Jaaga
Members-
Posts
19199 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Masz rację co do ludzi, ale pierwszy raz mam takie przypadki przy Amely. Najpierw na FB jedna "pomagaczka" wszędzie na grupach pomocowych trollowała moje udostepnienia w poszukiwaniu dla niej pomocy, że niby nikt nie przytula Amely w schronisku i współczuje jej takiej pomocy jak nasza, teraz to zapytanie. Ręce opadają. To czarny, niepozorny, stary psiak, którego problemów nie widac i naprawdę musze się trochę nagimnastykować, żeby ją światu pokazać i żeby uzyskała pomoc. Tu krew się nie leje i kości nie wystają, ale jej cierpienie jest może i większe, niż czesto psów, których uraz jest widoczny. Nocami nie spałam i ją pokazywałam na FB. Nękałam Marinę o filmiki i zdjęcia. Mozna nie chciec pomóc, ale po co pisac takie bzdury i zniechęcac innych do pomocy? Mam tatę z zaawansowanym nowotworem, córkę z problemami. Powinnam tym wszystkim trzasnąć i skupic się na swoich kłopotach. Jednak po wyjeździe z domu, odwiedzeniu taty, całodziennej walce o każdy kęs,siadam do komputera i pokazuję Amely. Na łapce sie normalnie podpiera, unosi ją tylko, kiedy jest na rękach. Normalnie dziwnie ustawia obie łapki, ale tak jak przy np dysplazji, jakby był problem ze stawami. Kąpac jej nie bedę, bo mam uraz przy moje suni z idiopatycznym zwłóknieniem płuc. Jej po kąpieli czy nawet spacerze w zimnym powietrzu siadaja płuca i konieczne jest leczenie. Może to nadwrazliwość, ale bardzo boję się jak tylko słyszę, ze jest problem z płucami. Za kilka dni bedzie wynik z wymazu. Jest na antybiotyku. Dziekuję bardzo za wsparcie,to naprawdę trudne psy. Wzajemnie pozdrawiam. Ewo, dziękuję za pomoc i podziękuj prosze temu wyjątkowemu chłopakowi. To rzadkość dziś i szczególnie doceniam. Taka postawa bardzo zasługuje na szacunek.
-
Szukaj może pomocy u kardiologa, oni często zajmują się psiakami z chorymi płucami, bo problemy czy wady serca i płuc sa połączone. Może pamiętasz moją sunie, króra miała bronchoskopię robioną tego dnia, co Baryton operację? Dwa lata jeździłam po lekarzach, robiłam badania i rozkładali ręce, az pogorszył się stan serca i wylądowalismy u kolejnej p. kardiolog. Dopiero ona stwierdziła nieuleczalną chorobę płuc i powiedziała, ze u niej leczy się wiele psiaków z problemami z płucami. Wdrożyła leczenie powodujące zwolnienie postepu choroby i ja już widze efekty.
-
Dziękuję Tolu za wstawienie informacji o wpłatach. Bardzo cieszę się, że tyle osób zechciało jej pomóc. Teraz na FB dostałam wiadomość od osoby z pewnej fundacji, że prosi o wyjasnienie, dlaczego Amely przebywa w takich warunkach na zdjeciach. Szczerze, to zatkało mnie. Amely po przyjeździe miała oddzielone pół pokoju. Pokój wypłytkowany. To pies prosto ze schroniska, nie wiadomo z czym. Musze miec mozliwość łatwego sprzątania i dezynfekcji, musi byc oddzielona. Miała legowisko, ale nie chciała się nawet do niego zblizyć, bo dotąd żyła w schronisku na wybiegu. Połozyła się na ręczniku, który dostała do siusiania. Mialam ją stamtąd zabrac i przypiąć pineskami do legowiska? Karmę z miski rozrzuciła, bo ma chore zęby i nie potrafiła jej normalnie jesć, tylko chwytała siekaczami, a reszta spadała wkoło. Ma odruch pilnowania miski, więc przy niej sie kładzie. Naprawdę odechciewa się czasem pomagać. Nie wiem z jakich warunków ta fundacja zabiera psy, ale te ukraińskie to nie przytulaski. Tak po ludzku mi przykro.
-
Dodam, że została oceniona na 10 lat. Kąpiel odpada ze względu na płuca. Dostanie antybiotyk, ale dopiero po wyniku z wymazu bedziemy wiedzieć, czy to zmiany spowodowane infekcją bakteryjną. Choć zabrzmi to może dziwnie, to liczę na to, bo inne nie drobnoustrojowe opcje to zwłóknienie płuc czy nowotwór. Dziwne jest to, że nie kaszle, tylko wydaje takie dziwne trochę charczące dźwięki.
-
Nawet nie masz pojęcia jak ja się cieszę, że ona w końcu dotarła. Tyle miesięcy się zastanawiałam. Na ostatni transport nie załapała się. I jak dowiedziałam się o tym grudniowym, to wiedziałam, że teraz albo nigdy. I chyba miałam przeczucie, bo z tak chorymi płucami nie przezyłaby zimy na wybiegu, kiedy na Ukrainie juz w grudniu spadł snieg.
-
Havanko, dziekuję za Twoje zaangazowanie. Równiez zapraszam na bazarek, bo własnie rozmawiałam z p. doktor i mam wstępne informacje. Amely ma złamana przednia prawa łapkę. Ta, którą tak specyficznie odgina na filmie, na co zwrócono tu uwagę. Dziwne jest to, że filmik jest starszy, a stopień gojenia wskazuje na 2-3 tygodniowe złamanie. Ma chore płuca. Poprosiłam o pobranie wymazu i ew. zrobienie antybiogramu z tchawicy, czy to infekcja bakteryjna. Do tego ma usuniętych kilka zębów, reszta bardzo starta i zapalenie jelit. jelita są bardzo pogrubione. Czekamy na jutrzejsze wyniki z badania krwi.
-
Wczoraj przyjechalismy z Katowic do domu pod wieczór i Baryton ja zaatakował, jak tylko zszedł z góry. Musiał rozpoznac zapach lub nawet ją samą, bo byli razem kilka lat w tym samym kojcu. Pierwszy raz tak się zachować względem innego psa. Był potem do nocy bardzo zdenerwowany. Zachowuje się tak samo - wszystko jest ok, dopóki nie chce się jej dotykać lub brac na ręce. Bez tego jest bardzo spokojna i jeszcze ani razu nie szczeknęła. Amely nie śpi w zadnym legowisku czy nawet nie połozy sie na drybedzie, tylko zwija się na podlodze. Stale pilnuje miski. Rano zawiozłam ją na badania krwi - profil rozszerzony z tarczycą oraz na mikrofilarie, RTG, a w razie potrzeby USG, zęby. Dam znać, co dowiemy się po jej odbiorze. Waży 10,3 kg. Na razie nie wiem, jaka jest kwota wpłat na nią. Mam nadzieję, że udalo się nazbierać, bo dziś pewnie sporo to wszystko bedzie kosztować. Jednak w jej przypadku taka diagnostyka jest konieczna, bo nie da się jej usypiac do kolejnych pojedynczych badań. Miło powitać, trzymaj kciuki prosze, bo Amelci się przydadzą bardzo. Równiez pozdrawiam serdecznie. Wiem, o czym piszesz. Jak ją widziałam na zdjeciach i filmach ze schroniska, to miałam tak samo. Pomyslec, ze jest tam kilkaset psów z róznymi strasznymi doświadczeniami i problemami. Dobrze, że jej i innym 9 psiakom, które przyjechały, udało się. Dziękuję bardzo za wpłatę.
-
Masz duże doświadczenie w sfilcowanych kudłaczkach. Też o tym myślałam, poczekam jednak na badanie i RTG, bo boję się, ze coś mogę jej uszkodzić czy naruszyć lub ma jakieś uciski i nerwobóle jak np Baryton. Jego neurolog nie pozwoliła mi czesać, dopiero po operacji. Co patrzę na nią i czuję smrodek jak się porusza, to widzę ją w wannie. Muszę dobrac jej jakieś szelki, bo z obroży się wysmyknie. Ma malutką głowę, a reszta ciała jest gruba, to i ma to cięcie przez kark, więc tam nie chcę jej niczym uciskać. Masz rację z gryzieniem. Już szelki jej muszę założyć na stałe, bo nie poradzę sobie z ciągłym zakładaniem. Nie wiem, czy je będzie tolerować. Ona cały czas była luzem bez niczego, a tak histerycznie raguje. Ustalimy jutro w gabinecie, co dalej robić. przyznam, że mam duży stres przed tą wizytą. Zapytam, czy mogłabym zostać i jakby się dało czasowo, to sama wyczesałabym jej te największe filce i grudki błota z kałem.
-
O, nie wpadłam na to. Dzięki za pomysł. Nie mogę ogolić, bo nie dam rady jej zakładać ubranka przy wyjściach. Taka zwyczajna sieść długo odrasta. Nie siłuję się z nią. Ona układa się i ja delikatnie wyczesuję. Wczoraj położyła się na moich udach, więc jak już zaczęła gryźć, to miała po czym. Teraz staram się to robić od tyłu. Przyszła mi akurat zamówiona paczka z różnymi szczotkami dla moich małych psów, wybrałam najskuteczniejszą. Dla niej niestety każdy bezpośredni kontakt z człowiekiem to opresja. Ta lepka, tłusta, cuchnąca sieść aż prosi się o kąpanie, ale o tym nawet nie myślę. Ona nawet nie potrafi się podrapać, jak ją swędzi. Żeby jej nie stresować prosiłam o wyczesnie, jak dostanie środek przy badaniach, ale chyba na to nie mają czasu, bo zaproponowano tylko ogolenie. Dlatego zaczęłam to po troszce robić. Są miejsca, których absolutnie nie daje sobie dotykać.
-
Ona jest trudniejsza od nich, bo gryzie ze strachu przy dotykaniu. Troszkę jej usunęłam martwej sierści nagromadzonej chyba przez parę lat i jestem pogryziona. Starałam się jak mogłam, ale i tak kilka razy mi się oberwało. I to nie, kiedy mocniej dotknęła szczotka, przewaznie jak przesuwałam ją w inne miejsce. Ugryzie i nie puści, tylko trzyma w zębach i szarpie. Całe szczęście, że jest mała, inaczej byłoby nieciekawie. Dziś jakośc musimy założyć jej szelki, bo jedziemy do domu na jutrzejszą wizytę, a nie wyobrażam sobie gonienia i łapania jej po całym ogrodzie.
-
Wczoraj trochę ją pomęczyłam próbami usunięcia filców, bo nie wyobrażam sobie jej ogolić, jak zaproponowała lekarka. Blizna jest idealnie równa, ale po obu stronach szyi sięga tylko do połowy, więc raczej wrośnięty sznurek czy powieszenie odpadają, bo ślady byłyby wkoło. To jest łysa blizna, jednakowej grubości, która nagle się kończy. Na pewno jakoś widzi, bo jak stawiam miskę, to podchodzi. Oczka są powiększone, gałki wkoło przekrwione, gorzej widzi, ale jednak. Bardzo mnie to cieszy. Dziękuję bardzo. Czeka ją badanie wszystkiego. Jutro zaczynamy.
-
Podejrzenia o znęcaniu się nad nią mają jednak podstawy. Zaczęłam trochę ogarniać delikatnie jej sierść i znalazłam bliznę po ostrym cięciu biegnącą przez jej cały kark. Wygląda, jakby ktoś jej chciał odciąć głowę. Coś koszmarnego. Trzeba sprawdzić, czy to cięcie nie uszkodziło jej kręgosłupa, pewnie naruszyło wtedy mięsnie, może bolą ją zrosty? Nie wiem jak wygląda to od dołu, bo boję się jej odgiąć głowę. Dotykana w tym miejscu zawodzi koszmarnie. Bardzo dziękuję wszystkim za obecnosć tu i dzielenie się spostrzeżeniami oraz wiedzą. Może jutro uda mi się na spokojnie usiąść, bo dziś tylko chciałam wam przekazać, że pomalutku odkrywam jej straszne doświadczenia.
-
Baryton robi to samo. Wszystko oznajmia wyciem lub głośnym szczekaniem. Nie minęło mu to z czasem. Niektóre noce są koszmarne, bo stale zrywam się sprawdzać, co chce. Raz to zajęte przez innego psa legowisko, do którego akurat musi wejsć, drugi raz wyjście na siku, potem po 5 min. powrót do domu, nastepnie pilnowanie miski i tak potrafi całą noc. Później odsypia w dzień. Wstaje np dopiero w południe. To już chyba sprawa wieku, jak wcześniej pisała Poker.
-
Amely dotarła dopiero o 4.40. Jest gorzej niż myślałam :( Chyba tylko z powodu stresu i dezorientacji z powodu niesienia jej w transporterku, dała się wyciągnąć z niego w domu. Potem już nie. Kwiczy i ucieka w koło przy próbie każdego dotknięcia. Można delikatnie dotykać jej po karku, wtedy stoi i tylko piszczy i skomli, ale przy dotyku dalej, próbuje się odgryzać, ucieka i kwiczy histerycznie. Naprawdę nie wiem od czego zacząć ją ogarniać. Na pewno w pierwszej kolejności zęby, bo ledwo gryzie, a smrodek czuć na 30 cm. Dobrze, że jej namoczyłam karmę w rosole z wołowiną, bo suchego raczej nie pogryzie. Stan sierści jest tragiczny. To iluścentymetrowa lita skorupa, co najwyżej tylko rozchodzi się warstwami. Nie do rozczesania na żywo. Będzie musiała być uśpiona do zębów i RTG, to wtedy ją spróbuję rozczesać. Najpierw jednak trzeba pobrać krew do zbadania + badanie na mikrofilarie. Z prawą przenią łapką ewidentnie jest coś nie tak, unosi ją, ale i reszta nie zachwyca. Stawia je czasem pod dziwnym kątem. Na nosie ma bliznę po jakimś urazie. Może on spowodował problemy ze wzrokiem. Ogólnie sprawia wrażenie, jakby dotyk sprawiał jej ból, więc trzeba całą prześwietlić i w zależności od wyniku, szukać pomocy dla niej już u konkretnych specjalistów. Wydaje mi się, że jakoś widzi. Może nie super, ale jednak nie błądzi gdziekolwiek wzrokiem jak moja niewidoma suczka. Trafiła zaraz po przyjeździe do miski z wodą. Za to kręci stale głową prawo-lewo, więc to może coś neurologicznego. Jej aktywność skupia się generalnie wokół miski. Nie używa legowiska, tylko pilnuje miski i kładzie się na ręczniku, który ma rozłozony do siusiania. przy okazji chciałam podziękować Poker za paczkę z rzeczami psiejskimi. Jak widać ogromny ręcznik nabrał nowego przeznaczenia. Reasumując do zdiagnozowania jest wszystko, nie wiem, jak ją złapię i wsadzę do transporterka, żeby jechać do domu. Nie mam pojęcia co dalej, jak ona ma normalnie funkcjonować z takim lękiem przed człowiekiem. Początkowo myslałam, że jeśli nie uda się nazbierać na jej diagnostykę, to i tak będzie lepiej jej w domu, niż w schronisku i to już wiele. Jednak teraz już tak nie myslę. Nie jest to pies, który może funkcjonować w takim stanie. Zostawienie jej tak byłoby po prostu nieludzkie, bo widać, że cierpi. Nie wiem, jak to się dzieje, że jak wypatrzę jakiegoś psa, to potem okazuje się on chodzącą tragedią.
-
Właśnie o to chodzi, że gdyby te sprawy obchodziły wiekszosć ludzi, to nam byłoby lżej. Udostępniam Amely gdzie się da. Na FB jakaś kobieta zarzuciła mi, że na schroniskowym filmiku Amely jest dręczona i "ktoś" ma jej pomóc i ja przygarnąć. Normalnie staram się głęboko odetchnąć, policzyć do iluś, ale w czwartej dobie czekania na to, czy Amely przekroczy granice, kiedy włascielka schroniska wysiada psychicznie po przejechaniu ok 800 km z ilomaś chorymi i niepełnosprawnymi psami i wizją powrotu do schroniska z większością z nich, ch.. mnie strzela na takie wypociny.
-
Widać, że w tym kojcu są inne niewidome psy.Wstawię zdjecie towarzyszy niedoli Amely. Takie piękne, serce mi się ściska na ich widok. Na myśl o tym, ze na oślep muszą poruszac się między tą zimna budą, a plasitkowym legowiskiem. Nic nie widzą, wszystkiego boją się. Bez szansy na zmianę losu, bo na co komu kłopot i niewidomy pies? Amely w drodze, a one bezimienne, nie interesujące nikogo oprócz Mariny. Po cichutku liczę na to, że amelka zobaczy świat i znajdzie dom, a wtedy bedę mogła wziać któregoś. Dziś doszłam do wniosku, że chyba ze mną jest coś mocno nie tak. Znajome hodowczynie pozują uśmiechnięte do zdjeć ze swoimi psiakami, a ja latem martwię się o upał i brak wody w schroniskowych miskach, zimą o mróz w budach. Dokarmiam wszystkie wiejskie ptaki, które u nas dowiedziały się, że jest miejscówka, przyjmuje dzikie koty, mam dzikie psy, szczury, nutrie i latam do stodoły z miskami dla dzikich kotek. przejmuję się kurami, karpiami, krowami, świniami, lisami. Nie mam normalnej radości z życia. Mąż żartuje, że jesli kogoś wczesniej zamordowałam, to juz odpokutowałam i nie musze dalej cierpieć. Te znajome traktują mnie jak miłe, ale jednak upośledzone, wyrosnięte dziecko. Nie wiem, czy to kwestia innej świadomości, wrażliwości? Jestem stale czymś zatroskana, nie cieszę się życiem. Macie podobnie? Czy Wam też upalne dni kojarzą się z pragnieniem, a zimowe noce z zamarzaniem w budzie?
-
Mam takie same odczucia i co gorsze,a dla mnie zupełnie niezrozumiałe, że to robi ukraińska strona. Zamiast się cieszyć, że ktoś chce zabierać ich kalekie psy, to rzucają kłody pod nogi i je tak często odsyłają z granicy z byle powodu. Kaleki szczeniak nie przejechał, bo zakwestionowali jego wiek. Dla mnie to wielki wstyd. Mentalnie są daleko od Europy i długo tam nie dotrą. Przez takie działanie, już kierowcy nie biorą szczeniaków, które mają największe szanse oraz chorych i niepełnosprawnych psów, które najbardziej potrzebują pomocy. Amely może przyjechać dzięki temu, że Ola pokryje koszt jej przejazdu - 250 euro, ale trudno znaleźć kogoś chętnego na zdrowego psa, kto wyda taką kwotę. Witaj Basiu, czy do Twoich znajomych też miał teraz jakiś psiak przyjechać? Siedzę w Katowicach i czekam z dnia na dzień... Dziękuję za wskazówkę, choć jak przeczytałam kręgosłup, to już mi słabo. Jesli oprócz ślepoty, Amely też będzie miała chory czy uszkodzony kręgosłup jak Linda i Baryton, to chyba już nigdy sama nie wybiorę żadnego psa na DT. Co do moich sióstr Akacji i Mani, dziękuję. Zmieniłam w końcu zdjęcie Opium i teraz nikt mnie nie poznaje ;) Tolu, nie spieszy się, tylko daję znać.