Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19196
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Rzeczywiście zrobiła jej się zmiana na oku. jednego dnia to była sieć czerwonych naczynek na środku oka, a drugiego juz jasny punkt na środku, więc pewnie wrzód rogówki. Udalo się jej zarzucić smycz i wyciagnać z budy, ale dalej ani kroku, bo ekspresowo prawie całkiem przegryzła smycz. Nie dała podejść i zarzucić nic na siebie, bo nie kuliła się czy odwracała, tylko stanęła na łapach w moją stronę, patrzyła mi w oczy, pokazała zęby i czekała na mój krok. Mąz pojechał po antybiotyk. Dostaje go plus lek przeciwzapalny i na szczęście dziś jest o wiele lepiej. już bałam się, żeby nie skończyło się usunięciem gałki ocznej, bo tak się w ciagu doby oko zmieniło, a tu ani podac kropli, ani maści, ale cały stan zapalny schodzi. Na wszelki wypadek wzięliśmy Sedalin, ale mieliśmy go podać, gdyby było gorzej i lekarka musiała coś jej podac czy oczyścić.
  2. Kenia i Wiwa są śliczne obydwie. I nie widziałam szczeniaka z tego schroniska z malymi uszami ;) Nawet nasz Kaj miał takie klapnięte uszyska, jak przyjechał.
  3. Poproś DT, żeby kupili Can-vit zielony. Uszy szyblko staną. To duży plus, bo jest później mniej infecji, niż przy klapniętych uszach. Współczuję odbierania telefonów w sprawie jej adpcji. Pamiętajcie, że jest w typie rasy, a teraz jest szaleństwo pseuduchowego rozmnażania. Rejestrowane są wszelkie psy przypominajace jakąś rasę i maluchy opychane frajerom po kilka tysiecy. mam do 10 zapytań dziennie o suki go hodowli. Kryją suki juz przy pierwszej cieczce. Nigdy nie było takiego koszmaru, jak teraz.
  4. Dobrze, że chociaż ona ma szczęście. Pan zainteresowany Mattim już nie odezwał się, a dziś zadzwoniła wizytatorka z TOZ-u, że umówiła się na wizytę dla Margo w Częstochowie , a pani potem do niej oddzwoniła, że wyjeżdza na tydzien i odmówiła spotkanie które miało być już dziś. Pani inspektor specjalnie pozmieniała swoje plany, żeby zrobić ta wizytę, bo reszte wizyt miała zaplanowane na wtorek. Jestem w stanie zrozumieć, że coś mogło kobiecie wypaść, ale wypadało do mnie zadzwonić czy choćby wysłać sms i poinformować. Niestety nie pofatygowała się mnie powiadomic, że odmówiła spotkanie. O Matusia dziś zadzwoniła pani z fochem, jaka będzie miec gwarancję, że on może zostawać sam na 8-9 godz. Odpowiedziałam, że żadną. Kolejną rewelką było, że mieszkając w domu można zostawić psa samego na zewnątrz, żeby nic nie zniszczył. Zapytałam, czy pomyślała, że z nudów czy tesknoty mógłby się podkopać pod ogrodzeniem, wpaść pod auto i konać x- czasu na drodze, bo nikogo nie byłoby w domu przez kolejne ileś godzin.
  5. Byłam ciekawa, czy udało się ją złapać. I juz odetchnęłam. Sunia fajna, wygląda jak mix yorka z jamnikiem szorstkowłosym. Na pewno szybko będą chętni do adopcji.
  6. Dziś Borys był u lekarza, bo tak jak juz dawno obawiałam się, przy ocieraniu okiem o wszystko, zrobił sobie krzywdę. Nie uszkodził oka, ale zahaczył przy tym o coś głową i zrobił ranę nad uchem. Nie widziałam jej wczoraj w tej sierści, dopiero zaintrygowało mnie, czemu Ciapciak cały wieczór go wylizuje w jednym miejscu. Dwa pozostałe psy te, choć rzadziej. Dostał antybiotyk, miał ranę zapsikaną, ale Ciapciak znowu mu uparcie to liże. Nie wiem, co zrobić, bo Borys nie da się zamknać nigdzie. Nie da się wytrzymać z powodu monotonnego szczekania. Potrafi tak długo, aż do skutku. Za to jednak od przyjazdu przytył 7, 2 kg. Ja po nim nie widzę przyrostu wagi, ale jednak waga sie nie myli. Po zaleczeniu rany trzeba bedzie pomyśleć nad okiem, bo tak nie może funkcjonować. Oko jest coraz gorsze i chyba nie obędzie się bez amputacji. nie dość, że nie funkcjonuje zupełnie, to teraz jest pokryte coraz wiekszą siecią naczynek, a Borys nadal stale je o wszystko ociera. I w końcu jeszcze pęknie gałka. Dziś firma postawiła nam ostatnią ścianę betonowego ogrodzenia, wiec choć o ogrodzenie nie bedzie już wycierał oka, ale jemu wystarczy otoczka przy drzewach czy siatka w innym miejscu, nawet kora krzewów czy drzewek.
  7. Nie o to mi chodziło, tylko o to, że to liczna rodzina jak na mieszkanie, a Matti na małego się nie zapowiada. Pan przedstawił żartobliwie niewątpliwy plus dużej rodziny, a mianowicie że zawsze miałby kto wychodzić na spacery ;) naprawdę milo się rozmawiało. Miał wysłać po pracy mail w sprawie ankiety. Jesli wyśle, to zobaczymy.
  8. To sytuacja jak u p. Magdy I. :) Oby też mała trafiła na tak wspaniały dom. Dziś dzwonił sympatyczny pan o Matiego, tylko jest czwórka dzieci i z tego co zrozumiałam, mieszkanie. Dowiedziałam się, ze u suni, tej chyba siostry dziewczynki od Poker też juz dobrze. Jest na drugiej serii Metronidazolu na lamblie, miała leczony kaszel. Z 4 kg urosła na 7.
  9. Dziękuję Wam, własnie przed chwila umówiłam się z inspektorką TOZ-u, ze tam pojedzie z kolezanką. Mam nadzieję, że wszystko bedzie dobrze. Trzymam kciuki. Jednak jak przypuszczałam jasnymi psiakami jest większe zainteresowanie. Chyba tez jeszcze raz ogłoszę Matiego na Warszawę. O niego to już nie mam ani jednego telefonu.
  10. Druga super wieść :) On ma tak rewelacyjne pysio, że na pewno szybciutko kogoś zainteresuje.
  11. Onaa, bardzo mnie ucieszyłaś, że bierzesz pod opiekę tą akurat sunię. Mamy ten sam gust; najpierw Kokos, a teraz ona. To razem z czarnym psiaczkiem z buldożkowym wyrazem pysia, moja ulubienica. Mój ukochany typ. Oczko ma jak Borys. Mam nadzieję, że ona bedzie miała więcej szczęścia w adopcji, ale też jest ładniejsza i mniejsza. Czasem adopcyjność potrafi nas zaskoczyć. Zakładałam, że maluchy są bardzo adopcyjne i ekspresowo znajdą domy, a Matuś jest nadal bez perspektywy. Na szczeście może Margo i Fiolka beda miały swoje rodziny. Rewelacyjne jest to, że dajesz szansę takim, które mają najmniejsze perspektywy na zmianę losu. Kibicuję Wam gorąco!
  12. Straciliśmy okazję, bo kiedy była spokojna w podróży założyliśmy, że wszystko bedzie ok. Wcześniej psy szły do domu, to pierwszy pies od wielu lat w kojcu, a w ogóle pierwszy problematyczny w kontaktach. Gdyby nam przyszło do głowy, że moga byc takie problemy, to wszystko odbyłoby się inaczej, łacznie z terminem odebrania jej ze schroniska, żeby było więcej pracowników i ją ogarnęliby ze wszystkim. Do tego w domu jest inaczej, psy muszą się dostosować. Ona też po trasie była spokojna, jeszcze te pierwsze godziny była zadziwiona, ale zainteresowana. Rano, kiedy minął szok zwiazany z łapaniem i transportem, zaczęła się zupełnie inaczej zachowywać.
  13. To nie kwestia czasu, bo w zimniejsze dni robi to moj mąż. Dostaje żwacze i śledzia. Jest zainteresowana jedzeniem, ale tylko oblizuje się i nie wyjdzie do miski, dopóki on tam siedzi. Mam nadzieję, że jak bedzie cieplej, to znowu bedzie wysiadywac przy siatce. Wczoraj dopołudnia już siedziała, ale u nas stale zimny wiatr lub jak dziś zachmurzenie. Często są psy na zewnątrz lub nawet wchodzą do kojca. Ona na nie w zaden sposób nie reaguje. Własnie to jest dziwne, że nie szczeka na nie, nie rzuca się do prętów ani nie boi się, nie miota. Ona siedzi i patrzy. Człowiekowi patrzy w oczy, nie ucieka ze wzrokiem, nie chowa czy nie kuli się.
  14. Pilnie poszukuję kogoś do wizyty PA w Częstochowie. Dajcie prosze znać, jesli ktoś kojarzy kogoś stamtąd. Chodzi o dom dla Margo. Pani brzmi bardzo sympatycznie, dom z ogrodem, zawsze ktoś w domu. Zgodnie z Tolą uznałysmy że ankieta jest bardzo ładnie wypełniona. Szkoda, zeby siedziała u nas, jak może to dom dla niej. Tym bardziej, że mimo iż najmniejsza, to terroryzuje nie tylko Fiolkę, ale i Matusia. Chciałam podziękowac Limonce80 za wpłate 50 zł na maluchy. Już wstawiłam w rozliczenia na pierwszej stronie. Nasze maluchy czekają na Advocate, bo głównie Matti ma sporą cheyletiellę i stale się drapie. Jutro odbieram, bo musiałam zamówić.
  15. Do niedawna warczała,na nasz widok, od paru dni tego nie robi. Mogę zadzwonić do Pani Heni Korkus i zapytać, czy jej syn nie przyjechałby, znam ich i tak samo przyjechał do mojej mamy do psa. Jednak zdajecie sobie sprawę, że to dla Suvi bedzie trauma i to większa, niz łapanie na pętlę w schronisku, bo teraz trzeba jakoś wywlec ją z budy? Może byc gorzej i ja mogę sobie z nią wtedy w domu nie poradzić. Pokój dla niej mam na piętrze. Może więc pomyśleć nad zmianą miejsca i ją od razu tam przewieźć po złapaniu? Lub np umieścić u Korkusów na jakiś czas, żeby z nią pracowali. to jedyni szkoleniowcy do których mam pełne zaufanie i znam od lat. Tylko ceny niestety nie są bezdomniakowe. I Pani Henia (juz na emeryturze) ma podejście, że przy psach żyjących bez człowieka, cudów się nie zdziała. Juz wczesniej z Nią rozmawiałam na ten temat. Szczerze, to czuję się jak kiedyś przy Fado. Wszyscy naciskali, pouczali, dopytywali się stale o efekty i postępy. Byłam stale pod presją. Potem pojechał do hotelu do Jamora, gdzie nadal niezmiennie siedzi w swoim kojcu, nie ma postepów ani perspektyw na adopcję. Teraz wszyscy uznają, że jest ok. i Fado po prostu taki jest. Linda zaufała po roku, Amely teraz po 5 mies, przychodzi się głaskać, ale na ręcę nadal trzeba ją brac w kocu, a Jimmi pozostał dziki, choć nauczył się reagowac na wołanie i w domu normalnie funkcjonuje. Niestety, czasem trzeba czasu i to wiecej, a czasem pies zatrzymuje się na jakimś etapie relacji z człowiekiem. Suvi żyła ok 10 lat bez bezpośredniego kontaktu z człowiekiem. Gdyby to był mój pies, to po prostu czekałabym. Dawanie tu przykładu Lumi nic nie da. Każdy pies inaczej reaguje. Naprawdę chciałabym, żeby Suvi reagowała jak Lumi. Mam Nelę, która była w schronisku 9 tal. Żyje sobie z nami, ale nie jesteśmy jej za bardzo potrzebni opócz zaspakajania potrzeb. Czasem sama dopomina się o głaskanie, zupełnie nie boi się, ale na jakies formy bliższego kontaktu np. podniesienie na rękach, przytulanie zareagowałaby zębami. Decydujcie, co robić. Tylko ja na pewno nie wejdę do budy i jej nie będę łapać. Pracuję rękami, nie zaryzykuję pogryzienia. Dostaje Stess Out, ale na jego działanie tez potrzeba czasu. Mogę zapytac neurologa o lek przeciwstresowy. Jak dla mnie to lepsze wyjście, niż stosowanie siły. Podyskutujcie, zadecydujcie i dajcie znać. Zupełnie nie zaprzeczam, że to trudny pies i może ktoś inny poradziłby sobie z nią lepiej. Powiem szczerze, że od już chyba ok 2 lat razem z Tolą starałam się jej znaleźć dom, żeby nie odeszła w schronisku. Zawsze jednak słyszałam, że to dziki pies, o nieznanych reakcjach i nikt nie zaryzykuje opieki nad nią lub wzięcia jej a opieka może trwać latami, bo może być nieadopcyjna. Dlatego zaproponowałam jej miejsce, kiedy usłyszałam, że coś się ruszyło i ludzie chca jej już tym razem naprawdę pomóc. Może rzeczywiście lepiej umieścić ją w miejscu, gdzie ktos ma duże doświadczenie z takimi psami ?
  16. To zdjecie juz po transporcie naszych. Uszy ukraińskich szczeniąt są dla mnie intrygujące. Szczeniaki są z róznych miotów, ale niezmiennie mają mega ogromne uszy i co najlepsze, to te uszy wbrew prawom fizyki często z wiekiem stają ;)
  17. Nie, oczywiscie załatwia się na zewnatrz. przestała już wnosić miski do budy, jak robiła na początku. Ma jedną cześć kojca do jedzenia i picia, w drugiej załatwia się. Sama sobie tak podzieliła przestrzeń. Miskę stawiamy przy zewnętrznej sciance. Teraz, jak jest tak zimno i pada, to ona większosć czasu spędza w budzie i nie chce wyjść do jedzenia. Przy takiej pogodzie zajmuje się nią mój mąż, czeka przy misce, ale ona nie je przy nim. Niestety, ja nie moge wychodzić na zimno. W ciepłe dni siedziała sobie przy ogrodzeniu kojca i obserwowała. Juz nie zawodzi nocami, jak robiła na początku. Zjada całe porcje, które jej się przynosi. Wiem Tolu, gdybyśmy wiedzieli jak bedzie, to pewnie inaczej wszystko zorganizowałoby się od początku. Od dwóch dni nie, bo jest zimno i mokro. Wczesniej wychodziła. Pisałam o tym, tylko musiałam odwrócić się plecami i trochę odejść. Wtedy jadła z miski. Jak patrzyłam to stała, ale nie jadła.
  18. Jak niby mam to zrobić? Mam największy rozmiar budy, muszę do połowy wejść do niej, żeby siegnąć do końca. To nie jest mała psinka. Ja tego nie zrobię. Nie utknę z twarzą i rękami w budzie z takim psem. Nie mogę pozwolić sobie na pogryzienie, bo nikt za mnie nie bedzie wykonywac moich obowiązków, ani kąpać i strzyc psów. Gdyby miała od początku założoną smycz, to mogłabym ją próbować wyciagnąć. Tak samo, gdybysmy wiedzieli, co bedzie, to wzięlibyśmy ją od razu do domu. Choć jak juz napisałam wczesniej, to tez niewiele mogłoby zmienić, bo zamiast nie wychodzić z budy, mogłaby nie chcieć wychodzic z pokoju. Jednak nikt nie przewidział reakcji Suvi, więc jest jak jest. Dodam, że gdyby ją dotykać ręką w rękawicy, to też trzeba częsciowo być w budzie i soba zablokowac wejście. Powoli ogarnia mnie bezradność.
  19. Niestety, żadnych nowin nie mam. Pani, która była zainteresowana Margo, dziś napisała sms, że jednak nie weźmie jej. Zresztą sama w rozmowie nie naciskałam, bo tak żywiołowy szczeniak nie jest chyba dobrym pomysłem do małego mieszkanka w bloku dla samotnej osoby. Szczeniaki rosną, nabierają masy, jedzą jak smoki. W domu roznoszą wszystko, a w ogrodzie już pokopały mi dziury w dopiero do wysianej trawie, wykopały zasadzone w kwietnikach roślinki, powyrywały krzewy. Idą razem jak burza i są nie do opanowania. Jak za którymś lecę interweniować, to dwa pozostałe juz psocą. kupiłam moim psom suszone uszy za stówkę i już połowę worka zużyłam na te diabełki, żeby trochę się wyciszały przy ich gryzieniu. U Fiolki opanowałam kaszel, ale kupa jeszcze nie jest najlepsza. Choc też nie jest to woda i śluz jak na początku. Poker, poproście o test na lamblie u tej białej, bo ta jej chyba siostra miała. Nie zawsze przy lambliach są biegunki, jesli ich ilość nie jest za duża. Dostałam od Mariny potwierdzenie opłacenia transportu dla 4 psów, bo piątego opłaciła Ola.
  20. Ale jak? Jest duża, siedzi z tyłu budy. Nie ma opcji, zebym weszła do połowy do budy i ją wywlekała na siłę, bo mnie pogryzie, kiedy poczuje się osaczona. Na pewno nie jest bardziej wycofana, bo już nie warczy, jak wchodze do kojca. Nie miota się, nie ucieka. Moją dziką Adę po przeprowadzce na wieś puściłam w ogrodzie luzem. Pierwszego dnia siedziała prawie cały dzien na dworze, ale w końcu za psami weszła. Suvi to pies hotelowy i nie wezmę odpowiedzialności, gdyby chciała się podkopać czy nie wróciła do kojca lub za psami nie weszła do domu. Z instrukcją dotyczącą klikera zapoznam męża, jak wróci do domu. Na razie jesteśmy skupieni na Fiolce, szczeniaku z Ukrainy , która przyjechała kilka dni temu z kaszlem i biegunką. Nie mogę pozwolić sobie na rozniesienie kaszlu po psach. Leczymy, badamy i dezynfekujemy.
  21. To zapraszam do pomocy przy robieniu zdjeć ;) Margo to takie diablę, że pół godziny trzeba ją ogarniac, żeby udało się jakies zdjecie w domu pstrykąć, ale to i tak na leząco, kiedy czai się i kombinuje, co zrobić. Zdjęcia z ogrodu są robione z okna, bo gdyby ja była z nimi, to biegałaby jak strzała albo wisiała na moich nogach.
  22. Sami powinni wiedzieć, że jak taka osoba odejdzie, to pies trafi w najlepszym razie do schroniska. Jesli bedzie się chciało komuś tam go odwieźć. Dla mnie to egoizm, jak dzwonią ludzie po siedemdziesiatce o szczeniaka. Każdemu życze życ jak najdłużej, ale np ja też mam ustalone z przyjacióką i mężem, co mają robić, gdybym umarła, a co dopiero powinna myślec o przyszłości psa starsza, samotna osoba. Jednej pani już powiedziałam, że nie jestem od spełniania ludzkich życzeń, bo szukała szczeniaka dla starszego, niepełnosprawnego samotnego przyjeciela. Robię to dla dobra psów, a nie żeby dogodzić ludziom. Szantażowanie psychiczne, że ktoś załamie się bez psa i bedzie nieszczęsliwy działa na mnie odwrotnie. W ogloszeniu jest napisane, że szczeniaki przebyły długą drogę i szukamy im najlepszych domów. Przy Margo, że szukamy rodziny aktywnej.
×
×
  • Create New...