Jaaga
Members-
Posts
19291 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Ślicznie dziękuję. Dostałam info od Toli, że Linda jest sporo na minusie, zaraz podsumuję wpłaty i wstawię dokładny stan jej finansów. Znowu nie potrafię tu wstawić zdjęć. Wyślę Toli na maila z prośbą o wstawienie i tutaj. -
Dziękuję, bardzo. Mają się dobrze, apetyty dopisują, choć kupy są często śluzowate, ale to bardziej przez lamblie. Połowę preparatu wypluwają, tak glimdają, żeby nic nie przełknąć. Ewu, napisz mi jak wyglądają ich finanse? Dokupiłam drugą tubkę Flubenolu i zostały jeszcze tylko 2 puszeczki. Rosną teraz w oczach, dziś zjadły na śniadanie 25 dkg surowego mięsa. Będę dzwonić do znajomej, czy wzięłaby je wszystkie, tylko nie wiem, czy zgodzi się bez zabezpieczenia jedzenia. Jeśli tak, to może im kupić tego barfa z zooplusa, co u mnie jedzą? Tylko przychodzi po ok. tygodniu od zamówienia. Muszę w przychodni rozliczyć te faktury za leczenie, ale nie mam nawet czasu podjechać, bo i remont i ciągłe wizyty w innych przychodniach. Najlepiej byłoby zrobić im zbiórkę, bo koszty samego utrzymania przy tylu są spore, a trudno bedzie wyadoptować 6 maluchów bez szczepień. Może wolontariuszki ze schroniska zajęłyby się tym?
-
Niestety, niedoleczone przy spadku odporności namnażają się. Nie chciałam podawać dłużej leku, przerwałam przed terminem zabiegu. Podobno niedawno jeden z jej synków też miał stwierdzone. Cholerstwo takie, trudno leczyć. Teraz kocie maluchy z Miedar przyjechały z lambliami, chyba tam w schronisku są, bo takie maluszki i już załapały. Jednak one chociaż ładnie reagują na Flubenol.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Też uważam, że ludzie mogliby sami opłacić zabieg, ale zainteresowanie i tak nie było jakieś duże i pewnie kociaki siedziałyby u mnie bardzo długo. Ludzie teraz mają takie wymagania, jakby kupowali młode z hodowli za kilka tysięcy. Teraz chcą komplet testów i nawet wykonany test na lamblie, nie mówiąc o szczepieniach, bo to standard. Ogłaszałam je na grupach FB i była cisza. Dopiero z olx odezwały się domy. Jednak Alex i Marian siedzą nadal, bo telefony tylko takie, że wezmę, jesli z dowozem. Oczywiście na mój koszt. Wolę je mieć dalej, niż wydać do takich domów. Gdyby któryś zachorował, to pewnie albo wróciłby, albo nie był leczony. Jakoś nie trafił się nikt, kto zechciałby sam za cokolwiek zapłacić. Niestety, ale każdy zabieg, leczenie czy szczepienie opłacam sama, kosztem np. moich dzieci, którym mogłabym za te pieniądze coś kupić. Możesz podac mi nazwę grupy kotów w typie rasy? Nie znam jej. Szczurki są na miom profilu FB. Nie miałam kiedy zrobić im olx. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Elik, z pieniędzy wpłaconych przez Ciebie i twoją znajomą wzięłam 40 zł na pokrycie kosztu dojazdu do ortopedy. Wszystkie dojazy wczesniejsze pokrywałam sama, bo fundacja nie może rozliczać transportu. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko? Niestety, ciągle przejazdy na kontrole do zwykłych wetów, na wizyty do ortopedy w sumie sporo kosztują. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Wstawiam fakturę za trzecią operację oraz kartę z wizyty. Tolu, bardzo prosiłabym Cię, czy mogłabyś zrobić zbiórkę na pokrycie kosztu tej operacji? Wyłożyłam z pieniędzy na węgiel, więc musiałabym w miarę szybko ogarnąć się ze zwrotem. Pytałaś, co Linda bierze na stałe. Teraz nic nie bierze, bo nie widziałam sensu stale faszerować jej sterydami, skoro i tak często miała obciążony organizm lekami i narkozą. Marzy mi się 2 tyg. po operacji rehabilitacja, ale profesjonalny gabinet ze sprzętem mam najbliżej godzinę drogi od nas w Katowichach lub Oświęcimiu, więc codzienne zabiegi są dla mnie niewykonalne. Na stałe są jej co dzien potrzebne pampersy, taśmy, opatrunki i leki na rany. -
Dzis przy okazji wizyty w Bielsku wzięłam kupę do zbadania. Jeszcze czekam na telefon z wynikiem. Koszt 80 zł, bo to test nie na przeciwciała, tylko na białko. Wskazuje więc dokładnie, czy w tym czasie jest w organizmie pierotniak. Cena wyższa niż za zwykłe badanie, ale nie mam możliwości specjalnie jeździć do Mikołowa 40 km w jedną stronę z kupą, a zresztą, gdybym doliczyła paliwo na taki specjalnie po to wyjazd, to kwota bedzie podobna. Beza dostała tylko 3-dniową dawkę przypominającą, bo to było przed terminem planowanej sterylki. Koszt tabl. 3x2 talb. po 2,50 zł= 15 zł. tabletki udało mi się kupić za pół ceny, jaką płaciłam dotąd w przychodniach.
-
Pan powiedział, że zapomniał zapłacić za transport, a Iwonie pewnie było głupio się upomnieć. Mam nadzieję, że wpłaci jej te 100 zł na konto, bo nie chciałabym sobie palić mostów z możliwością przewożenia psiaków. Dobrze wiedziec, że jest tak bliziutko opcja dowiezienia w miejsca, gdzie jeżdżą, bo wyjazdy mają prawie co weekend. Megan ma prawie niezmienione imię, teraz jest Megi. Świata poza swoim nowym panem ponoć nie widzi.
-
-
Byle nie gryzła. Wczoraj rano pojechała od nas Megan, która zachowywała się podobnie i bez problemu zaakceptowała nowego pana, jeszcze pani się boi. Tylko została dowieziona do nowego domu, ludzie nie przyjechali po nią, więc nie miała okazji u nas potraktować ich jako obcych. Po kilkugodzinnym pobycie za panem zasuwała ponoć przez cały ogród.
-
Również mam nadzieję. Przyznam, że byłam pewna, że to właśnie ona jako pierwsza z całej czwórki znajdzie dom. Jestem zaskoczona brakiem zainteresowania. Dziś pojechała Megan i dwa moje szczeniaki, które czekały na swoje rodziny z zagranicy, więc powinnam już mieć lżej z czasem. Postaram się jej zrobić nowe zdjęcia. Rano bardzo szukała Megan, bardzo przezywa jej brak. W domu ucichło tak nagle. Megan jest zestresowana, ale nie ma się co dziwić, bo to ogromna zmiana i brak drugiej połówki. Na szczęście polubiła nowego pańcia, więc myślę, że to tylko kwestia czasu. Pan jest nią zachwycony, powiedział że jest śliczna.
-
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Też mam nadzieję, lekarz od razu pytał się jak u niej z apetytem, czy żołądek nie szwankuje. Jest z jedzeniem rozpuszczona, bo najchętniej je surowe, jeśli suche, to ytlko z puszą i tylko najlepsze. Jednak kiedy ma to, co lubi to wsuwa całe miski. Operacja poważna, więc musi być dobrze zabezpieczona przed bólem. Sunia od mamy miała operowaną dzień wcześniej łapkę u dr Novaka i dostała lek po którym zaczęła krwiście wymiotować. Mama musiała szybko jechać jej zmienić środek. Na szczęście Lindzie preparaty pasują. Śmiga na dwóch łapach, cieszy się, podskakuje, jakby nie miała dopiero przedwczoraj obcinanej części kości. Chyba ból jaki czuła, kiedy jej się ocierała stale ta kość o miednicę był większy, niż teraz, bo jakby odżyła, taka radosna. -
Cierpienie nie zna granic, postrzelona Linda na wózku, Kaj są z nami.
Jaaga replied to Jaaga's topic in Psy do adopcji
Linda w czwartek miała trzecią operację i jak na razie czuje się bardzo dobrze. Dostaje dwa rodzaje leków przeciwbólowych, antybiotyk. Po 9 dniach od operacji ma jechać na kontrolę. Operacja kosztowała 860 zł -
Megan jechała do nowego domu z moimi znajomymi, które mi sunię wystawiają. Taki zbieg okoliczności, że akurat dziś jest wystawa we Wrocławiu, więc bezpośrednio pojechała do domu. Tak pomyślałam, że zapytam ich, gdzie będą jeździć, bo jeżdżą praktycznie co tydzień i można wg tego robić ogłoszenia siostrze Megan, Ryjkowi na te konkretne miejscowości. Już mam wieści z nowego domu. Megan szczęśliwie dojechała. Jest wystraszona, posikuje czasem ze strachu. Pan już gotuje jej mięsko na posiłek, myślę, że trafiła na cierpliwy dom. Ryjek biega zdezorientowana i jej szuka, a ma jeszcze Bezę i jest u siebie, więc potrafię sobie wyobrazić strach Megan, która nie dosć, że jest w nowym miejscu, to straciła siostrę i przybraną mamę.
-
Anita, wczoraj wieczorem Tola mi mówiła, że sunia taka trochę wystraszona, nie wisiała na siatce, jak inne małe w tym kojcu. Do psów pewnie ok, bo tam jest dużo psów w jednym boksie. Na kontakt przez FB ze schroniskiem nie licz. Kiedy ja pytałam o Olliego, pierwszego psa, który do nas trafił z Zamościa, a którego tam wypatrzyłam na ich zdjeciach, to nie raczyli kompletnie się odezwać. To zapytałam tu Tolę i Olly do nas predziutko przyjechał. W podobnym stanie była Beza, jak do nas przyjechała, żal mi jej bardzo. Bez pomocy z zewnątrz nie przeżyje tam za nic.
-
Oj nie, chodziło mi tylko o ten duży rozmiar, bo wystarczy wtedy jeden dziennie i tylko powiedziałam, że kupowałam swoje w zooplusie, ale wtedy była wyprzedaż, więc były znacznie taniej. Nie miałam pojęcia, ze tyle kosztują, nie dogadałyśmy się więc z Ewu. No i chodziło o to, żeby oba produkty kupić w jednym sklepie z darmową przesyłką. Jak wyścieliłam mniejszymi, to je pozbijały pazurkami folią do góry i na to sikały, a potem były mokre. Dopiero uczą się korzystania z kuwety i często załatwiają się tam, gdzie staną. Później mogę prać materiałowe wyścielenie, ale teraz są z wirusem i lambliami, więc tylko gotowanie rzeczy wchodziłoby w grę. Tak Elu, dokładnie. Oczywiście do rozliczenia dla kociąt tylko są puszeczki RC.
-
Jaka śliczna suczka. Gdyby była poza schroniskie, to na pewno szybko znalazłaby dom. Biedaczka wychudzona, żebra na wierzchu. Jak przyjdą mrozy, to w tym stanie, z taką sierścią nie da rady.
-
Chciałam potwierdzić, że otrzymałam dwie wpłaty na kociaki: od Elik 50 zł i od Agnieszki, znajomej Elik 40 zł. Ślicznie Wam dziękuję. Czyli jedzonko, jakie do nich dotarło jest zapłacone - 89.90. Za pozostałe 9 zł odkupię choć 1-2 sterter do wyprawki, bo wszystkie zużyłam na kocięta przez pierwsze dni, a jutro szczeniak bedzie potrzebować. Elu, dasz radę wstawić fakturę, którą Ci przesłałam na maila bez danych osobowych na to jedzonko?
-
Jaki biedny, to przednia łapka. Może mieć problemy z nią, jesli się będzie podpierać na kikucie, może się zrobić stan zapalny kości. Najlepiej byłoby go zabrać i zrobić protezkę. Czasem trzeba wyrównac kość.
-
Miały zostać te najbardziej chore, niezdolne do podróży. Jednego dnia były naprawdę w strasznym stanie. Jednak w końcu zostały u nas wszystkie. Maluchy żyją, są leczone. Dwa są słabsze, mają nadal biegunki. Nie mam czasu zaglądać tu nawet i wiem, że Ewu też ma trudności z czasem i dostepem do internetu. Potrzebuję dla nich duże podkłady do klatki, bo mam już kilka dni zepsutą pralkę, a mają lamblie, więc trzebaby po nich gotować pranie. Ewu dziś zamówiła je plus żwirek, którego nie chciałby zjadać, jak bentonitowego. Jeśli ktoś może w tym je wesprzec, to obie z Ewu bedziemy wdzięczne. Nie odebrałam jeszcze faktur z przychodni za leczenie maluchów, ale nazbierało sie pewnie ponad trzysta zł, z tym że dwa mleka to sam koszt 100 zł. Dostały kropówki, leki, antybiotyki, probiotyki, lek na lamblie. Niestety, ale 6 maluchów to jednak dużo do leczenia, nawet przy niższych cenach, jakie mamy w tej przychodni.