Jaaga
Members-
Posts
19285 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Fajnie, że nie tylko ja cieszę się z przestrzeni dla Suvi, ale wiele kibbicujacych jej tu osób. Na wizycie u dr Olender z Amely dowiedziałam się o świetnym działaniu melatoniny na psy. Ma ja zaleconą Amely. Kupiłam też więc dla Suvi i zaczełam jej podawać. To naturalny środek, więc szkoda byłoby nie spróbowac, a Aska7 jest na wyjeździe, wiec pozwoliłam sobie zadecydować. Rozmawiałam z Tolą na ten temat i tez słyszała o stosowaniu melatoniny na problematyczne psy. Podaje się inaczej, niż u ludzi, bo 2 razy dziennie. Opakowanie kosztuje 30 zł i wystarczy na 15 dni. Próbujemy. Suvi korzysta z całego wybiegu, załatwia się już tylko na zewnątrz. Często stoi przy ogrodzeniu. Kiedy przechodze i udaję, że nie zwracam na nią uwagi, to stoi i nie reaguje. Jesli mam tel i chcę zrobić zdjecie, to odwraca sie i ucieka do kojca.
-
Własnie rozmawiałam z panią od Margo, wszystko u nich w porządku. Dziękuję za jej ogłaszanie i mozna usunąć ogłoszenie. Margo zamieszkała niedaleko nas, dom pojechał sprawdzić mój mąż i trafiła się jej bardzo fajna rodzina oraz dom z dużym ogrodem do wybiegania. Mam obiecane zdjęcia.Od razu jak jej nowy pan zadzwonił, to poczułam, że to chyba bedzie jej dom. Dzień przed kontaktem tej rodziny miałam przejscia z panią, która ją chciała adoptować. Po ankiecie wyszło, że jest tam trójka dzieci, w tym najmłodsze 1,5 roczne. Margo to żywioł, który ma nawyk niespodziewanego skakania po ludziach. Mam po nich zdrapane całe nogi, łacznie z udami. Odmówiłam więc pani adopcji ze wzgledu na to malenkie dziecko. Po paru dniach wylądowałaby w kojcu po poprzednim psie lub u nas, bo nie wyobrazam sobie, że ktoś tolerowałby to, że pazurami i całym ciężarem ciała wskakuje na takiego maluszka i go kaleczy. Do tego nie wyobrażam sobie spacerów z trójką dzieciaków i Margo na smyczy. Pani nie wykazała zrozumienia i polały się żale. Nawet o to, że Margo jest z Ukrainy, choć o tym wiedziała wczesniej. Pani napisała mi, że juz nie zdecyduje się na adopcję przez zasady i kolezanka ją ostrzegała przed adopcją z fundacji. Kota kupuje sobie teraz z hodowli rasowego. nie chciało mi się jej pisac, że to nie kwestia fundacyjnych adopcji. Ja swoich maluchów tez absolutnie nie sprzedaję do rodzin z malymi dziecmi i w tej kwestii nie ma ze mną dyskusji. I jeszcze Pani uderzyła w płaczliwe tony, że ma nadzieję, że Margo nie spędzi wielu miesięcy w schroniskowym kojcu, bo odmówiłam jej szansy na normalny dom. Cieszę się, że przyjęłam na klatę zarzuty o dyskryminowanie, bo dzieki temu dzień później porozmawiałam z aktualnym panem Margo i Margo ma fajną nowa rodzinę. Na pewno w rasach użytkowych temperament szczeniat ma znaczenie, bo tylko niektóre maluchy idą "na kolanka". jednak ja mam rasy typowo do towarzystwa i czesto dobieram sama szczeniaka do nowej rodziny. Jesli mają wybór to wysyłam zdjecia i filmiki, ale absolutnie nie przyjmuję oglądaczy przed 2 szczepieniami. Wolę uczyć się na błędach cudzych, niż własnych. Juz w niejednej hodowli pojawilo się parwo czy kk przez przyjmowanie pielgrzymów po hodowlach. czasem rodziny potrafią zaliczyć 5 hodowli dziennie. Wystarczy, że w jednej coś będzie i rozwleką to na kolejne. Z kolei temperament adopcyjnych maluchów opisuję już w ogłoszeniu i rodziny tez dobieramy odpowiednio do tego.
-
Sowo, naprawde uważasz że to dobry pomysł? Widziałam u dr Olender na stole jagterierkę, którą mysliwy przywiózł prosto z polowania. Podziwiam cierpliwość dr Olender, choc było widac, że w niej się kotłowało. Pies był cały spuchnięty, pokąsany, rany do szycia. Glowę miała nie do poznania, a ten durny kretyn, cieszył się, ze jak weszła do nory, to nie odpuściła. Miałam na końcu języka, że fiuta mógł sobie do tej nory wsadzić, a nie psa. Zero empatii, współczucia dla psa, który był w takim stanie przez niego. Za którymś razem, jak nie da się zeszyć, to dobije. Dla mnie to znęcanie się nad zwierzętami ( po obu stronach nory) i nigdy nie dałabym myśliwemu psiaka. Tez miałam teriera niemieckiego na DT. Dzwonili głównie myśliwi, długo trwało, zanim trafił się normalny pan dla niego. Zupełnie nie podkreślałabym podobieństwa w ogloszeniach. Tez je zauważyłam, ale zasugerowałam skrzyzowanie teriera z jamnikiem. Można wytłumaczyć charakterek, a nie będzie kusiła zwyroli.
-
Poczekaj proszę jeszcze dziś. Dam znać. Margo to mały diabełek, zobaczymy jak się tam bedzie sprawować. Fiolka z Andrzejem własnie jedzie do nowego domu. Od siebie napisze, że wszystkie szczeniaki, jakie bywają u nas, są adoptowane bez oglądania. Uważam odwrotnie, że szczeniaka ludzie będa mieli takiego, jak go sobie wychowają i poznawanie wczesniejsze nie ma sensu. Moje rasowe szczenieta od kilku lat też rezerwuję tylko w ten sposób. Nie przyjmuję absolutnie pielgrzymek oglądaczy dla zdrowia maluchów. I ludzie, którzy chcą miec zdrowe szczenię, to doceniają. Już niejedna hodowla przejechała się na wpuszczaniu do maluchów obcych. Co innego adopcja starszego psa, z problemami. Tu warto oczywiście postarać się o wzajemne spotkanie.
-
To bardzo dużo i jak dla mnie niepowtarzalna okazja dla psa. Chyba tylko dogo i opiekun tutaj są szansą na to, żeby psiak po życiu latami na betonie, kiedykolwiek jeszcze doznał życia poza schroniskowym boksem. Może znajdzie się dobra duszyczka, która weźmie go pod swoją opiekę? Jak napisałam, od czerwca byłoby miejsce. Suvi jest niekofliktowa, ze stoickim wręcz spokojem znosiła, dopóki nie było ogrodzenia, codzienne zaczepki yorka Jokiego, który wchodził jej do kojca.
-
Mari23, ty chyba jesteś wiedźmą ( dla mnie w pozytywnym znaczeniu - wiedząca, posiadająca wiedzę). Przygotowałam nawet druga budę wolnostojącą dla drugiego psa. Najpierw chcielismy wypróbowac z naszymi, ale to, jak miałam juz próbkę z Borysem, nie wypaliło. Wtedy pomyslelismy, że moze po jakimś czasie warto przyjąć innego psa. Teraz, kiedy wyjeżdżają po kolei absorbujące ukraińskie szczeniaki, napomknęłam meżowi o tym, że może przydałby się Suvi inny psiak do towarzystwa. W ciagu dnia wystaje przy ogrodzeniu i patrzy, a żaden z naszych tam się nie da zaciagnać. Mój mąż wyjeżdża do końca miesiaca, ale potem jak najbardziej drugi pies mógłby się pojawić. Wczoraj rozmawiałam z Tola, której na sercu leży ten czarny pies, ze teraz juz stracił swoją szansę na nowe życie i nigdy nie wyjdzie ze schroniska. Gdyby znalazł się opiekun, to bez problemu może przyjechać do nas jako hotelikowy. Ze względu na moje BDT stadko, niestety nie dam rady inaczej.
-
Aska7, nie wiem o co Ci chodzi? Że niby gdzie chcesz trawnik z rolki? Ma trawnik z tyłu na dwukrotnej powierzchni kojca, tylko trawa cały czas rośnie, bo wiosną dopiero posiana. Ma krzewy dające cień, na murze zabudowań przymocowaliśmy drewniane panele, żeby rośliny miały się gdzie piąć. zasadziłam winorosl i ogórki , ma trawę w doniczce. Trawa jest tez pod czarnym bzem. Ten teren jest naprawde spory. W hotelikach psy zazwyczaj mają do dyspozycji kawałek wybiegu, bo jest więcej boksów i wybiegów lub wspólny "spacerniak". i żyją tak czasem nawet kilka lat. Myśmy mogli jej oddzielić taką część, bo to jedyny pies u nas żyjący na zewnatrz. Postaraliśmy się, ile się dało. Wiesz, ze psy takie jak Suvi, których nie da się wyprowadzić w hoteliku na "spacerniak" najcześciej zmieniają miejsce, nawet kilka razy. Też miałam to w głowie, jak były problemy i miałam chwile zwątpienia i brak perspektyw na wprowadzenie jej do domu, ale przekonała mnie Tola i wpisy Sowy. Tola Powiedziała, ze Suvi bedzie przerzucana z hoteliku, do hoteliku i nie bedzie mieć lepiej. Od męża wysłuchiwałam, czy zawsze musze wziać najmniej rokujacego adopcyjnie psa. Jednak wspólnie doszliśmy do wniosku, ze skoro jest, to postaramy się jej w miarę możliwości stworzyć optymalne warunki do życia. Trawa na ziemi musi miec czas dorosnąć i zagęścić się, na bruku jej nie rozlożę, więc myslę, że powinnismy sie wspólnie cieszyć tym, że Suvi opuściła schronisko, jest bezpieczna i ma zapewnione godne warunki życia.
-
Cieszę się, że to widać. Łatwo dbac o jego sierść, bo lubi się czesać. Za większoscią psów ganiam ze szczotką, a Borys sam rozkłada się do czesania. Ma więc regularnie pielęgnowaną sierść. Borys już całkiem zżył się z nami. Nawet zaczął szczekać i jest czujny, jak coś dzieje się za bramą. Wczesniej było mu wszystko obojętne, teraz zaczyna reagować w obronie swojego miejsca. Chodzi za mną jak cień. To naprawdę bardzo sympatyczny pies.
-
Dotarł dyfuzor dla Amely i jakoś jest bardziej ożywiona. Mam na koncie wpłaty od Limonki 255 zł na karmę Hepatic i 50 zł od Mari23. Slicznie Wam dziękuję. Szynka akurat do diety wątrobowej to tak nie bardzo ;) W takiej sytuacji wołałabym podawac zwykłe jedzenie plus leki na wątrobę. Na szczęście jakoś łączę to i Amely daje radę. Ma bardzo mało ruchu, więc to juz nie kwestia mojego podejścia, tylko jej zdrowia. Nawet jesli ją wynoszę do ogrodu, to zrobi pare kroczków i kładzie się na dłużej. Ma chyba problem z rzepką w tylne łapce i ta przednia złamana przed przyjazdem do Polski, tez może jej doskwierać. Niestety operacja rzepki u starego psa nie ma sensu.
-
Z tym nie powiodło się. Żaden tam nie chce zostać. Po zamknięciu furtki zaczynają szczekać i z paniką w oczach patrzą, jak odchodzę. To musiałby być psiak nawykły do wybiegu i budy. Jak otworzyłam chłopakom furtkę, to mało mnie nie staranowali w biegu do domu. Ustawiliśmy tam drugą bude, ale o wejściu do niej któregoś, nie mam co marzyć. Suvi dobrze sobie radzi, załatwia się na zewnątrz, podchodzi do ogrodzenia. Kojec z budą nie są dla niej więzieniem, mimo że cały dzień ma otwartą furtkę z kojca, to w ciagu dnia idzie tam spać i wieczorem sama też wchodzi. Uznała je za swój dom. Rano już szczekała, zeby jej kojec otworzyć. Dzięki za mile słowa. Staraliśmy się jej stworzyć jak najlepsze warunki i wydaje mi się, że się nam to udało. Ma sporo miejsca, z czasem bardziej się tam zazieleni. Tam było wysypisko gór żużlu i popiołu z pieca poprzednich mieszkańców, zarośnięte pokrzywami i krzewami, z szambem z wygódki. Bardzo się cieszę, że udało się nam całkowicie zmienić to miejsce i zrobić tam psiejską oazę.
-
Czy jest tu ktoś z okolicy Bielska-Białej, kto dałby radę zrobić wizytę dla Margo w Czechowicach? Ostatecznie sami pojedziemy, ale wolałabym obiektywne spojrzenie innej osoby w wyborze domu, więc byłaby wdzieczna gdyby ktoś pomógł w tym. Wszystko wygląda jak najbardziej w porządku, mam nadzieję że tym razem i Margo się uda. Już najwyższa pora, żeby i ona spakowała manatki ;) W końcu w sobotę mąż wiezie też Fiolkę do nowego domu.
-
Wiele osób pewnie czekało na ten moment. Trawnik koło kojca dopiero porasta, wiec wpadłam na pomysł, zeby jej wstawić trawę w doniczkach. Praktycznie wszystkie zamojszczaki po przyjeździe zajadają się trawą. Wczoraj więc pojechaliśmy do Jastrzębia kupić donice, dziś poszliśmy na pole wykopać ogromne implanty trawowe i tym sposobem, Suvi może sobie pogryzać zdziebełka z doniczek. Mąż powiedział mi, że jestem walnięta, ale on jest nie lepszy. Dziś miał wyrwany ząb, a mimo tego poszedł szybko kończyć wybieg, bo na troche przestało padać. Myslę, że było warto. Osobiście odczułam już ulgę.
- 923 replies
-
- 21
-
-
-
Jak luźna kupa nie ustapi, to najpierw spróbuj z probiotykiem. Jesli nie da rady, to trzeba bedzie podac antybiotyk. Niestety, ale rozpulchnione jelita i podrazniona tabletkami śluzówka czesto nie daje rady z bakteriami, które wówczas przyplątują się i namnażają. Advocate to lek, więc nie jest dostepny, jak preparaty na kleszcze, przez internet. Ostatnio własnie rozmawiałam z dr Olender odnośnie eozynofilii Amely, ze jej też zaleca podanie zastrzyku. Ten lek działa na tasiemca i też przywry, które moły nie wyjść w badaniu kału.
-
Już wczoraj dostałam relację i zdjecia z nowego domu Mattiego. Tak samo dostała Kado, która była tam na wizycie. Przy okazji jeszcze raz chciałam Jej podziękować. Dzięki tej wizycie poczułam się znacznie pewniej, bo wiem że bardzo szczególowo ją przeprowadziła. Zrobiłam ogłoszenie na Tychy Margo, jednak moderator przeniósł mi je z psów ze schronisk, gdzie jest tańsze wyróznienie, do psów bez rodowodu i za wyróżnienie zapłaciłam 17.81 zł. Za wszystkie maluchy faktura na ZEA wyniesie 250 zł. Dziś mam odebrac zbiorową, wstawiam rozliczenie szczegółowe. Test na lamblie, badanie kału to dotyczy Fiolki, advocate dostały wszystkie trzy, bo podzieliłam dwie dawki.
-
Oczywiście, na tasiemca podaje się zastrzyk np Anipracit czy Droncit ( nie wiem, czy jest dostepny). Nie faszeruj trzyskładnikowymi tabletkami. Podaje się raz. Mój wet dla pewności podawał po miesiacu drugą dawkę. Jednak mam fajnych wetów ;) Ostatnio wszędzie podają Aniprazol na wszystko, a to silny 3-skł lek. Jesli zna się pasożyta, to lepiej leczyć czymś konkretnym, a nie faszerowac inną chemia przy okazji i to w wilekodniowej dawce. Po Aniprazolu moje szczeniaki potrafiły wymiotowac, dostawały biegunkę a nawet wpadały w hipoglikemie, czyli nieźle wali po wątrobie.
-
Poker, zadzwoń do mnie. Wet trochę kiepsko leczy. Metronidazol podaje się 7 dni 2xdziennie lub 10 dni raz dziennie. Potem przerwa tydzień i druga seria. Nikt nie wyleczy po 5 dniach podawania. Jesli nie wierzysz, to przeczytaj ulotkę Eradii - weterynaryjnego Metronidazolu. To tylko wyciąganie kasy na wizyty i badania kontrolne. Napisałam Ci, że wiele szczeniat z lambliami kaszle, bo pierwotniak obniża odporność. Co do kaszlu, jest kaszel kennelowy bakteryjny i wirusowy. Bakteryjny to najczęsciej Bordatella, ale nie tylko. Stąd są osobne szczepionki np Pneumodog, które działaja na oba rodzaje kaszlu kennelowego. Osobiście swoje psy szczepię nie tylko tym Pneumodogiem ( mam go z Czech), ale i wszystkie psy maja podaną szczepionkę bakteryjną na 5 najcześciej występujących bakterii. Gdyby to był wirusowy, to wszystko w domu ekspresowo by kaszlało. Podobnie byłoby u mnie, w hoteliku Agaty czy u Anety, gdzie trafił pierwszy transport 5 szczeniat. Aneta nie trafiła z antybiotykami i leczyła kaszel 1,5 mies. Daj sobie powiedzieć, bo co 2-3 szczeniak stamtad przyjeźdża z kaszlem. Bakterie mogły byc od początku, tylko teraz się namnożyły. Niech lekarz poda Sumamed i weźmie się porządnie za leczenie lamblii. Może warto zmienić weta? Jedna ze suń, ta chyba siostra Wiwy, też miała koszmarną biegunkę z lamblii i kaszel. Była leczona we Warszawie i co jeden wet, to gorzej leczył, a stan psa się pogarszał, załatwiała się juz śluzem z krwią. W końcu w trzeciej przychodni lekarz właściciwie dobrał i podał leki. Pani dzwoniła mi z podzękowaniami za rady, bo była załamana, a potem udało się szybko wszystko opanować. U Fiolki Summamed dawałam 3 dni i pozbyłam się kaszlu. Daj Advocate. Pomoże i na cheyletiellę i na glisty. Likwiduje je w ostatnim stadium larwalnym, więc nie rozwijają się wtedy do dojrzałej postaci w przewodzie pokarmowym.