Jaaga
Members-
Posts
19280 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Śliczny psiaczek i jaki ma połysk jutro go ogloszę. Na Katowice może spróbuję, skoro byłby transport Pippi do Myslowic, to może i jemu udałoby się zabrać,gdyby znalazł się ktoś fajny.
-
Tak się zastanawiam, czy ta ruda koteczka nie może być siostrzyczką Pippi pod opieką Toli? Może ktos wyrzucił po okolicy miot, bo Pippi, która jest nadal w lecznicy jest praktycznie taka sama i też stale walczy z infekcją, dlatego jeszcze do nas nie dojechała. I Tola również początkowo ze względu na kolor zakładała, że jest kocurkiem ;) Szczeniaki cudne, ale pocieszę, że teraz telefon milczy o wszystkie, nie tylko o nie. Zaczynam się powoli martwić. Na dzien dzisiejszy chyba tylko pseudo mają ruch, bo zarówno adopcje jak i sprzedaż związkowych szczeniąt zamarły całkowicie.
-
Lońka dziś rano zaczepiała mnie do zabawy. Wczoraj wieczorem szła za mężem i chwytała mu nogi łapkami. jest naprawdę fajna. Jeszcze nie całkiem pewna siebie, ale otwarta na nowe doświadczenia. Tylko nie przepada za niższymi temperaturami. Jak jest zimno, to wychodzi na krociutko i już jest w domu, zeby przypadkiem nie zostać na dworze.
-
Wydaje mi się, że nie chodzi o to, że każdy tu jest specjalistą, ale często ludzie dzięki sporemu, wieloletniemu doświadczeniu moga podzielić się radami czy doświadczeniem. Ostatnio zgłębiałam pewien temat na kocim forum hodowców i dowiedziałam się takich rzeczy, o których lekarze pytani przeze mnie, nie mieli niestety zielonego pojęcia. Kiedy ogarniałam temat FIP, to najbardziej pomocna była wolontariuszka ze schroniska. Przy Barytonie drążyłam temat dirofilarii. U trzech lekarzy dowiedziałam się naprawdę niewiele i dopiero tu na dogo jedna z osób poruszyła problem zarażania, przez nich zbagatelizowany kompletnie. Dzięki Niej trafiłam do kolejnej przychodni, gdzie w końcu zabezpieczono psa, a niedawno trafiłam na naukowe opracowanie na ten temat z wynikami badań laboratoryjnych. Porobiłam sobie notatki, dowiedziałam się o rodzajach i skuteczności testów, konkretnych leków na konkretne stadia. Kiedy pytałam o nie wetkę, nie miała na ten temat bladego pojęcia. Zdobytą wiedzą już podzieliłam się z Olą, bo może się przydać przy innych ukraińskich psiakach. Ja sama po wpisach dziewczyn zanotowałam nazwę leku, jaki tu wymieniły i zapytam moją wetkę o niego. Musimy sobie jakoś radzić, bo niestety wiele leków zostaje wycofanych, są trudności z ich dostępnością. Czasem otrzymuję rady dotyczące leków zamiennie stosowanych, miejsc gdzie mozna je zdobyć. Natomiast denerwują mnie wpisy na grupach FB typu: "mój pies ma dwa dni biegunke, co mogę mu podać, zeby uniknąć weta", "mój kot trzy dni nie je, poradźcie coś". To, że Murka mogłaby ewentualnie przesłać specjaliście dokumentację do konsultacji czy zapytać swojego zaufanego lekarza o leki, które inni stosowali, może być ułatwieniem, bo przecież Shila to nie jedyny pies pod jej opieką i całkiem inaczej jest, kiedy leczony jest przez właściciela jego jedyny pies, a kiedy hotelkowy. U nas np w leczeniu onkologicznym nie mogła w grę chodzić chemia ze względu na dzieci i szczeniaki. Życzę Shiluni zdrowia, zeby nowotwór jak najdłużej się nie rozwijał i żeby mogła się długo w pełni cieszyć odzyskanym życiem, a opiekunom życzę pozytywnych myśli, cierpliwości i tego, zeby nie mieli kolejek u weta
-
Murka nie chce podawać sama, napisala, ze zapyta weta. Ja osobiście akurat bardzo cenie sobie rady innych osób, borykających się z jakimś problemem. Często zapisuje nazwy, czytam opisy producenta, czasem badania na dany temat. Juz nieraz spotkałam się z sytuacją, ze lekarze nie mieli pojęcia o istnieniu jakiegoś środka polecanego przez hodowce lub właściciela zwierzaka. Raz tylko mieliśmy suczkę z gruczolakorakiem prowadzoną przez onkologa w specjalistycznej przychodni i moim zdaniem to niczym nie różniło się od opieki naszego weta. Pani doktor nie potrafiła doradzić mi w sprawie diety wspomagającej leczenie, choć wiadomo ze wiele skladnikow może być przydatnych lub wręcz hamują rozwój nowotworów. Sama mam akurat wojtyszkowa Adę po operacji usunięcia guza i będę się kontaktować z fajna lekarką w sprawie dostępności leków. Najlepszy byl Theranecon, ale juz w zeszłym roku mama kupowala go w czeskiej przychodni, bo byl u nas niedostępny. Jak dowiem się czegoś ciekawego, to tu też dam znać. Myślę, że nie ma co Murki ganiać po onkologach z jednym psem, bo pewnie i bez tego ma co robić. U nas na wizyty zabierali sunie wolontariusze fundacji, bo inaczej nie dalibyśmy rady jeździć tak daleko i wysiadywać w przychodni. Można ewentualnie po uzgodnieniu wysłać mailowo dokumentację do onkologa i poprosić o odpłatną konsultację. Limba dostawała tez środek polecony tu przez Tyśkę i capsomasol.
-
Niestety, oprócz tamtych dwóch pań, z których żadna nie przyjechała, nikt juz nie zadzwonil o niego. Myślę że aż tak bardzo nie miałby za złe zmiany domu, bo jest kontaktowy do wszystkich. Przedwczoraj przyjechała do nas Pani doktor szczepić psy i Borys od razu się do niej przykleił. Juz ją zna, ona go bardzo lubi i zawsze sie z nim wita . Musieliśmy go aż wyprosić na czas szczepień, bo tak się dopychal, ze lekarka nie mogła zbadać i zaszczepić innych psów. To samo robi z gośćmi. Z każdym ie przywita i jeśli ktoś zacznie gkaskac, to go nie odstepuje.
-
Nie ma powodu do obaw. To nie są preparowane smaczki , które tez podobnie jak Rozi , zdecydowanie odradzam dla szczeniąt. Na zdjęciu widać suszony żwacz, a to doskonały wybór dla malucha. Oprócz tego, że zajmuje szczeniaka , przekierowuje na gryzienie tego co może zamiast np. butów, to zawiera wartościową florę bakteryjną. Nie zaszkodzi dzieciakom absolutnie. Sama kupuję je na kilogramy i daję juz kilkutygodniowym maluszkom. Ważne tylko, żeby te naturalne przekąski były suszone, nie wędzone, a taki widać na zdjęciach. Spokojnie wiec Pani Marzena może maluchy nimi częstować.
-
To super sprawa. Cały czas robie zakupy w ten sposób, choć moj udział się zmniejszył, odkąd zooplus przestal naliczać darowiznę przy zakupach ze znizką dla hodowcy. Wielka szkoda, bo przy miesięcznych zakupach rzędu 2 tys. zawsze coś się nazbieralo na ZEA.
-
Nie widziałam wpisu Rozi, ale po Twoim poscie z ciekawości tez weszłam na pierwszą stronę wątku i rzeczywiście Suvi przeszła metamorfozę. Ze zrezygnowanej szarej szczotki zamieniła się w puchatego miśka. Może i robiącego groźne miny, ale już wyrażające emocje i uczucia. Calkiem zapomniałam jak wyglądała w schronisku.
-
Tamtej pani zainteresowanej Martim tez powiedziałam, że niech jadą do schroniska i dadzą dom jakiemuś psu, który i tak zyje latami w budzie, zamknięty w kojcu i często musi walczyć o miskę czy dach nad głową. Dla niego przestrzeń, regularne posiłki i opieka człowieka to i tak dużo. Jednak Marti poznał juz inne życie, jest kanapowym szczeniakiem , poza tym jest bezpieczny i na spokojnie szuka najlepszego domu.
-
Ja też, tylko i tak jechalibysmy na wizytę, a wątpię czy usuwaliby budy z ogrodu i kupowali legowiska, zeby udawać, ze psy tam mają być. Szybciej chyba będą szukać psa ogłaszanego przez kogoś, kto nie zapyta o warunki, tylko bedzie zależało mu na pozbyciu się problemu. Sama przeżywałam ogłoszenie, gdzie pies był zachwalany jako przyzwyczajony do życia w kojcu. Mam nadzieje, że jednak po kilku rozmowach nie beda chcieli mieć do czynienia z "wariatkami", u których pies ma mieszkać w domu.
-
Mój tekst Nastji na OLX: Nastya to urocza i śliczna 2-letnia koteczka, która po nowe życie do Polski przyjechała aż z ukraińskiego schroniska. est zachipowana, z paszportem, wysterylizowana, po testach w kierunku chorób wirusowych, może więc zamieszkać z innym kotem. Ma nietpową urodę, przypominającą kota brytyjskiego: ogromne oczy o jakby wiecznie zdziwionym wyrazie, mięciutkie futerko, nietypowe dla jej burego umaszczenia i zwartą budowę ciała. Jest łagodna, delikatna i rozmruczana. Jesli miałaby zamieszkać z innym kotem, to nie z łobuziakiem, bo mogłaby sie go bać i unikać. Jest kotem niewychodzącym i szukamy dla niej domu WYŁĄCZNIE bez mozliwości wychodzenia. Proszę więc nie pisac i nie dzwonić, jesli oferujecie Państwo inne warunki. Kotka zostanie wydana do zabezpieczonego domu lub mieszkania. Obowiązuje spotkanie przedadopcyjne i podpisanie umowy z fundacją. Proszę o kontakt tylko telefoniczny: 660124623. Jesli nie mogę odebrać, to oddzwonie. Nie odpowiadam natomiast na SMS-y i wiadomości. W związku z tym, ze ogłoszenie ma na celu znalezienie najlepszego domu dla Nastki, nie obowiazuje zasada "kto pierwszy ten lepszy". Osobie, która zaopiekuje się koteczką, Nastka odpłaci swoją wielką miłością.
-
Tyśko, a dałabyś radę zrobic ogłoszenie kotce Nastce? Zrobiłam jej na Katowice. Masz rację. Jakoś nie zauważyłam tego na co dzien, wydawał mi się taki sam, tylko znacznie cięższy, jak go noszę na rekach, ale jak robiłam zdjęcia przy Suvi, to jest jej wysokości. Musiałabym mu zrobić nowe zdjecia, bo nim nie ma jakiegokolwiek zainteresowania. Nie wiem dlaczego, bo jest jasny i jego zdjecia dobrze wyszły. O Laimę jeszcze czasem ktoś pyta, a o niego kompletna cisza. Już rozmawiałysmy o tym z Tolą, bo on u niej na ogłoszeniu nie ma żadnego zainteresowania. Może to kwestia pospolitej urody i braku podobieństwa do którejkolwiek rasy? Sama nie wiem. Staram się nadrabiac zaleglości, wczoraj zrobiłam Suvi, dziś kotkę Nastkę. Musze też obfocić moje szczeniaki, bo w końcu zostanę z nimi Myślę, że na dniach ogarne jego nowe zdjęcia, ale nie mam na nie zupełnie pomysłu.
-
Ciekawe, czy to nie ten sam dom, co dzwonił o Martiego? Taka sama sytuacja; zmarł piesek i do towarzystwa szukają nastepnego. pani przez tel zapewniała, że miałby najlepszy dom, a w rozmowie okazało sie, że psy żyły w budach i tak samo miałby funkcjonowac Marti. Pani tłumaczyła, że żaden kojec, tylko buda luzem Powiedziałam jej, ze to byłoby okrutne, bo on teraz u nas ma swoja kanapę i wywalenie go do ogrodu do budy byłoby pogorszeniem standardu jego życia i skrzywdzeniem go. Mam tylko nadzieję, ze takie osoby po rozmowach uświadamiają sobie, ze jednak oferowane przez nich warunki nie są takie "naj" i wyadoptowujący psa oczekują czegoś więcej.
-
I całkiem inna atmosfera. Na FB stale są konflikty, kłótnie między osobami pomagającymi, jakaś rywalizacja, kto jest lepszy. Trudno o serdeczność czy zrozumienie. Tu psiak potrzebuje pomocy, wszyscy się zlatują, osoba pomagająca potrzebuje wsparcia, to inni są gotowi iść z pomocą. Mamy tylko jednego psiaka - ukraińskiego Maxima pod opieką osób z FB. Musze przyznac, ze łatwiej było ogarnąć go tam finansowo, bo zbieranie pełnych stałych deklaracji dla starszego, dużego czarnego, trójłapka poszło ekspresowo, ale już kazdy kolejny krok związany jest z tym, że ile udzielających sie osób, tyle zdań. Obserwuję, że czasem na FB kazdy ma inne zdanie, a potem kłócą się między sobą o każdą pierdołę. My mamy grupe na priv, ale jak widzę pomaganie publicznie, to kazdy kto się nudzi musi coś dorzucić i często zaczyna się cyrk.