przemieścić). Koszt operacji jak dla nas = 600 zł. Zabieg można przeprowadzić nawet już za 3 tygodnie, ale myślę, że lepiej poczekać choć z miesiąc... Doktor kazał się zastanowić czy będziemy się decydować na tę operację. Sonia jest psem małym i lekkim, powinna się przyzwyczaić do wypadania tej rzepki, ale wiadomo - procesy zwyrodnieniowe będą postępowały o wiele szybciej, niż gdyby girka została naprawiona. Powiedziałam wstępnie, że pewnie się zdecydujemy, bo jednak Sonia odczuwa dyskomfort, utyka, tylko musimy pozyskać środki finansowe, bo kto zrobi taką operację lepiej niż Traczyk, na co Marta asystentka rzekła "nikt" :) Po zastrzyku na wybudzenie Sonia była trochę niespokojna (choć do histerii Rudka Marysi było jej baaaaaaaaardzo daleko :)). W samochodzie popiskiwała i pojękiwała. Gdy wróciłyśmy do domu, Sławek wziął ją na ręce, a ja się szybko umyłam i przebrałam. Potem ułożyłam ją obok siebie na kanapie i spokojnie zasnęła. Przeniesiona potem na łóżko trochę się pokokosiła, ale w końcu się ułożyła i zasnęła. O 1.30 postanowiła wyjść na siku, po czym szybciutko grzecznie wróciła do domu i zasnęła z powrotem. Następna pobudka była ok. 4ej na picie, potem po 5ej na.. nie wiadomo co ;) Wstałyśmy o 7.30. Poszła na siusiu i nawet się zameldowała w kuchni na śniadanie, ale w końcu stwierdziła, że jeszcze nie pora na jedzenie. Dałam syropek p/bólowy i założyłam maść do oczka. Ponieważ wczoraj z tego wszystkiego zapomniałam wziąć z lecznicy kołnierz, a na oczku są szwy, postanowiłam, że wezmę Sonię ze sobą do pracy, żeby mieć ją na oku :) W samochodzie była grzeczniutka - trochę leżała na kolanach, trochę wyglądała przez okno. Położyłam jej posłanko pod biurkiem. Położyła się grzecznie, potem dała się jednak na mówić na odrobinę kurczaka z ryżem, a teraz śpi jak aniołek - nie ma psa! :) Jutro jedziemy do lecznicy na kontrolę - przede wszystkim oczka. Uffff, jak to dobrze, że już połowa za nami!!!!
  6. Oj pani, to nie na moje wykształcenie :(
  7. O matko... moje działały jak je wstawiałam!!!! Potem już nie sprawdzałam! Kocham nowe dogo :(
  8. Boże, jaki piękny!!! Napisz trzy słowa - ma imię?, przybliżony wiek - coś się zmontuje tekstowo, choć głowa mi dziś pęka :(...
  9. Cudne te foty - zupełnie jak obrazy, a nie zdjęcia! :) U nas nie ma psich kanap, a i na ludzkiej trudno znaleźć miejsce na choć jeden półdupek. Imci ubyło, co ani trochę nie poprawiło sytuacji ;)
  10. W Imciowym domku to p. Magda gra na skrzypcach ;) I się wczoraj zastanawiałyśmy jak się będzie Imcia zachowywać, gdy Pani będzie ćwiczyła albo gdy będą grali jej uczniowie (ma lekcje także w domu). Na razie wczoraj Imuszka delikatnie obwąchała pulpit na nuty i skrzypce przez futerał ;)
  11. Ok, czekam spokojnie. Chciałam się tylko upewnić, czy przypadkiem nie zaginęła gdzieś na poczcie ;) Dużo psiaków tak robi, że znosi na posłanie "fragmenty swojego człowieka" :)
  12. Florentyna, bo wykraczesz!!!!!!! Pianucha, do domu wybywaj, dziewczyno, bo kolejka na Twoje szczęśliwe miejsce dłuuuuuuuga :(
  13. A nawet trzech ludziów! :) Dziękuję za miłe słowa, ale bez moich psiaków nie poszłoby mi tak łatwo. Szczególne podziękowania dla Kresi i Lili się należą - za wytrwałość i anielską cierpliwość ;)
  14. Piękna akcja, kamień z serca! Florentyna zadzwoniła z nowiną, gdy właśnie wyruszałam z moim strachulcem Imką do DS - uwierzyłam, że i z Imką będzie wszystko OK :) Również dziękuję wszystkim osobom zaangażowanym na miejscu. Paweł - dostałeś prawdziwą szkołę życia! Jesteś bardzo dzielny i będzie z Ciebie super opiekun i oswajacz - jeszcze niejednego psa wyprowadzisz na prostą z najbardziej ostrego zakrętu! :)
  15. Twojej nie znam z wyrobów jedzeniowych ;) A teściowa DoPi to skarb, nie kobita (nie wiem czy pod każdym względem, ale pod jedzeniowym - bez dwóch zdań!) :)
  16. Na fotce z diabłem tasmańskim - faktycznie Szerlok wygląda na miniaturkę. Choć dla Ciebie to ja już miejsca na tej kanapie nie widzę, Irenko ;)
  17. No tylko się pociąć szarym mydłem :( Nodiś, może np. nie szczekaj, to cię oddadzą, biedaku :(
  18. Mazowszanko - dziękuję - już sobie wszystko spisałam, żeby Doktor mógł od razu wystawić fakturę. Rabaty z pewnością mam z racji mojej współpracy z lecznicą i dlatego ja też - gdy tylko mogę - pomagam, bo jak współpraca to współpraca - w obie strony musi działać :) Ale też ceny dla "normalnych ludzi" są przyzwoite. Mojego męża szefowa wydała w Warszawie ponad 1000 zł na diagnozowanie i leczenie psa, któremu zrobił się guz na boku. Były badania, prześwietlenia, biopsje, kontrole i skrobanie się w głowę (przy czym za poskrobanie się w głowę też była pobierana opłata za trzaśnięcie drzwiami, min. 30 zł). A guz jak był, tak był, rósł i bolał... Sławek zaproponował, żeby pojechać do naszego Doktora, ale przecież "za daleko"! Uświadomił wtedy tej pani, że to tylko 40 km, a za wizytę i tak zapłaci taniej niż w Warszawie, więc różnica będzie na paliwo. Dała się namówić - przyjechała. Doktor spojrzał na guz, czymś tam psiknął, złapał skalpel, przeciął, wyleciała ropa, zaopatrzył ranę, wziął 50 zł i sprawa guza przestała istnieć! I nagle się okazało, że do Nowego Dworu z Warszawy jest naprawdę blisko i pani (a właściwie jej chory na padaczkę pies) został pacjentem naszej lecznicy :) Co do sterylizacji - zgadzam się z Grażynką. Ja też miałam sunie, które nigdy nie miały szczeniąt, ale ich nie sterylizowałam, bo nikt mi nie powiedział, że można, że warto, że... trzeba! A co się przez te cholerne cieczki namęczyliśmy, mieszkając w Warszawie, to nasze :( Właściwie dopiero gdy trafiłam na dogo pojęłam o co w tym "ciachaniu" chodzi i jaka to wygoda - i dla suni i dla nas :) A u nas w domu spokój i cisza... Żadnej białej piranii, rzucającej się do gardeł, wybiegającej na dwór za każdym razem gdy drzwi się tylko uchylą i skaczącej jak piłka pingpongowa na szybę drzwi tarasowych ;) Cały wczorajszy wieczór psiny przeleniuchowały i przespały (z przerwą na kolację). Dziś rano Sonieczka dostała nieco skromniejsze śniadanko. Aha, zapomniałam napisać, że przedwczoraj wreszcie ją wykąpałam! Bardzo się bała i za wszelką cenę usiłowała wydobyć z wanny i straciła ze stresu mnóstwo sierści. Ale się udało - jest teraz czyściutka, pachnąca i błyszcząca :) Kiecka pozabiegowa wyprana i wyprasowana, komponenty na wzmacniający rosół zakupione. Trudno, trzeba trochę pocierpieć, żeby potem było lepiej...
  19. O tym, czy można przeprowadzić kastrację musi zadecydować wet. Napiszę tylko, że mój Lesio został wykastrowany w wieku ok. 8 lat i po zabiegu po prostu przeżywał drugą młodość! Zrobił się bardziej socjalny, chętniej się bawi, integruje - nie ten sam pies! :) No i z prostatą problemów nigdy mieć nie będzie, a to też ważne. Bo jak się trafi przerost albo nowotwór jak Krabik będzie już naprawdę dziadziem - dopiero wtedy będzie strach i zgrzytanie zębami! Krabiś jest aż zanadto "męski" i myślę, że spadek testosteronu baaaaaaaaaaardzo dobrze by mu zrobił pod wieloma względami ;)
  20. Bardzo Wam ze sobą nawzajem do twarzy, Pati :) Umowę już wysłałaś, bo nie dostałam jeszcze...
  21. Dziewczęta, jeśli chodzi o ogłoszenia, to bazarek Ziutki i Kejciu się skończył i jeszcze trwa realizacja zamówień. Kolejny będzie dopiero jak te zostaną zrealizowane - pewnie za jakieś 3 tygodnie. Trzeba poszukać innego bazarku, jeśli chcemy wcześniej... Mnie też Klara ujęła... i Lawenda... Malagosie - Aria na chatę - bierze Klarcię ;)
  22. Czyli wczorajszy dzień był szczęśliwszy niż się spodziewałam - bo do DS Imki i złapania Popcorn, dołączyło szczęście Bezika - SUPER! :)
  23. W wakacje koniecznie ją trzeba zabrać do Chałup, na plażę nudystów! :) A sobota już pojutrze...
×
×
  • Create New...