Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19285
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. One raczej nigdzie się niestety nie wybierają, więc gdybyście wyadoptowały Norcię, to pod koniec lipca bedzie bezpłatny transport. Ja nie dam już rady wziać dwójki, choć bardzo mi żal jedno z nich zostawić. Może wówczas uda się Ci którejś pomóc.
  2. Jest transport 05 czerwca, może ktoś jeszcze skusi się na szczeniaka? Na razie jest zarezerwowany tylko biały szczeniak dla Poker . Wzięlabym jedno z tych dwóch czarnych szczeniaków, może ktoś zaopiekuje się drugim z rodzeństwa?
  3. To nie wsypuje się tam karmy? Ja do kul lub zabawki dla szczeniąt wsypuję Alpha Spirit tą miękką wersję. chyba że to ma być puszka dla psów, bo raczej nie chodzi Ci o pasztet dla ludzi, z przyprawami? Jesli możesz, to kup jej którąś ze smaków tej miękkiej karmy, są na Allegro dostepne w malutkich plasikowych pojemniczkach. Smakuje wszystkim psom i właśnie taką porcję lub pół można umieścić w macie.
  4. Bardzo cieszę się, że Wiwie tak się dom udał. I jeszcze bardziej cieszę się, że dasz radę wziąć następnego szczeniaka. Co do pieniędzy, to przetrzymaj je, a ja dowiem się, jak wygląda kwestia transportu. Gdyby udało się wczesniej płatnym transportem jednego wysłac, to te pieniadze przydadzą się. Z tego co wiem, to na pewno u Amelii jest jedno miejsce.
  5. Własnie dlatego wstawiłam, bo jest okazja bez tego ogromnego kosztu transportu.
  6. Bo taki jest. Kilka dni temu Kaj zafundował mi mega stres i przedterminowy ekspresowy powrót męża z Gdańska. Ktoś oddrutował zabezpieczoną nową bramę i Kaj uciekł. Byłam samiutka na wsi, bez samochodu i przez 8 godz., do 2.00 w nocy go szukałam. Borys nie dosć, że nie uciekł, jak była okazja, to kiedy psy korzystajac z pustego domu, kiedy ja szukałam Kaja, władowały się do pokoju gdzie są koty, nie skrzywdził żadnego. Wyobraźcie sobie, że koty paradowały z psami po domu, jak wróciłam, a Borys nawet nie ruszył klatki z królikiem, na punkcie którego miał wczesniej totalnego fizia. Kocham po prostu tego dżentelmena. Wierzyć się nie chce, że w tak krótkim czasie stał się domowym przytulaskiem.
  7. Wróciłam właśnie do domu i czekała na mnie seria zdjeć od Oli. Zapytałam o szczeniaka dużego docelowo. Marina Oli przysłała zdjecia, jakie miała. Ponoć nie ma zainteresowania w ogóle psiakami. W szczeniakach są perełki, a w lipcu byłoby miejsce na bezpłatny transport jednego psa. może ktoś się zaopiekuje którymś ze szczyli, bo tak szybko udało się wielu znaleźć domy, ze szkada byłoby nie pomóc, jesli jest okazja. Ja poczekam na fotki dużego szczeniora lub podrostka. tym najtrudniej o dom. Ostatnie jest zdjęcie dorosłego, ale 4 kg pieska. Ola napisała, że nikt nim się nie zainteresował, kiedy go udostepniała.
  8. Dzieki Tolu za wstawienie fotek. Jest rewelacyjny. Bardzo dlugo walczyli z lambliami, ale teraz jest już zdrowy, super błyszczący i nie ma sensacji pokarmowych. Trafiła mu sie ekstra rodzina. Pani nie mogła się go nachwalić.
  9. Myslę podobnie. Nie widać jakiejś ogromnej tragedii, dała się przyciągnać, pogłaskać. Tez myśle, że gdyby była w bardziej ludnym miejscu, to byłoby łatwiej. Widzę to sama po naszych psach. Również mieszkamy na wsi, na odludziu. Kokos w mieście zachowywał się dobrze, ładnie szedł obok, a u nas na zewnątrz, gdzie są wkoło pola i lasy dostawał głupawki, ledwo go byłam w stanie utrzymać na smyczy. Wczesniej też tak miałam z Bezą. W mieście przy nodze ładnie szła, przechodzący chodnikiem ludzie byli jej obojętni, a u nas włączał się jej instynkt pilnowania i wykazywała agresję wobec obcych. Całkiem inne psy, ale to przykład, że od miejsca wiele zalezy. Zresztą widzę też po moich psach. Najpierw mieszkaliśmy w Katowicach, sasiadując ogrodem z tyłem dużego sklepu. gdzie cały czas były dostawy, pełno samochodów, klienci odbierali towar, nocami ochroniarze sprawdzali teren i psy nie zwracały na to wszystko uwagi, chyba że działo się coś niezwykłego np szczekał pies klientów w aucie. Kiedy przenieslismy się na wieś, zrobiły się czujne, zdystansowane wobec tego, co dzieje się poza ogrodzeniem i nielubiące obcych ludzi. Moim zdaniem dla Lumi, zeby przygotowac ją do adopcji najlepszy byłby pobyt w domu, ale w miejscu, gdzie są ludzie, przechodnie, ruch za ogrodzeniem. Bo nawet jesli pozna zycie w domu, ale w odosobnionym, spokojnym miejscu, to na pewno nie bedzie jej łatwiej przy poznawaniu nowych ludzi. Bedą dla niej intruzami wywołującymi niepokój. Moje psy, nie zwracające uwagi na przechodzących ludzi, nawet z psami w mieście, swietnie spacerujace po parku czy nad pełnym ludzi brzegiem wody, całkiem inaczej reagują na nieznajomych pojawiajacych się na pustej, wiejskiej drodze. Od razu są czujne, ida na sztywnych łapach, nie spuszczają wzroku z obcego. Myslę, że Lumi jak najbardziej warto popokazywac na grupach adopcyjnych na FB, ale nie dawałabym info o płatnym DT. Tam sa naprawdę rózni ludzie i nie wiadomo, kto skusi się na, być może dla niego w założeniu, łatwy zarobek. Kazda zmiana domu i ludzi może byc dla niej obciążeniem. Może niektórzy pamietają Martę z Miedar, która do nas trafiła z gromadką dzieci? Ona tez była ogłaszana w poszukiwaniu DT. Wzięła ją pewna pani, ale po dwóch dniach zadzwoniła do Evu i kazała je od razu zabierać. Krótko trwalo, żeby ulotniło się współczucie i chęć pomocy, a przytłoczyła ja rzeczywistość. Na filmiku Lumi biega w kółko na smyczy jak nasz dziki Jimmy. Jimmy robił to samo w Katowicach. Puszczony luzem w ogrodzie juz zachowywał się normalnie, ale jak napisała Sowa wydaje mi się, że powinna miec innego psa. U nas Jimmi ma Fly`a, a dzika Ada Ciapciaka. Bez nich na pewno byłoby trudno o postepy jesli chodzi o życie w domu czy reakcje na ludzi. Te dzikuski obserwują, co robią psy i albo robią to samo, albo chociaz uspokajają się, że nie dzieje sie nic złego.
  10. Teraz rozumiem, o co Ci chodzi. Opłaciłam ze zbieranych pieniędzy, a resztę dopłaciła Ola. Gdy jednak udało Ci się nazbierać, to byłoby fajnie, bo mogłoby być w rezerwie na nastepnego szczeniaka. Wczoraj Marina wstawiła koszmarny filmik. Zatrute toksycznym mlekiem szczeniaczki od matki, której zostały martwe płody w macicy. Urodzone maluszki wszystkie poumierały, a matka podobno też jest w tragicznym stanie. Ma usuniętą macicę, ale nie wiadomo czy poradzi sobie z toksemią.
  11. Jest tylko jeden problem, a bardziej róznica w sytuacji Lumi. Ona chyba zna jedynie życie w boksie i na wybiegu i trudno będzie przewidzieć reakcję na normalne domowe życie, bo go nie doświadczyła. Psiaki, które były u nas, żyły z nami i naszymi psami w domu, więc ich lęk to była kwestia zmiany domu, otoczenia i przekonania się, że inni ludzie też są ok. Potrafiłam powiedzieć, czego pies się boi, czego nie lubi. Jednak były nauczone funkcjonowania w domu, wychodzenia na zewnątrz i wracania do domu, normalnych czynności w domu, odgłosów (np odkurzacza, muzyki), czyli tego, co nie da się przewidzieć w reakcjach Lumi. Jesli jest ogłaszana, to dałabym ogłoszenia jak najbliżej. Może tez znajdzie się dom, jak u Kokosa, gdzie ludzie bedą gotowi na stopniowe poznawanie nowego domu przez psa, na nawet kilka wizyt, o ile oczywiście Murka ma taka mozliwość. Nasz Jimmi kiedy przyjechał pierwszy raz do domu na wsi, to rozbijał się na lustrach i oknach, tak się chciał wydostać z domu. Teraz wołany nawet wchodzi do auta.
  12. Chodziło mi o transport z Ukrainy do Polski, w euro. Ten, na który ja zbierałam i Marina przysłała potwierdzenie, które tu wstawiłam. Została u mnie większosć worka Gastro Intestinal dla szczeniat. Kupiła tą karmę znajoma Toli. Szkoda, żeby karma lezała i wietrzała. jednak jest to dieta wysokobiałkowa i wysokokaloryczna, nie jest wskazana dla zdrowych szczeniat. Mruczko, czy Ryjek ma dobre kupy? jesli ma biegunkę, to może wysłać Ci karmę inpostem? Chyba że wiecie o jakimś psiaku z chorym przewodem pokarmowym? Mruczko, zmien może w tytule, że w typie charta, bo to może zniechęcić ludzi. Pomyślą, że jest mieszańcem, a to specyficzne psy. To zdjecie jest rewelacyjne. Widac na nim, jak bardzo chce miec kontakt z człowiekiem. Mysmy tez mieli hotelikową sunię od Toli, którą nazywałam Ryjek ;)
  13. Zaraz Ci podam na pw. W drugim poście jest całościowe rozliczenie szczeniat. Stan konta na nie w ZEA wynosi minus 95 zł. Na moim koncie wpłaty są całkowicie rozliczone. W poście pierwszym, pod zdjeciami jest rozliczenie transportu 5 szczeniaków, które dojechały później.
  14. Super! Czy Ty czekasz na adres Mariny? mam go komus przekazać, a chyba mysmy o tym rozmawiały?
  15. Jeszcze nierozliczony jest metronidazol 2 opakowania na lamblie dla szczeniat - 53,80 oraz sumamed dla Fiolki 27,99 zł, które im wykupiłam. Razem wychodzi 81.79 zł. Od tego odjęłam 16.69 zł, ktore zostały na moim koncie z wpłat dogomaniackich na szczeniaki, daje 65,10 zł. Te 65 zł zapisze jako opiekę w rozliczeniu, bo fundacja nie może opłacać leków z apteki.
  16. Jesli nie przeszło po sumamedzie po 5 dniach, to lepiej nawet spróbowac z Linko spectin. Antybiotyk może działac bakteriobójczo lub bakteriostatycznie. Na ulotce jest podany sposób jego oddziaływania na bakterie. O uszkodzeniu szkliwa mozna przeczytać w ulotkach doxycykliny, ale chociaz psiego stomatologa macie we Wrocławiu właśnie. Fiolka od razu dostała sumamed i Lydium, potrzech dniach nie było sladu po kaszlu. Zawsze mam go w lodówce i moje kolezanki hodowczynie tez go chętnie stosuja. Jedno z kaszlacych szczeniąt które przyjechały wczesniej w inne miejsce przestało kaszlec dopiero po Bactrimie. Nie szukałabym mu domu na już, bo kaszel wzmocni sie na pewno po zmianie domu. Nie wiem, czy już tu wstawiałam. Rozliczenie wszystkich 3 szczeniaków na ZEA. Faktura jest wspólna z Borysem i kotką, stad osobna rozpiska lekarki.
  17. Slicznie dziękuję Pani Ani za kolejną wpłatę na kojec - 100 zł. Już wpisałam w rozliczenie kojca na pierwszej. Wczoraj odpoczywaliśmy na trawce, bo było trochę wiecej słoneczka. Wstawiam rozliczenie z przychodni od Borysa, bo faktura na fundację est wspólna.
  18. Szkoda, że nie podał Sumamedu, który najlepiej działa na kaszel u szczeniat. Na pewno potrwa leczenie, bo antybiotyk, który dostał działa tylko bakteriostatycznie. Czy lekarz uprzedził Cie, że najprawdopodobniej uszkodzi szkliwo? Nie podaje się go z tego powodu u szczeniat, jesli nie jest lekiem z koniecznosci. Ja musiałam kiedyś podawać swojej suni wg antybiorgamu i niestety, miała problem z kilkoma zebami. Poproś lekarza o podanie na odpornośc Lydium, naprawdę potrafi zdziałac cuda, juz po 2 zastrzykach. Nasze wszystkie dostały, kiedy Fiolka przyjechała z kaszlem.
  19. Nie martw się, Kokos też identycznie zareagował na swoją rodzinę, jak oni do nas przyjechali. Jednak zaproponowaliśmy im drugą próbę, czyli przyjazd z Kokosem do nich i to był strzał w dziesiatkę. Tylko do tego potrzebny jest dom niedaleko, świadomi ludzie i zabezpieczony teren. Jeszcze gorzej miałam z ukraińskim Bostonem. On przed nową panią udziekał na 20 m i jeszcze ją oszczekiwał na sztywnych lapach. Pojechaliśmy z nim do nich i też jak Kokos został, a po 1-2 dniach już wszystko było dobrze. W jego przypadku byłam pewna, że ludzie zrezygnują z adopcji, a okazało się że są świetni i stali się rewelacyjną rodziną Bostona. Boston był moim pupilkiem i ja dla niego byłam najważniejsza, ale i tak po paru dniach przekonał się do nowej pani. Margo w nowym domu była tak zdezorientowała, schowała się za krzesło i chciała ugryźć pana, kiedy chciał ja pogłaskać. na drugi dzien była juz sobą i tak kontaktowa, jak u nas. Wiele psiaków boi się obcych ludzi, ale udają się ich adopcje. Tak, jak pisze Sowa, przy tych adopcjach powiedziałam od razu ludziom, żeby nie oczekiwali, że pies zarzuci im łapy na ramiona i poliże z radosci, że chcą mu dać dom. One czują się bezpiecznie w miejscu, gdzie są i boją się każdej zmiany. Jesli rodzina jest tego świadoma, to powinno się udać. Pani od Kokosa najpierw powiedziała, że żal jej go zabierac, skoro on się u nas tak dobrze czuje. Wtedy uświadomiłam ją, że on i tak nie może zostać na zawsze i że w końcu pojedzie do innego domu, więc mu krzywdy nie zrobi, adoptując go, bo nie ma innej opcji . Lepiej dla psa szybciej, niż po wielu miesiacach czy latach.
  20. Aska7, dasz radę kupić jej cos takiego? Mam tylko maleńkie kule smakule. Tez myslałam nad aktywnoscią. Daję jej suszone uszy lub kosć, ale to nie jest za wiele. Na pewno, jak już przyzwyczai się do swojego wybiegu tak na dobre, to chciałabym jej otwierać go, żeby mogła pobyc z psami. Tylko musze wiedziec, że jest na tyle ogarnięta, że uzna to miejsce za swoje i tam wróci.
  21. Dzięki Tolu. Chyba przynosi efekty. Suvi otwiera się, daje juz sobie robić zdjecia. Bardzo cieszy się z towarzystwa, ale moje chłopaki juz dzis nie dają zagonić się do kojca. Wczoraj razem sobie lezeli, wiec już był krok do przodu. Wczesniej tylko stała, nie kładła się na wybiegu. Rano z rozpędu wbiegł Ciapciak, ale kiedy zobaczył, że reszta stoi jak wryta przed furtką, szybko wrócił, żebym go przypadkiem nie zamknęła.
  22. Odetchnęłam dziś pełną piersią. Jeszcze dobrze nie nabrałam powietrza, a już zobaczyłam szczeniaka, któego wstawiła Marina. Na razie wiadomo, że jeszcze coś ma z kręgosłupem. Gdyby z czasem przeszło, to moze udało mu się pomóc? Miałam kiedyś zarezerwowaną niechodzącą kicię i zanim przyjechała, to zaczęła chodzić. Musiał to byc tylko krwiak lub obrzek przy rdzeniu.
  23. Sowo, z całym szacunkiem, ale myśle zupełnie inaczej. Pochodzę z rodziny myśliwych od pokoleń. Takich z zasadami i własnymi lasami, nie tych aktualnych prezesików i bizmesmenów zabijających dla szpanu. Od maleńkosci wychowałam się w domu z medalowymi truchłami zwierząt na ścianach i nie tylko. Na hakach mojej hustawki w drzwiach były oprawiane upolowane zwierzeta, a ja widziałam, jak krew z ich nosów spływa do miski. Z zamkniętymi oczami, sparaliżowana strachem przechodziłam do łózka przy skórach suszących się na stojakach. Na obiad rodzina wypluwała z mięsa śrut, a ja płakałam, że nie chcę jeść czyjegos ciała. Jestem tym kim jestem, własnie przez to, czego doświadczyłam kiedyś. Moje dzieci tez nie jedzą mięsa. Najgorszym pytaniem dziecka nie bylo to, skąd się biorą dzieci, ale to skąd jest mięso. Na pytanie córki skąd jest ono jest, powiedziałam, że od martwych zwierzat. Wtedy zapytała, czy same umierają. Powiedziałam jej, ze nie, że ludzie je zabijają, zeby mogli zjadać. Nie uważam norowania za konieczność przetrwania. Lisa czy borsuka nikt nie zjada. Lis jest psowatym i zupełnie nie ogarniam jego uporczywego zwalczania pzez ludzi posiadajacych psy. Inna kwestią jest zaburzony ekosystem. Może gdyby nie próbowac już eliminowac odradzajacej sie populacji wilków coś dałoby to w powrocie do równowagi. Sama nie tknęłabym krowy czy świni, ale rozumiem, jesli ktoś nie potrafi inaczej. Tylko okrucieństwo dla sportu dla mnie jest nieakceptowalne. Tym bardziej w sytuacji, kiedy psiaka się ratuje i istnieje ryzyko, ze jednak tak naprawdę możemy pogorszyć jego zycie, a nie polepszyć. Nigdy nie bedziemy miec pewności. Po co ryzykować? Ja moge nie jeść miesa, ale mam świadomosć, że moje zwierzeta powinny. Koty dostają mięsną karmę, psy często bazują na karmie wegetarianskiej czy z robali. jednak to jest zupełnie cos innego, niż jedzenie mięsa przez ludzi i wg mnie kwestia zywienia zwierząt mięsożernych nie powinna byc argumentem w sporze o niejedzenie ciał innych istot przez ludzi. Postrzelone zwierzęta czy rozszarpywane żywcem przez psy mysliwych, gdyby mogły, to pewnie nie uważałyby, ze cierpią mniej, niz futerkowe czy rzeźne.
×
×
  • Create New...