-
Posts
29124 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
30
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Tak sądzimy, że to butelka postawiona na sztorc niestety. Noc minęła zadziwiająco dobrze. Wzięliśmy Lukę między siebie do łóżka i choć śpi z nami co noc, tym razem Baloo postanowił ją pilnować i też wskoczył. To naprawdę rozczulające widzieć, jak on się troszczy. Cały czas chciał być obok niej, a nas lizał, merdał tym swoim mięsistym ogonkiem. W końcu jakoś się ułożyliśmy wszyscy i poszliśmy spać. Choć sen oboje mieliśmy czujny, bo na każdy ruch podnosiliśmy głowy, to Luka ani razu nie dobrała się do opatrunku. Baloo też dał spokój, ale było mu gorąco, więc dyszał mocno, ale nie zostawił siostry w nieszczęściu. Idziemy teraz na krótki spacer (z samego rana były 15 minut, a potem do weta z mała.
-
One bardzo mu ufają i bardzo lubią być obok niego. O to się właśnie martwię. Bo poduszka goi się długo i boli:( Po szyciu też nie będzie dobrze, ale wetka twierdzi, że to się samo nie zrośnie, bo tu nie ma jak się zziarninować rana. Zobaczymy co powiedzą jutro nasi weci. Dziękujemy za ciepłe słowa, przydadzą się.
-
Elu, to nie wchodzi w rachubę. Ona i bez tego jest zdenerwowana i musi mieć obok siebie kogoś, kogo zna i komu ufa. Ja pracuję w tej chwili i staram się zrobić jak najwięcej, żeby rano móc ją zawieźć. Napisałam do kolegi maila z prośbą o przesłanie szybciej danych i dostanę je jeszcze w nocy. Jeśli Jacek się nie wyrobi, to ja na pewno ją zawiozę.
-
Baluś jest bardzo zdenerwowany, czuje, że coś jest nie tak. Usiłuje dostać się do łapki Luki i ją wylizać. Czeka nas raczej bezsenna noc, bo jak nie ona, to on jej zdejmie opatrunek. Jacek pojechał właśnie do firmy zrobić coś, co miał zrobić rano, żeby jutro móc pojechać z Luką do weta. Pech, że akurat jutro ma lekarza medycyny pracy o 8:20. Gabinet weterynaryjny otwierają o 9:00. Powinien się wyrobić albo pojedzie kilka minut po 9 albo ja spróbuję urwać się i ją zawiozę do Boliłapki, a Jacuś przejmie ją jak dojedzie. Wszystko zależy od tego, o której godzinie przyślą mi pracę do zrobienia. Jeśli z samego rana, to dam radę podjechać z Luką. Zobaczymy. Na pewno rano któreś z nas zabierze ją do weta.
-
Jacek dal mi paragon i prawie się przewróciłam... 190 zł za opatrzenie rany i podanie 3 zastrzyków, nie chcę nawet myśleć ile na niedzielnym dyżurze kosztowałoby szycie:( Wgrałam zdjęcie Eluni, jutro na pewno wrzuci.
-
Jacek wraca z lecznicy. Luka dostała leki i ma zrobiony opatrunek, ale rana wygląda paskudnie, bo aż miąższ z poduszki wyszedł na wierzch. To musi być zszyte pod narkozą. Można to zrobić dopiero rano, bo teraz była po kolacji. Jacek weźmie na jutro urlop, bo ja od rana mam sajgon w pracy. Pojedzie z Luka o 9 do naszej lecznicy i będą musieli jej pomóc bez umawiania się.
-
Jak to czytałam rano, to w życiu nie myślałam, że i nas coś takiego spotka. Na wieczornym spacerze Luka na coś wpadła i dosłownie rozszarpała sobie poduszki na tylnej łapce i dodatkowo ma ranę na łapce:( Wyglądało to na tyle źle, że Jacek pojechał z nią na dyżur. Martwię się bardzo:(
-
Tak nam się dzisiaj rozbawiła Luka na Polach Mokotowskich. To drugi psiak w ostatnim czasie, z którym tak ładnie się bawi. Bardzo podziękowaliśmy parze młodych Hiszpanów za to, że postali z nami dłużej i Luka się odważyła na taką zabawę. Oni adoptowali swojego 6-miesięcznego psiaka 4 tygodnie wcześniej. Ale, żeby nie było tak słodko, to na przedwieczornym spacerze w miejscu dobrze nam znanym i wydawało się, że bezpiecznym wśród spacerujących ludzi i psów pojawiła się sarenka. Nie zdążyliśmy złapać psiaków i Luka, Baloo i Figuszka poleciały za nią. Figa szybko wróciła, a rodzeństwo starało się sarnę dogonić. Rozdzieliliśmy się, żeby zwiększyć szansę na ich odwołanie. Ludzie widzieli, jak pędzą oboje za sarną. Na szczęście mówili, że sarna miała dużą nad nimi przewagę. Poleciałam w ich stronę i tam gwizdałam i wołałam. Wrócili po kilku minutach i resztę spaceru odbyli na 10-metrowych smyczach. Rozmawialiśmy potem z ludźmi spacerującymi z psami, że nikt nie spodziewał się, że sarna wyjdzie z bezpiecznego lasu i podejdzie tak blisko polanek ze spacerującymi. Jak widać trzeba być przygotowanym na wszystko.
-
Hurrraaaaa!!! Dostałam probiotyk dla Luki i Baloo od mojej sąsiadki Rity:) Miałam 40 tabletek, dostałam 80, więc muszę dokupić tylko 6 tabletek:) To naprawdę wielka pomoc:) Zapomniałam napisać, że ważyliśmy całe towarzystwo i w tej chwili Luka waży 23 kg, czyli o 5,3 kg więcej niż w chwili zabrania jej do nas. Balutek waży 28,6 kg, czyli przytył 9,1 kg:) Fajne się z nich psiska zrobiły. Dzięki podawaniu Omegi 3 i dobrej karmie pięknie błyszczy im się sierść. Baluś ma taką aksamitną, uwielbiam się w nią wtulać. Luki ma mięciutką, ale nie tak aksamitną. Udało mi się zamówić on-line receptę z preparatem na giardozę dla nas obojga. Jutro wykupię i chyba zaczniemy od niedzieli brać wszyscy. To znaczy psiaki przez 7 dni, my 4 tabletki na raz. Marzę o tygodniu bez wizyt u weta, ale ostatnio posypało się zdrowie Peruszki i ganiam od weta do weta. Badania, diagnozowanie, kolejne leki. Martwię się o to moje ponad 12-letnie kochanie.
-
FIDO - Stary, rudy, zaniedbany, mały piesuś za TM [*]
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Opłaciłam pobyt Fidusia we wrześniu i Kikou. Rachunek nr 639/21 na kwotę 290 zł -
Przywiozłam już od weta Fenbendazol dla całego stadka. Drogo to wszystko wyszło. Zapłaciłam 252 zł za 56 tabletek (4,50 zl jedna tabletka). Z tego dla Luki jest 17,5 tabl. czyli 78,75 zł. Nie wzięłam probiotyku, bo powiedziałam, że mam jeszcze w domu, ale okazało się, że mają brać go przez 3 tygodnie, w tym Luka po 2 tabletki, więc muszę dokupić. Wystarczy mi tylko dla maluchów. Dla Luki i Balusia dokupię w przyszłym tygodniu. Teraz będą dostawały te, które mam w domu.
-
Rokuś za TM [*] Kula zaginęła 1 sierpnia 2022 :(
Ewa Marta replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Bardzo dziękujemy. Kulka mieszka obecnie z drugim psiakiem. Wielki Dżeki po śmierci swoich ludzi ( podobnie jak ludzie Kulki byli bezdomni) został przygarnięty przez Janusza i Włodka. Dżekusiowi pomaga od jakiegoś czasu moja koleżanka i dowozi mu karmę. Skontaktowałam ją z Włodkiem i będą się umawiać na odbieranie kolejnych worków i puszek. Janusz, który naprawdę kocha Kulkę przeszedł koszmar ostatnio. Na początku września wyszedł rano zbierać złom i ślad po nim zaginął. Telefon nie odpowiadał. Jak do niego dzwoniłam, to włączał się automat po angielsku. Po kilku dniach poszukiwań odnalazł się w szpitalu. Okazało się, że podczas picia z ludźmi, których nie pamięta podali mu narkotyk i nieprzytomnego rozebrali do naga po czym okradli i zostawili na dworze. Przypadkiem ktoś go znalazł. Miał hipotermię, zapalenie płuc, zapalenie nerek, trzustki. Cudem go wyratowali. W tym horrorze jest też jeden plus. Trzustka była w strasznym stanie nie z powodu tego incydentu, ale ten stan zaczął się wcześniej. Lekarze powiedzieli mu, że jeszcze tydzień, dwa i mogłoby go nie być. Janusz ma teraz twarde postanowienie, że nie będzie pil i bierze się za leczenie i ogólnie za siebie. Zobaczymy. Oby wytrwał w swoim postanowieniu, bo to jest w sumie dobry człowiek. Kulka go uwielbia. -
Mam już wynik badania kału Luki. Niestety mamy nieliczne lamblie, co oznacza konieczność przeleczenia całej gromadki plus nas, bo ona nas cały czas całuje: