Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Udało się :) teraz wytrzymał przy podawaniu smakołyków, grzecznie siedział i czekał na nastepne. Jestem dumna, siadał czterokrotnie.
  2. Własnie tak go dłonią blokuję i często, choć nie zawsze to działa, ale wiadomo nie od razu wszystko da się osiągnąć. Karmię go z innymi psami. Teraz psy śpią w pokoju, bo mąż ściany maluje, młody jest z nim luzem. Ostatnie suszone smakołyki podawał mu Andrzej, zeby mu pokazac, ze nie jest zły. Byłam przy tym, młody chwycił mi zebami dłoń, w której trzymałam akurat chipy, patrzył na mnie w oczekiwaniu na coś dobrego i nie zwracał uwagi na to, co Andrzej mu podawał. Musiałam wziać ucho do ręki, przekazac je mężowi i wtedy dopiero wziął je od niego. Ujęłaś w punkt jego postepowanie - " my dwoje kontra świat".
  3. Już Elu prześle. Na razie swoje.Dziękuję ślicznie. Podpowie mi ktoś, jak tu wstawić link do wątku chłopaków? Kopiuję na pasku i mi nie wchodzi w ten sposób.
  4. Anula, Bogusik, bardzo Wam obu dziękuję. Baryton miał już jechać do weta, ale śpi pod choiną i ani mysli wyjść stamtąd. Deszcz pada, poszliśmy znowu po niego, ale tam ma suchutko, bo jodła duża, gęsta bardzo i rozłozysta. Nie chcę zakładać mu pętli ze smyczy, żeby go nie zrazić i nie stresować. Może to kłapanie zębami przejdzie, jak trochę dojdzie do siebie. Na szczęście leży na boku, luźno, więc nic go nie boli. Pies Oli, który z nim przyjechał ma tak samo, nie chce do domu wejść. Mamy budę w ogrodzie, gdzie w słomie kury mają gniazda i znoszą jajka. Boston dziś już kilka razy tam się władował i radośnie wytarzał w słomie, gniotąc oczywiście jajko, które zostawiamy. Kury za pierwszym razem były zbulwersowane wtargnieciem. To jedyny pies w domu, który wszedł do budy. Żaden na to nie wpadł, że buda to może byc psie lokum ;)
  5. Własnie też mi jakoś tak tytuł wygląda, jakby obaj byli niepełnosprawni, ale zakładałam wątek na szybko, dziękuję za sugestię. To prawda, że Boston jest super sprawny. On ma obsesję na moim puncie. Najgorszą cechą jest to, że prawie nigdy nie siada, tylko stale skacze na mnie. Jestem cała podrapana, bo zarzuca mi łapy na klatkę piersiową lub skacze od tyłu na plecy. Staram się dłonią go blokować i czasem się udaje i przestaje. jesli na mnie nie skacze, to wpycha mi się między nogi. Siada chyba tylko wtedy, kiedy jakiś pies blokuje mu do mnie dostęp. Bardzo dziekuję za odwiedziny u chłopaków i rady. Dziś już trochę się usamodzielnia, zaczyna sam zwiedzać, wczoraj był cały czas jak cień przy mnie. Martwi mnie, że do mnie jest taki wylewny, kontaktowy, usiłuje lizac po twarzy, stale garnie się, ale zupełnie jest wycofany do innych ludzi. Nie tylko całkiem obcych, ale i domowników. Tak jakby dla niego śwait dzielił się na nas dwoje, psy z boku oraz niechcianą resztę ludzi. Gdyby to miał byc mój pies, to nie byłby dla mnie problem, ale ma iść do adopcji, a boję się że z czasem jeszcze bardziej do mnie się przywiąże. Przed córkami ucieka, do Andrzej nie chce podejsć. Kaj czy Linda byli ogólnie strachliwi, a on przy mnie jest zupełnie otwartym psem, który zmienia się przy innych. Za to zupełnie bezpodstawna okazała się moja obawa przed szczekaniem. Dotąd tylko słyszałam go, kiedy był zamknięty w pokoju na czas spacerów małych psów. Zupełnie inaczej, niż w schronisku. No i super zachowuje czystosć. Załatwia się w jedno wybrane miejsce. Baryton teraz jest w ogrodzie. Znowu wybrał miejscówkę pod jodłą. Chciałam go wyjąć, alewyszczerzył na mnie zęby i dałam za wygraną, bo trudno do niego się dostać, żeby go odpowiednio chwycić. Liczę, że jak się znudzi, to wyjdzie.
  6. Dziękuję Nadziejko, że jesteś z nami. Dziękuję za bazarek. Noc minęła spokojnie. Tylko martwię się, jak Barytona zabrac do lekarza. W poniedziałki zawsze jest sporo ludzi, on taki biedny. Jakoś jednak to musi przejsć.
  7. Pierwsze rozliczenie: Wpłaty Nadziejka 50 zł Anula i Bogusik 100 zł guccio 50 zł, Agnieszka znajoma Elik 40 zł Elik 5 zł Marzena L. ( z FB) 80 zł Helli 300 zł Jo37 40 zł Anna GR 50 zł Nesiowata 25 zł Tianku 20 zł MDK8 30 zł Nadziejka z bazarku 200 zł Poker z bazarku 470 zł Państwo od Bostona 100 zł ( na konto ZEA) b-b bazarek 123 zł Bou - 100 zł elficzkowa 30 zł b-b bazarek- 46 zł Ewa R. 400 zł Moli@ - 30 zł Poker z bazarku - 270 zł Wydatki: badanie krwi 90 zł (rachunek s.4) Wizyta wet. 131 zł (rachunek s.4) forthyron 44 zł (rachunek s.4) Advocate 50 zł (s.11) konsultacja neurlogiczna u dr Olender (10.07) 304 zł (s.11) leki z apteki 75,51 (s.11) Boston szczepienie 35 zł (s.11) Karma Josera 139,90 zł (s.11) wyjazd na tomografię - `120 zł (80 zł benzyna i 40 zł autostrada) badanie krwi przed narkozą przy tomografii 95 zł (fakt s. 13) badanie krwi kontrolne 100 zł paliwo na operacje do Orzesza x 2 kursy - 50 zł razem 1234,41 zł Razem zebranych 2559 zł- 1234,41 zł (wydatki). Zostało1325 zł , ktore wpłaciłam na konto ZEA. -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Rozliczenie zbiórki na Mamy Kota 2820 zł: 800 zł opłacone badanie tomograficzne, 1838 zł przekazane do ZEA + opłacona faktura 182 zł za szpitalik po operacji= 2820. -------------------------------------------------------------------------------------------------------- Aktualne rozliczenie - na konto ZEA wpłynęło: 50 zł - Aldrumka z bazarku 150 zł - Agata SZ. Rybnik 558,50 zł- z mojego bazarku 1325,00 zł - pieniądze zebrane na Dogo (2559 zł -1234,41 zł -wydatki) 120 zł - Marzena L. (z FB) 55 zł - bazarek Nadziejki 1838 zł - z pierwszej zbiórki p. Ania ze Szczekocin - 100 zł Bożena K. Gliwice - 100 zł Katarzyna S. Warszawa - 100 zł Anna Sz. Zamość - 30 zł Zbiórka II na ZEA - 2820 Bożena K. Gliwice - 50 zł Nadziejka bazarek - 73 zł Razem 7369,50 zł Faktury opłacone przez ZEA: 4718 zł faktura za operację neurochirurgiczną. 150 zł druga operacja rany na zadzie 30 zł taśmy do owijania rany 25 zł za materiały medyczne 200 zł pierwsza operacja na zadzie 46 zł Gabapentyna 09.11.21 35 zł szczepionka 5 skł. (11.21) 320 zł Librela 299,89 zł karma Josera (29.01.22) 90 zł leki 43,44 zł Urazym karma 9 kg - 219 zł (23.06.22) 168,30 zł karma Alpha Spirit 12 kg ( 03.23) 150 zł Arthrosterol (03.23) 70 zł test dirofilaria (30.03) 142,79 zł preparat na stawy (26.06.23) 239,50 zł Karma Alpha Spirit 12 kg ( 26.06.23) 170,89 zł - karma (01.10.23) 250 zł faktura za eutanazję 133,48 zł Na koncie jest: 73,22 zł. ---------------- wpłata z bazarku od Jo37 -200 zł. Z tego kupiłam worek 15 kg Josera Family+ 6 puszek Doliny Notegi 800 g za 199,79 zł Na moje konto wpłynęło: 50 zł z bazarku Isiak ( 23.12.22) wpłyneło 25 zł z bazarku Aska7 (09.01.23) spadek po Amely (20.04.23) 81 zł Bazarek Nadziejki (22.05.23) 90 zł bazarek Nadziejki (06.23) 45 zł bazarek Nadziejki (28.06.23) 135 zł bazarek Nadziejki 98 zł wydatki: szczepienie p. wsciekliźnie + odrobaczenie -30 zł+20 zł - 50 zł (28.01.23) 11,31 zł antybiotyk na uszy 25 zł Advantix 51,08 zł - pielucha wielokrotnego uzytku 29,52 zł - pieluchy jednorazowe Trixie 105,87 - 3 op. pieluch jednorazowych Razem na moim koncie jest :153,22 zł. - te środki przenoszę na potrzeby Malinki na watek zbiorowy naszych tymczasowiczów.
  8. Chciałam wszystkich przywitać na wątku chłopaków, choć Barytona i Bostona kojarzycie juz pewnie z wątku Lindy, bo od jakiegos czasu czekałam na ich przyjazd i tam o nich pisałam. Baryton jest starszym wilczastym psem, który jak wiele na Ukrainie został brutalnie potraktowany przez człowieka. Do schroniska trafił w krytycznym stanie z urazem głowy, bioder, kręgosłupa, postrzelony. Kiedy pierwszy raz go wypatrzyłam, to poprosiłam Marinę o wiecej informacji i dostałam screeny z forum, gdzie na bieząco był opisywany przypadek Barytona. Uwierzcie, że to cud, ze on samodzielnie się porusza. Baryton spędził w schropnisku Mariny kilka lat na wybiegu psiaków z problemami zdrowotnymi. Był bezpieczny, nakarmiony i zaopatrzony. Jednak wybieg z budami i klepiskiem zamiast trawy to nie jest szczyt psich marzeń. Długo chodził mi po głowie, ale ze względu na jego stan i wiek, nie potrafiłam się zdecydowac na sprowadzenie go. Wybrałam na DT zamojską Freyę. Dopiero niespodziewana śmierć jego niepełnosprawnego kolegi cudnego, radosnego husky była dla mnie sygnałem, że jesli nic nie zrobię, to on również odejdzie w schronisku. Jest tam tyle młodszych, zdrowych i piękniejszych psów, ze tylko ja jestem szansą dla niego na opuszczenie tego kojca. Transport z Ukrainy w dobie wirusa zakrawa na niemozliwość. Jego organizacja wymagała mnóstwa zachodu i pieniędzy. W zwiazku z tym, szkoda było żeby do Polski przyjechały tylko 2 psy ( jeden do kolezanki, która to wszystko organizowała, drugi do mnie), to zadecydowałam że damy szansę jeszcze jakiemus szczeniakowi. Stąd pomysł na Bostona. To ok 6-7 mies. podrostek, który zdążył w schronisku wyrosnąć juz w wieku wczesnoszczenięcego. Największy w kojcu, najgłośniejszy, taki typ przywódcy - chuligana Do tego buro czarny, gładkowłosy, z praktycznie zerowymi szansami na adopcję na miejscu. Z czasem zamieniłby tylko wybieg szczenięcy na kojec dla dorosłych psów i wtedy zniknąłby w tłumie. Psy bardzo długo czekały na swoją szansę i musiały dotrzeć do nas okrężną drogą. Na szczęście po wielu perypetiach dojechały. Dotarły wczoraj wczesnym rankiem. Okazało się, że Baryton jest w znacznie gorszym stanie, niż na wczesniejszych filmikach. Na moje oko też jest starszy, niż wpisane 8 lat, ale moze to kwestia wyniszczenia organizmu życiem przed schroniskiem. Odkryłam, że ma na grzbiecie paskudną, opuchniętą ranę. Konieczne jest jego leczenie. Baryton większosć czasu śpi, nie reaguje w domu na dzwięki, nie wiem, czy normalnie słyszy. Dopiero na dotyk podnosi głowę. Ranę zaopatrzyłam mu, zalałam antybiotykiem, podałam wczoraj i dziś rano przeciwzapalny i przeciwbólowy Cimalgex. Przed nim pierwsza wizyta u lekarza. Porusza się chwiejnie, całe ciało jest rozedrgane. W domu ja go podnoszę i na rękach znosimy. Psy trafiły do mnie prywatnie, na moje utrzymanie. Bedę bardzo wdzięczna za każdą pomoc dla nich - wsparcie na leczenie, kastrację młodego, pomoc w ogłaszaniu,. bazarki. Obu zabrałam jako Dom Tymczasowy, jednak ani jeden nie jest łatwym psiakiem i chyba trochę czasu i wysiłku zajmie szukanie im nowych rodzin. oto Baryton i Boston u nas oraz Baryton, kiedy trafił do schroniska.
  9. Tak, mam słabość do takich. wypatrzyłam go przed Freyą, ale ze względu na jego stan, trudno było mi się zdecydować na pomoc jemu. Był w gruncie żeczy bezpieczny w schronisku u Mariny, przynajmniej do czasu, kiedy był w stanie sobie poradzić. Dlatego wzięłam Freyę. Przy Freyi fundacja ZEA pokryła koszt karmy i ew. weta, więc decyzja była ułatwiona. Baryton i Boston są na mojej głowie i utrzymaniu. Trudniej więc podjąć taką decyzję. Psy na razie nic mu nie robią, nie reagują. Są zaskoczone jego sprzecznymi sygnałami. Choć Ciapciak ma go juz na oku i nie traktuje tak, jak Kaja, kiedy ten do nas przyjechał.
  10. Teraz wrócilismy z Katowic, byłam odebrac dzieci, młody był z nami. Wreszcie w aucie zasnął, bo od 5.20, jak przyjechały to nie połozył się na chwilę. Wrócił jak do siebie. Jednak moich córek bardzo się wystraszył. W domu nie chciał wejść nawet na schody na piętro, bo córka przy nich stała. Na smyczy chodzi bardzo ładnie, tylko płoszy się przy ludziach. Bez ludzi chodzi tak, jakby zawsze spacerował w szelkach i na smyczy. Baryton czuje się już o wiele lepiej. Po Cimalgexie spał do popołudnia, potem patrzył juz przytomnie, nie tak "odlecianie", jak przez pół dnia. jak przyjechaliśmy, to nawet sam przeszedł z podłogi na legowisko i wygladał z niego, co sie dzieje. Oczywiście jutro zobaczy go lekarz, tylko normalny wet, bo na ortopedę nie ma co liczyć bez terminu wizyty. Bardzo dziękuję, mam dostac odpowiedź, czy organizacja, która pomagała kolezance, udostepni konto.
  11. Okazało się, że problemy z poruszaniem sie u Barytona mogą wynikać z rany, jaka ma nad ogonem. Jak wstał, to dopiero ją zobaczylismy. Wczesniej podchodziłam do niego od przodu i dotykałam tylko boku. Zakładam, że to powstało od klatki w czasie transportu? Podobno wyjechał zdrowy. Tylko ciało wkoło rany jest bardzo zgrubione, bardzo twarde i całkiem łyse. Nie mógł tego wylizac, bo nie sięga, a psy jechały kazdy w swojej klatce. Konieczna wizyta u weta. Pierwszy raz od kilku lat zamiast klepiska na wybiegu, najadł się trawy i poszedł zdrzemnąć się pod choinkę. Młody w schronisku był nazywany Boston, ale tu jego drugie imię to Diablik, zgadnijcie dlaczego ;) Odkąd przyjechał, to jeszcze nie połozył się. jest stale w ruchu, jak rekin. Boi się mężczyzn, od dłoni Andrzeja odskakuje, za mna ogłupiał i przy mnie to najbardziej bezstresowy pies, jaki do nas przyjechał, chyba opócz Zuzi od Elik. Do tego jest wiecznie głodny i... pobudzony. Zaczynam marzyć o jego kastracji, bo stale widuję jego "ołówek". Nie potrafię zrobić mu zdjeć bez tej ozdóbki, bo wystarczy zwrócić na niego uwage i gotowe. Ma też swoją technikę odganiania psów. Staje między mną i nimi i skomląc je goni, ale przy tym szczenięcym skomleniu pokazuje cały garnitur uzębienia i kąsa je w pysk, jak dojdzie do nich. Chyba znowu będę nękać Sowę o radę.
  12. Bardzo Wam wszystkim serdecznie dziękuję za deklaracje pomocy. Nie chciałam zapeszyć i nie zakładałam wątku wczesniej. Najpierw utknęły na Ukrainie, potem w Rumunii. teraz stale jestem w biegu. Nie mam żadnej organizacji która zgodziłaby się udostepnic konto do zbiórki, sprowadziłam je prywatnie. Może ktoś ma jakiś pomysł, gdzie poprosić? Podpytam jeszcze i jak nie znajde, to podam swoje. Jednak organizacja byłaby wskazana, gdyby Barytonowi trzeba było zbierać na konsultację neurologiczną. Na zdjeciach wygląda nieźle, ale na zywo połowa jego pokrywy włosowej to martwa, sfilcowana sierść, źrenice już perłowo-zielonkawe i to stałe drżenie i telepanie. Gdyby został tam, to w końcu jakies silniejsze, młodsze wyeliminowałyby go. Baryton jest w naprawde kiepskiej kondycji i stanie. Dałam mu przeciwbólowy cimalgex od Lindy, to chociaz rozłozył się bez bólu. Nie potrafi sam wstać. Nie spodziewałam się psa w takim stanie :( Jeszcze teraz musze jechac do Katowic. Młody znowu ruszy z nami w trasę, bo jojczy niesamowicie sam i nie mogę go zostawić. Baryton na nic nie reaguje.
  13. Już są, przyjechały ok 5.30. Założę im osobny wątek, tylko jak zwykle czasu brakuje, więc tu na szybko. Młody jest rewelacyjny, na krok mnie nie odstępuje. Baryton jest w znacznie gorszym stanie, niż się spodziewałam. Fizycznie, psychicznie i neurologicznie niestety. Na filmikach z daleka wydawało mi się, że tylko sztywno chodzi. Naprawdę, to w ruchu cały jest rozdygotany od głowy po zad, który z wielkim trudem dzwiga. W domu na płytkach nie potrafi w ogóle chodzić. Z jednej strony cieszę się, że już są, ale z drugiej jestem nim załamana. Liczyłam na adopcję, ale w takim stanie to chyba sama sobie go moge wyadoptować. Młody koniecznie do odjajczenia. Przez to czekanie od marca jest już po pełnej wymianie zębów, więc ma ok. 7 mies. Ciapciak chodzi za nim jak cień, to jedyny pies z klejnotami. Barytonowi nawet nie sprawdzałam. Gdyby ktoś chciał wesprzeć ich grosikiem na profilaktykę, to bedę bardzo wdzięczna. Jak zwykle zaszalałam. Tylko ten transport kosztował tak duzo, że warto było wziać dwa, szkoda szansy. Nie wiadomo, kiedy będzie następny.
  14. Nadziejko, slicznie dziękuję. Koce, legowiska, poduszki mamy. Natomiast za bazarek będę bardzo wdzięczna, jak przyjadą, bo nie mają nic. Dostałam filmiki z podrózy, dobrze widziec, że chłopcy jakoś sobie radzą i jadą. Czekamy na nich. Młodego będę chciała wykastrowac przed szukaniem nowego domu, ale musze sama sprawdzić, ile on ma miesięcy. No i muszą odsapnąć, nabrac kondycji. Bardziej obawiam się przyjęcia Barytona przez moje stado, bo to starszy, wiekszy i kiepsko poruszający sie pies. mam nadzieję, że jest wykastrowany, bo jesli nie, to mogą być spięcia.
  15. Najgorsze już za nimi, bałyśmy się, że w końcu zawrócą i nie wyjadą z kraju. Są już bardzo wymęczone. Będą mieć dzień odpoczynku.
  16. Hura, wreszcie najwazniejsza granica przekroczona! Dziś miały być u nas, a tu dopiero pierwszy etap.
  17. Nadal czekamy, jest coraz cieplej i słoneczniej :( Człowiek zaczyna zastanawiać się, czy robi dobrze, czy źle...
  18. Dzieki lekturze książki Sowy dopiero zdałam sobie sprawę dlaczego mój najukochańszy i najwredniejszy Beniuś ma w doopce, to, co do niego mówię, np. "Beniusiu, synu nie wolno, nie gryź mamusi po nogach, bo mamusię boli i potem ma sińce". Beniuś ma 1,5 kg. radzę sobie ze wszystkimi innymi, z nim nie. Tak to już jest z tymi mikrusami, ze je inaczej traktujemy i potem mamy za swoje. Nawet jak coś mówimy, to tylko słowami, bo cała reszta przekazu może być inna, bez przekonania. Ja tez jakoś żyję z tymi co dzień powstałymi nowymi sińcami, mówię sobie a muzom, więc moje wywody odbijają się o mur beniusiowej obojętności. Nadal staczam walkę o każde czyszczenie beniusiowych oczu czy zębów. Chociaz wszystkim innym robię to od początku bez żadnego problemu. Tolu, Marzena pisała kilka dni temu, że wpłaciła deklarację na ad. wirtualną.
  19. Mozesz ją tam pokazac i prowadzić wątek? jesli tak, to przesłałabym Ci zdjecia. Ja nie mam już na to czasu, mam za duzo do ogarnięcia. Na Miau, tak jak tu, trzeba bywac, pisac i utrzymywac wątek. Kotka przyjechała do nas, bo nie było w Zamościu innej opcji, a dług za jej pobyt w lecznicy gigantycznie rósł. Ona może sobie mieszkac w domu, bo ogarnia kuwete i już nie chce uciekać, tylko bez psów, których obnecność nadal ją stresuje. Z doswiadczenia wiem, że bezdotykowego kota nawet na dokocenie nikt nie chce z normalnych ogłoszen. tu jeszcze jest kwestia, ze ona nie przepada za innymi kotami. Moje dwie nic sobie nie robią z jej syczenia i warczenia, ale jak ktoś mam jednego kota, który nie przywykł do takiego traktowania, to byłby problem. Jej nie da się dotknąć, zbliżyc się bezpośrednio nawet, nie mówiąc o zapakowaniu np. do transporterka.Nie jest to kot do zwykłej adopcji.
  20. Trzymajcie, proszę kciuki na przyszły tydzień! Na razie nic nie moge napisać.
×
×
  • Create New...