Teraz trochę więcej wiadomości:
2 dni przed terminem przykjazdu Holly do hotelu zadzwoniła jej opiekunka i powiedziała, że zdecydowali sie zostawić sunie u siebie, pójdą do behawiorysty i będą z nią pracować. N amoje pytanie skąd ta zmiana, skoro kilka dni wcześniej nie widzieli szans na pracę z nią, ani na finansowanie treningów z nią. Pani na to, że trzeba było zabrac ja od razu, bo teraz, jak ona sobiew wyobrazila dom bez niej, to nie ma szans i jej nie odda. Rozmowa była długa, bardzo ostra w pewnym momencie, bo ja wysuwałam swoje argumenty, między innymi, że stracilam do nich zaufanie i jeśłi tak zmieniają zdanie, to nie mam poczucia bezpieczeństwa suni. Pani na to, że to jest jej pies i ona za nic jej nie odda. Zażądałam zdjęć, które mi po rozmowie wysłała. Holly śpi w pościeli, w zasadzie nie ma się do czego przyczepić.
Próbowałam jeszcze na spokojnie wytłumaczyc jej, że tak będzie dla suni lepiej, ale była nieublagana. Powiedziała, że jak jej będe na siłe zabierać Holly, to ona ma prawników i nie odda jej za nic. Zażądałam wpuszczenie osoby z wizytą poadopcyjną, co gwarantuje mi umowa. Zgodziła się.
Pomyślałyśmy z Elą, że może jej już nie ma w tym domu i babka teraz ściemnia. Eka znalazła w Tychach osobę, która zdecydowała się nam pomóc. Nie pisałyśmy nic, bo sprawa byla dynamiczna. jedno umówienie, potem oodwołanie z powodu przeprowadzki. W tym momencie już prawie byłyśmy pewne, że cos sie tam dzieje. Ustalałam na bieżąco z Panią Kasią w Tychach co robić. Dziewczyna super fajna i znająca sie na rzeczy napisala do opiekunki Holly smsa, że prosi o nowy adres, żeby sobie zaplanowala ile potrzebuje czasu na dojazd. Adres był na tej samej ulicy... Dla nas wyglądało to tak, jakby oddała sunię sąsiadce. Pani Kasia dzewonila i smsowała uparcie i w końcu wizyta została zaplanowana na dzisiaj.
Co się okazało? Ludzie naprawdę przenieśli się z mieszkania większego do mniejszego, opiekunka pokazywała stare umowy na poprzednie mieszkanie i nową na nowe. Zdecydowanie mniejszy czynsz do zapłacenia i tak naprawdę o pieniądze rozbijała się cała sprawa. Nie stać ich było na behawiorystę, a nie widzieli szansy na to, że poradzą sobie z Holly sami. Moje propozycje pomocy odrzucali z niewiadomych mi powodów. Kiedy opiekunka zaczęła pracować (wcześniej nie miała pracy, zarabial tylko partner) i zmienili mieszkanie na tańsze, doszla do wniosku, że bardzo chce zawalczyć o Holly.
W czasie wizyty Pani Kasia zaobserwowała dużą więź Holly z opiekunką, sunia zadbana, wesoła, ma zabawki, leżaczek, kocyki, ubranka, suchą karmę. Pani Kasia zaproponowała swoją pomoc i zaprosiła Holly z opiekunką do siebie do domu, bo jest problem z akceptacja dzieci przez Holly. Na przykładzie swojego dziecka chce im pokazać, jak się maja zachowywać, żeby Holly zaakceptowala dzieci. Dodatkowo pokaże jej jak ograniczyć ciągnięcie na smyczy. Zdaniem Pani Kasi nie ma potrzeby odbierania siłą suni, bo to będzie z krzywdą dla suni. Byla tam ponad godzinę, rozmowa była sensowna, zachowanie opiekunki i suni bardzo pozytywne. Holly nie boi się obcych, bardzo przyjaźnie zareagowała na nią.
No i to tyle. Czy jesteśmy uspokojone? Nie do końca, bo zawsze już będziemy myślaly, czy przypadkiem znów nie zmienią zdania. Tyle, że na tym etapie nie mamy żadnych podstaw, żeby ja odebrać. Pani Kasi jesteśmy wdzięczne i obiecałyśmy rewanż w Warszawie i zwrot kosztow dojazu taksówką do Holly i z powrotem, bo Pani miała bardzo malo czasu, a chciała spędzić tam dłuższy czas. Zaproponowałam jazdę taksowką.
Takie historie powodują, że człowiek traci zaufanie i na przykład wczoraj pogoniłam osobę chętną do spotkania z mała Lulą, tylko dlatego, że ma 23 lata i mieszka z chłopakiem. Może ją skrzwdziłam, ale boję się takich młodych ludzi teraz:(