Bardzo je wszyscy lubimy. Każdego dnia poranny spacer trwa co najmniej godzinę, ale częściej to prawie półtorej godziny. Psiaki szaleją, węszą, bawią się z innymi psami i wracają do domu wybiegane, zmęczone i szczęśliwe.
Kiedy miałam dwa psy, chodziłam z nimi na smyczy. Przy czterech do tego różnej wielkości to naprawdę trudne. Dlatego od początku uczyliśmy je przywoływania. Kiedy w naszym domu zjawiły się Luka i Baloo, początkowo przy ulicy dwa maluchy szły swobodnie, Luka i Baloo na smyczy. Naukę bez smyczy zaczęliśmy przy naszej małej uliczce w nocy. Nikt wtedy tu nie jeździł. Tak naprawdę bez smyczy chodzą tylko przy naszej uliczce na nocnym spacerze i jak wysiadamy u Eli. Sporadycznie zdarza się, że muszę z nimi przechodzić gdzie indziej, na przykład przez ulicę. Wtedy mam je na dwóch smyczach. Luka i Baloo na jednak, Peruszka i Figa na drugiej. Nawet nie dlatego, że im nie ufam, ale dlatego, że to miejsca dla nich nieznane i nie chcę sprawdzać, czy wtedy załapią co to ulica, a co to chodnik. U Eli nie wchodzą na ulicę, tylko grzeją do garażu. Tym razem wyjątkowo zdarzyło się, że wyjeżdżały dwa samochody. Na szczęście podjazd u Eli jest wysoki i długi i z daleka widać, że jedzie samochód.
Dzisiaj oddaję na dwa dni auto do warsztatu i będziemy chodzić na nasze pobliskie pola na piechotę. Kawałek przy domu pójdą swobodnie, ale przy zejściu na dół, kiedy trzeba przejść ulicę pójdą przypięte.
A posłuszne muszą być, bo przy czwórce wyprowadzanej naraz spacery byłyby niemożliwe To była praca i w sumie cały czas trwa. Nie pytaj ile smaczków rozdałam przy tej okazji. No i chociaż to pewnie wbrew zasadom, ale u mnie działa, ja z moimi dużo rozmawiam, co niestety słychać na filmiku