No i dziś tragedia - na podwórku ledwo sama utrzymałam się na nogach kiedy szłam dać jedzenie kurom. No, ale jakoś obyło się bez upadku. Ares miał problem z wejściem do domu. W mocy padała marznący deszcz i na podeście zrobiła się ślizgawka. Z impetem wskoczył i nagle okazało się, że łapy uciekają.Ale wpadł na pomysł - wszedł z innej strony, spokojnie i udało się! Wszedł do domu zadowolony i od razu pomaszerował na swoje posłanie. Gdzie zresztą śpi do tej pory. Co prawda - łepek już poza legowiskiem,ale to u niego normalne. A śniadanie zjadł od razu!