Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. No Lenka - Kaja przez wczasowanie wcale nie straciła na bojowości! :)
  2. Tyle wytrzymał dzielny gieroj - wytrzyma jeszcze ten jeden dzień! Ale pojutrze, w nagrodę, trzeba go znów zabrać na plażowanie :)
  3. Super! Dużo zamieszania i zwrotów akcji, ale uważam, że WARTO BYŁO! I mam nadzieję, że państwo, u których Norcia była przez moment zrozumieją, że sterylizacja zwierząt to nie krzywda dla nich - po co komu dziesiątki kolejnych bezdomniaków?... A i po otwarciu autostrady trzeba będzie poważnie wzmóc czujność...
  4. [quote name='Jagoda1']Więcej sprzątania z poduszką z pierza, to tak, na pocieszenie..:eviltong:[/QUOTE] Wiem - przerabiałam też! :) Kapselku - WITAJ!!!!
  5. Na moje oko - bez pomocy specjalisty nie dasz rady :(
  6. Luna chusteczki tylko wyrywała z pudełka :) Jeśli nie zamkniemy łazienki, zawsze w tajemniczych okolicznościach papier toaletowy znika, by pojawić się w ogrodzie, w postaci posiekanych drobniutko kawałeczków... A jeśli chodzi o czytelnictwo - moje panny są baaaardzo oczytane! Od prasy, poprzez książki o ogrodnictwie, na dziełach Marksa kończąc! :)
  7. Myślę, że warto spróbować - jeśli będziemy przechodzić do porządku dziennego nad takimi przypadkami, nigdy nic się nie zmieni. Co oczywiście nie oznacza, że jeśli nie będziemy, to się zmieni :( Ja ostatnio byłam świadkiem w sprawie psa, który spadł z IV piętra. Właścicielka - brak słów. Zachowanie policji - skandal. Złożyłam doniesienie o popełnieniu przestępstwa i skargę dotyczącą zaniedbań proceduralnych ze strony policji. Czy to coś da - nie wiem, ale przynajmniej wiem, że nie przeszłam obok tej sprawy obojętnie.
  8. Pogoda była wietrzna! Gdy już mi się udało zamieść pełną szufelkę - zawiewało!!!! Jedyne pocieszenie, że tego dnia lał deszcz, więc się psinki bawiły na tarasie i nie wywlekły tych siedzisk na trawę, bo bym się chyba obwiesiła!!!! No cóż - w czasie deszczu, jak widać, nie tylko dzieci się nudzą :razz: A styropian też przerabiałam, bo panny postanowiły odcieplić budę (wychodząc zapewne z założenia, że im latem ocieplenie nie jest potrzebne). Przyjeżdżam do domu, a tu mam... zimę w lipcu! Cały trawnik przed domem bielusieńki... Rewelacja!
  9. W czasie deszczu rude się nudzą... to ogólnie znana rzecz :) [IMG]http://images50.fotosik.pl/978/33c5b2a24d5af80egen.jpg[/IMG] [IMG]http://images47.fotosik.pl/968/c592d48bc6bb8206.jpg[/IMG]
  10. Ten, kto wymyślił, żeby wypychać siedziska mebli ogrodowych posiekaną gąbką z pewnością nigdy nie miał psa... [IMG]http://images47.fotosik.pl/968/c592d48bc6bb8206.jpg[/IMG] [IMG]http://images50.fotosik.pl/978/33c5b2a24d5af80egen.jpg[/IMG]
  11. Fajna zabawa i półtorej godziny sprzątania! A Luna się... rozkręca - rano się dobrała do chusteczek higienicznych. Dostała słowną burę, ale oczywiście o mało mi serce nie pękło, bo potem się bała do mnie podejść :( Już jesteśmy pogodzone, mam nadzieję, że dotarło, bo to mądry psiak jest - nie to co rudzielce :)
  12. A dziś rano dzwonił do mnie Doktor. Nie mógł się doczekać wiadomości o swoim szczekaczu i zadzwonił. Jest mile zaskoczony, że Stefek się tak błyskawicznie przystosował do nowych warunków i tak dzielnie i spokojnie zniósł podróż. Co do schodów, też jest przekonany, że szybko pokona "wroga" :) I zobaczcie jakie szczęście dodatkowe - wczoraj mieliśmy taką fantastyczną pogodę na podróż, a dziś niebo znowu płacze, a Stevie się uśmiecha do swojego nowego losu! :)
  13. Ech, jakie to jego imię jest dla niego... hmmm.... adekwatne :) SUPER!
  14. Znaczy się pies... ŚWIADOMY! :)
  15. Jeszcze chwila i w bambusiowej łepetynie wszystko się poukłada. Nie myśl Marysiu w kategorii "zdradziłam psa, zawiodłam jego zaufanie"... Gdyby nie DT u Ciebie, nie miałby szans na dom, a tak... najwyżej schudnie parę deko, za to potem będzie jednym ze szczęśliwców, którym się udało :)
  16. No i się doczekałam! Czytałam o Lorku przy moich zołzach i mam pod krzakiem meeeeeega dołek :)
  17. O matko święta! Przez ten gips opalenizna Paluszka będzie "niekompletna"! :)
  18. Marysia nie płacz! Ja dziś odwiozłam do domu ślepaczka Steviego i jest mi tak błogo, jak dawno nie było. Ale mu się domek trafił - lepszy niż szóstka w totka!
  19. Cudownie! To zupełnie jak nasi panowie policjanci, którzy zostali wezwani do lecznicy, gdzie przyprowadzono psa, który wypadł z IV piętra. Zabrali gdzieś panią właścicielkę, pojeździli z nią, a następnie przywieźli z powrotem do lecznicy, żeby... odebrała psa. I odebrała. Na leczenie się nie zgodziła, bo... nie ma pieniędzy. CUDOWNIE!
  20. Przy anielskiej opiece łatwiej być aniołkiem :) Ho, ho - Azorek na wersalce - awansował z pilnowacza drobiu na salonowca :)
  21. Z kangura albo z... pchły! :) Ale najbardziej z mojej Kreśki, która też skacze mi prosto w objęcia :)
  22. Ale się nadziało! Ciocia Ela widzę nadawała "po radiowemu" :) Rano Doktor już czekał na nas w lecznicy - wcześniej wyspacerował Stefana i zaaplikował mu zastrzyk przeciw ewentualnym haftom łowickim :) Odebraliśmy Stefka, 18 kg wór karmy, 3 frontliny, obróżkę kiltix, tabletki na odrobaczenie oraz szampon lecznicy, w którym Stevie ma być kąpany raz w tygodniu, żeby mu się sierść wzmocniła, ustał łojotok i oczyściła skóra. Do tego rozpiskę szczepień i innych "zabiegów" aż do 2012! :) Na koniec nastąpił uścisk łapy, zapakowaliśmy Stefka do auta i w drogę. Autko małe, więc hrabia zajął całą tylną kanapę - on i jego tapczan! Początkowo czuł się niepewnie, trochę się wiercił, usiłował się przedostać do nas na kolanka, ale dosłownie po kilku minutach uwalił się i zapadł w drzemkę. I jaki cwaniak z niego - tak się układał, żeby leżeć w cieniu! :) Jechaliśmy tak, jakby psa nie było. Podczas tankowania poszliśmy na siusiu. Stefek jest bardzo ciekawski i w ogóle go nie stresuje nowe otoczenie. Zapycha z nosem przy ziemi, ufając, że ta na drugim końcu smyczy wie co robi :) W Łodzi spotkaliśmy się z Ciocią LarąS - zachwyciła się Stefkiem, wymiziała i objaśniła jak mamy jechać dalej. Wreszcie dotarliśmy do Zduńskiej Woli - bardzo ładne miasteczko, pełne zieleni. Pani Ewa zbiegła po schodach, mało nóg nie połamała - tym bardziej, że złapała pierwsze buty z brzegu... na obcasach! :) Stefek grzecznie się przywitał, merdał ogonem i absolutnie się nie stresował, że poznaje kolejną osobę. Było trochę oporów, żeby wszedł na klatkę schodową i potem na schody. Pół piętra pan Michał go wniósł, ale potem postawił i powoli, spokojnie, Stefek sam wmaszerował na 3 piętro! W domu luzik... maszerował sobie, zwiedzał kąty, bardzo mu się spodobał balkon! Dwa razy wpadł na szafkę z telewizorem, ale za trzecim razem już wiedział, że tam stoi i omijał. Wrąbał obiad z apetytem - musiał być głodny, bo od wczorajszej kolacji nie jadł w obawie przed sensacjami w drodze. Napił się wody, a potem już sam bezbłędnie trafiał do kuchni, do miski z wodą. Pani Ewa bez przerwy do niego mówiła, głaskała, przytulała, całowała, więc nie odstępował jej na krok. Wywalił się kółkami do góry - CAŁY JESTEM TWÓJ! :) Wypakowaliśmy posag, podpisaliśmy umowę i czas było wracać. Wyszliśmy wszyscy. Stevie zaczął schodzić po schodach i choć się potykał i spadał, dzielnie szedł. Znudziło mu się pół piętra przed parterem :) Najważniejsze jednak, że nie boi się schodów panicznie i myślę, że za kilka dni będzie śmigał bez problemu. Na razie będzie wychodził i w szelkach i w obroży, z dwiema smyczkami - tak na wszelki wypadek, bo potrafi się zaprzeć i wyjść z szelek lub z obroży. Obsikał krzaczek, zrobił kupencję, odprowadził nas do samochodu i pomaszerował z nową Pańcią zwiedzać swoje nowe rewiry, a my z panem Michałem, spokojni o szczęśliwą przyszłość Stevena wyruszyliśmy w drogę powrotną. Przed chwilą dzwoniłam do pani Ewy - wszystko jest w jak najlepszym porządku! Stefek trochę poodpoczywał, podrzemał z panią Ewą na łóżku i na swoim tapczanie, a następnie odkrył zabawkę - gumową kostkę od Cioci Ellig - i ponoć oszalał na jej punkcie! Na spacer chciał z nią iść! :) Podgryza, a gdy kostka zapiszczy, Stefek też piszczy - słyszałam na własne uszy!!! :) Zjadł już kolację, popił wodą i był na spacerku. Schody jeszcze nie są do końca oswojone, pani Ewa mówi, że wygląda na to, że Stefanowi się nie chce chodzić po schodach :) Postanowiłyśmy, że na następny spacer pani Ewa weźmie ulubioną zabawkę i może w jej towarzystwie uda się szybciej i łatwiej pokonać schody. O, to tyle się dziś wydarzyło, tyle pięknych i wzruszających chwil, tyle bodźców do dalszego działania na rzecz ratowania skrzywdzonych i bezdomnych psiaków... Mam kilka zdjęć (wszystkie ruszone, bo obiekt jest niezwykle mobilny). Postaram się zgrać i wysłać do Ellig. Pan Michał też cyknął kilka fotek - pewnie wstawi na FB. Pozdrowienia mu przekazałam - super dogomaniak z niego jest :) Gadaliśmy o psach przez ponad 8 godzin i moglibyśmy jeszcze dłuuuuuuuugooooooo :)
  23. Szkoda, że ze starymi zdjęciami, bo panny to już zupełnie inne psy :) Kiedy ten Twój nadworny fotograf przyjeżdża?... Przejeżdżałam dziś obok Ciebie, bo wieźliśmy psiaka do Zduńskiej Woli. I od razu uprzedzam pytanie - baaaaardzo się śpieszyliśmy, bo zarówno ja, jak i kierowca byliśmy umówieni :)
  24. Ellig - z kim ty pakt zawarłaś - z diabłem, aniołem czy inną formą pozaziemską?!?!?!?!....
×
×
  • Create New...