Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. [quote name='LadyS']Jeżdżę z psem regularnie pociągami, najczęściej na trasach minimum 6 godzin pociągami dalekobieżnymi albo 2 godziny szynobusami. W tej podróży, o której mówiła evel, też uczestniczyłam razem z moim psem - oba nasze psy spały całą drogę. Na siku wychodziły może raz, ale oba były średnio chętne do sikania. Nie piły za wiele wody, nie jadły pełnych porcji żarcia. W zasadzie - zero problemów.[/QUOTE] Jak jechałam te 4.5 h do Wawy i z powrotem też nie miałam problemu... Cóż, myślę, pewnie się skuszę na wyjazd, dzięki za odpowiedzi :)
  2. Dlatego je uwielbiam :) Podobno dają się łatwo oswoić, a w Ameryce je dokarmiają tak jak wolno żyjące koty (i niektórzy tak samo je tępią...)
  3. [quote name='Aleks89']Bo na dogo mało kto loffcia pieski:diabloti:Chyba ,że na PwP.A reszta krzyczy na pieski i je czasem grzmotnie w pusty łeb:loveu:[/QUOTE] No ja psów nie znoszę. Nieraz pofruwają, dostaną opieprz, w ogóle głodzę je i wprowadzam "pruski dryl", jak to uroczo ujął sąsiad :diabloti: Powinni mnie zgłosić dawno do TOZu, ale kurna chata, sama w nim jestem wolontariuszką... :hmmmm:
  4. I jak łapka? Hera ostatnio też szkłem sobie przecięła, tragedia, całe mięso jej było widać w łapie.. Ale wet uznał, że on nie szyje takich rzeczy, odkaził tylko ranę. No faktycznie zrosło się ładnie, widocznie nie było to aż tak poważne jak wyglądało.
  5. [quote name='evel']Myśmy jechali nad morze - raz nawet 15 godzin (kochane PKP jeżdżące [B]wzdłuż [/B]wybrzeża). Szczyt wygody to to nie był, ale dało radę ;)[/QUOTE] I jak psy to zniosły? Mnie martwi kwestia siku itd. Bo do Pragi się długo jedzie... Z drugiej strony, w nocy wytrzymują psy sporo godzin, to chyba i w pociągu by wytrzymały. W Pradze jest zoo, gdzie można z psami wchodzić ;) W ogóle to inna bajka, strasznie tam bym chciała z psem pojechać.
  6. [quote name='prochu']Mój psiak jest ze schroniska. Ogólnie wzięłam go pod wpływem namowy mojej mamy i siostry bo chciałam psa dużego albo w typie rasy bojowej- nie dla szpanu tylko dlatego że tym psom ciężej znaleźć domek ze wzgl. na ich wygląd i złą reputację, ale jednak padło na kudłatego ok rocznego kastrata Dolisia :p[/QUOTE] Do takich psów trzeba też być odpornym psychicznie i nie przejmować się krzywymi spojrzeniami, szeptami "to ten pies morderca" czy nawet wrzaskami, że taki pies to na łańcuch i nie ma prawa chodzić luzem :roll: Mi się marzył bullterrier, ale uznałam, że skoro ja z psami sporo podróżuję, szczególne pociągiem, to i dla mnie i dla takiego psa byłoby to bardzo nieprzyjemne. Choć pewnie jest dużo ludzi z psami raz bojowych, którzy nie mają takich problemów :) Tak czy siak gratuluję kudłatego przyjaciela :)
  7. [QUOTE=makot'a;20664840]Akurat nie byliśmy z całym stadkiem, tylko dwójkami :) Ale za to dzisiaj byliśmy z całą czwórką w lesie - jakoś dajemy radę, ale maluchy muszą być na linkach, bo to dwaj mali prowodyrzy ucieczek :mad: Jeśli chodzi o relację Creska i Basty - jeszcze nie do końca jest ustalona. Basta uwielbia gnoić inne pieski (:mad:) i zawsze przychodziło jej to z łatwością, bo od wszystkich była większa. Poza Nitką i Latim nie za bardzo miała możliwość spotykania się z większymi od siebie... żaden pies nigdy jej nie zglebił itd. A Cres jest już od niej sporo wyższy (jakieś 6cm!), więc Basta widać, że ma ochotę go zgnoić, ale ma resztki rozumu w głowie i się powstrzymuje :diabloti: Zapomina się dopiero w zabawie - kiedy np. dłużej się ganiają, to Basta wpada w stan, w którym miałaby na tyle odwagi, by młodego skarcić/przyglebić itp. (ona niestety uwielbia takie brutalne zabawy...), ale nie robi tego, bo nie ma z nim szans na szybkość - on jej umyka jak antylopa :lol: Poza tym chyba zaczynają się lubić :) Czasem dadzą sobie po buziaku, ale to jeszcze nie jest jakaś wielka miłość ;) Natomiast Cresil niezmniennie KOCHA Łatiego.... tak bardzo go kocha, że aż za bardzo :lol: Doprawdy komicznie wygląda, kiedy dwa razy większy od Lateczki pies*, kładzie się przed nim ze szczenięcym usmiechem i miną pt. "Wujku, wujku, jesteś taaaaki cudowny, pokochaj mnie, proszę!!" :evil_lol: _____ * i to w dodatku pies, który czuje się już na tyle męski, że wdaje się w bójki ze słabszymi od siebie. Jak na Błoniach jakiś mniejszy od niego pies warknie, to Cres postanawia go potraktować po męsku... umysłowym szczeniaczkim jest już tylko przed większymi i mocniejszymi charakterem od siebie (oraz przed Latim :diabloti: )[/QUOTE] Zdjęcia genialne :) Zawsze jak oglądam to, co wrzucasz, to mam ochotę iść na długi spacer :diabloti: Choć w ten śnieg teraz to bardziej się chce schować pod kołderką i spać... Relacje między psami są zaskakujące, nie? :) Ciekawe, czemu Cresil tak sobie Łatiego upatrzył.. Może to kwestia, że poznał go jak był szczeniakiem? :) Chibi zawsze "zgrywa szczeniaka" przed psami, które poznała jako dzieciak - niezależnie od ich wielkości. Ostatnio za to dała po garach dwóm dorosłym samcom belgów, bo jej się nie podobało, że ją wąchały :roll::lol: A jest mniejsza od nich 3 razy lekko... No, w sumie to całe szczęście, że Cresil ma instynkt samozachowawczy i nie chce złoić psów większych od siebie ;) Moglibyście mieć mały problem, jakby wyskoczył do jakiegoś mastifa luzem... Ja mało na zawał nie umarłam, jak Frotek zaczął mi się stawiać do CAO (prowadzonego na flexi od yorka...) :roll:
  8. Wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku, a także śnieżnego jajka :evil_lol:
  9. Co do długich łap... :loveu::loveu:
  10. I co z tą maliniczaką? Kurczę, szkoda suki, jak pójdzie potem gdzieś w las urodzić to dopiero będzie jazda.. I biedna suka i szczyle. Szkoda, że taki z niej dzikus :roll: Z tymi korektami to jak zawsze urocza rada... Kocham te osoby, które wpadają na dogomanię, powchodzą na trochę tematów i pomądrzą się, po czym bezpowrotnie znikają, kiedy widzą, że brak im publiczności :diabloti:
  11. http://i1076.photobucket.com/albums/w457/kalyna2/DSC_0070-3_zps8705dff4.jpg U mnie ostatnio rozegrała się podobna scena, tylko że w pyskach znalazła się moja rękawiczka :roll: Nie przeżyła :diabloti: Śnieżne psiury, pewnie się cieszą z puchu? Moje całe podniecone, że chłodno, że śnieg, że węszyć, że pada i w ogóle jupi :evil_lol: Jak była chwila, że wyszło słońce i było ładnie to im się tak nic nie chciało, że nawet sarny nie miały ochoty pogonić (co mnie przytkało zupełnie, choć pozytywnie :lol: nadal walczę z "sarnowaniem" i "zającowaniem"..). Dobrze, że Ghandi jest bardziej spolegliwy, mnie nic bardziej nie wnerwiało niż bójki między własnymi psami. Jak się chcą na obce rzucać, to trudno, choć mnie to denerwuje i za to je usadzam. Ale między sobą? Stado ma być razem, a nie się ze sobą tłuc :cool3: Ty$ka - z doświadczenia (miewałam po 6 psów naraz) wiem, że wszystko zależy nie tylko od charakteru psów,a od stopnia ich zmęczenia psychicznego i fizycznego ;) Ostatnio znajomej psy się pożarły do krwi, dwa samce malutkiej rasy znające się od szczyla. U mnie to się nie zdarza, nie pamiętam żeby psy się potłukły, od ponad roku jest spokój. Ale rano spacer 1-2h, po południu każdy pies ma 1,5-2h i wieczorem 0,5-1h. W domu głównie śpią, ew. żebrzą o żarcie :diabloti: Ale pewnie jakbym im ograniczyła spacery, doszłaby nuda, nadmiar energii, coś by je podekscytowało... I draka gotowa. No i im starsze psy, tym mniej problemów, ale to norma ;)
  12. Wesołych Świąt :) A dyngusa mokrego nie życzę, bo (przynajmniej u nas) będzie raczej biały... :diabloti: Jak patrzę na Twoje zaspane zwierzaki to sama mam ochotę się zwinąć w kłębek i iść spać :cool3:
  13. Ja ostatnio z psem jechałam na dłuższą podróż do Warszawy (4,5h). Pociąg TLK, piątek, więc miejsc mało... Byłam w korytarzu najpierw, ale było okropnie niewygodnie i psu i mi. Potem znalazłam pusty przedział, ale ... w wagonie bez ogrzewania. A zimno było. No ale ubrana ciepło, pies miał kocyk i jakoś to było ;) Nikt nie pytał o kaganiec czy książeczkę (miałam obie te rzeczy), część osób wchodząca do przedziału, widząc psa, rezygnowała. A te osoby, które weszły, okazały się być bardzo w porządku - to taki fajny przesiew ludzi :) Jechałam z panią-hodowczynią psów, wyluzowanym chłopakiem i inną sympatyczną młodą panią. Pies roztopił lody, rozmawialiśmy normalnie i śmialiśmy się z Hery mani wylizywania kubków po jogurcie ;) Z powrotem pociąg nawalony ludźmi jeszcze bardziej, ja i TZ z walizkami i plecakami, było średnio miło... Jednak w końcu pan konduktor się zlitował i otworzył nam przedział dla kobiet w ciąży (bo takowych nie było w pociągu). No i fajnie znowu się jechało, z ludźmi lubiącymi psy, Hera sobie leżała na ziemi oczywiście. Chociaż myślę, że na ziemi w pociągu dla psa jest o tyle niewygodnie, że o wiele bardziej czuć wstrząsy... Teraz planujemy do Pragi jechać, ale to kurczę 6-8 h z przesiadkami. Na pewno wygodniej by było nam autem, ale musiałabym "zabrać" je mojej rodzinie. I tak kombinuję, czy pociągiem, czy autem i czy warto...
  14. "Filozof i wilk" Rowlandsa :) Trochę wilków, trochę psów, trochę przemyśleń na temat zwierzęcej (czyli lepszej) strony naszej natury... Naprawdę dobrze się czyta.
  15. Nic na zdjęciach nie widać ;) Bo to wygrawerowane jest, a nie nadruk, światło mi się odbija i widać tylko odbite światło ;) Ale mało czytelny napis.
  16. Co tu dużo mówić, dla ludzi "wilk" to zazwyczaj husky albo malamut ;) Ale często spotykam określenie "wilczyca" na zwykłą sukę owczarka niemieckiego. Moim zdaniem wilczaki jako wilkory by się zwyczajnie nie przyjęły - dlatego, że "wilk" ma być wielki i puchaty, a wilczaki nie robią takiego wrażenia "majestatyczności" ;) Cieszę się, że użyto w serialu rasy (mam nadzieję?) niedostępnej w Polsce, przynajmniej nie będzie nagle wielkiego boomu, jak z bc czy goldenami. A oto są psy tej samej rasy, zwłaszcza rodzeństwo - szczególnie jak mają takie same szelki na sobie :diabloti: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/PhotoS-0246.jpg[/IMG] [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/Turawa dogo/DSC04150.JPG[/IMG] Ale oni NAPRAWDĘ nie są do siebie w niczym podobni :roll: Nawet znajomi mi wmawiają, że wyglądają jak rodzeństwo. Inny kolor, inna budowa ciała, inny typ sierści, inny wzrost, Hera ma nieco bardziej onkowaty pysk, Fro z pyska wygląda jak przerośnięty westie... Po prostu nic w nich nie jest podobnego, oprócz tego, że mają ogon, nos, dwoje oczu i cztery łapy :evil_lol: Ale tak szczerze, to z dyskryminacją kundli się nie spotkałam. Oprócz tego, że faktycznie o wiele rzadziej widzę kundle na szkoleniu, zazwyczaj w psich szkółkach są rasowce.
  17. A tu nasze, jeszcze nie wszystkie przywieszone, bo burki swoje stare mają ;) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/2013-03-28 08.52.45.jpg[/IMG] A tu widać, jakie są malutkie: [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/2013-03-28 12.20.11.jpg[/IMG] Jako ozdoba ok, dla psa, który łatwo do kogoś podejdzie i da się obejrzeć też. Ale np Hera czy Chibi muszą mieć większe, bo one do obcych nie podejdą i lepiej, żeby było z daleka widać, że mają adresówkę z wyraźnie widocznym numerem...
  18. Kurczę, myślałam, że większe będą, a malutkie są... Pokażę potem, jak się uda ;)
  19. [quote name='Karilka']Hehe - kiedyś tek tak uważałam. Tak samo, jak zmieniłam reakcje na cmoknięcie. Każdy "Kowalski" woła psa, cmokając - i psy na to reagują, generalnie. Ja cmoknięcia używalam jako komendę "szybciej" podczas np. bikejoringu.. Z czasem mi przeszło - jak ktoś będzie chciał ukraść psa to i tak ukradnie. Nie ważne, czy będzie znał jego imie czy też nie (nie problem zmienić).[/QUOTE] Ale po co to komuś ułatwiać? ;) Mi to bez różnicy, czy na adresówce jest imię psa czy nie, ja ich imiona jeszcze pamiętam :diabloti: - dlatego nie podaję. Ważne, żeby były nr telefonu - i to nie jeden, bo a nuż mi się rozładuje komórka... Dlatego jest numer mój i mamy. Czekam teraz na nowe, śliczne adresówki :multi: Pójdę przez to zamawianie rzeczy dla zwierzaków z torbami, bo opatrzyć adresówką 5 psów (moje 4 + 1 chłopaka) to już nie lada wydatek :lol:
  20. Ja sobie wzięłam do serca zasłyszaną gdzieś radę, żeby nie pisać na adresówce imienia psa ;) Jakby ktoś psa zwinął to mu będzie łatwiej, jak będzie znał imię zwierzaka, a pies będzie reagował. Nie żebym sądziła, że cały świat się zmówił i zechce mi któregoś burka ukraść :evil_lol: Ale wolę dmuchać na zimne, piszę tylko "Zgubiłem się?" i numer telefonów (2 - w razie czego) :)
  21. Ano, już widzę, napisałam do sprzedawcy :) To zamawiam! :p
  22. [B]IZMADO[/B] - jakbym czytała o swoim psie, tylko był nieco mniej jazgotliwy. Dokładnie - ogromna chęć do pracy, żywiołowość i łatwe nakręcanie się - zarówno na pracę, zabawę, jak i inne psy. Obawiam się, że to tak działa - impulsywny pies jest fajny do pracy i trudny, jeżeli ma problem z socjalem. Jeżeli chodzi o suczkę boksera, to sam kontakt i poznanie psa jeszcze Twojej suki nie odczuli. Najpierw naucz ją, że może spokojnie koło psa spacerować, ćwiczyć, uczyć się różnych rzeczy - niech nauczy się luzować. A potem przyjdzie czas na zapoznawanie się i wąchanie. Nie dopuść do nakręcania się suki na inne psy, a jeśli już to zrobi, przerwij to jak najszybciej i skup psa na sobie. Jeżeli szczekała i warczała na tą bokserkę, to od razu był sygnał, że ta sytuacja była dla niej jeszcze za trudna. Takie coś tylko utrwali sukę w przekonaniu, że musi obcego psa odgonić. Mam wrażenie, ale to tylko wrażenie, bo was nie znam i nie widziałam, że Twoja psica nie jest do końca przekonana o Twoim... hm, "przywództwie". Nie lubię tego słowa, ale do tego to się sprowadza. Uważa, że musi bronić Ciebie i siebie, domu, mieszkania itd. Nie do końca nad nią panujesz. Ale mnie to w ogóle nie dziwi! Jesteście razem 4 miesiące, to [B]baaaardzo malutko. [/B]Praca nad moim psem zajęła mi około półtorej roku, tak, żeby być go pewną i spuszczać bez problemu w obecności innych, nawet obcych psów. Dlatego spokojnie, dacie sobie radę, jesteś odpowiedzialna i pracujesz z nią. Musisz dać jej i sobie czas. Cóż, co ja bym zrobiła... Zamieniła psiego psychologa na szkoleniowca, takiego porządnego, który miał doświadczenie z psami trudnymi. No i podbiegacze, faktycznie psują pracę strasznie. Staraj się unikać takich sytuacji jak ognia, a jeśli jakiś pies do was leci - rzuć mu butelkę pełną wody pod łapy. Większość psów się wystraszy. To ciężka sytuacja, niestety, odpowiedzialność za psy w naszym kraju leży i kwiczy... No i niepokoi mnie to chwytanie ludzi. Przede wszystkim zajęłabym się tą sprawą. Poproś znajomych, by nosili jakieś pudła i inne rzeczy w obecności Twojej suni, kiedy Ty z odpowiedniej odległości nagradzasz ją za spokój. Jesteś pewna, że obóz z psem to dobry pomysł? Nie będziesz w stanie kontrolować wszystkiego non stop. A podpity młodziak chcący pogłaskać psa, który warczy, żeby pokazać, jaki jest odważny - żadna nowość... Ludzie, którzy będą nosić prowiant, namioty, mnóstwo osób robiących różne dziwne dla psa rzeczy. Nie wiem, czy będą to dla Ciebie wakacje, czy ciągły stres, że pies kogoś chapnie. Ja swoje psy zabieram ze sobą, wiem jakie to fajne :) Ale trzeba najpierw popracować na tyle nad psem, żeby to była przyjemność. Nie mówiąc o tym, że na pole namiotowe mnóstwo ludzi zabiera psy, i duża część z nich biega luzem bez nadzoru. Może zamiast namiotu pomyśl o wynajęciu domku albo pokoju? Wychodząc z namiotu możesz od razu napotkać psa, dziecko, grupę młodzieży i takie tam. Postawę masz skuloną, musisz się z namiotu wygrzebać ;) To nie sprzyja utrzymaniu i kontroli nad psem. Ale oczywiście, jeśli czujesz się na siłach - to jasne! Musisz sama wiedzieć, na ile panujesz nad psem, czy będziesz w stanie wszystko przewidzieć, żeby to były wakacje, a nie koszmar.
  23. Mój pies właśnie zgubił adresówkę, taką fajną z laminatu.. Dzieło mojej mamy, zapięła smycz za kółko od adresówki :cool3: I chciałabym kupić moim psiakom te adresówki: [URL]http://allegro.pl/kalait-grawer-adresowka-krowka-cz042-i3057084825.html[/URL] Tutaj były polecane, wiecie może, czy da się zamówić 4 adresówki z różnych aukcji za cenę jednej przesyłki? Bo jak mam płacić o 28 zł więcej to raczej nie ma sensu...
  24. [quote name='BlaBla:)']Witam, jestem tu nowa i razem z narzeczonym adoptowaliśmy psa. Uważam że to bardziej ludzkie od kupowania. Mimo to, tak jak w sklepie "była włascielka" opowiadała mi same wspaniałe rzeczy na temat psa. Jak to ona bardzo kocha Borysa i w ogóle i w szczególe... okazało się że pies jest bez książeczki a wetwerynarza widział w snach (dodam że jak go od niej zabieraliśmy to miał ok 8 miesięcy). Wtedy sie we mnie zagotowało. Robiła wszytsko żeby pies pojechał z nami (a niby tak go kochała). U weterynarza okazało się że pies ma problemy jelitowe. Stwierdził że jako szczeniak musiał być źle karmiony. Kupienie "rasowego labradora" kosztuje mniej niż my wydaliśmy na leczenie i zaległe szczepienia. Teraz ma 2 lata i zdarzają mu sie nawroty choroby. Uważam że uratowałam tego psa, poprzednia właścicielka traktowała go jak rzecz która sie popsuła i mozliwe że by go "wypuściała na wolność" albo oddała do schroniska. Tam by go uśpili, poniewaz pies ma swoje wady. Mimo wszystko zrobiłabym to jeszcze raz bo bardzo kochamy naszego kundla ;*[/QUOTE] Ale adoptowaliście psa z domu tymczasowego? Czy po prostu przejęliście psa od właścicielki, która chciała się zwierzaka pozbyć? Bo to zupełnie inna sprawa i nie nazwałabym tego "adopcją". Kobieta oddała psa, a wy go wzięliście. Adopcja to przygarnięcie zwierzaka za pomocą organizacji lub osoby, która psa ratuje ze schroniska lub ulicy. Podczas adopcji podpisuje się umowę adopcyjną. Jeżeli kobieta miała psa, nie poradziła sobie z chorobą zwierzaka i go oddała, to trudno się dziwić, że wciskała wam go na siłę. Nie liczyłabym na uczciwość osób, które mają psa od szczeniaka i nagle go oddają, mimo że "tak go kochają". Jeżeli chcesz adoptować psa - naprawdę adoptować, a nie po prostu wziąć od kogoś - to następnym razem zrób to za pomocą jakiejś fundacji. Jest to bezpieczniejsze, a zwykle gdy pojawiają się problemy, osoby z fundacji będą starały się pomóc. Osoba prywatna ma to w nosie, cieszy się pewnie, że ma problem z głowy.
  25. [B]Maron86- [/B]zgadzam się całkowicie. [quote name='klaki91']Mnie to mocno dziwi. I irytuje fakt ciśnięcia po ludziach na wątkach poświęconych danemu psu. Bo się okazało, że ludzie nie są przekonani do kastracji, ale jednocześnie mieli już psy i pilnowali żeby się nie rozmnażały- od razu pojazd po nich, ze to pewnie rozmnażacze. Bo mieli czelność być zdziwieni, że pies wykazuje lęk separacyjny. Bo pies warczy na ich dziecko, więc na pewno dziecko go męczyło (to jest niemożliwe, żeby pies sam z siebie warczał na dziecko! gdzie tam). I tak dalej.[/QUOTE] Oj tak, bardzo się idealizuje teraz psy do adopcji. Jeśli rasa jest niepopularna, to pies jest mixem ale tyyyylko podobnym do rasy. A jeśli pies ma jakąś minimalną cechę rasowca, to od razu dostaje pokrewieństwo najbliższego stopnia z border collie, JRT, sheltie... I potem szukamy domu psu "w typie beagle'a", który do tejże rasy podobny jest w tym, że ma kłapnięte uszy :roll: Wydaje mi się, że lepiej by było wyciągać ze schronisk psy rokujące na adopcję. Zwyczajnie więcej psów by się wtedy "przerobiło". Młode lub w średnim wieku, łagodne, bez fatalnych zaburzeń. Takie psy znajdują dom w miarę szybko, zwalniają miejsce w DT dla kolejnego. A weźmy starszego agresora, w dodatku np. z chorobą skóry. Zablokuje tymczas na co najmniej 4 miesiące, a potem trzeba go i tak wciskać, bo nikt nie chce takiego psa adoptować.. Chociaż rozumiem, że trudniej jest taką decyzję podjąć osobiście. Pojechać do schroniska i na tymczas wyciągnąć młodego i radosnego psa, kiedy tuż obok siedzi smutna bida, o której wszyscy mówią "agresywny". Także trudno mi źle oceniać takie osoby, ale na zdrowy rozsądek, nie opłaca się pomagać psom nierokującym... Bo potem te rokujące przez pobyt w schronisku też stają się nieadopcyjne.
×
×
  • Create New...