Właściwie żadne, wszystkie podobne do siebie, jednakowo gorące i duszne.
U mnie akurat trochę zachmurzyło się, ale to już nie pierwszy raz i zapewne nie ostatni. A i tak nic z tego nie wynika, duszno, gorąco bez miary.
Lala stwierdziła, że w takie upały po prostu nie jada się. Za jej przykładem szybko poszła Neska. A na końcu dołączył Misiek. W efekcie cała trójka jada raz dziennie (każde o innej porze dnia), a dodatkowo Lala musi być karmiona przez specjalne zaproszenie.
Pełnia szczęścia.
Czas leci nieubłaganie, już prawie koniec lipca. Wczoraj miałam okazję przyjrzeć się drzewu lipy. Wygląda co najmniej na koniec września, a nawet początek października.
Witaj Blondynku w kolejną upalną niedzielę.
Nie warto wstawać - nawet rano nie ma czym oddychać. A niedziela dopiero dziś.
Mimo wszystko - spokojnego i miłego dnia. Może jakoś uda się go przeżyć.