Jaaga
Members-
Posts
19196 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Własnie nie dałam. Jest całkiem inny, niż Picasa. Najpierw go pobrałam, potem też spolszczenie. Poślęczałam nad nim. To co chciałam zaznaczyć, żeby zostało, to wycięło się. Nie znalazłam retuszu, tylko jakies pędzelki i przeniesienie malutkiego fragmentu tła. Zdenerwowałam się, pędzelkiem napisałam na zdjęciu brzydkie słowo i usunęłam program z komputera.
-
Zrobiłam domową sesję, ale wyszło tylko kilka zdjęć, bo Sali trudno ogarnać w bezruchu. Niestety, ggogle zlikwidowały picasę, z której korzystałam 15 lat i nie bardzo radze sobie z innymi programami. Nie potrafię tu wstawić fotek. Przesłałam więc album Toli na maila i wstawi je wieczorem. Przeglądnęłam inne programy do obróbki i zmniejszania zdjeć, ale nie znalazłam podobnego do picasy, a uczenie się obsługi kolejnego kosztuje sporo czasu i nerwów.
-
Teraz przyjedzie hotelikowy trójłapek Czarny, na którego złapanie czekamy od chyba miesiaca. Czarny ma tragiczną historię. to pies żyjacy w stadzie na zajezdni. Niedawno przejechano mu łapę. łapa gniła, ale nikt tym nie zainteresował się wiele dni. W końcu zgłoszono go do Mariny. Pies został załapany i trafił do szpitala na amputację. Bez łapy, po kastracji, w kołnierzu był transportowany ciągnikiem na przyczepie w klatce do schroniska. W trakcie drogi sforsował klatkę i z niej wyskoczył. uciekł 20 km na swoją zajednie. Tam, jako że był w kołnierzu i cuchnący szpitalem, nie poznały go inne psu i chciały zagryźć. Udalo mu się uciec, ale wpadł pod auto. Od tego czasu nie dawał się złapać. Wychudł, posiwiał, zdziadział, miał nie usunięte szwy, bez antybiotyku po amputacji łapy. Dopiero wczoraj znalazł się ktoś, kto go złapał. Dziewczyny z FB oferowały wczesniej 150 euro za jego złapanie ( przy średniej pensji 200 e), ale nikt się nie skusił. mają też przyjechać 2 szczeniaki. Potem, nastepnym transportem dwa hotelikowe. Piątego musialam odmówić, bo niestety nie dam rady. i tak czwarty może przyjechac jedynie dlatego, że Dino jest zarezerwowany i pojedzie do swojego domu. Miałam nadzieję, że uda się sprowadzić maluchy i gdzies poumieszczać, ale niestety nie ma miejsc. Dzis bedę focić zamojską Sali. Gdyby ktos ją zarezerwował, to mogłabym prosić Olę o puszczenie płatnym transportem za 1-2 mies. piątego szczeniaka.
-
Nie zjadał jakiejś rośliny? Takie objawy są przy zatruciu roslinami własnie. Wystarcfzy czasem wymamlany kawalątek.
-
Ja również. Marina odczytała wiadomości Oli, ale jej nie odpisała na temat szczeniąt. Czyli na razie nie wiem, które przyjadą, wiem że maja przyjechac dwa. Na razie ustalamy z Ola miejsce odbioru psów, bo udało się w końcu złapać trójłapka, któremu trzymam miejsce u Suvi. Moja mama nie poradzi sobie z odbiorem i umieszczeniem w domu dużego, mega wystraszonego psa. Wątpiłam już, że on da się kiedykolwiek złapać. Marina ma go u siebie w domu, wiec Ola chce go jak najszybciej wysłać. Z dobrych wieści widziałam na FB, że pani pomagajaca trójłapkom znalazła miejsce dla Violetty z wadą wrodzoną. Czyli sunia też dostała szansę.
-
Miewa się dobrze, ale temperament jaki miała, taki jest. Na szczeście dzieki za każdym razem wystawianej dłoni, juz jednak oduczyła się skakania po ludziach jak ping pong. Od początku ma słabość do Dina, ale czasem jest za brutalna w zabawie i trzeba interweniować. Kolezanka, która była u mnie powiedziała, że dla niej wygląda jak border Collie i ma taki temperament. Bardzo jej się podobała. Czyli nie tylko ja mam takie wrażenia. Myslę wiec, że warto w taki sposób ją ogłaszac, bo osoby zainteresowane tą rasą wiedzą, jaki te psy mają temperament i nie oczekują psa leniwca. Najgorszą jej cecha sa próby wydostania się przez okno. Nie można przy niej otwierać normalnie, tylko górą uchylnie. To bardzo wazne, gdyby miała zamieszkac wyżej.
-
Ja nie jestem zupełnie osobą decyzyjną. Mną się nie przejmujcie. Tak, u niej są guzy, tylko chodzilo mi o to, że może się to skończyć np hormonalnym nietrzymaniem moczu. Miałam sunię z tym problemem, praktycznie z wygladu kopię Shilii, tylko rudą. Nietrzymający moczu większy piesto był duży problem i przyjmowała leki do końca życia. Wątpię czy lekarz usunie obie listwy mleczne i zrobi sterylizację jednocześnie, bo to byłoby za duże obciażenie dla organizmu i za duże cierpienie. Może wiec zacząć odwrotnie niż zazwyczaj, czyli od usunięcia listwy z guzami? Moja sunia przeszła to wszystko i miała podzielone operacje na dwa razy. Za pierwszym razem sterylizacja i usunięcie jednej listwy z węzłami chłonnymi pachowymi i pachwinowymi. Po zagojeniu po miesiacu usunięcie drugiej listwy. Operacje, mimo że podzielone i tak były straszne. Była obolała, spuchnięta i fioletowosina od pachy do krocza. Niestety skuteczne usunięcie zmian nowotworowych jest możliwe własnie poprzez usunięcie całych listew oraz węzłów chłonnych.
-
Super pomysł! Gdybym miała gotowca na fb, to z chęcią porozsyłam po grupach pomocowych. Tylko trzeba wspólnie pomyśleć nad treścią. Przdaliby się wolontariusze w okolicy Zamościa oraz w innym miastach, gdzie bywaja psiaki do np wizyt w przychodniach, wizyt pa, robienia zdjęć oraz fajnie byłoby tez pozyskać domy tymczasowe. Może ktoś w ramach wolontariatu na Instagramie poreklamowalby fundację i zwierzaki. Dla młodzieży to chleb powszedni, więc może się udać.
-
Współczuję Wam tego użerania się z ludźmi, którzy nie rozumieją, co czytają. Dlatego zawsze piszę w moich ogloszeniach, że nie odpowiadam na wiadomości. Jeszcze i tak nigdy nic z nich nie wyniknęło. Te ogłoszenia chyba i tak nic nie dadzą. Mam z nich telefony i dosłownie nikt nie doczytał dotąd w treści, ze szczeniaki bedą dostepne w drugiej połowie miesiąca. Do tego nastąpiły dalsze utrudnienia. Miałam rodzinę zainteresowaną czarnym dużym chłopakiem, już po ankiecie, mieliśmy jechac w tym tyg. na wizytę. Adopcja i tak była uzalezniona od tego, czy sunia jaką mają zaakceptuje się z psem, ale zakładałam że bedzie ok, bo psiak towarzyski. Dlatego, jak tu wczesniej wspominałam odmówiłam sunię z uszkodzonym uchem i zarezerwowałam chłopaka. Dziś dostałam wiadomość, że rezygnują z adopcji, bo wybrali sobie innego psa. Niestety, nie dam rady przyjać 5 psów w 3 dni bez nawet perspektywy na adopcję jednego z nich. Jeszcze dzwoniła Ola, że Marina nie odpisała, czy z Amelią moga jechać 3 szczeniaki. Dlatego puszcza za tydzień dwa płatnym transportem, a potem zobaczymy. Na pewno przyjadą z Amelią szczeniak dla Poker i sunia dla Toli. Natomiast co do reszty, to sytuacja zalezy od decyzji Mariny. Najwyżej kolejnym płatnym transportem może uda się sprowadzić burych braci. Na szczęście one są najmłodsze.
-
Musze zrobić mu test na lamblie, bo niestety nie jestem pewna, czy się wybiły. Bardzo powolutku zarasta, ale głównym problemem jest jego lękliwość. Nie był przez to ogłaszany. Naprawdę nie wiem, jak szukać domu psu, który ma takie problemy w kontaktach z człowiekiem. Nadal tylko ja mogę go wziąć na ręce. Minuta nieuwagi i zwiałby z nieogrodzonego terenu. Jest bardzo szybki, zwinny i czujny. Musimy z Onaa jakoś obrać linię działania. No i oczywiście, jak większość ukraińskich psiaków, najbardziej ceni stado.
-
Płatny transport jest pierwszy, jadą czarny duży piesek z miski i jeden z burych braci odbiór w Katowicach. Bezpłatny transport jest ok. 24.08 z Amelią, jadą drugi bury, Twój kudłatek i jamnisiowata sunia Toli. Amelia mieszka w Bochni i stamtąd jest odbir. Wszystko w przeciagu 3 dni i jak zwykle z ukraińskimi transportami termin "około".
-
Raczej nie, może wydają się większe przez perspektywę, ale jeżeli jeden z nich to ten, kórego wypatrzyłam ze szczeniakiem Poker i wysłałam do Mariny, to powinny byc mniejsze. Fajnie, że Ci się podobają, bo wybierałam najmniej adopcyjne i wydawało mi się, że nikomu takie zwyczajne burki nie przypadną do gustu.
-
Poker, zostaw pieniadze na transport w kraju. Będzie trzeba je odebrać aż w Bochni. Wczoraj Ola powiedziała, że niezaleznie od zbiórki, pokryje koszty transportu dtugiego szczeniaka. Ślicznie dziękuję, jak powyżej napisałam, Ola pokryje koszt transportu niezaleznie od kroty jaką uda się zebrać, ale nie mam żadnego zabezpieczenia na dwa transporty w Polsce i na weta. Jesli możesz pomóc, to byłabym bardzo wdzięczna. Ta decyzja to była pod wpływem chwili, a dopiero przez noc zastanawiałam się, co własciciwe zrobiłam. Całe nasze oszczedności posżły w remonty, a ja mam do zabezpieczenia weterynaryjnego 3 kolejne psy, a do utrzymania 2. Jesli bedą chore jak Rita? Co zrobię? Całe szczęście, że transporty choć są co tydzień, bo może uda się ogarnać te pierwsze, zanim przyjadą kolejne. Wszystko przez to, ze poprosiłam o zdjecie buraska, który siedział na jednej z fotek z psiakiem Poker. Ola przysłała od Mariny dwa zdjecia. Mysłałam, że to dwa zdjecia tego samego szczeniaka, ale okazało się, że to dwa pieski. Nikt z nas nie potrafił wybrac, kóry ma przyjechac, a który stracić szansę. Potem nieoczekiwany tel Oli, że jednak cztery nie pojadą. Jeden musi jechać płatnym transportem, ale żeby nie wybierać, który odpadnie, to Ona zapłaci za jego transport. Wówczas przyszło mi do głowy, ze może uda się nazbierać i na piętego, jednego z dwóch braci. Palnęłam zapytanie i poszło w świat Trudno o pomoc przy tych przedszkolakach, bo zazwyczaj inne wątki dotyczą jednego psa, więc pomoc jest ukierunkowana na jednego psa. Tu przyjeżdża ich po kilka, każdy potrzebuje badań, test na giardię, wcierkę na pasożyty zewnętrzne, często wymagają leczenia, specjalistycznej diety, nawet podkłady to wydatek, ale przy wydalanych pasożytach są konieczne. To sprawia, że finansowo naprawdę trudno to ogarnąć, choć już nabrałam wprawy i staram się minimalizowac koszty. Ani złotówka nie idzie na zbędne rzeczy czy leczenie w ciemno.
-
Zaszalałam: https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1506377286410615&id=100011150747829 Zbieramy na transport dla burego szczeniaka. Są dwaj bracia i jeden ma przyjechać pod opiekę Limonki80, a drugi musi zostać na Ukrainie. Zbieramy pieniądze, żeby też spróbowac dac mu szansę. mam nadzieję, że się uda i że potem szybciutko znajdzie dom.
-
Tylko że ZEA to praktycznie na dzień dzisiejszy dwie osoby. Tola niezbyt radzi sobie czasem nawet z FB, bo zdarza się że mnie pyta o coś i narzeka, że znowu czegoś nie potrafi zrobić,a jej mąż ogarnia wszystko od strony formalnej i logistycznej. Każdy wyjazd do weta, każde rozliczenie. Ja i tak podziwiam, że dają radę ze wszystkim. Działają na najtrudniejszym chyba w kraju terenie przy najtrudniejszych do współpracy ludziach. Dla mnie to sukces, że nie poddają się od lat, robią swoje i pomagają maksylmalnie do swoich mozliwości. Wiem, jak wygląda aktualnie sytuacja na rynku nieruchomości, jakie są ceny. Ceny nieruchomości są dwukrotnie takie, jak w czasie przed covidowym i prawi ich nie ma. Ludzie masowo wykupują nieruchomości, bo boją się trzymac oszczędnosci w banku. Przez to ceny są kosmiczne za byle co. Na geodetę czekaliśmy kilka miesiecy. Koszt wydzielenia jednej działki to 3500 zł. nawet gdyby jakimś cudem udało się nazbierac na działke, to jej ogrodzenie, dostosowanie do potrzeb zwierząt to kolejne min. 20 tys. I podstawowe pytanie, kto miałby się zajmowac psami? Oni nie dadzą rady. Mój mąż pracował w dużym miejskim schronisku z fundacją i wolontariuszami. Wolontariusze to głównie mlodzi, którzy po zetknięciu się z rzeczywistością, po pierwszych mrozach, deszczu, czasem nawet kontakcie z odchodami zwierząt odpadają. co działoby się z psami w kojcach, gdyby choć jeden dzień wolontariusze nie pojawili się? Rotacja wolontariuszy była naprawdę duża. Do wolontariatu fundacja potrzebuje prawnika, szkoleń i ubezpieczyciela. Miejsce, w ktorym mają się znajdowac zwierzeta musi spełniac odpowiednie normy. Jest jeszcze kwestia tego, co działoby się z psami w razie choroby? Fundacja nie będzie miała raczej zapewnionej możliwości leczenia szpitalnego, jak to jest nawet w ostateczności w schronisku. Nie wiem, jak ustosunkuje się do tego Tola, ale dla mnie to za duże obciążenie i odpowiedzialność dla dwóch osób. Myślę, że najpierw trzeba by wspólnie zadbać o promocję fundacji w mediach społecznosciowych, o to żeby ludzie dowiedzieli się o jej istnieniu, o tym, że działa i co robi. Potrzebne sa osoby młode lub biegłe w tej dziedzinie, żeby np. wypromowac fundacyjne adopcje. Są fundacje, które w mediach stale widac i one mają większe możliwosci. Jednak jak ma na dużą skalę pomagać ZEA utzymując się z 1% zbieranego głównie wśród znajomych, nielicznych darowizn i aplikacji FaniMani?