Jump to content
Dogomania

Jaaga

Members
  • Posts

    19277
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    104

Everything posted by Jaaga

  1. Wlaśnie Andrzej mial jechać, ale lekarz powiedział, żeby został do jutra. Mieli go kąpać, jednak dzis po raz pierwszy pojawiła się krew w moczu. Wczesniej byl na antybiotyku. Lekarz go odstawił i d razu nastąpiło pogorszenie Wstrzymali się z kąpielą. Wczesniej nie mógł być kąpany, bo dostał oprysk, który musiał się wchłonąć przed kąpielą. I na dodatek dzis zrobił tez luźną kupę.
  2. No racja. Ja juz przywyklam do tego, że temat kupy jest jednym z czesto poruszanych w rozmowach z koleżankami hodowczyniami.
  3. Mam dobre wieści; po antybiotyku i Metronidazolu kupa jest o wiele lepsza. Bardzo martwiłam się o jej zapalenie jelit, ale idzie ku lepszemu.
  4. Znalazłam paragon i niestety Andrzej juz zapłacił 40 zl za szczepienie, a nie jak dotychczas 30 zl. Rozliczenie tutaj to 40 zl i 150 z deklaracji. Na stowarzyszenie pójdzie faktura na 300 zł.
  5. Chodzilo mi o bilbordy na 1%
  6. Teraz wszyscy organizują zbiórki i wydaje mi się, że to później będzie nie do rozliczenia. To są ogromne pieniądze. Mam kiepskie doświadczenia z dużymi organizacjami. Jeśli kogoś stać na opłacanie pomieszczeń, pensje dla zarządu czy prawnika, akcje bilbordowe, to o tyle mniej pójdzie na zwierzęta. Czasem łatwo wydawać cudze pieniądze. Skoro jest tyle zwierząt na granicy, to pomoc przy juz zebranych środkach powinna być latwa i zorganizowana. Dwa dni temu dzwoniła do mnie kolezanka z fundacji, czy przyjechały do mnie zwierzęta z Ukrainy, bo chce dać pieniądze na karme i leczenie. Ludzie mieli ponoć pretensje, że nie zaoferowała pomocy. Pomagała psom u nas np. Lindzie znacznie wczesniej i tego nikt nie widział, ale jak nie zrobila wielkiego szumu w ostatnich dniach, to jest najgorsza. A mogla zrobić zbiórkę i po sprawie , byłaby zaangażowana. Pomyslec, ze ostatni transport przedwojenny od Mariny przyjechal w tajemnicy do polskiej organizacji, bo bali się ze zostaną zlinczowani medialnie przez innych. Wczesniej co ktoś dopieprzal sie o przywozenie psów z Ukrainy. Dla mnie bohaterami są ci, co działają na miejscu. Tola nie zrobila zbiórki, a wiem ze opłacali karmę i weta psom ukraińskim, działają dla ludzi. Tyśka pisze o tych dwóch znajomych dziewczynach. Juz absurdalnym wydaje mi się szukanie na hura dt przez wszystkie organizacje i grupy pomagaczy. Nie macie pojęcia jakie debilki sie odzywają o Laime i Maxima. Nikt nie dzwoni zapyrac o psa, jaki jest, jakie ma potrzeby, tylko piszą czy dowiozę im lub kiedy moga przyjechać po pieska. procedura adopcyjna to niewyobrażalny wymysl, bo przecież one pieskom chcą pomóc. I jak to nie chce dowieźć. Większość tych zwierząt po pierwszej kupie, zniszczeniach wyleci z tych wrażliwych DT. Widzialam ze schronisko chorzowskie tez chce przyjąć psy. Mogę zadzwonić i zapytać. Może jesli jest tak źle na miejscu, to udałoby się z Aska7 wysłać ze dwa psiaki? Lepsze to, niż błąkanie sie i zakończenie życia np. pod kolami. Ciesze się, że tylu zamojszczakom sie teraz uda. Ja w ostateczności mogłabym przyjąć jakiegoś starszaka na hotelik do Weny, ale wiem ze większymi i starszym jest trudniej o zorganizowanie pomocy. Dlatego fajnie, ze chociaż drobnica wyjedzie do Hani.
  7. Teraz najlepszy czas, nie dość że masowy zryw , przekładający się na wpłaty na zbiórki, to jeszcze pora rozliczania 1 %. Ja jakoś dawno nie mam złudzeń. Kiedyś trafił do mnie transport 5 psów z Rumunii, które stopniowo rozjeżdzały się. jedne szybko, inne wolniej. Zbiórka kasy przez dużą organizację. Nazbierali szybko mnóstwo pieniędzy, zaoferowała swoją pomoc jako DT. Dostałam minimalną ilość suchej karmy. Jedną suczkę wiozłam do Mikołowa na sterylkę za 200 zł. po 2 mies wetka upominała się o kasę, bo organizacja jej nie zapłaciła. Po mojej interwencji dopiero uregulowali dług. Było mi wstyd. W mediach reklamowanie organizacji, jacy wspaniali. Nie miałam ochoty odwalać za kogoś roboty, niech paniusie same zbierają g...a. Powiedziałam, że nie dam złotówki na żadną organizację. Co chcę pomóc, to sama, swoimi rękami i u siebie. Dopiero ZEA przekonała mnie, że jest jedna organizacja której moge zaufać.
  8. Nie robiłam jeszcze rozliczeń za luty, bo walczę z podłogą. Połozyłam dziś trzy warstwy hydroizolacji i fugi. Marzę, żeby wyprostować nogi. Mam gdzieś paragon za szczepienie p. wsciekliźnie Gajki, ale poszukam i wstawię jak meble wrócą na swoje miejsce, bo niczego nie potrafię znaleźć. Zapłaciłam 30 zł.
  9. Ja też. Miałam pierwsza Sare , ktora była 9 lat w schronisku i od tego czasu staram się takie adoptować. Przeważnie to nie są za długie adopcje, ale dla nich liczy się każdy normalny czas. Teraz powoli zegnamy się z Nelę, tez była 9 lat w schronisku. Jest u nas 3,5 roku, ale już z dnia na dzień jest gorzej.
  10. Jak Tola napisała, jutro Andrzejpo niego pojedzie. Tola wie, jak trudno jest się w ogóle tam dodzwonić. I tak po dwudziestu próbach, jak mi się udaje, czuję się jak stalkerka. Zrobię zdjecia jak bedzie juz u nas. Miał być kąpany.
  11. Zamówiłam mu dietę w zooplusie: sucha karma i puszki na dosmaczanie suchego. Wyszło 384,60 - 10% mojego rabatu - czyli zapłaciłam 346,14 zł.
  12. Mysle, że Pani powinna spotkać się jednak ze szkoleniowcem. Kiedy opowiadała wczesniej o tym, że Lonia zaczęła niszczyć, to mówiła, że ona patrzy na nią potem wzrokiem mówiącym "to nie ja". Pani mowi cicho i spokojnie. Pies musi po tonie rozpoznać, że coś jest nieakceptowane. Zwracanie uwagi takim tonem to jak opowiadanie psu bajki. U nas nie było tego problemu. Owszem, czasem wymamlała jakas odstajaca metke lub róg poduszki, ale nic nie wybuchalo. To Laimie od powrotu z adopcji zdarzają się zniszczenia. Przed adopcja tego nie robiła. Widocznie to tez stało się w nowym domu sposobem na rozładowanie napięcia. Lonia bardzo była zżyta z Laimą, może to jej brak koi tymi zachowaniami? Również spróbowałabym feromonow. RC ma tez specjalne karmy dla psów w stresie. Może tez olejek cbd? Na Allegro są dostępne takie w wersji pobudzającej i wyciszającej. Omyłkowo zamówiłam ten pobudzający i dobrze się stało. Nasza Nela bez niego leży zwinięta, ma drżączki, lub zawiesza się w jakimś kącie i totalnie odlatuje. Po porannej porcji funkcjonuje prawie normalnie. Może Loni pomoże ten wyciszający?
  13. Z rozmowy telefonicznej wiem, ze ma podwyzszony mocznik i parametry wątrobowe. Po ustaleniach z Alaskan zaraz mu zamowie dietę Renal. Jeszcze trzeba poczekać na posiew z moczu, bo szkoda faszerować go w ślepo. Lekarz mówi, że mocz juz tak straszliwie nie cuchnie, jak po przyjeździe. Tabletki na wątrobę zostały po Luśce, wiec i on i Wena maja je na początek.
  14. Jej akurat nie pogrubily, ale wyszła na niższą. Jest bardziej proporcjonalna.
  15. Jego sunia na pewno miala sie u niego bardzo dobrze , ale kupil ja jako szczeniaka i wychował od maleńkości . Oczekiwał chyba ze kazda inna jamniczka będzie podobna.
  16. Wiem, widać i tak na zdjęciach. Na tych ostatnich od Toli widać mu było wszystkie żebra.
  17. Kiedyś to chciałabym jeszcze moc zwbrac tego psa. Przewija się od początku na zdjęciach i wygląda coraz starzej. Aska7 uraczyła nas tyloma zdjęciami, ze mam nadzieję, że kilka z nich z Nią wyjedzie.
  18. Wyszło nieporozumienie. mial dzwonić przed przyjazdem, żeby potwierdzić, po czym jak Wena akurat jechała do przychodni zadzwonil ze jest już w Jarzabkowicach i nie ma dokladnego adresu. Do tego mial spore pretensje, bo zakładał ze zabiera psa od razu ze sobą i ze p. Magda nic nie mówiła, że to tak nie działa. Ze przyjechal po psa. Nie potrafilam sie dodzwonić do p. Magdy. Nie dałam Gajki. Ona zresztą chowała się i uciekała przed tym panem. Pan sam zrezygnowal, bo mial poprzednia jamniczke bardzo lubiąca wszystkich ludzi. Nie zakladal gryzienia czy pilnowania, żeby tego nie robiła. Moim zdaniem Gaja nie nadaje się do domu bez kobiety. Do tego do Pana przyjeżdżają wnuki, o czym wczesniej nie powiedział. Gaja na pewno dobrze nie zareagowałaby na przyjazd głośnych i ruchliwych dzieciaków. Pewnie wrocilaby jak Sara z pierwszego domu w Krakowie. Sara ponoć tylko pokazywała zęby, a Gaja potrafi mocno ugryźć. Pan szuka jamniczki, ktora będzie z nim jeździć na ryby. Nie miałabym odwagi Gajki puścić luzem na otwartym terenie.
  19. Sa telefony o Laime, ale takie na zasadzie zrywu narodowego. Jedna Pani nawet grymasila, ze ona jest juz dłużej w Polsce, a chcialaby z tych, co świeżo przyjeżdżają. No rzeczywiście, trudno byłoby o lansik, ani fotek z transportu czy granicy. Zapytalam czy wie, że w większości przyjeżdżają chore, z pasożytami, do diagnozowania, często leczenia, operacji? Ludzie dzwonią bezmyślnie. Jakby to były pluszaki do zaopiekowania, ale co się dziwić, skoro wszyscy teraz tez tak bezmyślnie te zwierzęta sprowadzają i szukają dla nich dt. To nie są łatwe psy (koty zresztą często tez) i obawiam się, że połowa z nich straci dt przy pierwszych problemach. Zadzwonila nawet dziewczyna o trójlapka Maxima do bloku, na pierwsze piętro. Kiedy jej zapytałam, czy zdaje sobie sprawę że to 30 kg stary pies, który ma trudności z chodzeniem i z czasem moze być gorzej, dozuje sobie sam ruch, nie cierpi smyczy i nie da rady zasuwać po schodach, odpowiedziała, że nie została poinformowana. Dla mnie to wydawało się logiczne, ze ktoś decydując się na takiego psa, bierze to pod uwagę. Mam nadzieje, ze nasz ukraiński zakapior i Laima jednak trafią na odpowiedzialnych, rozsądnych ludzi.
  20. Wczoraj Mela pierwszy raz wyszła i wróciła do domu na wołanie. Dzis juz zaliczyła poranne załatwianie potrzeb z innymi psami. Kolejny krok do przodu. Dobrze funkcjonuje, tylko bezdotykowo.
  21. Wczoraj zadzwoniła p. Magda, że jest Pan z Jaworzna ktory chce adoptowac Gaję. Niewiele wiem, bo nie ma ankiety, pan dzis chce przyjechać. P. Magda pomyliła Jaworzno z Jastrzębiem i juz sie ucieszyłam, że to bliziutko i będziemy mogli sami pojechać na wizytę, a Gaję stopniowo oswajać z nowym opiekunem przez kilka spotkań. Nie wiem, czy jest tu ktoś z okolic Jaworzna? Dla mnie to byłaby trudna adopcja, dla Gaji jeszcze bardziej. Gaja normalnie funkcjonuje z moimi małymi psami, więc pocichutku zaczęłam myśleć o pozostawieniu jej. Oczywiście jeśli dom okaże się super, to bardzo się uciesze, ale naprawdę się stresuję. Zobaczymy jak w ogóle zareaguje. U nas na wsi nie miala kontaktu z obcymi w domu, bo balam się, że kogoś ugryzie i będę miała nieprzyjemności.
  22. Oczywiście, pisałam o tym wczesniej. Tam pracuje fryzjerka i od razu poprosiłam o kąpiel w leczniczym szamponie. Po zapachu, jaki ponoć nadal wydziela, lekarz pewnie się ucieszył.
×
×
  • Create New...