Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19287
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. To zwykle drożdżaki, one też uszkadzają włos, bo niszczą jego łuski. Microsporum canis czy trichophyton inaczej wyglądają, powodują zmiany na skórze. Też jestem przeczulona na punkcie grzybicy. Do niedawna moje psy i koty były regularnie, co roku szczepione przeciw m.c. Kto przeszedł raz, ten robi wszystko, żeby zapobiegać. Chorowałam jeszcze w czasach przed nowoczesnymi lekami, był tylko ketokonazol. Może mam jopla, ale zawsze w domu mam na wszelki wypadek Orungal. Mam zdjecia Muszki do ogłoszeń, przesłałam Marcie mailem, dziś popołudniu chyba wstawi. Jesli ktoś może pomóc wtedy w ogłoszeniach, to fajnie. Może sunia akurat kogoś zainteresuje. Zrobiłam jej zdjęcie z kotem, żeby było widać wielkość.
  2. Mówiłam Ci, że są tej samej wielkości. Wg zdjeć ze schroniska wydawała mi się o wiele większa od Muszki. Alarm z rozwolnieniem odwołany, kał już normalny. Od razu zobaczyłam, że ma drożdżycę, cały brzuszek jest zbrązowiały, ruda powłoka na skórze, łupiez na sierści. Już ją wczoraj wykąpałam w przeciwgrzybiczym ketokonazolu. Jo37, dziś zrobię zdjecia, bo co prawda wczoraj była kąpana, ale po suszeniu pojawił się taki łupież, jak to wszystko zaczęło odłazić od skóry, że nie było mowy o zrobieniu zdjęć. Kąpałam ją dwa razy, a zapach po i tak nie powalał. Najgorszy był ogon, leciał z niego szlam.
  3. Rzeczywiście podobne, nie strasz. Zawsze wydawało mi się, że ludzie chcą jasne, łaciate psy. To zazwyczaj z czarnymi jest problem z adopcją. Własnie o to mi chodzi, że to totalna cisza, jedna wiadomość przesłana przez pomyłkę. Ktoś po rozmowie może stwierdzić, że nie da rady, ale o to chodzi, że nikt się nie odezwał nawet. Przeciez ma również ogłoszenie bez opisu. Mnie osobiście się podoba. Ewo skończyło się wyróżnienie, zrobić nowe?
  4. Ta biedaczka zachudzona, wygięta tak jakby bólowo nie daje mi spokoju, odkąd dostałam jej zdjecia. Pewie nie toleruje diety "słomiano-pszenicznej", jaką wydalają wszystkie psy po przyjeździe z tego schroniska lub najzwyczajniej w świecie nie dopycha się do miski. Nie ma na nią pomysłu. Tak przyszło mi do głowy, że może Toli udałoby się wyprosić umieszczenie suni gdzie indziej, w mniej zagęszczonym kojcu, bezpieczniejszym. Jednak wtedy musi suczkę zarezerwować, miec dla niej jakąś opcję. Może ktoś założy jej wątek i bedziemy szukać wspólnie pomocy? Jade do Krakowa 29.01.20. Późno, ale gdyby nic wcześniej się nie udało znaleźć, a schronisko zgodziło ją odizolować, to może ktoś dostarczyłby ją do tego Krakowa. Ze mną przyjechałaby na Śląsk, gdzie mogłaby poczekać lub zostać przekazana dalej, jakby była dla niej jakaś opcja. Ona mrozów w tym stanie nie przeżyje.
  5. Tak sobie myślę, może ktoś tu coś doradzi w sprawie skuteczności ogłaszania Bezy? Ma zdjecie z dzieckiem, z kotem, całej sylwetki, zbliżenie, domowe, ogrodowe. Ogłoszenie rozszerzone, drugie bez szczegółowych informacji. I totalna cisza. Ja już nie mam pomysłu. Beza wrosła w naszą rodzinę. Szczerze, to jak Ewa napisała, że Beza po sterylizacji wróciła do hoteliku, początkowo zastanawiałam się, gdzie niby ona wróciła ;) Nie skojarzyłam od razu, że do nas. Jest pełnoprawnym członkiem rodziny, sama sobie taką pozycję wypracowała. Razem z Ciapciakiem rządzi psim stadem, są samcem i samicą alfa, nas traktuje jako rodzinę. Ciapciak bez problemu uznaje swoje przewodnictwo nad psim stadem i moje nad nim, ale Beza cały czas testuje. Po sterylizacji zaczęła starować do niego. Bardzo nierozsądnie, bo mimo, że silna psychicznie, to jednak waży ponad połowę mniej, niż on. Ciapciak jest rozsądnym, zrównowazonym przewodnikiem stada. Było kilka trudnych sytuacji. Raz było naprawdę źle, choć to zdarzenie przeważyło w ich relacjach. Przystartowała do niego, atakowała, próbowała na nim kopulować. On rzucił nią o podłogę , chwytając za gardło. Pierwszy raz Beza histerycznie zaczęła piszczeć. Krzyknęłam, Ciapciak od razu puścił, ale Beza wiedziała już, że nie może przeginać. Królowa jest jedna, ale musi się liczyć ze zdaniem króla. Od tego czasu jest lepiej, nie przegina. Życie z nią jednak to stałe dążenie do utrzymania odpowiednich relacji, zachowania swojej pozycji. Beza jest miła, bardzo przytulna, ale cały czas stara się zawładnąć całym domem, w tym ludźmi. Nawet w tym przytulaniu musi wyjść krok przed człowiekiem lub parę centymetrów ponad. To nieustanna, niemal niezauważalna, cicha walka o każdy drobiazg. Jest niesamowicie pozytywnym psem, który jednak stale dąży do okazania swojej wyższości. Moimi córkami nawet nie bardzo się kłopocze, bo uznała, że i tak robią, co chce. Andrzej niby od niej wymaga, ale z egzekwowaniem już gorzej. Sama to wychwytuję w jego głosie - brak przekonania i rezygnację. Mówi swoje, ale mysli, że i tak to nie będzie stuteczne, a ona to wyczuwa. Praktycznie słucha tylko mnie. Wie, że jestem konsekwentna i nie popuszczę.
  6. Na razie obie są oddzielone, mają kwarantannę. Może to tylko reakcja na nagłą zmianę żywienia, lepiej jednak zbadac. Pamiętasz, schroniskowe szczeniaczki zamojskie wcześniej miały, lepiej sprawdzić, bo moga być w środowisku. Kokcydie szybko się leczy, mam też środek do dezynfekcji w ich kierunku, a lepiej od razu wiedzieć, niż czekac. Dziś Andrzej zawozi szczeniaczkę Aurorę do Katowic, wziął też kupę jej mamy, Marty do kontroli. Całkiem jakoś przez ta gonitwę rano wyleciało mi z głowy, zeby też Muszki kał dac do zbadania. Trudno, jak nie przejdzie, to jutro zawiezie do Pawłowic pod mikroskop. Mam nadzieję, że wszystko bedzie dobrze. Muszka jest cudna. Taka spokojna, zrównowazona. Jak ją wołam do domu, to zaczyna merdać ogonkiem i czeka aż podejdę i ją wezmę na ręce. Po co chodzić, jak można być niesionym ;) Mała cwaniara, potrafi sobie podporządkowac wszystkich. Z jedzeniem to samo, Amber może podejsć do miski, jak ona się już naje.
  7. Potwierdzam, pozapisywałam się na różne grupy konkretnych ras i ogłaszam tam większe psy w typie, np ON, północniaki czy cudną wilczaczkę, na której mi najbardziej zalezało. Odnośnie wilczaczki było mnóstwo pytań, niby chętnych, nawet z hodowcami korespondowałam, wszystko się urwało, kiedy na jednym ze zdjec było widac, że ma krótki ogon. Dla ludzi okazała się przez to za mało rasowa. Natomiast właściciele onków to dla mnie zagadka. Na grupach rasy stale są posty, że psy choruja, praktycznie kilka dziennie, że ich pupile odeszły, ale kompletnie nikt nie zainteresuje się schroniskowym, jakie tam wstawiam, tylko kupują kolejne, najczęściej w pseudoorganizacjach. Sama mam w typie rasy Flaya, ma 7 lat, nigdy nie był chory i w tej akurat rasie, gdzie większość szoruje zadami po ziemi, zawsze wybrałabym schroniskowego " w typie", zamiast kupić pseudozwiązkową kalekę. Jednak niezmiennie, niezaleznie od rasy przy tych większych, ludzie mają duzo konkretnych pytań, chcą wielu informacji, więc pokazywanie schroniskowych, jeszcze w schronisku na skraju kraju, nie przyniosło żadnego efektu. Chyba lepsze jest przekazywanie info między pomagającymi, żeby dotrzeć do wrażliwych miłośników konkretnej rasy. I był jeszcze jeden problem. Gdyby ludzie z ogłoszenia zdecydowali się poprzez Tolę adoptować, a byłby zwrot z adopcji, to co wtedy? Przecież nie wróciłby do schroniska. Dużego psa nie jest łatwo gdzieś umieścić, koszty hoteliku są znaczne.
  8. Po pierwszej kupie tej nazwijmy ją oględnie "zbożowej", Muszka zrobiła luźniejszą i śmierdzącą. Dziś rano tak samo, częśc lepsza, część budyniowa. Chyba trzeba bedzie wziać kał do badania jeszcze w kierunku kokcydii. Tabletkę na zwykłe robale dostała i czysto, nie ma glist czy tasiemca. Na pewno nie jest to wina jedzenia, bo od przyjazdu dostaje od moich bezżbozową Wolfsblut z wielbłądem.
  9. Zrobię małym zdjęcia i warto już je będzie pokazywać. Zaczęły dokazywać, gryzą się i siłują. Bajka cwaniara spędza większosć czasu na łóżku, już skończyła z nadmierną troskliwością względem córeczek.
  10. Uwierz, że ja chyba bardziej ;) Na ewentualne pozostałe pasozyty dziś dostały tabletkę.
  11. Jestem tym załamana. Ja o Bezę nie miałam ani jednego zapytania. Pan napisał pytanie, w jakim jest wieku, ale zaraz przysłał wiadomość, że to pomyłka, nie o nią chodziło.
  12. Właśnie z tego powodu wspólnie głowiłysmy się nad adopcją tam małego. Jest największy z miotu, wygląda jak miniaturowy berneńczyk, tylko na bardzo masywnych, wyjątkowo króciuteńkich łapkach. Gdyby był lekki, drobny, to można wziąć pod pachę, ale jeśli wyrośnie na masywnego średniaczka to raczej mało prawdopodobne, że ktoś bedzie go 4x dziennie znosić na rękach. Obciążenie stawów takiego masywnego pieska też będzie miało w przyszłości wpływ na jego kondycję. Zresztą jest chyba najładniejszym pieskiem z miotu, myślę że nie będzie problemu znaleźć dom dostosowany do jego możliwości. Ze względu na to, jaki one robią razem młyn, byłabym pierwsza, żeby jak najszybciej wszystkie pojechały do nowych domów ;) Jednak to nasze decyzje z konsekwencjami na całe życia maluchów, więc trzeba decydować perspektywicznie. Moja Linda ma 22 kg i musieliśmy zrezygnować z rehabilitacji w Katowicach, bo siadł mi kręgosłup przyw noszeniu jej na pierwsze piętro naszego mieszkania tam. Jesli nawet będzie ważyć jak Marta, to są jednak całe 4 piętra do pokonania kilka razy dziennie. Dziś do nowego domku jedzie Aurora, najmniejsza z całego miotu i chyba najbardziej podobna do mamy.
  13. Myslę, że raczej miała kamień zdjęty w schronisku przy sterylce, jest tylko tak strzelony narzedziem, niedoczyszczony. Do tego w dobrym domu nie rodziłaby często, a tak wygląda. Przesłałam Toli pierwsze zdjęcia. Muszka ma drożdżaki na skórze, włos przez nie jest taki przystrzyżony. Muszę ją wykąpać w szamponie z ketokonazolem. Wysłałam Marcie jedno zdjęcie, jak to wygląda. Boi się aparatu w dłoni, odwraca się wtedy i kuli, więc trudno mi było zrobić jej zdjęcia.
  14. Juz pisałam na wątku Amber ogólnie. Tu napisze odnośnie małej. Jo37, czy sunia ma jakieś imię? Do Amber zwracamy się po imieniu, a nie wiem, jak mówić do małej. To bardzo fajna sunia, praktycznie są tej samej wielkości z Amber. Jednak jest na pewno starsza, niż ona. Na moje oko ma ok 7 lat. Co prawda widać, że miała usunięty kamień na zębach (został niedoczyszczony ślad na brzegach), więc wyglądają dobrze, ale sunia już ma źrenice jak starszy piesek, posiwiałą bródkę. Widac, że dużo rodziła, sutki bardzo powyciągane, zmaltretowane. Jest spokojna, łagodna, kontaktowa, taka dostojna pani w dojrzałym wieku. Chodzi na smyczy. Zrobiła kupę, chciałam wziać na test, ale muszę czekać na kolejną, bo z tej nie mam jak pobrać próbki do płynu. Zwyczajowo zaparcie słomą, trocinami czy czymś w tym stylu, chyba z mielonymi kośćmi. Wszystko ubite na kamień. Szkoda byłoby zmarnować test. Czekam więc na normalny kał po normalnym jedzeniu. Sunia już wymacana, pooglądana, nie wyczułam żadnych zmian na gruczole, blizna po sterylce cała w drożdżakach, przebarwiona na brazowo. Sunia wymaga kąpieli, cuchną obie paskudnie, a na sierści jest taki tłusty, śmierdzący łój. Ogólnie, jest dobrze. Sunia fajna, miła i nie powinno być problemów z adopcją.
  15. Małe są bardzo fajne. Amber żywiołowa, skoczna. Na zdjęciach wyglądała, jak mini labrador, na żywo widać, że gdzieś w jej pochodzeniu jamnik się zaplątał, jest znacznie mniejsza, niż wydaje się na fotkach i na krótkich nóżkach. Amber ogłupiała na punkcie mojego Andrzeja. Widocznie musiała mieć pana. Skacze i tanczy na dwóch łapach wkoło niego. Wygląda na ok 3 lata, ma już dość kamienia, ale nie dałabym jej więcej. Jest chuda, tylko ma gęstą sierść, to tego tak nie widać. Oczywiście, jak większość z tego schroniska, drapie się niemiłosiernie, ma silny świąd, martwa sierść wyłazi płatami. Andrzej wrócił z nimi ok 1.00 w nocy. Zjadły ogromną michę karmy, napiły się. Są po spacerze. Amber zrobiła siku, kupy jeszcze nie, ale druga sunia ma zaparcie słomą i jakimiś trocinami, więc pewnie Amber też może mieć. Czekam na kupę, żeby zbadać. Śmierdzą niemożebnie, konieczna będzie kąpiel.
  16. Mam nadzieję, że ta Amber będzie miała szczęście jak szczeniaczka Amber u nas, która dziś jako pierwsza wyjeżdża do DS. Oby imię jej poszczęściło w szybkim znalezieniu właśnych ludzi. Zbieg okoliczności, że jedna Amber dziś od nas wyjeżdża, a wieczorem druga przyjedzie ;)
  17. Bardzo się cieszę, że wzięłaś ją pod swoją opiekę. Po Toli zdjeciach na wątku nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Do tego jeszcze ta możliwość transportu praktycznie do nas pod nos. To już pół drogi, okazja jak rzadko. Sama nie mam jak żadnej z suń pomóc. Bezradniość jest lżejsza, kiedy ma się świadomość, że jednak dwóm dziewczynom się uda wyjechać.
  18. Co za cudo. Sunia z pysiem jak pluszak, ozdobna obróżka czy chusteczka na szyję i zaraz pewnie rozdzwoniłyby się telefony. Jesli ktoś wyciągnąłby ją ze schroniska, to przed świętami jadę do Katowic i pomoge tam w reklamowaniu malenkiej na FB. na wsi mam niestety limit na internet. Tolu, czy mogę ją pokazać na grupach FB z kontaktem do Ciebie? Może komuś serce zabije do niej mocniej i uda się jej znaleźć dom. Jaki cudny. Jakiej on jest wielkości? Tych starszych mi najbardziej żal, powinny choć na resztę życia zaznać dobroci, a nie odejść niekochane.
  19. Jakie lalunie, obie cudne, większa pinczerkowata, adopcyjna bardzo jak dla mnie, mała taka drobinka, tylko wsadzić pod kołdrę, a nie w mokrym kojcu. Gdyby tu ktoś chciał wziać jakiegoś z psów ze schroniska, to moje znajome prawdopodobnie jadą w weekend do Lublina, pewnie zgodziłyby się wziąć psiaka, wtedy mogłabym nawet go przenocować, żeby tylko jakiś biedak mógł opuścić schronisko. Już mówiłam Toli o tym, zawsze to może jakaś szansa przy łączonym transporcie. W poniedziałek jadę do Katowic, to mogłabym i tam wziąć psa do przekazania dalej. Jak coś, to Tola mam mój nr tel.
  20. Mam odczucia, jak ewu. My nie wiemy, ile może ważyć suczka w przyszłości, bo ani jedno szczenię nie przypomina Marty. Nikt Panu nie zagwarantuje ani określonej wielkości, ani wygladu, ani tego, że pies mimo odrobaczenia, nie bedzie dalej miec glist. Myslę, że na takie wiadomości lepiej odpowiadać, że prosi się o kontakt tel. Wymagania jak w stosunku do psa rodowodowego. Dobrze, że to nie ja dostaję te wiadomości, bo raczej nie wytrzymałabym. W moich ogłoszeniach jest w treści napisane dużymi literami, że kontakt wyłącznie telefoniczny (dla mojego zdrowia psychicznego). Oczywiście i tak dostaję, bo wielu czyta tylko tytuł i patrzy na zdjecie. Tych wiadomości nie da się strawić. Zresztą uważam, że decyzja o adopcji psa jest na tyle powazna, że należy zadzwonić i porozmawiać. Co do ogłoszen, to jasne, że najlepiej byłoby robić je na pobliskie miasta, tylko problem jest taki, że prawie wcale nie ma pobranych telefonów, a jesli ktoś dzwoni z okolicy, to nie nadaje się na dom. Dotąd odzew największy i od normalnych ludzi był z Wrocławia i Krakowa.
  21. To maleństwo nie żyje :( Uaktywnił mu się FIP i niestety choroba zabrała go po 3 mies. pobytu w nowym domu. Zdruzgotała mnie ta wiadomość.
  22. O, zdecydowanie. Bajka jest taka, jakby u nas była od zawsze. Radosna, towarzyska, zgrana z naszymi psami. jedynie boi się Bezy, bo Beza ją próbuje terroryzować i dominować. Jest zazdrosna o małe. Wczoraj Bajka pierwszy raz wychodziła na spacer przy Bezie. Dotad musieliśmy Bezę zamykać. I tak wyszła dopiero za drugim podejściem, za pierwszym razem uciekła spod drzwi na piętro pod sypialnię, gdzie ma dzieci. jednak trzeba je przyzwyczajać do siebie wzajemnie. Bajka to młodziutka, radosna sunieczka. Kiedy może, to pakuje się do łóżka. Dzieciaki zadbane, tłuściutkie, nadal nawet nie pisną.
  23. Ewu, tak jak Ci mówiłam maluchy mogą zostać do czwartku 19.12, bo w piątek wyjeżdżam, więc nie będziemy mieli czasu ich wydawać. Maluchy są całkowicie samodzielne, każdy już przyjechał z kompletem zębów, same jedzą, same piją i odkąd u nas są leczone, to rosną w oczach. Bawią się i szaleją, to nie są ciamajdowate kuleczki. Bez względu na sytuację u mnie, one i tak nie mogą zostać z mamą. Muszą dostawać środki przeciwpasożytnicze. Dziś zebrałam znowu kolejne młode już dwie glisty. Dopóki będą piły mleko matki, to z mlekiem będą stale się zarażać. Marta, jak widać chyba na zdjeciach jest wychudzona, z żebrami na wierzchu, wycieńczona i pasożytami i karmieniem tak licznego miotu. Gdyby trafiła do tego drugiego hoteliku z nimi do jednego boksu i nie miałaby mozliwości uciec przed małymi, to może się to skończyć dla niej śmiercią. Może dostać tężyczki. Jeśli nikt tego nie zauważy, a trudno, żeby ktoś np. chodził nocą po osobnym budynku, to bez podania wapnia, suka umiera. U nas w pokoju ma kanapę, więc może wskoczyć i odpocząć od małych. Małe zjadają jej kupy, więc całe leczenie jest mało skuteczne, wzajemnie się zarażają. Ludzie je adoptują, a potem będą oddawać, bo nie poradzą sobie z pasozytami. Marcie i tak warto chyba zrobić badanie krwi, żeby zobaczyć co się dzieje. Stale chce jeść, dostaje amylazę, więc to nie problemy z enzymami, podaję jej osłonowo sylimarol przy leku na pasożyty. Dużo je i duzo robi kup. Dziś rano po nocy były trzy, w ciągu dnia również są ze dwie. Niestety, na jej kondycję nie wpływa duża ilość jedzenia. Nadal wystaje jej każde żebro. Wiem, jak złe parametry krwi i stan zapalny miała Beza w tej samej sytuacji. Oczywiście, jeśli możecie, to ogłaszajcie proszę jego również. Chodzi o to, że jedno szczenię musi zostać dłużej, żeby naturalnie przyhamować laktację. Jednak tydzień później i on będzie gotowy do zmiany domu. Był najmniejszy, mało ruchliwy. Teraz dogonił czarne siostrzyczki i jest tak szybki, że trudno mu zrobić zdjecia.
  24. Od samego początku pisałam, że pobyt u mnie jest bardzo awaryjny. Jeszcze na wątku Bajki. Nie powinnam ich w ogóle wziąć, ale opcją na już, tamtego dnia było tylko schronisko. Od razu prosiłam o pilne ogłoszenia czy szukanie innego miejsca. Stąd szybkie badanie, odrobaczanie, szczepienie. Żeby czasowo to ogarnąć i maluchy zabezpieczyć. Maluchy na pewno nie trafią byle gdzie, ale jesli nie znajdą domu, to trzeba rozglądnać się za hotelikiem lub zmobilizować wolontariuszki. Basiu, wysłałam Ci kolejne fotki. Praktycznie co dzień robię zdjęcia, zmniejszam, obrabiam i rozsyłam. Trochę czasu tez mi to zajmuje. Mam nadzieję, że uda się im znaleźć własne domy. Na szczęście moje maluchy mają się rodzić dopiero na koniec miesiąca, więc mam jeszcze czas na działanie. I tak moja rodzina jest porządkowana pod psy i od nich uzalezniona, więc nie moge im jeszcze zaplanowanych świąt zepsuć. Moje córki wyglądają niby dorośle, ale to 12 i 14-letnie dzieciaki i jak wszystkie cieszą się na wspólne święta z babcią. Andrzej musi zostać na wsi z psami, ale opieka nad szczeniakami go przerośnie.
×
×
  • Create New...