Jump to content
Dogomania

Martens

Members
  • Posts

    11174
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Everything posted by Martens

  1. Studia jako takie to tylko za granicą. Kursy, szczegolnie te korespondencyjne z krótką praktyką - cóż... Nie wiem jak można zostać behawiorysta niemal bez kontaktów z psami pod okiem specjalisty ;) Na polskie warunki najlepiej zrobić kursy szkoleniowe w ZK lub renomowanym ośrodku, choćby w Alteri a potem duuużo praktyki - długie lata pod okiem mądrzejszych - bo najlepsze nawet zagraniczne studia czy najdroższe kursy teoretyczne behawiorysty z nas nie uczynią, bo behawiorysta to dla mnie ktoś więcej niż zwykły instruktor szkolenia - to ktoś kto potrafi pracować z doświadczenia nawet z psami naprawdę problemowymi, bardzo agresywnymi czy lękliwymi, z zaburzeniami po części na tle neurologicznym, umie pod tym względem współpracować z weternarzem, etc. a nie tylko ktoś, kto nauczy nam pieska komend i będzie umiał oduczyć skakania na gości, a przy poważniejszym problemie rozłoży ręce i nie będzie wiedział co robić - a taka jest większość "behawiorystów" w Polsce...
  2. A jaka była ich pierwotna funkcja, bo domyślam się że jakaś musiała być? Coś mi się kołacze, że miały one ułatwiać psu poruszanie się po słomie, sianie, i nie zapadanie się; czy tam przełażenie po grzbietach owiec? Nie wiem, może piszę głupoty, ale czytałam kiedyś coś w tym stylu.
  3. [quote name='Pies Pustyni']Jesli o mnie chodzi "wzbranianie sie" to o wiele za duzo powiedziane.Wrecz przeciwnie,jesli robie cos z psem przez krotki okres czasu,bardzo chetnie ich uzywam. Bo umowmy sie jeszcze o co nam chodzi - kontakt pies i wlasciciel czy pies obcy,ktorego mamy czegos nauczyc? Pan daje jesc,na przyklad 2 x dziennie i tym sposobem pies wie,ze musi wspolpracowac caly czas.Oczywiscie nie mam na mysli nieustannego wykonywania komend,ale cos w stylu bycia na kazde zawolanie.A jakies smaczne kaski,o ktorych wspomnialem,pozatreningowe,spelniaja w budowaniu wiezi podobne zadanie.[/QUOTE] Nie chodziło mi konkretnie o Ciebie, tylko bardziej ogólnie, bo wiele razy spotykałam się z osobami, głównie facetami, którzy na propozycję nagradzania psa za dobre zachowanie i posłuszeństwo jedzeniem strasznie się obruszali i nie chcieli, bo tak jak pisałam, pies to pies i ma się słuchać bo jest psem... Ci których nie udało mi się przekonać i pozostali wierni swoim przekonaniom. w większości z tej fabrycznej miłości i szacunku psa do pana mają tyle, że psów ze smyczy spuścić nie mogą, bo zwierzak ma ich gdzieś i ni groma się nie słucha. Z tym "pan daje miskę, pana słuchamy" też nie do konca się zgodzę, bo gdyby to tylko na tym polegało, wszystkie staruszki rozpieszczające swoje zwierzaki kąskami na każdym kroku za nic, miałyby idealnie posłuszne psy... Tym żarciem należałoby właśnie nagrodzić coś, co przed chwilą pies zrobił, posłuszeństwo, tudzież kazać psu coś zrobić przed podaniem miski ;) ale pewnie mniej więcej o to ci chodziło.
  4. Jeśli nie jesteś w stanie utrzymac psa na smyczy, gdy zacznie szarpać np. do innego psa, porpoś kogoś silniejszego, żeby z Tobą poszedł i Ci pomógł, albo daruj sobie spacery, bo bezpieczeństwo otoczenia jest najważniejsze - nawet nie chodzi o to, że pies zaraz kogoś zagryzie, ale jeśli jest duży i nie znasz jego reakcji na zewnątrz, to nawet uderzając kagańcem może on zrobić krzywdę małemu psu, jeśli Ci się wyrwie. Inna sprawa, że tak jak pisze Gdarin - bardzo możliwe, że z psa poza posesją "zejdzie powietrze" ;) i nie będzie reagował agresywnie na obce osoby i zwierzęta. Postaraj się wyjść najpierw z kimś silnym, mając psa oczywiście na smyczy i w kagańcu, i zobacz jak to będzie. No i nie stresuj się przy tym za bardzo, bo zdenerwowanie udzieli się psu i może go skłonić do prób bronienia cę przed domniemanym niebezpieczeństwem. Smakołyki jak najbardzie weź i psa staraj się nie prowadzić tylko jak kozę na sznurku, tylko wołaj od czasu do czasu i nagradzaj żarciem, spróbuj czegoś poczuyć, skupiać jego uwagę na sobie.
  5. [quote name='Karmi'] BIAŁY OWCZAREK SZWAJCARSKI: ,,wilcze pazury powinny być usunięte, chyba, że w danym kraju jest to zabronione" OWCZAREK BELGIJSKI:,,wilcze pazury niepożądane" CW:,,wilcze pazury nie są pożądane i powinny być usunięte" BOUVIER: ,,Bez wilczych pazurów" WELSH CORGI:,,Wilcze pazury powinny być usunięte" [/QUOTE] Wiem, że takie zapisy znajdują się we wzorcach - pytanie czy to naprawdę nie ma uzasadnienia zdrowotnego? Zwłaszcza, że zabieg jest jak pisałam bez prównania mniej inwazyjny niż ucięcie uszu i ogona, czy sterylka? Inna sprawa, czy skoro nie jest to pożądane z innych powodów niż estetyka, czy hodowcy zamiast te pazury obcinać, nie powinni dążyć do wyeliminowania ich po prostu w toku hodowli? Dało się wyhodować mini pinczerki z naturalnie stojącymi uszami, to psa bez wilczych pazurów się nie da? Pytanie tylko jak to zrobić, skoro rutynowo się je usuwa bez śladu w papierach psa. Nie wiem, jak dokładnie owe pazury się dziedziczą, bo nigdy nie wgłębiałam się w temat, ale osobiście mam duże wątpliwości, czy owo usuwanie ich można wrzucić do tego samego wora co obcinanie uszu...
  6. Tak, to była babeszjoza, ale ma się już o wiele lepiej :) Nadal jest u Kasi. Nistey nikt o niego nie pyta. Ma już ogloszenia papierowe w okolicy, ale ani jednego telefonu...
  7. [quote name='Collie']Jeżeli mieszka się w mieście nie oznacza to odrazu , że pies jest jak w więzieniu , moja psina wychodzi na długie spacery na których się bawi .[/QUOTE] Dlatego, jeśli już ktoś się męczy w mieście, to raczej właściciel psa :evil_lol: odpowiedzialny oczywiście. Bo zasuwanie z psem za każdym razem kiedy musi się załatwić, plus wędrowanie na tereny zielone, podczas gdy czasem możnaby to zastąpić wyściem w kapciach przed dom i porzucaniem psu piłki jest męczące, i nawet jeśli lubi się spacery, to są takie dni, kiedy jest to uciążliwe.
  8. Dobrze, nie obcinamy uszu, nie obcinamy ogonów, widzę że piątych pazurów na tylnej łapie też nie, to czemu u licha obcinamy jądra i jajniki? To o wiele bardziej drastyczne niż amputowanie paluszka, i też się niby chrzani, że dla dobra pieska, bo rak, bo ropomacicze, ale czyż nie chodzi o wygodę - brak cieczek? A może i estetykę - brak nieszczególnie estetycznych jąder majtających się psu tam z tyłu :evil_lol: A tak serio, niektórzy chyba troszkę się zagalopowali... Obcinanie ogona i uszu owszem, ma negatywne skutki jeśli chodzi o zachowania socjalne psów, jest przede wszystkim przeprowadzane z próżności - ale ten nieszczęsny piąty pazur? Czy jego brak psu w czymkolwiek przeszkadza? Czy jego brak lub obecność aż tak strasznie wpływa na wygląd psa, jeszcze długowłosego, żeby móc powiedzieć, że ktoś robi to tylko dla wyglądu? No i każdy pies ma ogon i uszy, piąty pazur już nie każdy, więc należałoby stwierdzić, że to anomalia, z której nieraz więcej szkody niż pożytku, bo owszem, piąte pazury zależnie od budowy nierzadko ulegają uszkodzeniom, a funkcji praktycznej nie mają u psa towarzyszącego własciwie żadnej. Sam zabieg jest nieporównywalnie mniej inwazyjny od obcięcia uszu i ogona, czy tym bardziej sterylizacji, więc może nie należałoby popadać w paranoję. Niedługo dowiemy się, że przycinanie pazurów czy zdejmowanie kamienia to też okaleczanie psa...
  9. A mnie intryguje, czemu niektórzy tak wzbraniają się przed użyciem smakołyków w szkoleniu. Jest tłumaczenie "bo żeby pies słuchał mnie z miłości/szacunku a nie za jedzenie"... I ok, ale to się osiąga po dłuższym czasie nagradzanej współpracy i nawiązaniu z psem więzi. A więź nawiązuje się m. in. nagradzając psa jedzeniem za współpracę, czyli oddziałując na jego najbardziej podstawowy instynkt - samozachowawczy. Pies uczy się, że jak chce jeść=przeżyć, to musi współpracować z opiekunem. Za współpracę jest jedzenie. Pan jest kochany, bo ze mną coś robi i daje jeść. I tak to się kręci. Szkolenie psa na upartego bez użycia smakołyków, jeszcze szczeniaka, to bezsensowne utrudnianie sobie sprawy. Inna sprawa, że z nagradzania smakołykami za każdym razme trzeba potem umiejętnie wyjść - ale nawet później nagrodzenie psa od czasu do czasu jedzeniem jest dla zwierzaka bardzo motywujące.
  10. [quote name='Ursusek']Skąd bierzecie te wszystkie informacje o psach na wśi? [/QUOTE] Wystarczy pojeździć po wsiach i popatrzeć; popatrzeć co robią z psami sąsiedzi rodziny mieszkającej na wsi... Nikt tego nie wymyśla, ani nie mówi się, że jak pies na wsi, to koniecznie ma źle - ale wsie są różne. W jednych, gdzie mieszkają ludzie któzy wynieśli się z miast, psy nieraz mają super warunki, w innych, gdzie mieszka dużo starszych osób, dla których pies to maszynka do szczekania, dzieje się nawet gorzej niż pisano tu na wątku. Wejdź sobie do działu "Psy w potrzebie", obejrzysz sobie pieski z odleżynami do kości od spania na betonie na krótkim łańcuchu, i inne kwiatki. Inna sprawa, że w moim mieście, na obrzeżach blokowiska stoi domek jednorodzinny a tam na łańcuchu stary pies, kóry przez kilka lat nawet budy niemiał tylko dyktę opartą o ścianę garażu...
  11. [quote name='sachma']ale on teraz wymienia masowo zęby, więc wetka mówiła że można suplementować nawet przy takiej diecie - papkę dostaje 2 razy w tygodniu i wtedy dostaje też pół zalecanej dawki. [/QUOTE] No i takie podejście skutkuje potem na przykład problemami z przetrwałymi zębami mlecznymi i później wykrzywieniem zębów... Pies w czasie wymiany zębów resorbuje "korzonki" mleczaków, dzieki czemu wyrównuje ewentualne "braki" wapnia związane ze wzrostem zębów stałych. Jak suplementuje się wtedy wapń dodatkowo, nie ma stymulacji ze strony organizmu do pobrania wapnia z mleczaków - mleczaki siedzą twardo, stałe rosną krzywe, pies ma potem wątpliwą przyjemność ich chirurgicznego usuwania, a wet ma kaskę za zabieg :cool1: Ja twardo obstaję przy tym, że BARF jest tak wysokowapniowym pokarmiem, że suplementacja dodatkowa może tylko zaszkodzić - prócz tego co pisałam wcześniej o odkładaniu się wapnia, dochodzi powyższe. [quote name='sachma']jakie części krowy mogę podawać 6kg szczenięciu pudla ? ostatnio dostał ogon, ale okazał się nie zjadliwy :/ a nie mogę ciągle mu szpondru kupować, bo tam jest więcej mięsa niż kości.. w sklepie w którym kupuje wołowina jest przeważnie na zapleczu, bo mało jej idzie.. więc trzeba mówić co się chce, u nas w domu jada się tylko drób, więc nawet nie wiem o co pytać :/[/QUOTE] Możesz podawać krowę tylko jako miękkie mięsko lub duży gnat do obgryzania. A masz możliwość zakupu kości cielęcych? Kości wołowe można stosować wymiennie z wieprzowymi, możesz podać psu ogon świński, ewentualnie kości ze schabu. Mój szczeniak dopóki nie gryzł bardzo twardych kości, wołowe dostawał do ogryzienia z mięsa; a jako kośc-kość - głównie świńskie ogonki.
  12. [quote name='hecia13']No nie bardzo... Tak się składa, że ja mieszkam na Pradze koło Wschodniego i asto-pitów raczej tu nie ma, może ze dwa-trzy - ładnie chodzące na smyczy, a babć z nimi to w ogóle nie uświadczysz. Natomiast jest dużo owczarków niemieckich, w większości spokojnych, i rozbrykanych labradorków. Tak naprawdę to jest tu dość spokojnie jeśli chodzi o psy, jest ich zdecydowanie mniej niż kiedy miałam wyżła, jakieś 10-15 lat temu to tu był koszmar, całe stada psów latających luzem bez kagańców. Teraz tego nie ma, a psów jest co najmniej o połowę mniej. Natomiast jeśli chodzi o właścicieli, to zdecydowanie najgorsze są panienki w wieku 18-20 lat prowadzające swoje pieski bez smyczy i bez kontroli. Mój Dinuś [*] był niewidomy i przed kastracją dość agresywnie reagował na wszystko co się ruszało i te pannice mocno dały nam się we znaki...[/QUOTE] Ja dreptałam zazwyczaj za wschodnim, w okolicach ulicy chodakowskiej i podobnych i tam tego zjawiska było sporo - aczkolwiek nie byłam tam od jakichś 3 lat, więc może trochę się zmieniło.
  13. [quote name='Daria_13']Dzięki za info. :) a czy istnieją cziłki szaro- białe albo białe z dodatkami szarego, nie typowe merlaczki[/QUOTE] Są chi niebieskie i niebieskie z białym, co w praktyce wygląda jak szary, i nie jest to merle - ale nie wiem czy to umaszczenie jest uznane.
  14. Dla szczeniaka dobra jest obroża skórzana, nie za wąska żeby nie wrzynała się w szyję, z nie za wielką sprzączką. Szelki raczej nie, bo wg niektórych żródeł potrafią wykrzywić rosnącemu psu łokcie, jeśli będzie ciągnął na smyczy. Zabawki dla staffika trzeba wybierać bardzo wytrzymałe; odpadają wszlekie delikatne, lateksowe, bo rozwali je momentalnie i może nałykać się kawałków gumy. Szczególnie lubiane przez staffiki sa piłki wszelkiej maści (nie do tenisa) oraz wszelkie zabawki do przeciągania, szczególnie sznurowe. Co do karm w UK trudno mi się wypowiadać jeśli chodzi o marki - moge natomiast powiedzieć, że karmy mokre najlepiej sobie darować, a podawać psu dobrej jakości suche pożywnie uzupełniane niewielkimi ilościami mięsa, warzyw, oleju, jogurtu naturalnego (dodatki powinny stanowić ok. 10% posiłku). Jeśli chodzi o ilość, orientacyjnie stosuj się do tabelki na opakowaniu, ale zawsze bardziej patrz na psa - czy nie chudnie ani nie tyje, i odpowiednio reguluj ilośc pożywienia - każdy pies jest inny, ma inną przemianę materii. Poczytaj też w dziale o Żywieniu o diecie BARF, tu link z wyjaśnieniami w skrócie: [url]http://www.vetopedia.pl/article178-1-.html[/url] Ja odchowałam tak mojego staffika i karmię oba moje psy - i ja, i one jesteśmy zadowoleni :) Może Cię zainteresuje. Co do ruchu - staffik to żywe srebro, uwielbia wszelkie zabawy, ale do ok. roku warto się wstrzymać z bardzo intensywnym szarpaniem, wieszaniem psa na oponie itp. żeby nie uszkodzić jeszcze rozwijającego się kośćca. Bardzo uważać też w czasie upału, nie pozwalać wtedy na intensywny ruch. Do poczytania polecam ksiązki Stanleya Corena oraz Zofii Mrzewińskiej, prowadziła ona również blog o wychowaniu szczeniaka: [url]http://www.owczarek.pl/zofia/journal/default.asp[/url] To kopalnia wiedzy. Wymysły Jan Fennel i teorie dominacji daruj sobie, tym bardziej mając staffika... Te psy wymagają stanowczości, czasami krzyknięcia, ale nie mogą czuć się odtrącone, bo są bardzo wrażliwe i uczuciowe. Kary cielesne, klapsy totalnie nie skutkują, bo staffik klapsa traktuje jako zabawę. Ostre słowa są o wiele skuteczniejszym sposobem, podobnie jak przerwanie zabawy, kiedy szczeniak za mocno nas podgryza. O samych staffikach ciężko coś znaleź po polsku, polecam forum staffik. fora. pl (bez spacji) Posłanie pies musi mieć - musi mieć swoje miejsce, swój azyl - spanie na fotelu to inna sprawa, chyba że masz jakiś stary fotel który może być tylko psa, służyć za posłanie - ale i tak sczzneiak raczej nie d arady na niego wejść. Dla malucha nie kupuj drogich posłań, wystarczy koc, bo wszelkie koszyczki i budy z gąbki pewnie szybko pójdą w strzępy. Posłanie z prawdziwego zdarzenia możesz kupić jak pies dorośnie. Meble możesz ochronić niesmacznymi sprayami dostępnymi w zoologiku; zabawki chowaj i dawaj po jednej swie na raz, na zmianę - będą bardziej interesujące. Jak masz ogródek i dostajesz psa juz po pierwszym szczepieniu, ucz od razu na dwór, będzie łatwiej, a ryzyko zarażenia zdrowego silnego zaszczepionego szczeniaka wirusówkami jest znikome, w przeciwieństwie do możliwości zawalenia socjalizacja przy ścisłej kwarantannie. Miski dla malucha moga być z plastiku, bo na początku wystarczą małe - na dłuższą metę lepsze są metalowe lub cięzkie, ceramiczne. Moga być z regulowaną wysokością, ale nie koniecznie. Karmienie początkowo tyle razy co u hodowcy; 4 razy myslę że wystarczy, od 4 miesiąca 3 razy, od pół roku zwykle można już dwa. Z karmą jest różnie - jeśli trafisz na taką, która psu służy i będziesz uzupełniał ją świeżym jedzeniem, nie ma potrzeby w ogóle jej zmieniać. Naukę w formie zabawy ze smakołykami można zacząć już pierwszego dnia. Zostawiać psiaka samego od pierwszego dnia, początkowo na kilka minut w pokoju, potem stopniowo wydłużac czas nieobecności. Od razu dodam, że zaraz po odebraniu szczeniak nie będzie w stanie wytrzymać 3-5 godzin bez załatwiania się; na to trzeba będzie trochę poczekać. Masz linka do strony hodowli? Przejrzałabym rodowód, może to jakiś krewny mojego smerfa ;) Jest cudowny :loveu:
  15. Poproszę o konto, bo na 1 str. nie znalazłam - chcę przelać wpływy z bazarku.
  16. [quote name='evl']Też tak sobie pomyślałam, szczególnie dobrze to widać na dużych, "dresiarskich" osiedlach, gdzie naprawdę dużo "babć" powiewa niczym chorągiewka za synusiowym ASTem, ONkiem, husky czy właśnie bokserem... :roll:[/QUOTE] Na Pradze w okolicach wschodniego takie babcie z asto-pitami na smyczy to dosłownie element krajobrazu ;) a jak się skrzętnie omijają :D Naoglądałam się tego w weekendy rano zasuwając do szkoły, i tak sobie myślałam, że synek w sobotę i niedzielę o tej porze śpi po "baunsach", więc co mają robić, jak nie chcą żeby pies mieszkanie zaszczał :roll: [quote name='Gdarin']Mnie najbardziej bulwersuje jak widzę dużego psa prowadzonego na spacer przez dziecko (bez dorosłych).[/QUOTE] Mnie też... Najbardziej kochałam 8-10 letniego chłopca wychodzącego z dorosłym samcem boksera bez kagańca, którego nawet jego matka ledwo jest w stanie utrzymac na smyczy :roll: który za świetną zabawę uważał straszenie psem kolegów. Tatuś niewiele mądrzejszy, też kiedyś niemal nie mieliśmy sparingu, bo puścił psa bez smyczy, a ten rzucił się na moją sukę, która po paru mniej i bardziej traumatycznych sytuacjach ma do tej rasy potworny uraz (ja zresztą też...). Na szczęście już nie mieszkam w pobliżu ich bloku, i dawno ich nie widziałam. Dzisiaj wracając z miasta spotkałam dziewczynę z młodą bokserką, która mimo, że na szelkach i smyczy, wskakiwała na każdą mijaną przez nie osobę :shake: Jedni się śmiali, inni wkurzali, bo dziś deszczowo i pies nie miał za czystych łap. Byłam chyba pierwszą osobą, na którą pies nie wskoczył, bo gdy nadchodziły tak zmierzyłam dziewczynę wzrokiem, że zeszła z psem w bok na trawnik. No proszę, jednak się da powstrzymac psa przed stemplowaniem każdego przechodnia, tylko po co się wysilać :roll: W ogóle jak widzę na horyzoncie boksera, to szlag mnie z miejsca trafia, bo nie zdarzyło mi się jeszcze spotkac w realu psa, który nie próbowałby od razu stratować czy zaatakować mojej suki, a większość z nich jest puszczanych luzem "bo lagodne" albo prowadzonych przez osoby, które totalnie nie potrafią zapanować nad ich energią.
  17. [quote name='Marina_22']Te są naprawdę śliczne, ale jeszcze nie o takie mi chodziło. Zależy mi na biało- szarym szczeniaku cziłki, ale nie wiem czy takie istnieją wql. i dlatego chce się dowiedzieć[/QUOTE] Ja chyba wiem o jakie chodzi, bo kiedyś gdzieś widziałam taki miot, z tym, że ja powiedziałabym, że to były szczeniaki maści blue, czyli niebieskie łaciate z białym. Z tym, że nie wiem, czy były to pieski rodowodowe i czy takie umaszczenie jest dopuszczalne i jak często spotykane. O takie chodzi? Znalezione w google pod haslem blue chihuahua. [url]http://www.greatdogsite.com/watermark/Chihuahua-2-blue%20with%20white%20markings-1198042516.jpg[/url] [url]http://www.famouschihuahua.com/wp-content/uploads/2009/03/blue-chihuahua.jpg[/url] [url]http://www.toypomeranian.com/Blue_chi.jpg[/url] [url]http://www.toypomeranian.com/Picture_14691.jpg[/url]
  18. [quote name='I♥Torro']Ja miałam mieszańca lancashire heelera i pinczera miniaturowego :D [/QUOTE] Taa, a ja mam mieszańca eurasiera z psem dingo :cool1: Co do LH, może i wygląd mają kundelkowy, ale długo nie były uznaną rasą i były hodowane jako psy użytkowe, pod kątem umiejętności i charakteru - więc myślę że to własnie on gra tu kluczową rolę. w końcu wygląd to nie wszystko, LH mimo kundelkowatej aparycji musi miec jeszcze ten charakter, zapał do pracy, którym niekoniecznie mogą się poszczycić kundelki w takim typie. Oczywiście wszystko do czasu, bo jak rasa zostanie uznana i zacznie się hodowla pod kątem wystaw, to i w wyglądzie pewnie nastąpią innowacje, i charakter się spiep*zy :p
  19. A musisz ją oduczać? Spanie z psem, jeszcze malutkim, to sama przyjemność ;) Oczywiście o ile z pomoca smakołyków nauczymy psa schodzić z łózka na komendę "zejdź" czy inną, i respektuje on to, że czasami mu tam wejść nie wolno...
  20. [quote name='I♥Torro']A ja kiedyś znalazłam coś takiego na pewnej stronie; Mój jamnik, gdy był jeszcze szczeniakiem, nie przepadał za suchą karmą. Nawet kiedy już był dużym jamnikiem, to też jej nie lubił. Ale wpadłem na pomysł: brałem garść suchej karmy i rzucałem pojedyncze kulki karmy. I to właśnie poskutkowało! Tofik biegał za kulkami jak zwariowany. Dlatego polecam tę metodę :) [źródło: świat jamnika][/QUOTE] Bardzo fajnie, gorzej jak pies bez rzucania po jednej kuleczce nie będzie chciał jeść w ogole. No i wykarmienie labradora rzucając mu po jednym granulku to chyba zajęcie dla osoby, która nie pracuje i nie ma zadnych obowiązków ani zainteresowań poza rozpuszczaniem psa jak dziadkowski bicz. Warto się zastanowić, zanim bezmyślnie skopiuje się coś z internetu :roll:
  21. Zważywszy na to, że od zadania pytania minęło parę miesięcy, to i tak szczeniaki pewnie już w drodze...
  22. [quote name='akazzi'] 1.nie mam zamiaru wystawiać szczeniaka (ma być na kolanka i do kochania) więc interesuje mnie szczeniak o dyskwalifikującym wystawowo umaszczeniu, dowiedziałam się jednak od hodowcy ze to umaszczenie jest już dopuszczalne na wystawach klubowych i dlatego będę musiała (jeśli się zdecyduje) wyrobić rodowód szczeniakowi i pojechać raz na wystawę (nie wiem dlaczego tylko jeden raz ale dokładnie tak powiedział hodowca). Czy hodowca możne wymagać ode mnie takiego warunku, zwłaszcza, że mnie w ogóle nie interesuje wystawianie i płacenie składek w związku za tę jedna wystawę? 2.czy cena za szczeniaka niehodowlanego i niewstawowego (pomijając te klubówki) 1500 zł przy cenie za wystawowego waha się w granicach 2000 - 2500 jest ok? Hodowca zapytany o cenę, zapytał czy mam zamiar wystawiać i na odpowiedz "nie" powiedział: "w takim razie to będzie 1500", czy tak się robi, że szczeniaki są tańsze/droższe jak ma się je zamiar wystawiać? 3.szczeniak jest jeszcze przed przeglądem hodowlanym, rozumiem że jako nabywca mam wgląd w opinie o szczeniaku przed zakupem, ale czy cena po przeglądzie może się zmienić, kiedy wyjdzie np., że coś jest nie tak, albo wręcz przeciwnie, ze szczeniak jest cud-miód?[/QUOTE] 1. Nie jest to jakiś odgórny obowiązek przy zakupie psa rasowego w ogóle, ale jeśli hodowcy zależy na tym, by psiak przez niego wyhodowany, może o wadliwym umaszczeniu ale np. bardzo ładnej budowie zostal zaprezentowany szerszemu gronu, może chcieć umieścić taki zapis w umowie kupna-sprzedaży. Oczywiście Ty masz prawo się na to nie zgodzić, tylko że wtedy hodowca ma prawo zrezygnować ze sprzedania Ci szczeniaka i poszukac osoby, dla której spełnienie tego warunku nie będzie problemem. Tak to wygląda w teorii - niemniej jednak dla mnie osobiście to trochę bez sensu, bo o ile hodowcy może zależeć na tym, by piękny wystawowy egzemplarz nie siedział tylko na kanapie, ale i pokazywal się jako wyhodowany prze niego pies, tak zazwyczaj jakieś wymogi odnośnie wystawiania i rozmnażania przez nowego własiciclea skutkują obniżeniem ceny psa czy innymi przywilejami; jest to w przypadku zobowiązania przez hodowcę do rozmnażania psa na jego warunkach wspólonie ustalonych z właścicielem przy zakupie szczeniaka tzw. warunek hodowlany, tylko że wtedy pies jest bardzo tani lub nawet za darmo. Trochę nie rozumiem, czym kieruje się hodowca sprzedając jak by nie było pet'a i chcąc zobowiązać cię do wystaw - tym bardziej, że pieski niehodowlane najczęściej kupują właśnie nabywcy, którzy na wystawy z założenia jeździć nie chcą. Zapytaj po prostu hodowcy, dlaczego. 2. Teoretycznie hodowca może sprzedawać szczeniaki za tyle, za ile chce; może sobie sprzedawać i pety w cenie wystawowych - tylko kto by mu te psy kupił... Wiąże się to z poprzednim pytaniem - jeśli hodowcy zależy, by pies taki był pokazywany na szerszym forum jako zwierz z jego przydomkiem, może sprzedac takowego psa taniej osobie, która mu tę przysługę wyświadczy i psa wystawi. Tylko nadal nie rozumiem, jaki ma to sens, gdy pies jako zwierzę wsytawowe i hodowlane jest praktycznie bez wartości. 3. Teoretycznie tak, szczególnie jeśli wada jeszcze się nie ujawniła. Niemniej jednak jeśli nie masz do czynienia z początkującym hodowcą, to i bez przeglądu może on ocenić wartość danego szczeniaka i to, czy nie ma ono wad dyskwalifikujących. Trochę nierealna jest sytuacja, żeby dobry doświadczony hodowca mający pojęcie o rasie uważał za super materiał wystawowy szczeniaka z wadą dyskwalifikującą, czy też odwrotnie.
  23. [quote name='ira.s']No to teraz ja mam zagwózdkę, bo bladego pojęcia nie mam jaka też rasa się za tym skrótem NN kryje??? Natomiast wg oficjalnej terminologii "[I][B]mieszańcami[/B] nazywamy potomstwo psów rasowych, reprezentujących [U]dwie odmienne rasy[/U][/I]", natomiast "[I]psa określamy [B]rasowym[/B], gdy oboje jego rodzice należą do tej samej rasy, a ich pochodzenie potwierdzone jest kilkupokoleniowym [U]rodowodem[/U][/I]", zaś "[I]psy, o których pochodzeniu nie da się [U]nic pewnego[/U] powiedzieć, nazywamy [B]kundlami[/B][/I]" (słownik pojęć niestety nie precyzuje tutaj, co należy rozumieć pod szyldem "psa [U]w typie[/U] danej rasy", gdyż pewnie równie dobrze może być to mieszaniec, jak i także kundel, które swoim wyglądem jedynie w pewnym stopniu przypominają Nam przedstawiciela konkretnej rasy).[/QUOTE] NN - nikomu nieznany ;) A skąd ta oficjalna terminologia? Bo w różnych źródłach jest różnie. Ja spotkałam się ze stwierdzeniem, że mieszańcem jest tez potomek jednego rasowego rodzica - czyli dopóki można powiedzieć, że to mieszaniec jakiejś rasy z kundlem czy mieszaniec dwóch ras, to jest to mieszaniec, nie kundel.
  24. [quote name='NigdyNigdy'] Po pierwsze, każdy pies, u którego zachowania socjalne są normalnie wykształcone (czyt. nie jest jakimś skrzywionym psychicznie zwierzakiem, nie był w okresie szczenięcym izolowany od innych psów [w tym rodzeństwa] itp. itd.) ma pełną świadomość, jak ważnym elementem dla każdego osobnika jest jedzenie. Tak, jak silny ma instynkt obrony swojego jedzenia przed innym psem, tak samo doskonale wie, co mu grozi, jeśli będzie próbować jakiemuś psu podkraść jedzenie i nie okaże się być przy tym wystarczająco bystry (nawet jeśli się okaże, to nie znaczy, że ujdzie mu to na sucho). Takie same zasady obowiązują w relacjach pies- człowiek. [/QUOTE] Mała uwaga do tego ;) Owszem, każdy normalnie socjalny pies zdaje sobie sprawę z tego, czym jest zabranie jedzenia innemu psu/człowiekowi, ALE pies nie nauczony, że żarcia ze stołu ruszać nie wolno, wcale nie musi świadomie okradaćnas z jedzenia. Talerz z kanapkami walający się po łózku czy ciastka na stole, w momencie kiedy nikogo nie ma w pomieszczeniu i nikt sobie praw do nich nie rości, są w odczuciu psa niczyje i tak też on je traktuje. Znalazłem, zjadłem, moje. I to jest naturalne, bo od jedzenia zależy życie; psy by nie przeżyły, gdyby pies fabrycznie nie chciał zjeść niczego co nie zostalo mu dane przez przewodnika. Włażenie do talerza, żarcie naszego jdzenia kiedy siedzimy obok ok, jest przejawem braku szacunku psa do nas, ale porwanie kanapki w pustym pokoju już niekoniecznie - dopóki psu nie wyjaśnimy, że tak nie wolno, a i wtedy pokusa może po prostu być zbyt wielka.
  25. [quote name='tongue'] Przejrzałam populację w Europie (Anglia, Holadnia, Niemcy, Szwecja, Finlandia) i stwierdziłam, że w porównaniu do jakichkolwiek innych ras, hodowli jest bardzo mało. I tu jest moje pytanie: [B]DLACZEGO?[/B][/QUOTE] Może trochę stare pytanie, ale napiszę - pewnie z tego samego powodu co pinczera średniego czy pudla średniego (jedyny wyjątek to chyba sznaucer średni). Tak to już chyba jest, że ludzie lubią skrajności - albo pieski ozdobne, malutkie, nakolankowe, albo, jak lubią duże psy i ich na nie stać - to już naprawdę duże, bardziej imponująco wyglądające. Nie ma nabywców i zainteresowania, nie ma hodowli - a szkoda, bo w większości ras średnia odmiana ma się najlepiej pod względem zdrowia i stabilności charakteru.
×
×
  • Create New...