Kate1
Members-
Posts
387 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Kate1
-
Maleńka, młodziutka zamojszczanka Pola już w swoim własnym domku!
Kate1 replied to Ewa Marta's topic in Już w nowym domu
Dorze, że Suńka opuściła schronisko. Kto wie co by się mogło tam dziać z tą raną. Pewnie nikt by tam nie zauważył, że coś jest nie tak. -
BARDZO proszę o pomoc dla starego schorowanego psa! Nie może chodzić, ciągnie za sobą łapy po betonie, śniegu - jest szansa na ratunek po 13 latach spędzonych w schronie!!! Pies w dt, jest w dramatycznym stanie :( ŻEGNAJ WSPANIAŁY I KOCHANY FENIKSIE (')
Kate1 replied to agat21's topic in Już w nowym domu
Kochany nasz Feniksie, zaglądam tutaj do Ciebie kolejnego 27 i ja, jak co miesiąc. Pamięć o Tobie na pewno nie przeminie, dopóki jesteśmy tutaj, my wszyscy, poruszeni Twoją historią. Pozostaniesz w naszych sercach na zawsze, Kochany. -
Nie jestem lekarzem, ale słyszałam od jednego z moich weterynarzy, że przy niewydolnych nerkach sterydy uszkadzają nerki i nie powinno się ich podawać. Mój Tofik dostał podstępem steryd od weterynarza, kiedy potrzebowałam pomocy, a moja wetka była niedostępna. Podstępem, bo kiedy pytałam weterynarza, który zbliżał się do mojego Skarba ze strzykawką co mu podaje, zataił przede mną ten fakt. Ponoć miał to być antybiotyk, witaminki i coś na ewentualne pasożyty. Kiedy przeczytałam w książeczce co mu podano, jedynym moim marzeniem było to, aby móc się cofnąć w czasie. Nie mogłam sobie darować, że tam go zabrałam i chyba nigdy sobie tego nie wybaczę. Może na jedną rzecz steryd pomógł, ale mojemu pieskowi się wyraźnie pogorszyło, wyniki miesiąc po sterydzie to była jakaś masakra, a robiłam mu je co jakiś czas od momentu diagnozy. A dokładnie dwa miesiące po podaniu sterydu mój piesek już nie żył.
-
Kiedy dowiedziałam się, że mój kochany piesio ma pnn, że nie ma na to lekarstwa i że możemy tylko spowalniać postęp choroby byłam totalnie załamana. Potem zaczęłam dużo czytać na ten temat, żeby zrobić wszystko, żeby choroba postępowała jak najwolniej. Po kolejnych badaniach, kiedy wyniki wolniej, czy szybciej, zaczęły się pogarszać, po różnych nieprzyjemnych przygodach po drodze zrozumiałam, że trzeba cieszyć się z każdego dnia z psiakiem. Zwłaszcza, kiedy brykał, miał chęci do jedzenia, do zabawy. To bardzo podstępna choroba, nieobliczalna. Jednego dnia pies wygląda na zupełnie zdrowego, a kolejny dzień to może być jakiś duży problem. Niecały rok po diagnozie było źle, myślałam, że to już będzie coraz gorzej, że za niedługo pożegnam mojego psiaka, a potem okazało się, że udało nam się spędzić jeszcze dodatkowy rok. Cieszmy się więc każdym dniem Nuuki, kiedy ma apetyt, biega, jest takim żywiołowym psiaczkiem. I przede wszystkim cieszmy się, że nie wegetuje tam na tym betonie, że wreszcie ma kogoś do kochania, opiekowania. Trzymam kciuki, by przed Nuuką było jak najwięcej tych dobrych dni.
-
Tymczasy u Nesiowatej . Ares po operacji guza odbytu zaprasza. Ptysie za TM:(
Kate1 replied to ewu's topic in Psy do adopcji
Współczuję i przytulam. -
Tymczasy u Nesiowatej . Ares po operacji guza odbytu zaprasza. Ptysie za TM:(
Kate1 replied to ewu's topic in Psy do adopcji
Przytulam Was oboje z Aresem. Kochana, dopóki Piesek ma wolę życia i chce walczyć o każdy następny dzień i są na to leki - walczcie. Spróbuj popatrzeć jednak na Twojego kochanego Przyjaciela bardziej obiektywnie, jak wygląda teraz jego życie, czy aby nie cierpi, czy załamanie na zdrowiu to tylko chwilowe... Na każdego przychodzi czas, a kiedy przyjdzie czas na Twojego Aresa (na pewno to zauważysz) powinnaś mu pozwolić odejść. Wiem, że to trudne, ale jeśli to jego koniec, nie jest to dla niego łatwe i bezbolesne, nie można trzymać odchodzącego psiaka tutaj na ziemi na siłę. Kiedyś przeczytałam, że psu jest łatwiej odejść, kiedy poczuje, że ma na to nasze przyzwolenie, w przekonaniu, że po jego odejściu sobie poradzimy. Nie możemy im tego utrudniać, z miłości do nich. Wiem jak to boli, ale na końcowym etapie życia naszych milusińskich nasz ból musi zejść na drugi plan. To co czuje nasz Skarb powinno być dla nas najważniejsze. -
Pozdrawiam cudowną Rodzinkę i życzę udanego wypoczynku. Tak bym sobie życzyła, żeby wszystkie psiaki miały takie domy i były takie szczęśliwe jak te Wasze. Zaglądając do Was można się tak łatwo odstresować i naładować pozytywnie.
-
Ile energii ... Zdrowia Nuuczko kochana. Jak miło widzieć Sunię w takim stanie. Z niewydolnością nerek czasami tak bywa - lekarze robią USG, przeglądają morfologię i zastanawiają się - jak to jest, że z takim stanem zniszczenia nerek ten pies tak dobrze jeszcze funkcjonuje. Oby w tym przypadku też tak było i maleńka żyła we względnym komforcie jak najdłużej...
-
Zaglądam do Nuuki i ja. Cały czas jestem z Wami Limonko i gorąco trzymam kciuki za Sunieczkę. Martwiłam się o nią, a przez kilka dni nie miałam dostępu do internetu i DOGO bo sama niestety wylądowałam w szpitalu. Cieszę się, że Nuuczka jest z nami, że dałaś jej szansę i tyle serca. Przytulam Was obie. Co do leków, moja pani weterynarz na samym początku pytała, czy będę karmić mojego pieska dietą nerkową czy będę dawać mu "normalne" jedzenie, pilnując by nie było tam za dużo białka czy fosforu. Wg niej w pierwszym przypadku nie było potrzeby podawania leków obniżających fosfor bo niby w gotowej karmie są jakieś elementy wiążące ten fosfor. W drugim przypadku zaleciła ipakitinę. Jeśli Sunia dostaje karmę dla nerkowców może nie potrzeba więc podawać dodatkowo leków. Wasza pani weterynarz pewnie wie co robi. Można co nieco podpytać i zasugerować, w przypadku niewydolności nerek każdy pacjent to odrębny i indywidualny przypadek. Pozdrawiam.
-
Limonko bardzo Ci współczuję. Wspieram w tym co robisz. Dobrze, że dałaś jej szansę. Jeżeli jest nawet malutkie światełko w tym tunelu to trzeba je wykorzystać. Może zdarzy się jakiś cud i Nuuka będzie mogła jeszcze troszeczkę nacieszyć się życiem. Póki jest w niej radość życia, póki je, znaczy, że się jeszcze nie poddała. Dajcie jej teraz odczuć maximum miłości, jakiej nie zaznała. Niech się kochana nacieszy. Kiedy jednak będzie się poddawać, kiedy będzie dawać oznaki, że jest jej źle, trzeba będzie pozwolić jej odejść humanitarnie bo ta choroba przy końcu potrafi być straszna.
-
Oprócz tego, że Sunia ma bardzo mocno zniszczone nerki i przez to jej organizm jest podtruwany przez związki, które normalnie byłyby wydalone z moczem z organizmu, Nuuka ma anemię przez co jest osłabiona i niedotleniona przez niski poziom hemoglobiny. Wyniki wskazują na ostatnie stadium niewydolności. Nie do końca jestem przekonana o tym, że niewydolność nie boli a powoduje dyskomfort. Chciałabym w to wierzyć. Proszę przytulcie to maleństwo do serca ode mnie i nie pozwólcie, żeby cierpiała...
-
Kiedy patrzę na malutką - jest podobna do mojego Tofika - myślę, że jest drobniejsza bo mój psiak ważył 20 kg ale łapki nie z tych niskopodłogowych - umaszczenie prawie takie samo. No i kiedy patrzę na pyszczek - gdyby miała uszka z tych bardziej postawionych to wyglądałaby podobnie - oczka prawie takie same i ta zmarszczka na główce. Zobaczymy co powie kolejny lekarz, mam nadzieję, że może ktoś się pomylił... Jeśli jednak nerki są uszkodzone to jej stan się będzie pogarszał - wolniej czy szybciej, ale jednak. Na dodatek tak wysoki mocznik niszczy jej narządy i powoduje dolegliwości. Leki przeciwbólowe będą przyczyniać się do pogarszania stanu nerek, niestety... Gdyby to była ostra niewydolność nerek to intensywne leczenie, niestety niełatwe dla małej mogłoby coś zdziałać, tylko czy nie byłaby na nie za słaba. Nie jestem lekarzem ale jedno co wiem - nie chciałabym, żeby malutka cierpiała.
-
Nerki to niestety organ, który się nie regeneruje. Jedynym ratunkiem przy uszkodzeniu nerek jest przeszczep, ale u psów przeszczepów się nie robi. To usłyszałam pod koniec 2019 u weterynarza po wykonaniu morfologii i usg. Tylko mój Tofik wyniki miał dużo lepsze. Dwa tygodnie przed śmiercią miał kreatyninę na poziomie jakieś 2,2. Żal psiuni, ale jeżeli tego, co się dzieje w jej organizmie nie da się przynajmniej względnie opanować, a resztki jej żywota mają się jej kojarzyć wyłącznie z bólem ... Serce pęka z żalu.
-
A mnie się wydaje, że Rudy to był starszy schorowany pies. Źle się z nim działo co widać po tych zdjęciach na początku wątku, które dzieli okres 3 miesięcy. Na pewno jednak tu gdzie był pod koniec swojego żywota był dobrze zaopiekowany i było mu dobrze, o czym może świadczyć to zdjęcie, na którym jest ewidentnie zadowolony. Wystarczy popatrzeć na to jak wyglądały psy kiedy opuszczały schronisko i jak wyglądają teraz, gdy są u Jaagi by wyciągnąć wnioski, że psom jest tam dobrze, są zadbane, a już na pewno krzywda się tam im nie dzieje.
-
Smutny dziś dzień nastał. Po tylu latach niewoli udało się temu Psiakowi odzyskać wolność, której nie utracił z własnej winy. Mało tego, wyszedł nieco z opóźnieniem bo tak los chciał, a teraz ten los tak okrutnie potraktował Rudego. Miałam nadzieję, że ten piękny Pies znajdzie swój domek, bo na niego z pewnością zasługiwał, tak jak każdy psiak. Tyle nadziei i wszystko legło w gruzach. Ledwo wczoraj wspominaliśmy Feniksa, któremu udało się "odzyskać" wolność przed końcem swojego żywota tylko na 23 dni, a już dziś przyszło nam pożegnać się z kolejnym psem. Rudy spędził poza schroniskiem raptem 10 dni. Tak cholernie boli, że nie da się opanować łez. Chciałoby mu się dać wszystko co najlepsze, żeby zrekompensować te wszystkie stracone w schronisku lata. Ta bezsilność boli. Jedyną pociechą jest to, że na koniec, nawet choć na krótko, to jednak znalazł swoją przystań. Nie był sam. Ktoś wyjątkowy, kto kocha, zwłaszcza te potrzebujące niczyje, psiaki troszczył się o niego. Nie musiał odchodzić samotnie, wśród tych, którzy pozbawieni są empatii... Ciężko jest pozbierać myśli. Boli...
-
BARDZO proszę o pomoc dla starego schorowanego psa! Nie może chodzić, ciągnie za sobą łapy po betonie, śniegu - jest szansa na ratunek po 13 latach spędzonych w schronie!!! Pies w dt, jest w dramatycznym stanie :( ŻEGNAJ WSPANIAŁY I KOCHANY FENIKSIE (')
Kate1 replied to agat21's topic in Już w nowym domu
Kolejny 27 i jak widzisz Kochany Feniksie są ludzie, którzy o Tobie pamiętają. Dołącza się do nich i moja skromna osoba. Przytulam Cię Mari23 bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to dla Ciebie łatwy dzień. Ty byłaś najbliżej tego wyjątkowego Psa. "czas nie leczy ran, jedynie przyzwyczaja do bólu....." Ja też straciłam mojego kochanego psiaka 27, dokładnie 8 miesięcy temu i muszę przyznać, że niestety prawdziwe te słowa. Mija kolejny miesiąc, wydawać by się mogło, że skoro czas leczy rany, powinno być łatwiej, a wcale tak nie jest. Boli ta pustka, którą po sobie zostawił Tofik. Są ludzie, którzy powiedzą - "to tylko pies", ale tyle ile ciepła i miłości potrafią nam dać te nasze zwierzaki ( w dodatku tak szczerze i bezinteresownie) to nawet nie każdy człowiek potrafi dać drugiemu człowiekowi. Ale chyba każdy, kto tutaj zagląda poczuł magię więzi, jaka potrafi połączyć człowieka z tak wyjątkową istotą jaką jest pies. -
Połowa szczęśliwej rodzinki :) Zastanawiam się kto z Was jest większym szczęściarzem - psy, że trafiły do Was, czy Wy, że macie takie cudowne psiaki. Pozdrawiam i życzę udanego wypoczynku.