Witajcie Kochani!
Miłego dzionka Wam życzę!!!:loveu:
Mój poranek był taki rozmarzony...zrobiłam sobie przebudzanko z kawusią przed odbiorniczkiem tiwi...a tam...a tam...Waldemar Malicki i fortepian.
Zrobiło mi się gorąco z wrażenia, kiedy zobaczyłam do jakiej palcówki po klawiaturze zdolny jest ten człek. Eh...;) Co więcej, podziwiałam
rozpiętość kciuka i małego palca jego dłoni. Jakiż to obszar zdolne są jego dłonie zawłaszczyć.:roll:
Troszkę później w łazience nie było mi już tak romantycznie. Z zamotania
wcześniejszymi wrażeniami kulturalnymi umyłam włosy płynem do kąpieli, święcie oburzona, że się szampon nie pieni. Palec Boży nade mną czuwał. Sięgałam po ów szampon na czuja, z pochyloną głową i miałam wiele szczęścia, bo obok stał domestos. :-o :-o :-o Ciekawe, ciekawe...pewno bym była czyściuchna i waniająca chlorem ale ile włosów by przetrwało???
Wolę się nie domyślać.:shake:
Humorek wrócił mi już w autku, bo do pracki powiódł mnie Cohen, swoim Dance me to the end of love...No i sami powiedzcie, jak tu nie zakochać się w muzyce???