Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19285
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Dostąłam jeszcze powierdzenie od Kiyoshi, że 300 zł, które wpłaciła mogę dodac do tego transportu.
  2. Dziś dostałam na szczeniaki 50 zł od Onaa i zgodziła się przeznaczyć je na transport do Polski. dopisze wiec w poście powyżej i w rozliczeniu na 1 stronie.
  3. Też mi to przyszło do głowy. Tak tęsknił nasz Jimmy z Mysłowic. Byłam zdolna jechac i wziac psa, za którym tęskni, ale było ich 5 w kojcu, a pracownicy totalnie mieli w d... realcje między psami, więc nie wiedziałabym o którego chodzi. Z czasem dopiero upatrzył sobie Fly`a i do dziś świata za nim nie widzi. Jednak pierwsze dni były trudne. Rozbijał się na oknach, lustrach, tak próbował wydostac się z domu.
  4. Jestem. Z tego co wiem od Amelii, to Marina wróciła do schroniska, więc pewnie psiaki razem z nią ( Mruczka o to pytała). Zapytałam przez Amelię o kaszlacą sunię Mruczki, czy tez mogłaby ją wysłać, ale Marina na razie jej nie odpisała. nie mamy się co dziwić, bo ostatnie dni "koczowała" z psami w Kijowie i potem we Lwowie, skąd miała je odebrac Amelia. na pewno musi też odpocząć i się ogarnąć po tym stresie. Każdy pies kosztuje 250 euro płatnym transportem. transport obejmuje trasę do Katowic. Największy dodatkowy koszt to opłaty, pozwolenia, testy. Tego nie przeskoczymy. Marina nie moze przekroczyć sama granicy, mogą tylko Ukraińcy zatrudnieni w Polsce lub właśnie firmy transportowe. Psiaki dojadą do mojej mamy, skąd trzeba je poodbierać. Po sunię Toli przyjechalibyśmy, Agata odebrałaby swoje dwie sunie, a dwie jakoś musiałyby się dostac do wspólnego DT załatwionego przez Poker we Wrocławiu. Dowiedziałam się, że psiaki przyjechałyby w poniedziałek. Nie pytajcie o której, bo więcej nie wiem na razie. Zazwyczaj jadą noca, bo łatwiej im przekroczyć granicę, niż w dzień. Pieniądze musze zebrać, wymienić na euro i przekazać mojej mamie w piątek ( wtedy mój mąż do niej jedzie), bo będzie płacić przy odbiorze. Czyli chyba wpłaty najlepiej na moje konto. Mruczko, jesli Twoja sunia pojedzie, to podam Ci konto walutowe, bo szkoda tracić na wymianie. Spróbuję zebrac deklaracje: Jo37 - 100 zł WPŁACONE Mruczka na swoja nową sunię 200 euro (100 euro już WPŁACONE) Poker ok 150 euro WPŁACONE Helli 300 euro WPŁACONE Kiyoshi 300 zł WPŁACONE Onaa - 50 zł WPŁACONE Mazowszanka13 - 50 zł WPŁACONE Limonka80 - 250 zł WPŁACONE P. Irena z Katowic - 100 zł WPŁACONE Elf i mango - 50 zł WPŁACONE Nesiowata - 30 zł WPŁACONE Onaa po raz drugi 50 zł WPŁACONE Limonka80 po raz drugi 100 zł WPŁACONE Tola - 50 zł Limonka80 - 100 zł Razem 650 euro i 1230 zł (ok 270 euro) - 920 euro. Koszt transportu 5 psów to 1250 euro Gdyby się dało, to chciałabym, żeby przyjechały wszystkie 5. Ola ma jakąs kwotę odłozoną na najgorsze przypadki, ale nie na tyle psów niestety. Tylko trudno wybrac, które miałyby dostac szansę na nowe życie, a które tam zostać. Na pewno mogą przyjechać 4, które miały przyjechac w niedzielę. jesli marina potwierdzi, że kaszlaca jest zdrowa i może jechac, to byłoby pięć, czyli koszt 1250 euro.
  5. Amelia ma potwierdzony drugi dodatni test. Oli tata jest w krytycznym stanie, wiec ona tez odpada z pomocy. Maluchy moga za tydzień przyjechac płatnym transportem - 250 euro od każdego. bezpłatny transport najszybciej będzie organizowany na koniec maja, a im czas socjalizacji i dzieciństwo upływa w schroniskoej klatce i kojcu. Bardzo prosze, jesli ktoś może wesprzec finansowo ich przyjazd! Poker, czy możesz te deklaracje, o których pisałas, przeznaczyć na transport dla tych suń, kóre zarezerwowałyśmy? Maluchy tam muszą żyć nie tylko z brakiem człowieka i bezdomnoscią, ale i stale walcza z biegunką.
  6. Z tego co wiem, to tak. Pani zawsze tak o nim mówi i pisze, a zresztą on idealnie reagował na imie. Zawsze ludziom mówię, ze imię, to jedyne, co te psy mają pewnego w nowym miejscu i życiu. Wszystko się zmienia, więc warto chociaz imię zostawić, a w tym przypadku jest krótkie, łatwo wpadajace w ucho i pasujace do niego. Sama też adoptowanym psom zostawiam ich imiona. Co innego, kiedy kupuję rasowego szczeniaka z dziwacznym, kilkuczłonowym imieniem. Wiadomo, ze hodowca tak go nie wołał i mogę bez zamieszania w psiej głowie, je zmienić.
  7. Niestety, ale też dopadła mnie choroba. Nie daję rady tu zagladac. Jak coś , to jestem w kontakcie z Tolą, bo Aska7 pewnie odpoczywała, wiec nie chciałam zawracac glowy. Sytuacja wygląda tak, że sunia jednak tęskni za swoimi przyjaciólkami i dotychczasowym życiem, bo po prawie całym zyciu spędzonym w kojcu, nie pamięta już innego. Pierwszego dnia była zaciekawiona, ułozyła się wygodnie w budzie, zjadła przy mnie, obserwowała mnie, ale rano juz nie wyszła z budy, dopołudnia usłyszałam jej wycie z budy. Nie było to donośne wycie, jak Borysa z nosem utkwionym między prętami pod tytułem" usłysz i wypuść mnie, chcę do domu", tylko takie ciuchutkie, tęskne, smutne zawodzenie w budzie. Serce boli, ale nie mam jak jej nawet wziac do domu. Nie ma nałozonych szelek czy obroży, była łapana na chwytak, z tego co wiem. Siedzi w budzie, tam zanosi miski. Jedzenia przy mnie nie chce już zjesć. Kiedy któreś z nas pojawia się przy wejściu do kojca, to warczy z budy, ale nie tak z zębami na wierzchu, nie unosi warg, tylko jakby burczy ostrzegawczo ze strachu przed nieznanym. Od wczoraj nie siedzi przy wejściu do budy, tylko w głębi. Wczoraj wzięłam jedną miskę z połowy budy, to nie reagowała. Drugą miała między łapami, więc nie zaryzykowałam. Zrobiłam jej wczoraj test na lamblie, o którym pisała Tola, jest ujemny. Dziś podałam tabletki na odrobaczenie. Tyle jestem w stanie zrobić. Wczoraj rzucałam jej puszkę do budy, to przy mnie nie siegała, ale kiedy odchodzimy, to zjada bez problemu całe duże porcje. Jest bardzo zaniedbana, jej białe końcówki łapek są ciemnożółte z moczu, co nawet widac na zdjeciach. Jednak najpierw musi trochę oswoić się, zaufac, wyjść z budy, żebyśmy mogli jej założyć choć zapętloną smycz. Niestety, tak czasem reagują psy schroniskowe, które większosć życia spędziły w jednym miejscu. One boją się zmiany, nawet jesli jest na lepsze, bo przez długie lata nie doświadczyły niczego innego. Mój diabełek york Joki wbiega jej do kojca i ona nie reaguje, czyli nie ma w niej agresji. Jak już to mogłaby zareagować agresywnie z lęku, gdybyśmy mimo jej ostrzeżenia, próbowali coś robić na siłę. Nie wychodzi z budy, kiedy inne psy podchodzą do kojca, ale tez na nie nie szczeka. Po prostu leży na tyle budy i obserwuje. Mysle, ze potrzeba jej czasu. Dobrze, ze chociaz je i pije bez problemów oraz jest spokojna. To już coś, moim zdaniem. Tylko cżłowiek chciałby jej zrekompensować tyle straconych lat, a tu nie ma nawet jak. Na pewno nie jest dzikuską, jak była okreslana w schronisku. Nie ucieka nawet ze wzrokiem, nie mówiąc o tym, że nie miota się czy nie ucieka. Dla mnie to po prostu bardzo skrzywdzona przez los sunia, która jest zdezorientowana totalną zmianą i nie wie, jak na nia reagować. Psy, tak jak ludzie różnie radzą sobie ze stresem i nieznanymi sytuacjami, jej sposobem pewnie jest takie wycofanie się i obserwacja. Wcześniej nie podałam kwoty za hotelowanie, bo nie wiedziałam jakiej jest wielkości. Czasem na zdjeciach psy wychodzą inaczej. Jednak jest naprawdę spora i masywna, choć na krótszych łapach, wiec to bedzie 15 zł za dobę, czyli średnio 450 zł za miesiac. Wiem, że to wiecej, niż średnio Aska7 zakladała, ale tyle zazwyczaj kosztuje pobyt w kojcu w większosci hotelików, a ona po kwarantannie zamieszka z nami w domu, nie w kojcu.
  8. Aska rzeczywiście zrobiła ogromną trasę, poświęciła niedzielę tym biedom. Podziwiam, bo to nie była pewnie łatwa droga. Wspaniała kobieta. Sunia ma w pisane w książeczkę imię Dunia i podany rok ur. 2011. jednak to świeżo założona ksiazeczka. Wczoraj była bardzo spokojna zainteresowana tym, co się wkoło niej dzieje. Z apetytem zjadła najpierw suchą karmę, a potem michę gotowanego. Myślałam, że suchej nie zje, ale jak przyszłam z posiłkiem , to połowy suchej juz nie było. Dziś jest trochę gorzej. Wczoraj chyba nie miała czasu się stresowac, bo tyle się działo. Dzisiaj siedzi głębiej w budzie i tylko bez ruchu obserwuje. Nie chce wyjść. Miski z wodą i jedzeniem wciagnęła sobie do budy. Chyba zaczyna się stresować zmianami, bo nagle wszystko jest obce i inne. Myslę, że potrzeba czasu. Na razie nie ma szelek, ani obroży, więc musimy poczekac, aż sama wyjdzie i damy radę jej coś założyć, żeby można ją wyprowadzić z kojca.
  9. Może chodziło o to, że jutro jest jeden pracownik? Też trochę się martwię, żeby wszystko dobrze poszło. Jutro czekam jeszcze na szczeniaki z Ukrainy, więc mam podwójny stres.
  10. Zostaw może na razie u siebie te pieniadze, dobrze? Zobaczymy jakie bedą potrzeby suń Twojej i Marty. Ja nie mam zadnych wydatków, jeszcze co najwyżej kupiłabym im jakiś preparat na chrząski i kości, bo miały raczej niedobory. Mimo, że już dostają wartościową karmę, to zjadły scianę. Myślałam o Caniviton Protect, bo to daję też swoim szczeniakom. gdyby nie było żadnych potrzeb, to zawsze można dodać te pieniądze do transportu kolejnego maluszka, żeby mógł przyjechać. Na razie nie mam jakoś urwania telefonów o Mattiego, a Margo nawet nie ogłosiłam. Zgłaszają sie same osoby z małymi dziecmi, a nie dam na umowę fundacyjną w trakcie leczenia lamblii do domu z dzieckiem, bo nie potrzebujemy afery potem. Zresztą stale coś remontujemy, wiec czasu tez brak na sesję. Od poniedziałku przychodzi nastepna firma. Poker, prosze daj mi na PW jakiś namiar tel. do siebie. Nie mam jak dac znac, jak przyjada sunie. Na razie nie mam żadnych wiadomosci, ale Amelia w drodze z kotami, więc jej nie zawracam nawet głowy.
  11. Też trzymam kciuki za bezstresowe łapanie suni i łatwą podróż. Tak zakładałam czasowo, bo Aska7 ma długą drogę przed sobą. Powodzenia!
  12. Dla niego nic, ale i tak chodzi jej chrupnąć suchą karmę. Nie jest nauczony zamknięcia w klatce, nawet śpią razem z Amely. Często moje psy zamiast warzyw dostają karmę wegetarianską, więc też to je. Najpierw panikowałam, ale skoro królice zjadają nawet całe swoje mioty i żyją, a jemu nic się nie dzieje, to odpuściłam odganianie go i pilnowanie miski.
  13. Chciałam potweierdzić, że otrzymałam obie wpłaty. Kokos jest więc u nas rozliczony.
  14. Na transport od Amelii do nas są pieniadze z bazarku, zagladnij na pierwszą stronę. Zapytałam męża i będzie jechac inną drogą. My mieszkamy prawie pod czeską granicą. Mała do odbioru bedzie u nas, w Jarząbkowicach woj. ślaskie. Odbiór w Katowicach ( od mojej mamy) jest tylko przy płatnym przewoźniku, bo on już zna to miejsce i może tam zostawić psa. Ogłosiłam Matusia na OLX na Warszawę. Koszt - 12,72 zł. Paragon z nip za antybiotyk na ZEA - 50 zł
  15. Amelia napisała sms, że Marina jedzie, czyli możemy odetchnąć; naprawiła widocznie auto. Poproś może Amelię, żeby Ci dała znac sms-em z drogi. Z tego samego powodu po obie Wasze sunie do Bochni musi jechac mój mąż, bo raczej nikt nie zgodziłby się czekać przez weekend na info i jechać, kiedy dostanie info, że przekroczyli granicę. My tez musieliśmy na wszelki wypadek zmienić nasze plany.
  16. Dziwne, bo wczoraj mi mówiła, że miała zaplanowany transport w niedzielę, bo w poniedziałek juz nie może. I tak teraz musimy czekać, co z samochodem. Oby maluchy nie musiały wracać do schroniska. Dam znać, jak będę coś wiedziała.
  17. Daje się pogłaskać, ale na ręce nadal bierzemy ją w kocu i bez zmian zawodzi wtedy w drodze do ogrodu. Poza tym świetnie sobie radzi. Podbiega do miski, kiedy jest głodna i patrzy na mnie wtedy. ostatnio nawet pokazała zęby na królika, bo uznała że zawartosć miski jest jej. Wcześniej jadły jednoczesnie ona, kot i królik. Niekiedy "zawiesza się". wchodzi głową w kąt i tak potrafiłaby przestać lub przeleżeć nieruchomo wiele godzin, gdybyśmy jej nie wyjęli. nie bardzo daje się czesać, a już coraz bardziej tego potrzebuje przy wiosennej zmianie sierści. Na konto wpłynęła wpłata dla Amely od Limonki80 - 50 zł. Slicznie dziekuję za pomoc suni. Zapisuję na pierwszej.
  18. Największą przeszkodą jest to, że nie ma 250 euro na transport. Musze usunąć z tytułu. Mieliśmy tam w końcu jechać sami, bo nikogo nie znalazłam, jednak na razie i tak się wstrzymujemy. Matti jest bardzo wrazliwym szczeniaczkiem, wielkim przytulaskiem. On spacery spedza w większosci u mnie na rękach. pokręci się, zrobi siku i już stoi przede mną stekając i mrucząc, żeby go wziac na ręce. I tak przytuleni spacerujemy. Potrzebuje uwagi, spokojnej rodziny, tego żeby ktoś był częściej w domu. Niestety, mimo wyróznień ogłoszeń na OLX i udostepnien, nawet na grupach Oli, jakoś nikomu się nie podoba. A jeśli już, to go nie widzę w takich warunkach. Nie trafiłam na dom taki, jak dla Armanda czy Gugu, że byłam pewna. Margo nie dałam rady jeszcze obfocić, bo w ostatnich dniach tez mnie dopadła choroba. Ona za to jest bezproblemowa. Potrafi się dostosowac do warunków i u nas świetnie radzi sobie z innymi psami. Nawet Borysa wczoraj na spacerze porwała do gonienia. Szczeniaki Toli i Poker miały przyjechac w niedzielę, jednak Marinie wczoraj zepsuło sie auto w Kijowie. Mam nadzieję, że uda się je naprawić, bo inaczej maluchy nie dojadą i wrócą do schroniska. Amelia przez nie musi jechać i tak dwa razy na Ukrainę - raz po swoje koty w sobotę i drugi raz po nie w niedzielę. Nie da rady jechac do Kijowa, może je odebrac tylko z Lwowa. I tak musi wczesniej robić test i czekac min. 5 godz. jesli uda się jej zrobić ten szybki. Oby tylko przyjechały. Czekam na jakąś informację.
  19. Ja tez jeden posiłek dziennie gotuję i nawet staruszki mają dobre wyniki. Na samych suchych karmach miałam psy chudze, jadły bo musiały. Przy bezbozowych rybnych (z górnej półki) suni przestały mieć regularnie cieczki, a jak rodziły to po 1-2 szczeniaki. Jak przygotuję posiłek, to wiem co w nim mają. Całe rozliczenie jest na pierwszej stronie plus chyba - 50 zł za antybiotyki. Teraz Andrzej zapłaci za nie i przywiezie paragon z nipem, bo nie wiedziałam czy bedzie konieczne dalsze leczenie, więc nie płaciliśmy. Nie doleczyłam się po anginie i dopadł mnie paskudny kaszel, dlatego wysłałam Andrzeja do przychodni.
  20. Na koncie mam wpłatę od Nesiowatej na szczeniaki - 20 zł. bardzo dziękuję i juz zapisuję w rozliczeniu.
  21. Tak, Ola ogłasza go w Polsce. Po numerze zdjeć widze, że robione znacznie wcześniej niż wszystkie szczeniaki do nas.
  22. Też to pamiętam. Mój mózg nie był w stanie ogarnać, że to działo się naprawdę. Co prawda nie szczeniak, ale Ola wstawiła wczoraj post. Do adopcji jest taki 4 letni piesek w typie chihuaha. Ona go ogłasza, alenie ma chetnych. Co mnie dziwi, bo za pseudostowarzyszeniowe pseudochiłki ludzie teraz płacą po kilka tysiecy złotych. Kupują 5-6 tyg, zarobaczone, bez szczepień, z "rodowodem", ale nie oznakowane chipem, często chore. Tu za 1100 zł pokrycia kosztu transportu mają zaopiekowanego, slicznego pieska.
×
×
  • Create New...