Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19287
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Sowo, trafiłas w punkt z tym imieniem. On już po filmikach ze schroniska miał się nazywac Devil lub Bies, bo taki diabełek był z niego. Jednak w założeniu, ze szukamy mu domu, doszlismy do wniosku, ze niech zostanie neutralny Boston. Z tym, ze każdy któremu mówię, ze mam do adopcji Bostona, to myśli o rasie a nie o imieniu psa ;) Czy ktoś pomoże mi w piątek z ogłoszeniem Bostona? Na weekend jest najwieksze zainteresowanie. Zrobię mu kolejne zdjecia, żeby serwis nie usunął. Mysle, że go ogłoszę na Bielsko. Niedaleko i ludzie często mieszkają w domach, bo on do centrum miasta czy bloku nie nadaje się. Nie wiem, skąd aktualnie jest największy odzew z ogłoszeń? Teoretycznie moznaby na Wrocław, bo tam pojedziemy pewnie na konsultację z Barytonem. Moj tekst ogłoszenia Bostona: BOSTON - półroczny szczeniak szuka odpowiedzialnego domu. Zdrowy, zaszczepiony, odrobaczony, przed adopcją zostanie wykastrowany. Posiada paszport. Boston ma wrażliwe usposobienie, wymaga cierpliwych, spokojnych opiekunów. Jego delikatna psychika spowodowana jest trudami życia, jakich doświadczył, zanim dotarł do Polski. Szuka domu bez dzieci do 13 lat, powinien zamieszkać w domu z ogrodem, nie nadaje się do życia w tłoku miasta. Jest przylepny do opiekunów, szczególnie do kobiet, jednak nie można dac mu wejsć sobie na głowę, choćby ze względu na jego wage i wielkość. Boston waży już ponad 20 kg. i jeszcze rozwija sie. Nie nauczony wcześniej życia z człowiekiem, teraz nadrabia, zachowuje się jak dwumiesieczny szczeniaczek, wskakuje na kolana, kanapę, lubi przytulać się. Nie przepada za obcymi osobami, czasem płoszy się w nieznanych sytuacjach, miewa lęki. Jest bardzo mądrym i pojętnym psem i nadrabia szybko stracony czas. Potrafi chodzić na smyczy. Boston zostanie przekazany wyłącznie do domu, gdzie bedzie kochanym członkiem rodziny. Nie zostanie wydany do kojca czy budy, do mieszkania na zewnątrz. Moze zamieszkać z innym większym lub średnim psem. Ogłoszenie ma na celu znalezienie najlepszego domu dla psa. Jego dotarcie do domu, gdzie aktualnie przebywa, wymagało zaangażowania wielu ludzi, wiele trudu i pieniędzy. Proszę to uszanować, jesli potencjalny chętny nie spełnia warunków koniecznych do adopcji, to zachęcam do udania się do schroniska. Tam jest wiele innych psów czekających na dach nad głową. Obowiązuje procedura adopcyjna, podpisanie umowy z fundacją. Kontakt w sprawie adopcji: 660124623.
  2. Dzis mam oczekiwać tel odnośnie konsultacji. Jest nieźle. Baryton funkcjonuje sprawnie jak na swoje mozliwości, ładnie je, nauczył się sam wchodzić do domu. Podchodzi, wodzi za mna wzrokiem, czyli nawiązuje kontakt jak zwykły pies. Wczoraj wywalił się na trawie i dał brzuch do głaskania. Jak dla mnie zmienił się całkowicie. Kupiłam mu drugą dawkę Advocate na dirifilarie - 50 zł. Wyłożyłam na razie, bo wolałabym opłacić to na fakturę ze zbiórki. Tu mam jeszcze do rozliczenia paragon za leki - dziś wstawię. Niestety Baryton, to starszy pies, mało kogo wzrusza. Zbiórka idzie bardzo opornie. Poudostepniałam ją na wielu grupach, efektem są emotki lub udostepnianie, bez wpłat. Wpłaty pochodzą głównie od znajomych moich lub Oli. Zrobiłam ogłoszenie Bostonowi na FB i tez efekt zerowy. Dotąd nie było o niego żadnego zapytania. To wspaniały podrostek, ale nie mogę napisac euforycznego tekstu o psie dla wszystkich, bo to nie mała maskotka, tylko pies który stale rosnie, nabiera masy i na razie nie jest świadom swoich mozliwości. Ma swoje lęki, więc potrzeba na tyle odpowiedzialnego domu, żeby złym podejściem na siłę nie wywołać w nim agresji lękowej w sytuacjach stresowych. Bardzo szybko wszystkiego uczy się. No i rozmiar też może kusić tych, co chcą oszczędzić na alarmie i szukaja psa do uwiazania przy budzie czy zamknieciu w kojcu. W piątek zrobię mu OLX. Trzymajcie kciuki za moją cierpliwość do dzwoniących. Coraz bardziej mi jej brakuje.
  3. Tak, sam chodzi. ładnie je, daje sie głaskać. Dostaje regularnie 3 razy dziennie. inne psy maja przed nim respekt. Nie podejdą, jak coś ma do jedzenia, bo tak je sobie ustawił. Sowa, Tyś (ka), macie rację. Jest tak, jak opisujecie. Taka mieszanka wrażliwości z potencjałem energii i siły. Małe dzieci odpadają, bo jak skoczy czasem jeszcze na mnie, to naprawdę musze utrzymywac równowagę. Dziecko nie poradzi sobie. Zresztą nawet nie bardzo interesuje się moimi córkami, nie reaguje na nie i jest obojętny. Chyba jeszcze jednak rośnie, bo jest wyższy w kłębie od Lindy i identyczny na wysokość jak Kaj. Stale sie teraz z nim siłuje. Ma słabosć do gonienia małych psów, jak Freya. Musze pilnowac, bo zawału przy nim dostają, a on biega za nimi, jak tylko jest okazja. Co dziwne, bo kury go w ogóle nie interesują, choc są podobnej wielkosci i pierzaste. No i mysle o kastracji przed adopcją, tylko z funduszami kiepsko, a to jednak wiekszy pies. Nie kastrowałabym go jeszcze, ale jakoś do ludzi nie mam zaufania. Najpierw wszyscy obiecują, a potem nie wykonują zabiegu. Jak u brata Ciapciaka. Ja go szybko wykastrowałam i mam stablinego, zrównowazonego przewodnika stada, a osoba wyadotowujaca jego brata tego nie zrobiła i pies 3-letni wrócił z adopcji z powodu agresji do ON, ktorego ludzie sobie sprawili później. Oczywiście nie wykastrowane oba dorosłe samce. Wiem, że znowu wylądował w hoteliku i długo czekał na dom. Nie mam pojęcia, jak w koncu zakończyła sie jego historia, czy znalazł się ktoś kolejny do adopcji. mam tylko nadzieje, ze nie wylądował w schronisku. Dziękuję slicznie, juz zaglądam.
  4. Na razie bez zmian (na szczęście). Nadal czekam na odpowiedź z Wrocławia. Chyba dzis popołudniu zadzwonię tam podpytac, czy neurolog juz widział jego dokumentację. Pies całkiem bezproblemowy, jesli tylko 3 razy dziennie podaje się leki i posiłki, wnosi i wynosi go. Przywiozłam mu z Katowic materac z łożeczka po moich córkach. Teraz na nim ciągle spi. Nie macie kogos chętnego, sprawdzonego na wiekszego szczeniora? Jutro zabiorę sie chyba za ogłaszanie Bostona. Ciezko mi to idzie. Przepadam za nim. Sama nie wiem,co mam mówić i jak szukac domu. Z jednej strony jest bardzo niepewny i lękliwy wobec obcych, z drugiej taki pies musi być dobrze prowadzony, zeby nie zrobić z niego psychola. To półroczny pies, który wazy ok 25 kg. Ma łapy wielkości mojego 43 kg Ciapciaka. Już jest wysokości Kaja w kłębie i od kilku dni zaczyna go zaczepiać. Do mnie jest cudowny, przytula się, daje całuski, milosnie mruzy oczy. Kiedy ktos przyjeżdża lub zbliza się do domu i psy alarmuja o tym, to Boston ucieka za dom lub do mnie i chowa się za mną. Bardzo szybko jednak uczy się. Przedwoczoraj jak przyjechał kurier, to zaczał pierwszy raz szczekać. Dudniacym, głębokim głosem. Po odjeździe kuriera, zaczął oszczekiwac mojego męża. Trwało to kilka godzin, ale wyglądał groźnie i nieciekawie.Jesli trafi na laików, to wyrośnie na terrorystę i owinie sobie ludzi wokół palca. Nie chcę tego. Zostawiłam go z jedzeniem w pokoju, gdzie mam sunie ze szczeniakami. Za chwilę słysze wycie, jojczenie i totalna histerię. Najpierw myslałam , że to Linda gdzies wózkiem się zaklinowała. Potem zorientowałam się, ze to Boston. lece na pietro, a on biedactwo siedzi wkomponowany w barierke w drzwiach i zawodzi z żalu, że został sam, bez ludzi i zamknięty. Nie mozna go na chwile zostawić samego. Takie przerosnięte dziecko, które wróciło do straconego w schroniskowym kojcu dzieciństwa. Naprawdę nie wiem, co ująć w ogłoszeniu i jak szukac mu domu z kochającymi ludzmi, ale takimi, którzy są rozsądni i nie zrobią mu wody z mózgu. Nie zmarnują tego masywnego podrostka z delikatna psychiką. Zabieram sie do tego i jakoś nie mogę.
  5. Ta sunia o ile dobrze zrozumiałam została zaszczepiona w schronisku. Tam niestety wszystkie w stresie, a szczepic muszą. Normalne schronisko najpierw odrobacza psy umieszczone na kwarantannie i nie dokłada do kojaca kolejnych, z których każdy może donieść wirusa na te juz z trwająca kwarantanną. Dopiero potem szczepią. Wirus ciągle tam krąży. Po szczepieniu, jesli jest parwo, to niestety ale objawy są nasilone. Niestety, ale choćby ze względu na brak legalnej surowicy żadne schronisko nie ma opcji podawania jej w niepewnych przypadkach. Powodzenia, trzymam kciuki! Dajcie tez znac o sytuacji Anecie, zeby wirus nie przeniósł się na suni na jakiegos innego niezaszczepionego psa lub na szczeniaczka w hoteliku. Lepiej dmuchac na zimne.
  6. Dostąłam 30 zł od MDK8 dla barytona, slicznie dziękuję.
  7. Jesli były wczesniej zaszczepione, to pewnie nic im nie bedzie. Tym bardziej, że niektóre pewnie kiedys, w przeszłości mogły byc juz szczepione. Niestety, ale jesli wirus był w organizmie, to najprawdopodobniej własnie szczepienie pogłębiło objawy. Dlatego zasadna jest 14 dniowa kwarantanna przed szczepieniem i nie dokładanie kolejnych psów w tym czasie do boksu. Nie ma co snuć teorii o chorobie poszczepiennej, bo ileś osób przeczyta i ze strachu przestanie szczepić swoje psy, a to może skutkowac jeszcze większą liczbą zachorowań. O ile nosówka to dziś rzadkość, to parwo stale jest zmorą. Bardzo żal sunieczki, ale nie mogłyście nic zrobić. Winni są ci, ktorzy ją na to schronisko skazali.
  8. Po prostu musiała byc wczesniej zarażona i szczepienie pogłębiło objawy. Jestem hodowcą 24 lata i nigdy żaden dorosły pies ani szczeniak nie zachorował po szczepieniu. Tam niestety parwo jest cały czas w okolicy i w schronisku tez pojawia się. Przykro bardzo, sunia tak była blisko nowego życia.
  9. Napisałam maila do Wrocławia, czekam na odpowiedź. I już martwię się, jak zebrać tyle pieniędzy na operację. Patrząc jak on teraz funkcjonuje, podstawia mi głowę do głaskania, wpycha pysio pod pachę, żeby mieć kontakt, bierze jedzenie z ręki wiem, że jeśli tylko neurochirurg podejmie sie, to muszę tak to zorganizowac, żeby te pieniądze na operację zdobyć.
  10. Po przyjeździe nie było lepiej. Pisałam o tym. Tamtego dnia dostał tylko steryd, bez Gabapentyny, żeby obserwowac reakcję na pojedynczo wprowadzane leki. Poprawa nastąpiła po jej wprowadzeniu. Lekarka dlatego ją dała, że przewidywała efekt w tym rodzaju bólu. Na razie to tylko efekt leku, ale mam nadzieję, że uda się coś z tym na stałe zrobić. Płytkę niestety będę chyba musiała wysłać do Wrocławia poczta, bo w przychodni tez nie potrafią przesłąć w oczekiwanej we Wrocławiu formie.
  11. Baryton to lowelas, dziś zakochał się w Neli. Uśmiałam się, bo latał za nią, wręcz frunął. Nela nie była zachwycona, to stateczna 13-latka. Zdążyłam tylko uchwycić go za znikającą Nelką. Na FB wstaiwłam filmik.
  12. 304 zł za wizytę u dr Olender chcę wziać na fakturę, żeby opłacić ze zbiorki. Do czasu wizyty nie dostałam danych, więc wzięłam zwykłe potwierdzenie i wyłozyłam tą kwotę. Nie wstawiam więc tego w rozliczeniu na razie. Z tu zebranych pieniędzy chcę opłacić paliwo i bramki do Wrocławia na konsultację, bo tego na fundację nie rozliczę. Kontaktowałam się z przychodnią na maila mam wysłać zdjecia w pliku medycznym, ale ja potrafię tylko same zdjecia, jak tu. Nie potrzqafię przesłac zawartości całej płytki. Musze więc dzwonić do Tychów i prosić, żeby przychodnia w wolnej chwili przesłąła tam te zdjęcia w wymaganej postaci.
  13. Boston został zaszczepiony wirusówką - koszt 35 zł.
  14. Chwała lekarce, która zna się na rodzajach bólu i ich tłumieniu. Raczej żaden zwykły wet nie wpadłby na podanie Gabapentyny. Gabapentyna
  15. Własnie on też dostawał i róznica była tylko taka, że spał. Nie chodził sam, nie podnosił się i głowy, nie chciał jeść, miał zalegający w jelitach kał. Wczesniej u nas cimalgex zawsze działał na inne rodzaje bólu. Baryton teraz zrobił obchód całego ogrodu po wieczornym spacerze psów, wszystko obwachał. Dostał michę, podszedł do mnie bez problemu, wziął z dłoni kulkę mięsa z kapsułką. W czesniej przy mnie nie tykał wcale jedzenia, nie mówiąc żeby z ręki. Naprawdę widac różnicę. No i stale chodzi praktycznie od godziny.
  16. To nie wiedziałam nawet. miałam zrobiony roztwór i przemywałam kiedyś gardła szczeniakom, wetka nic nie mówiła. Nie wiesz dlaczego? Mam taką fajną, tłustą maść. Tak, odpowiednio dobrany lek na taki rodzaj bólu i reakcja niesamowita. Ola podała mi w sumie trzy leki, jakie stosuje się w takich przypadkach i tez bardzo pozytywnie wyrazała się o działaniu tego leku na ten rodzaj bólu. jej pacjenci też to biorą. chciałam jeszcze wprowadzić mu olejek cbd, bo Ola sprawdziiła, że nie ma przeciwskazań, ale gdzieś schowałam i nie potrafię znaleźć.
  17. Mam wieksze kości, on dostawał suszone przełyki, uszy i żwacze, ale nie dał rady gryźć, nawet zwykłego jedzenia. Tą sobie gdzieś wykopał i nie miałam mu sumienia obrzydliwki zabrać, jak zobaczyłam ten zapał. Moje psy są nauczone, że wieczorem rozdaję suszone gryzaki. Rany nie zawinę, jest na samym środku zadu, na zaokraglonej cześci. Zrobię mu później propolisem, moze nie zasmakuje. mam miód manuka, ale wiem po Lindzie, że po sekundzie bedzie zjedzony.
  18. Dzięki Marto za te słowa, bo napisałaś to, co mi siedzi w głowie. Decyzji o eutanacji w piątek nie podjęłabym za nic. Wpłata 1560 zł dokonana przez anonimowego darczyńcę była dla mnie takim znakiem, że trzeba próbować, bo się da. Do tego momentu, kiedy neurochirurg powie, co robić dalej. Poznajecie tego pana? bo ja nie Dziś Baryton chodzi po ogrodzie, nawet podszedł w moim kierunku, a to co robi na zdjeciach to ogryza znalezioną starą kość! Sam ją sobie znalazł, przytrzymuje łapami i gryzie. Osobnik pożerający moją dłoń to Boston.
  19. Baryton dostał drugą dawke leku i zaczął chodzić po pokoju oraz je. Minusem odzyskiwanej sprawności jest to, że dal rade się wygiąć i wylizał całą ranę.
  20. Ktoś wpłacił na zbiórke ogromną kwotę. Za tą wpłatę mozliwa jest konsultacja neurochirurgiczna. W poniedziałek zadzwonię do specjalisty, może zgodzi się, żeby przesłac te RTG. Może już coś powie na ich podstawie.
  21. Jest na lekach przeciwbólowych od początku. teraz ma zmieniony lek, bo pyralginy nie zjada z powodu gorzkiego smaku. Dzis dostał pierwszą dawkę, bo wczoraj miałam go obserwować, jak zareaguje na steryd. Gdyby miał jednoczesnie wprowadzony ten lek, nie byłoby wiadomo, czy i na co jest reakcja. Odczuwa silny ból i jak okresliła dr Olender, która ma specjalizację z neurologii, z tym bólem tak żyć nie może. Tzn nie mozna mu pozwolić dalej żyć w ten sposób, gdyby nie miał byc w ogóle konsutowany przez neurochirurga, bo to nieludzkie. Żył juz tak 4 lata od czasu, kiedy został skatowany i trafił do schroniska. Gdybym wczoraj podjęła decyzję, że nic nie bede dalej robić, to zostałby uśpiony. Nie potrafiłam podjąć takiej decyzji, więc został zabezpieczony. Byc może był w lepszym stanie w schronisku, a pociski przesunęły się w czasie transportu. Taka opcję zakłada tez p. doktor. Był przekładany do kolejnych klatek przez kolejnych przewoźników. Nie jest to łatwy pies, stawia opór, jest lękliwy, kłapie paszczą, kiedy się boi. Do tego głuchy, więc tak naprawdę nie wie, czego może się spodziewac po człowieku. Gdybym wiedziała, że ten transport dla niego jest niebezpieczny, to nie zdecydowałabym się go sprowadzić. Jednak on i tak ma dirofilarie, wieć pewnie odszedłby w końcu w schronisku na serce. Dlatego dostał te nowe leki, żeby był czas na konsultację z dr Niedzielskim. Tam tez są terminy, więc został tak zabezpieczony, żeby zminimalizowac jego cierpienia. Dostaje lek w zastrzyku, inne w tabletkach z jedzeniem, nic gorzkiego, bo nie wolno mu podawać na siłę. Zostałam pouczona, że nie wolno go czesać, podnosić mu głowy. Mam dzwonić i informowac o reakcjach. dr Oledner znam kilkanaście lat, w największej ostateczności, gdyby nie odpowiadał tel. dużurny, mam prywatny numer. Sama mam problemy z kręgosłupem od urodzenia i wiem, jak czasem moze bolec. Wczoraj kiedy go zabierałam z ogrodu przy podnoszeniu dostałam takiego bólu, ze przez godzinę bolało przy kazdym oddechu, nie mówiąc o ruchu. Bou, dziękuję za twój wpis. To cenna uwaga specjalisty i nie chodzi o to, żeby ktoś więcej nie pisał na watku. Po prostu ja musze zmierzyć się z najtrudniejszą, ostateczną w konsekwencji decyzją. Każdy mówi i pisze coś innego. Wiem, że najrozsądniej byłoby mu oszczędzić bólu i uspić. Jednak to ja go zabrałam ze schroniska i po to, żeby ratować, a nie żeby spotkał śmierć zamiast rozpocząć życie od nowa. Wiem, że musze podjać decyzję, ale wszystkie uwagi i doświadczenie innych są cenne. Moim problemem jest np jego zwyrodnienie kręgosłupa. Śpi z palcami tylnych łap przy pysiu własnie przez zwyrodnienia kregów. Nigdy nie miałam psa z tym. podobno wiele z tym zyje. To chyba najtrudniejszy przypadek psa i na dokładkę jestem całkiem sama do podjęcia decyzji co dalej.
  22. Chodziło o to, że Ola jej pytała, czy przed wyjazdem było pogorszenie i podobno był w takim stanie jak wczesniej, czyli poruszał się samodzielnie i jakoś funkcjonował. O śrucie wiedziałam, tylko było jedno mało wyraźne zdjecie sprzed 4 lat. Wczoraj w przychodni
  23. Jedyne zdjecie, jakie potrafie otworzyć. Do tego opis, ale bez spondylozy, bo pisany 2 godz. po zakończeniu przyjmowania pacjentów i pod kątem wizyty u neurochirurga.
  24. Nie, nic nie połknął. Jedynie ma więcej mas kałowych, bo mało się porusza i rzadko wstaje. Nie dostaje nic na serce, ma je w dobrym stanie.
×
×
  • Create New...