Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19288
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Dokładnie te. Juz od jakiegoś czasu są w naszej strefie klimatycznej na skutek ocieplenia klimatu. Bogusik, bardzo dziękuję, ale przez 2 tyg nie jest to niestety mozliwe. Polewałam mu to antybiotykiem, kiedy jeszcze nie wiedziałam, że rana jest stara i Marina Oli zarzekała sie, że nie miał tego wczesniej. Po antybiotyku nie mozna pobrac materiału. Trzeba odczekać. Spróbuję zrobić wyraźniejsze zdjęcie, bo trudno mi tą ranę opisać. To owalne, wyższe od zdrowej skóry o 2 cm miejsce, przez które przebiega to stale sączące się wglębienie. Ta wypukłość jest bardzo twarda i pokryta taką łuszcząca się, jakby szorstką tkanką. Jednak na pocieszenie dodam, że Baryton czuje się jakby trochę lepiej. Zjadł wczoraj dwa posiłki. Może nie jakieś ogromne porcje, ale jednak. Dziś dostał trochę mięsa z tabletką, zaraz dam mu więcej.
  2. Nie, i tak jest sam, to co sączy się, to zaraz zasycha. Nie ma kontaktu z żadnymi innymi rannymi psami. Bałam sie, że jakoś przez np mocz czy kał roznosi się. Inny pies musiałby dostać np jego krew.
  3. Dostał w zastrzyku. jesli mu ulży i leki zaczną działac, to ma dostac 2x dziennie Pyralginę. Lekarce nie podobał się przewód pokarmowy i bolesność brzucha.
  4. Wiem, ale to dla mnie niepojęte. Wypatrzę jakiegos psa i czuję, że ma do nas trafić. Nie potrafię spać, przestać myślec o nim. Potem okazuje się, że coś ma naprawdę poważnego i gdyby został w schronisku, to byłby bez szans. Baryton miał tylko sztywno chodzić po urazie, a tu tyle problemów. Oby tylko zaczął jeść i pić, to będzie miec siły walczyć.
  5. Jestesmy po wizycie. Na szczęście dirofilarioza nie przenosi sie na inne psy, musiałby byc kontakt przez krew. Potrzeba dwóch żywicieli, czyli komara i psa. Dostał już wcierkę, lek przeciwbólowy. ma bolesność kręgosłupa i brzucha. Niestety w jego stanie nie da się zrobić badania RTG czy USG, bo nie da się zbadać, a na narkozę jest za słaby. Mamy przyjechać za 2-3 tyg.Od dziś co 3 tyg. kolejne dawki leku na dirofilarie. Musze ogarnąć wszystkie karty, rachunki. No i warto zbadac krew Bostonowi, bo też może byc pogryziony przez te zakażone komary. Juz przekazałam info Oli od trzeciego z psów. Rana na grzbiecie znowu potwierdzone, ze stara i zdecydowanie do usunięcia. Tym bardziej, że mimo iż on do niej nie sięga, to znów dziś sączyła się z niej krew i płyn. Sprawia zapewne dodatkowy ból i znowu to samo, nie jest w stanie, żeby mozna to było wykonać. Został zaopatrzony weterynaryjnie, kupiłam p[o drodze udek, żeby mu ugotować, bo musi cokolwiek jeść i pić.
  6. Własnie zastanawiałam się, czy może zarazić inne i w jaki sposób? Jest sam w pokoju, psy do niego nie chodzą, ale chodził po ogrodzie. Nie doczytałam opracowania, bo miałam przerwę w dostawie prądu. Jestem umówiona na 14.00.
  7. Sprawdziłam konto i bardzo dziękuję za kolejne wpłaty: Helli 300 zł Jo37 40 zł Anna GR 50 zł Nesiowata 25 zł
  8. Zaraz wyślę, dziękuję bardzo.
  9. Próbuję się umówić u lekarza, który zajmuje się chorobami serca, ale stale jest zajęte. Jesli nie będzie jadł, to nie mam jak podawac leków. Może być tak, że po Forthyronie po kilku dniach ożywi się, czasem ludzie szybklo widzą różnicę. Chciałabym spróbować, bo pierwszego dnia jeszcze jadł chętnie. To pewnie ten nicień tak zaburza funkcjonowanie organizmu.
  10. Przyszły wyniki i jestem załamana, jest bardzo źle :( Za niski T4, czyli trzeba podawać forthyron (do końca zycia). Już mam Jimmiego na leczeniu tarczycy, ale on chociaz je. Jak podawac, kiedy pies nie przyjmuje jedzenia? Teraz wiadomo, dlaczego nie je i jest taki ospały. Do tego wątroba fatalna, parametr bardzo podwyższony i najgorsze - dodatni test na mikrofilarie. Nigdy nie leczyłam dirofilarii. Czytam własnie opracowanie na ten temat i jak widzę, że trzeba monitorować stan psa przy podawaniu leków, leczenie jest etapowe, róznymi silnymi lekami i różnie organizm może zareagowac, to mi słabo. Nie wiem, jak ten pies w takim stanie ma dać radę. Za nazbierane pieniądze mogę zaledwie kupić karmę wątrobową, a gdzie cała reszta. Chyba porwałam się z motyką na słońce :(
  11. Tak, Kaj jako jedyny ustawia mlodego, jednak nie interweniuję, bo trzeba przyznac, że Boston miał przerost ego i dobrze mu zrobił pobyt z innymi większymi, dorosłymi psami. Jest najmłodszy, więc musi się dostosować. Jak jest ok, to Kaj bawi się z nim, obłapiają sę obaj, delikatnie pogryzają. Kaj zachowuje się jak starszy brat. Boston w schronisku miał w kojcu jeszcze drugiego szczeniaka swojej wielkosci, reszta to taka wypłoszona drobnica. Musiały byc przy nim biedne. Boston to takie moje psie niespełnione marzenie. Te, które adoptowałam, to psy, które potrzebowały mnie i stąd są u nas. Każdy z problemami, poraniony przez zycie, z bagażem doświadczeń. Boston jako jedyny przyjął mnie tak otwarcie. Kładę się z nim, obejmuje mnie łapą, przytula się, wkłada głowę pod pachę i rozkosznie posapuje. Potrafimy tak leżeć długo, bardzo mnie wzrusza to jego zaufanie i oddanie. Pierwszy raz mam takiego psa. Małe, rasowe mają całkiem inne charaktery, takie bardziej kocie i starają się być panami ludzi. Boston jednak jest taki tylko do mnie. Kiedy wyczuwa, że ktos się do nas zbliza, to staje się czujny, przestaje mruczeć i sapać. Na zewnątrz wołany nie wejdzie, w domu nie wyjdzie. Kiedy wchodze np do sypialni, to potrafi po chwili jojczeć i zawodzić pod drzwiami. Muszę wychodzić i go uspokajać. Jak wyjeżdzałam do sklepu, to wył za drzwiami, mimo że w domu zostały córki i psy, więc nie był sam. Nie wiem, jak sobie radzić z takim lękiem separacyjnym. Co do Barytona, to na pewno nie jestem jego ulubionym człowiekiem, bo staram się pomalutku wyczesać tony martwej sierści. Co jakis czas zapłacze przy tym z bólu, domyślam się, że kiedy dotknę jakiegoś miesca po urazie lub gdzie jest pocisk. Chcę go prześwietlić i usunąć ołów, bo wiem z doświadczenia, jakie może miec negatywne sutki , ale do tego musi mieć narkozę, a na razie jej podanie jest ryzykowne. Ciagle śpi, jest naprawdę całkiem głuchy. Miejsce skaleczenia jest bardzo zgrubiałe, już ziarninowało. Tez mi od razu wyglądało na stare. Tylko to rozcięcie na środku sączyło się i lekarka zakłada, że co jakiś czas jeszcze może. Skoro to nie jest nowa rana, powstała w podrózy, to chyba jego zabranie ze schroniska było naprawdę ostatnią szansą. Widocznie z czasem na tyle osłabł, że zaatakował go inny pies. Jutro dam znać, jak wynik z badania krwi.
  12. Tak, rana jest jednak stara. Widocznie Marina jej nie zauwazyła. Nie da się nic zrobić, gdyby sączyło się, to odkażac i zasuszać. Za wizytę i badanie krwi zapłaciłam 90 zł. Później wrzucę potwierdzenie.
  13. Chciałam potwierdzić wpłaty: Anula i Bogusik 100 zł guccio 50 zł, Agnieszka znajoma Elik 40 zł Elik 5 zł Marzena L. ( z FB) 80 zł Ślicznie wszystkim dziękuję
  14. Tego nigdy za wiele, ale obawiam się, że przesyłka wyjdzie sporo. Ostatnio kupiłam trochę poszewek na przecenie w szmateksie, kobieta żartowała, że pół sklepu jej wykupiłam. Pewnie myslała, ze mam jakąś agroturystykę, bo na co komus 8 poszewek ;) Tak też rozkładam przy Lindzie. Z dywanikami mam problem z praniem, bo pralka nie wiruje jak za ciężkie, a ręcznie nie ogarnę. Miałam wczesniej te ze szmatek, tklane z Ikea, ale juz dawno nie miałam okazji jechać żeby kupić, a moje się popruły. Dziękuję, przeslę jeszcze moje. Dziś Baryton znowu ładnie przespał noc, nie załatwia sięw domu, wyniosłam go teraz do ogrodu, to wysikał się, przespacerował i poszedł zająć swoją miejscówkę pod jodłą. Rana jest lepsza, ale nie wygląda mi na świeżą. Próbowałam dać mu pić do pysia, bo trudno mu było wstac do miski, to wyczułam że z tyłu tez ma jeszcze zęby, więc ma czym gryźć. W nocy dał się wygłaskać, jest spokojniejszy. popołudniu w końcu z nim jedziemy do lekarza.
  15. Na razie podaje moje, bo czekam na konto fundacji, która zgodziła się rozliczać chłopaków. kolezanka, która sprowadziła psiaki dopiero skończyła prace i nie dostałam danych.Podac Ci Joasiu? Cieszę się, że zaglądnęłas, zostań z nami. Baryton jest naprawdę biedny. Dziś tracę nadzieje na jego adopcję. W ogóle nie raguje na wołanie, trzeba nim potrząsnąć, żeby się obudził. Z zębów zostały mu kły. Mieliśmy jechac dziś z nim do lekarza, ale nie miałam sumienia go budzić. przespał cały dzień. Bernard od Oli, który z nim przyjechał, podobnie. Ponoć tylko odsypia tą 6 dniową drogę. Wzieliśmy go z ogrodu do domu i dostał jeść. namoczyłam mu karmę suchą, dodałam puszki, mięsa z makaronem, drożdzy i jajko, więc wsunął z wilczym apetytem dużą porcję. Rana wygląda lepiej po antybiotyku.Trzeba go nosić na rękach. Dobrze, że jest lekki, bo Andrzej już ma trening z noszeniem Lindy. Teraz ma dwa do tego. Musze przyznac, że mój mąż to prawie święty człowiek. Najpierw wiedział tylko o młodym, potem powiedziałam o Barytonie. Baryton miał jedynie sztywno chodzic, bo tak widziałam na filmiku zeszłorocznym. Pies do adopcji. Przyjechał głuchy, niekontaktowy, stary do noszenia na rękach, który nie potrafi się poruszać samodzielnie w domu po podłogach. Zaścieliłam całą podłogę w pokoju poszewkami z kołder i dopiero po tym Baryton sam porusza się. Sprawdzę i dam znać.
  16. Udało się :) teraz wytrzymał przy podawaniu smakołyków, grzecznie siedział i czekał na nastepne. Jestem dumna, siadał czterokrotnie.
  17. Własnie tak go dłonią blokuję i często, choć nie zawsze to działa, ale wiadomo nie od razu wszystko da się osiągnąć. Karmię go z innymi psami. Teraz psy śpią w pokoju, bo mąż ściany maluje, młody jest z nim luzem. Ostatnie suszone smakołyki podawał mu Andrzej, zeby mu pokazac, ze nie jest zły. Byłam przy tym, młody chwycił mi zebami dłoń, w której trzymałam akurat chipy, patrzył na mnie w oczekiwaniu na coś dobrego i nie zwracał uwagi na to, co Andrzej mu podawał. Musiałam wziać ucho do ręki, przekazac je mężowi i wtedy dopiero wziął je od niego. Ujęłaś w punkt jego postepowanie - " my dwoje kontra świat".
  18. Już Elu prześle. Na razie swoje.Dziękuję ślicznie. Podpowie mi ktoś, jak tu wstawić link do wątku chłopaków? Kopiuję na pasku i mi nie wchodzi w ten sposób.
  19. Anula, Bogusik, bardzo Wam obu dziękuję. Baryton miał już jechać do weta, ale śpi pod choiną i ani mysli wyjść stamtąd. Deszcz pada, poszliśmy znowu po niego, ale tam ma suchutko, bo jodła duża, gęsta bardzo i rozłozysta. Nie chcę zakładać mu pętli ze smyczy, żeby go nie zrazić i nie stresować. Może to kłapanie zębami przejdzie, jak trochę dojdzie do siebie. Na szczęście leży na boku, luźno, więc nic go nie boli. Pies Oli, który z nim przyjechał ma tak samo, nie chce do domu wejść. Mamy budę w ogrodzie, gdzie w słomie kury mają gniazda i znoszą jajka. Boston dziś już kilka razy tam się władował i radośnie wytarzał w słomie, gniotąc oczywiście jajko, które zostawiamy. Kury za pierwszym razem były zbulwersowane wtargnieciem. To jedyny pies w domu, który wszedł do budy. Żaden na to nie wpadł, że buda to może byc psie lokum ;)
  20. Własnie też mi jakoś tak tytuł wygląda, jakby obaj byli niepełnosprawni, ale zakładałam wątek na szybko, dziękuję za sugestię. To prawda, że Boston jest super sprawny. On ma obsesję na moim puncie. Najgorszą cechą jest to, że prawie nigdy nie siada, tylko stale skacze na mnie. Jestem cała podrapana, bo zarzuca mi łapy na klatkę piersiową lub skacze od tyłu na plecy. Staram się dłonią go blokować i czasem się udaje i przestaje. jesli na mnie nie skacze, to wpycha mi się między nogi. Siada chyba tylko wtedy, kiedy jakiś pies blokuje mu do mnie dostęp. Bardzo dziekuję za odwiedziny u chłopaków i rady. Dziś już trochę się usamodzielnia, zaczyna sam zwiedzać, wczoraj był cały czas jak cień przy mnie. Martwi mnie, że do mnie jest taki wylewny, kontaktowy, usiłuje lizac po twarzy, stale garnie się, ale zupełnie jest wycofany do innych ludzi. Nie tylko całkiem obcych, ale i domowników. Tak jakby dla niego śwait dzielił się na nas dwoje, psy z boku oraz niechcianą resztę ludzi. Gdyby to miał byc mój pies, to nie byłby dla mnie problem, ale ma iść do adopcji, a boję się że z czasem jeszcze bardziej do mnie się przywiąże. Przed córkami ucieka, do Andrzej nie chce podejsć. Kaj czy Linda byli ogólnie strachliwi, a on przy mnie jest zupełnie otwartym psem, który zmienia się przy innych. Za to zupełnie bezpodstawna okazała się moja obawa przed szczekaniem. Dotąd tylko słyszałam go, kiedy był zamknięty w pokoju na czas spacerów małych psów. Zupełnie inaczej, niż w schronisku. No i super zachowuje czystosć. Załatwia się w jedno wybrane miejsce. Baryton teraz jest w ogrodzie. Znowu wybrał miejscówkę pod jodłą. Chciałam go wyjąć, alewyszczerzył na mnie zęby i dałam za wygraną, bo trudno do niego się dostać, żeby go odpowiednio chwycić. Liczę, że jak się znudzi, to wyjdzie.
  21. Dziękuję Nadziejko, że jesteś z nami. Dziękuję za bazarek. Noc minęła spokojnie. Tylko martwię się, jak Barytona zabrac do lekarza. W poniedziałki zawsze jest sporo ludzi, on taki biedny. Jakoś jednak to musi przejsć.
×
×
  • Create New...